„Pomocną rękę należy podać tym, którzy mądrze walczą, a nie mogą dać sobie rady.”
- Stanisław Grzesiuk (z książki Pięć lat kacetu)
Przedstawione historie są fikcją literacką, a zbiezność ze zdarzeniami i postaciami występującymi w rzeczywistości, jest jedynie przypadkowa. Zamiarem autora nie jest w sposób negatywny przedstawianie osób objętych postepowaniem sądowym a w pracy zawodowej kieruje się ogólnie pojetym dobrem każdej jednostki.
Wszedłem do budynku sądu, jako pracownik tego przybytku w okresie pandemii mam prawo, podchodzę do dziewczyny na oko 30-letniej, z widocznymi oznakami niepełnosprawności, bardzo szczupłej, wręcz chudej, która ściszonym głosem jakby przepraszając mnie mówi że trzeba poddać się badaniu temperatury ciała. Nie oponuję, w końcu 90 % narodu schowane jest w domach i drżeniem serca czyta, ogląda lub słucha o szerzącej się pandemii, która bezlitośnie eliminuje z żywych każdą osobą z chorobami współistniejącymi. Chuda, drżąca ręka przystawia do czoła bezdotykowy termometr i nerwowo oczekuje „pik”, które informuje o zakończonym pomiarze.
„Bzzz”.
– Przepraszam Pana, jeszcze raz – ściszonych i bardzo niewyraźnym głosem dziewczę zwraca się do mnie, a ja z uśmiechem skrywanym pod jednorazową maseczką wielorazowego użytku odpowiadam że nic nie szkodzi. Jej ręka ponownie kieruje się z urządzeniem do mojego czoła, drżąc lekko jakby w obawie czy i tym razem się uda.
„Bzzz”.
– Ojej, taki nam sprzęt kupili, przepraszam – bardzo cichutko wypowiedziała słowa jakby w stresie, bo i za mną już 3 osoby, to inni pracownicy w kolejce się ustawili.
– Nie szkodzi, proszę spróbować na szyi – podpowiadam rozwiązanie, bo może i czoło mam wilgotne, albo po prostu jestem już trupem i tak niskich zakresów temperatury urządzonko bezdotykowe nie łapie. Silę się na ponowny uśmiech spod kawałka materiału z Chin opasujący moje usta i nos, ale chude dziewczę przyodziane w za duży uniform z nazwą „Best Ninja Security” w butach typu Martens, tylko z tworzywa skóropodobnego, ze zdenerwowania dotknęła mnie termometrem i ponownie przepraszając podeszła do swojego blatu go zdezynfekować. Tymczasem w kolejce ustawiło się już z 5 osób, które zniecierpliwionym głosem zaczęły proponować, by odpuścić sobie mierzenie temperatury.
– Przepraszam – ponownie ściszony, wręcz przestraszony głos się odzywa, wycierając miernik – kamery są i nie mogę nikogo wpuścić do budynku. Już zaraz zadziała, tak czasami ma…. – i zbliża urządzenie w moim kierunku, kierując wiązkę bladego światła w kolorze czerwieni na moją szyję.
1….2….3….
Wszyscy stoją w ciszy i obserwują bezdotykowe badanie temperatury mojego ciała. Jak także nic nie mówię, starając się nawet nie drgnąć o milimetr by znowu nie usłyszeć złowrogiego…
Drgnąłem. Taka była pierwsza myśl moja, bo już poczułem się winny że kolejka do przedstawiciela „Best Ninja Security” ani na centymetr nie drgnęła. Z tyłu za plecami tłum ludzi wydał pomruk zniecierpliwienia a jedna z tych osób próbowała się prześlizgnąć bokiem do głównego korytarza. Pech chciał że nagle zza filara wychylił się dyrektor sądu z wielkim uśmiechem na ustach i swoim tubalnym głosem zapytał?
– A Pani Pani Basiu to się już badała?
I Pani Basia potulnie wróciła do kolejki w której znajdowało się już około 7 osób. Pomruki zniecierpliwienia ustały, ale wszyscy skierowali swój wzrok w kierunku niepełnosprawnej dziewczyny, starającej się drżącymi rękami to włączać i wyłączać termometr celem, jak powiedziała, zresetowania. Po chwili ponownie skierowała światełko z diody led na moje czoło i zaczęło się odliczanie…
1….2….3….
„Pik”.
Udało się! Sukces! Mam zmierzoną temperaturę! 31,7 stopnia celcjusza – taki jestem gorący! Lecz po chwili przypomniałem sobie że chyba prawidłowa to 36,6 być powinna i tak też sugeruje że chyba coś za mało…
– A to nieważne – z uśmiechem i ulgą odpowiada chudzinka – ważne że nie ma pan gorączki – i zabiera się do badania kolejnej osoby a ja psikam sobie śmierdzący alkohol z atomizera stojącego na ladzie na ręce.
– Trzydzieści dwa i osiem – słyszę w oddali wynik pomiaru kolejnego pracownika stojącego na straży prawa i sprawiedliwości. Kroki swe kieruję w stronę gabinetu, który przyszło mi zajmować pamiętając, ze do budynku przychodzimy tylko w dni dyżurowe, reszta to praca zdalna, czyli udawanie że się pracuje, choć ja nie ukrywam, wielu nadzorowanych przez messengera namierzyłem i nagle liczba moich znajomych na fejsie wzrosła co najmniej o 50%. Nie mówiąc o tym że dzięki temu dostałem się do zdjęć, komentarzy i opisów dotychczas ukrytych dla mnie. Hiciorem dla mnie było zdjęcie nadzorowanego który włożył sobie pęto podwawelskiej w rozporek i z piwem w ręku stał nad ogniskiem. Niech się chłop bawi, w końcu ma dopiero 43 lata.
Idę długim sądowym korytarzem i podziwiam nowe elementy wystroju w postaci wielkich, rażących naklejek o średnicy około 1 metra przyklejonych do terakoty. „ZACHOWAJ ODSTĘP 1,5 METRA” – taki napis na nich widnieje a ja spojrzawszy w głąb korytarza doliczyłem ich około 15. I może nie było w nich nic dziwnego oprócz tego, że przy biurze podawczym ktoś nakleił żółtą tablicę z informacją: „ZACHOWAJ ODSTĘP 2 METRY”.
Wszedłem do biura i z ulgą zdjąłem chińszczyznę z twarzy. Sądowy czajnik z taniego plastiku zagotował wodę na kawę, 10-letni laptop uruchomił się po kilku minutach i dwóch siłowych restartach i zacząłem ekspresowy przegląd wiadomości COVID – 19 na różnych portalach, których jeszcze sądowy informatyk nie przyblokował na serwerze. Nie ukrywam, żadnych emocji nie wzbudziły u mnie informacje o ofiarach śmiertelnych wśród chorób współistniejących, nowych zakażeniach i czasu trwania pandemii. Przepychanki w sejmie i senacie co do wyborów spowodowały tylko szybsze poruszaniem pokrętłem myszki. Odpaliłem służbową pocztę mailową i przeleciałem wzrokiem koło 10 e-maili na temat procedur bezpieczeństwa w Sądzie. Prezes Sądu Okręgowego, Prezes Sądu Rejonowego, Dyrektor Sądu, Kierownik….. każdy powklejał jakieś zarządzenia oraz sugestie ministerstwa nie zwracając uwagi że każde z nich dotyczy tego samego, ale jakby czego innego. Po kilku dniach przyznam szczerze, przestałem to czytać.
I gdy tak postanowiłem w końcu zająć się zaległymi wnioskami i poczytać karty nadzorów nadesłane mailowo przez kuratorów społecznych, rozległo się pukanie do drzwi, a po chwili w głąb pokoju zajrzała głowa.
– Dobry – rzecze głowa w osobie mężczyzny z wąsem lat pięćdziesiąt i coś.
– Dobry – odpowiadam ze zdziwieniem, bo przecież nikt postronny raczej nie wejdzie do budynku, w końcu „Best Ninja Security” z termometrem w wątłej dłoni nie wpuści nikogo obcego w czeluści gmaszyska sądowego – w jakiej sprawie?
– Wymierzyć przyszedłem, pleksę będę montować – wszedł dziarskim krokiem do pokoju bez maseczki i podaje rękę na powitanie. Nie ukrywam, odwzajemniłem uścisk i podrapałem się po nosie.
– Pleksę? Ale jak, gdzie, na biurku? – nie dałem ukryć zdziwienia. Jaką kurwa pleksę? Na to małe biurko na którym z ledwością mieści się wysłużona drukarka, laptop i zestaw najtańszych przyborników?
– No, tu blachowkrętem przykręcimy panu pleksę metr na dwa starczy? – i odmierza zdezelowaną drewnianą miarką moje biurko – a nie, metr na sto trzydzieści – poprawia się i sięga po leżący długopis my zapisać wymiary na karteczce i numer pokoju.
Decyzja została podjęta. Nic mi do tego. Po wyjściu majstra udałem się do sekretariatu zobaczyć co na mojej półce leży. W sekretariacie zebranie – 7 osób komentuje pleksy na biurkach które lada dzień się pojawią. Część pleks już przykręcili – dwie się ułamały z powodu nieostrożnego nachylenia się nad nimi, jedna pękła. Koleżanka o wystający blachowkręt uszkodziła spodnie, druga o mało co się nie skaleczyła. Zaczęło się nerwowe sprawdzanie czy aby jest w sekretariacie apteczka pierwszej pomocy. Razem ze zleconymi wywiadami z półki wziąłem 3 maseczki na twarz i parę gumowych rękawiczek w woreczku foliowym spiętych gumką recepturką – mój przydział na tydzień pracy w terenie.
Mamy dostać jeszcze przyłbice – na razie są dwie i leżą u kierownika. I jeden płaszcz jednorazowy jest u niego, który bezwzględnie trzeba ubierać będąc w terenie. Nikt nie wie czy płaszcz to na jeden wywiad w terenie, czy na jeden cały dzień pracy kuratora, a może to płaszcz wymienny – jakoś mamy się nim dzielić. Podobno na maila mają przyjść wytyczne z Ministerstwa co do płaszcza. Na razie czekamy i w teren dalej nie chodzimy.
Wymiar sprawiedliwości przygotowany jest na walkę z COVID-19. Bezapelacyjnie.
Wszedłem do budynku sądu, jako pracownik tego przybytku w okresie pandemii mam prawo, podchodzę do dziewczyny na oko 30-letniej, z widocznymi oznakami niepełnosprawności, bardzo szczupłej, wręcz chudej, która ściszonym głosem jakby przepraszając mnie mówi że trzeba poddać się badaniu temperatury ciała. Nie oponuję, w końcu 90 % narodu schowane jest w domach i drżeniem serca czyta, ogląda lub słucha o szerzącej się pandemii, która bezlitośnie eliminuje z żywych każdą osobą z chorobami współistniejącymi. Chuda, drżąca ręka przystawia do czoła bezdotykowy termometr i nerwowo oczekuje „pik”, które informuje o zakończonym pomiarze.
OdpowiedzUsuń„Bzzz”.
– Przepraszam Pana, jeszcze raz – ściszonych i bardzo niewyraźnym głosem dziewczę zwraca się do mnie, a ja z uśmiechem skrywanym pod jednorazową maseczką wielorazowego użytku odpowiadam że nic nie szkodzi. Jej ręka ponownie kieruje się z urządzeniem do mojego czoła, drżąc lekko jakby w obawie czy i tym razem się uda.
„Bzzz”.
– Ojej, taki nam sprzęt kupili, przepraszam – bardzo cichutko wypowiedziała słowa jakby w stresie, bo i za mną już 3 osoby, to inni pracownicy w kolejce się ustawili.
– Nie szkodzi, proszę spróbować na szyi – podpowiadam rozwiązanie, bo może i czoło mam wilgotne, albo po prostu jestem już trupem i tak niskich zakresów temperatury urządzonko bezdotykowe nie łapie. Silę się na ponowny uśmiech spod kawałka materiału z Chin opasujący moje usta i nos, ale chude dziewczę przyodziane w za duży uniform z nazwą „Best Ninja Security” w butach typu Martens, tylko z tworzywa skóropodobnego, ze zdenerwowania dotknęła mnie termometrem i ponownie przepraszając podeszła do swojego blatu go zdezynfekować. Tymczasem w kolejce ustawiło się już z 5 osób, które zniecierpliwionym głosem zaczęły proponować, by odpuścić sobie mierzenie temperatury.
– Przepraszam – ponownie ściszony, wręcz przestraszony głos się odzywa, wycierając miernik – kamery są i nie mogę nikogo wpuścić do budynku. Już zaraz zadziała, tak czasami ma…. – i zbliża urządzenie w moim kierunku, kierując wiązkę bladego światła w kolorze czerwieni na moją szyję.
1….2….3….
Wszyscy stoją w ciszy i obserwują bezdotykowe badanie temperatury mojego ciała. Jak także nic nie mówię, starając się nawet nie drgnąć o milimetr by znowu nie usłyszeć złowrogiego…
„Bzzz”.
Drgnąłem. Taka była pierwsza myśl moja, bo już poczułem się winny że kolejka do przedstawiciela „Best Ninja Security” ani na centymetr nie drgnęła. Z tyłu za plecami tłum ludzi wydał pomruk zniecierpliwienia a jedna z tych osób próbowała się prześlizgnąć bokiem do głównego korytarza. Pech chciał że nagle zza filara wychylił się dyrektor sądu z wielkim uśmiechem na ustach i swoim tubalnym głosem zapytał?
OdpowiedzUsuń– A Pani Pani Basiu to się już badała?
I Pani Basia potulnie wróciła do kolejki w której znajdowało się już około 7 osób. Pomruki zniecierpliwienia ustały, ale wszyscy skierowali swój wzrok w kierunku niepełnosprawnej dziewczyny, starającej się drżącymi rękami to włączać i wyłączać termometr celem, jak powiedziała, zresetowania. Po chwili ponownie skierowała światełko z diody led na moje czoło i zaczęło się odliczanie…
1….2….3….
„Pik”.
Udało się! Sukces! Mam zmierzoną temperaturę! 31,7 stopnia celcjusza – taki jestem gorący! Lecz po chwili przypomniałem sobie że chyba prawidłowa to 36,6 być powinna i tak też sugeruje że chyba coś za mało…
– A to nieważne – z uśmiechem i ulgą odpowiada chudzinka – ważne że nie ma pan gorączki – i zabiera się do badania kolejnej osoby a ja psikam sobie śmierdzący alkohol z atomizera stojącego na ladzie na ręce.
– Trzydzieści dwa i osiem – słyszę w oddali wynik pomiaru kolejnego pracownika stojącego na straży prawa i sprawiedliwości. Kroki swe kieruję w stronę gabinetu, który przyszło mi zajmować pamiętając, ze do budynku przychodzimy tylko w dni dyżurowe, reszta to praca zdalna, czyli udawanie że się pracuje, choć ja nie ukrywam, wielu nadzorowanych przez messengera namierzyłem i nagle liczba moich znajomych na fejsie wzrosła co najmniej o 50%. Nie mówiąc o tym że dzięki temu dostałem się do zdjęć, komentarzy i opisów dotychczas ukrytych dla mnie. Hiciorem dla mnie było zdjęcie nadzorowanego który włożył sobie pęto podwawelskiej w rozporek i z piwem w ręku stał nad ogniskiem. Niech się chłop bawi, w końcu ma dopiero 43 lata.
Idę długim sądowym korytarzem i podziwiam nowe elementy wystroju w postaci wielkich, rażących naklejek o średnicy około 1 metra przyklejonych do terakoty. „ZACHOWAJ ODSTĘP 1,5 METRA” – taki napis na nich widnieje a ja spojrzawszy w głąb korytarza doliczyłem ich około 15. I może nie było w nich nic dziwnego oprócz tego, że przy biurze podawczym ktoś nakleił żółtą tablicę z informacją: „ZACHOWAJ ODSTĘP 2 METRY”.
Wszedłem do biura i z ulgą zdjąłem chińszczyznę z twarzy. Sądowy czajnik z taniego plastiku zagotował wodę na kawę, 10-letni laptop uruchomił się po kilku minutach i dwóch siłowych restartach i zacząłem ekspresowy przegląd wiadomości COVID – 19 na różnych portalach, których jeszcze sądowy informatyk nie przyblokował na serwerze. Nie ukrywam, żadnych emocji nie wzbudziły u mnie informacje o ofiarach śmiertelnych wśród chorób współistniejących, nowych zakażeniach i czasu trwania pandemii. Przepychanki w sejmie i senacie co do wyborów spowodowały tylko szybsze poruszaniem pokrętłem myszki. Odpaliłem służbową pocztę mailową i przeleciałem wzrokiem koło 10 e-maili na temat procedur bezpieczeństwa w Sądzie. Prezes Sądu Okręgowego, Prezes Sądu Rejonowego, Dyrektor Sądu, Kierownik….. każdy powklejał jakieś zarządzenia oraz sugestie ministerstwa nie zwracając uwagi że każde z nich dotyczy tego samego, ale jakby czego innego. Po kilku dniach przyznam szczerze, przestałem to czytać.
I gdy tak postanowiłem w końcu zająć się zaległymi wnioskami i poczytać karty nadzorów nadesłane mailowo przez kuratorów społecznych, rozległo się pukanie do drzwi, a po chwili w głąb pokoju zajrzała głowa.
OdpowiedzUsuń– Dobry – rzecze głowa w osobie mężczyzny z wąsem lat pięćdziesiąt i coś.
– Dobry – odpowiadam ze zdziwieniem, bo przecież nikt postronny raczej nie wejdzie do budynku, w końcu „Best Ninja Security” z termometrem w wątłej dłoni nie wpuści nikogo obcego w czeluści gmaszyska sądowego – w jakiej sprawie?
– Wymierzyć przyszedłem, pleksę będę montować – wszedł dziarskim krokiem do pokoju bez maseczki i podaje rękę na powitanie. Nie ukrywam, odwzajemniłem uścisk i podrapałem się po nosie.
– Pleksę? Ale jak, gdzie, na biurku? – nie dałem ukryć zdziwienia. Jaką kurwa pleksę? Na to małe biurko na którym z ledwością mieści się wysłużona drukarka, laptop i zestaw najtańszych przyborników?
– No, tu blachowkrętem przykręcimy panu pleksę metr na dwa starczy? – i odmierza zdezelowaną drewnianą miarką moje biurko – a nie, metr na sto trzydzieści – poprawia się i sięga po leżący długopis my zapisać wymiary na karteczce i numer pokoju.
Decyzja została podjęta. Nic mi do tego. Po wyjściu majstra udałem się do sekretariatu zobaczyć co na mojej półce leży. W sekretariacie zebranie – 7 osób komentuje pleksy na biurkach które lada dzień się pojawią. Część pleks już przykręcili – dwie się ułamały z powodu nieostrożnego nachylenia się nad nimi, jedna pękła. Koleżanka o wystający blachowkręt uszkodziła spodnie, druga o mało co się nie skaleczyła. Zaczęło się nerwowe sprawdzanie czy aby jest w sekretariacie apteczka pierwszej pomocy. Razem ze zleconymi wywiadami z półki wziąłem 3 maseczki na twarz i parę gumowych rękawiczek w woreczku foliowym spiętych gumką recepturką – mój przydział na tydzień pracy w terenie.
Mamy dostać jeszcze przyłbice – na razie są dwie i leżą u kierownika. I jeden płaszcz jednorazowy jest u niego, który bezwzględnie trzeba ubierać będąc w terenie. Nikt nie wie czy płaszcz to na jeden wywiad w terenie, czy na jeden cały dzień pracy kuratora, a może to płaszcz wymienny – jakoś mamy się nim dzielić. Podobno na maila mają przyjść wytyczne z Ministerstwa co do płaszcza. Na razie czekamy i w teren dalej nie chodzimy.
Wymiar sprawiedliwości przygotowany jest na walkę z COVID-19. Bezapelacyjnie.