sobota, 24 listopada 2012

Nadgorliwość i jej skutki



Koła grzęzną w leśnej drodze, co chwile tracąc przyczepność. Jest ranek, mglisto i dżdżysto, a ja ze strachem spoglądam na leśny dukt, którym poruszam się z prędkością 20 kilometrów na godzinę. Klnę w myślach i na głos na czym świat stoi, słuchając pojękiwań sprężyn w samochodzie, które pracują ostatkiem sił, byt zaraz pierdolnąć zapewne, przyprawiając mnie o następne koszta remontu mojego wysłużonego już grata. Niedawno odkryłem komis z częściami używanymi i zacząłem wraz z młodym łepkiem po technikum samochodowym sam naprawiać swój wehikuł – a raczej daje mu kilkadziesiąt zelów na imprezę, a on grzebie i naprawia mi usterki w moim samochodzie. Dobry układ. Im taniej dla mnie tym lepiej. Na bezpieczeństwo w swoim samochodzie już dawno mam wyjebane. Ma jechać. Do przodu. I hamować. 

Droga zdaje się nie mieć końca. Liście pożółkłe przykrywają kałuże, a każda kałuża to potencjalny rów i niebezpieczeństwo utknięcia w tym odludziu. GHRR – odgłos szorowania podwoziem po glebie.
- Kurwa! – razem z odgłosem wymsknęło mi się z ust.
Po chwili następne „kurwa” mi się wymsknęło, bo ten sam odgłos usłyszałem, tym razem głośniejszy i dłużej trwający. Pierdolę to, zaczynam wkurwiać się na samego siebie. Jestem pojebany, żeby pchać się w takie miejsca. Weź człowieku napisz w notatce, że droga w razie czego nieprzejezdna i olej to. Ale nie, ty jesteś kurwa mądrzejszy od systemu, nadgorliwcze jeden. Sam minister medal ci w razie czego da, pośmiertny, ujebawszy uprzednio pensję lub nie dając podwyżki, bo za dużo zarabiasz. 

A tak w ogóle to chciałem ukłonić się Panom Posłom, Senatorom, Ministrom, Wiceministrom, którzy stwierdzili, że kuratorzy od dobrych kilku lat nie zasługują na podwyżki i w najnowszych swoich rozporządzeniach zaznaczyli, że nie należy się żadna waloryzacja chociażby o inflację wynagrodzenia. Chciałem podziękować za ten wspaniały gest i poprosić, czy mógłbym też tak jak oni dostać służbowy samochód i zwrot kosztów paliwa. Aha, podobno za dużo zarabiam, zapomniałem o moim Maybachu stojącym w ukrytym garażu swojej willi.

Rozmyślając tak sobie o pięknych okolicznościach przyrody, w jakich przyszło mi poruszać się swoim jakże nowiutkim i nie sprawiającym problemów samochodem terenowym. Wiem, pierdolę, po prostu płakać mi się chce bo jeden nieprzemyślany manewr spowodował że wjebałem się w jakąś dziurę, zawisając na dodatek na koleinach zrobionych pewnie przez jakiś traktor.
- Żesz Kurwa Mać!!! – wiem, za dużo kurwa przeklinam. Chuj z tym.
- Ja pierdole! – już ciszej sam do siebie.
Trzy głębokie wdechy. Jeden, dwa, trzy. Jeszcze kurwa raz. Jeden. Dwa. Trzy. Wsteczny, but do podłogi. Jaka piękna mozaika błota tworzy się na przedniej szybie. Mogę brać udział w rajdach terenowych. Gdzie wysłać zgłoszenie?

Próbuje do przodu. Jedynka i leciutko tym razem gaz. Gówno, zjebałem za bardzo. Koła obracają się w błocie a ja wkurwiony szukam już fajek, która zostawiła tu, a raczej wypadły jej, koleżanka, tak ją nazwijmy. W sumie nie palę, czasami, przy alkoholu i w chwilach relaksu. Dorosły jestem. Szkoda że jej tu nie ma, popchałaby samochód.

Znowu wsteczny i znowu mozaika błota na szybie. Grrrr, grrrr – odgłos wycieraczek rozmazujących błoto. Bezcenne. Za wszystko inne zapłacisz ze swojej pensji. Samochód nawet nie drgnie. Zawisł jebany w tym bagnie, a mi zaczyna pot po karku spływać. Znowu próbuje oddychać. Jeden. Dwa. Pieprzę to.

A tak wogóle to jadę do Barbary. Barbara jest specjalistką, znaczy po szkole specjalnej i ma małego dzieciaka. Ma tez nadzór kuratora. Jeden społeczny ja prowadzi u mnie. Barbara trochę słabo kontaktuje i wymaga ciągłego kontrolowania i przypominania o swoich obowiązkach. Do czasu mieszkała z jakimś poznanym facetem i jego rodzicami w mieście, ale ostatnio się z nim pokłóciła i powiedziała że jedzie na wieś, tam gdzie kiedyś mieszkała z rodzicami. Basia 10 lat temu opuściła Bidul i chyba cud spowodował, że nie ma więcej dzieciaków. Ot taka kobitka – myślenie spowolnione, brak odpowiedzialności za swoje czyny, co rusz trafia na różnych meneli, którzy potrzymają ją z rok-dwa i ucieka w sina dal od nich albo poznaje nowego, zakochując się i porzucając poprzedniego. Jadę w miejsce gdzie kiedyś mieszkała. Samotny, opuszczony dom w środku lasu, lecz gdzie ona w końcu pójdzie jak nie tam? 

Wracam do swojego problemu, a raczej problemu, kiedy to nie mogę się poruszać do przodu. Ani kurwa do tyłu tez. Telefon w łapę biorę, wybieram numer ojca. Pik, pik. Na wyświetlaczu brak zasięgu. Zajebiście, będę musiał z kapcia napierdalać do wioski. Odchodzę kilkanaście metrów i łapię jedna kreskę. Dzwonię.
Stary powiedział że przyjedzie. Weźmie łopatę i linkę. Dobrze że ma wyższy samochód od mojego, to nie powinien ugrzęznąć. Dobrą godzinę muszę czekać i być pod zasięgiem. Nie lubię bezczynności. Koleżanka by się teraz przydała.

Postanawiam iść prosto. Samochód zamknięty, a zanim stary przyjedzie to może zdołam dojść do chałupy i zastać Barbarę. Nie jechałbym tu, gdyby nie przymrozki i dzieciak 3-letni. Zabrzmi to debilnie, ale lubię takie klimaty, odstępy leśne, stare domy w których możesz spotkać wszelkiej maści patoli. Nie wiem czemu, ale nie boje się, ekscytuje mnie to w pewien sposób. No cóż, jeden skacze na banji, drugi łazi po melinach. Hardkor.

Patrzę na swoje buty, które uwalone są w błocie z poprzyklejanymi liśćmi. Następny problem. Czyszczenie zamszu. Ciekawe czy tą gumkę co mi dołożyli za 5,99 uda się zmazać ten syf. Odwróciłem się do tyłu. Chyba lekko mi błotnik się przekrzywił, bo samochód zarył w glebę. Później będę się martwił.
„Daleko jeszcze?” – tak chyba osioł w shreku napierdalał do zielonego. Tez bym chciał ukatrupić takiego.
Dałem sobie limit. Idę 15 minut w jedną a stronę. Jak nic się nie zmieni, to zawracam. Po 15 minutach postanowiłem dojść do jeszcze jednego zakrętu, bo coś mi majaczyło w mym umyśle, że coś tam widzę. Jakaś chałupa, albo jakiś ceglany mur. Może to tam?

Rzeczywiście, to była chałupa, lecz dach zapadł się do środka. Zresztą, szyby powybijane, drzwi rozpierdolone, wszystko zarośnięte trawą, krzakami. Ogólnie wrak. Wrak domu. Rudera, gdzie nawet bezdomni nie mieszkają, bo urąga to ich godności. Ledwo stojący, sypiący się domek. 

Pomysł miałem zajebisty. Plan już układałem. Wpadnę, zastane Barbarę z dzieciakiem, zawołam OPS i Dom Samotnej Matki. Barbara nie pije, tylko taka nieporadna całkowicie. A druga strona medalu, to gdyby nadzoru kuratora nie było, to nawet nikt nie zgłosiłby zaginięcia. Ja pierdolę, jak w tym kraju łatwo można zniknąć gdy nie ma się rodziny. Jak nikt nie zgłosi zawiadomienia że zaginąłeś, to kto cię będzie szukał?
Obszedłem chałupę dookoła, upewniając się czy rzeczywiście nie ma jej albo chociaż nie było. Nic, żadnych śladów bytności. Odpaliłem jeszcze jedna fajkę. Chwila relaksu, głębokich wdechów i z powrotem do samochodu. 

Barbara rzeczywiście kiedyś tu mieszkała. Jadąc w to miejsce przestrzegano mnie, ze pewnie jej nie zastanę, bo to opuszczona i rozkradziona chałupa, ale ja mając informację że podobno ma tutaj zamieszkać z synem i tak powiedziała swojemu ostatniemu konkubentowi, nie mogłem nie pokusić się i nie pojechać. Kuratorka zresztą też przestraszona, bo tyle się mówi o dzieciach ukatrupionych przez rodziców, że codziennie wydzwania, czy nie wiem co się z nią dzieje i czy nikt gdzieś nie zgłaszał.

Wracam. Wkurwiony bo nic nie wyszło i nie znalazłem Barbary, no i wkurwiony na samochód. Zaczynam myśleć o czymś przyjemniejszym. Nie ma co się w końcu stresować. Każdemu może się zdarzyć, nie pomyślałem, przeceniłem możliwości samochodu, człowiek uczy się na błędach, następnym razem nie zrobię tak. Chuja prawda. Zawsze muszę swoje łapki w różnych gównianych sytuacjach umazać. Jako dziecko mieszkałem w dzielnicy, gdzie dużo pijaków było. Rzucałem w nich jabłkami i pomidorami.

Doszedłem do samochodu. Oparłem się o nieuwalony błotem bok i ponownie odpaliłem papierosa. Trzeci już. W ciągu godziny. W sumie to chyba zacznę palić, na przekór tym zakazom i modzie na niepalenie. Zawsze muszę się wyłamywać i być inny, niestandardowy. Spokojnie dopalam papierosa, gdy słyszę dzwonek telefonu. Nigdy do końca nie zrozumiem zabawy z zasięgiem. Jak ja chcę zadzwonić to w takich miejscach go szukaj, a jak do mnie ktoś dzwoni, to udaje mu się złapać mnie.
- Słucham – zapytuję w słuchawkę, bo nie znam numeru.
- Dzień dobry panie kuratorze. Tu pedagog ze szkoły podstawowej….. – słyszę głos przymilający, uśmiechnięty, pewnie w ciepłym siedzi i kawkę popija.
- Miło mi – odpowiadam, siląc się na uprzejmość, bo jakoś nie mam humoru akurat.
- Wie pan, dzwonię do Pana, bo nie wiem do kogo się zwrócić, ponieważ Piotruś, syn tej kobiety co ostatnio rozwialiśmy, przyszedł właśnie do mnie i powiedział że nie chce po lekcjach wracać do domu, bo mama wczoraj wieczorem piła z ojcem i dzisiaj rano też jak wychodził do szkoły, to pili alkohol.
Jakie to kurwa urocze. Dzięki Ci Panie Boże.

32 komentarze:

  1. Niech Pan nie pali, kasy szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mentosy żuć! Owocowe. Działa jak papieros a woń unosi się na człowiekiem przyjemniejsza. :)
    Auto trzeba na motorek wymienić. Taki rajd przez bezdroża... Zamiast ujeb*nych butów byłaby ujeb*na kurtka ;) i muchy między zębami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do auta, to gdy będziesz miał możliwości to kup sobie jakąś małą terenówkę. Np. Ładę Nive, samochód prosty jak budowa cepa, części dostępne i w miarę tanie. Ma napęd 4x4 jest dość wysoko zawieszony i myśle że spodoba się twojemu mechanikowi

    Pzdr. Paweł

    OdpowiedzUsuń
  4. Vitarka się całkiem sprawdza, tylko raz się zakopałam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Też miałem napisać o Ładzie Niwie, ale Paweł mnie uprzedził. Różne wynalazki teraz można kupić, produkcji zachodniej, Japonii, hameryki i to nawet nie drogo.

    Z nowych pseudoterenówkek zastanowiłbym się nad SUV-em Dacia Duster. Mimo, że marka niezbyt prestiżowa, to ostatnio produkują, we współpracy z Renault, całkiem przyzwoite samochody za umiarkowaną cenę.

    Agaton

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Agaton, wybrałem dla naszego kuratora Nive bo za 12-15 tys kupi juz roczniki 2005-2007 1,7 benz. A jak się mu poszczęści to może i diesla dostanie.

      Co do Dustera to też jest ciekawa opcja ale sam wiesz że nasi kuratorzy groszem nie smierdzą więc nie podejmowałem tematu, chyba że wziołby w kredycie 3x33%

      Nie polecam innych terenówek z uwagi na koszta utrzymania i ceny części

      Paweł

      Usuń
    2. DO Paweł.
      Niwa jest brzydka, toporna, ciasne wnętrze, szybko koroduje i ma wiele drobnych usterek, które trzeba nieustannie poprawiać. Zużycie paliwa też nie należy do najniższych w tej klasie samochodów.
      Do zalet zaliczyłbym dzielność w terenie, tanie ceny części zamiennych, prosta konstrukcja pojazdu.

      Jest natomiast wiele samochodów używanych takich jak Mitsubishi Pajero, Jeep Cherokee i inne. Problemem jest znaleźć i kupić samochód bezwypadkowy i w dobrym stanie technicznym. Dacia Duster jest propozycją godną rozważenia (pod warunkiem, że się ma pieniądze). Chociaż w ciężki teren Vitara czy Duster się nie nadają. W zimie, na narty, czy na błotnistych drogach, spełniają swoją rolę.

      Agaton

      Usuń
  6. hahahahahah turlałam się po podłodze ze śmiechu. Świetnie piszesz.
    Twoja wierna fanka,
    Amber :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamiętaj, tylko rzuć palenie przed pięćdziesiątką, bo po nie zmienia się w swoim życiu niczego! Ani zony, ani kochanki, ani nałogów ani przyzwyczajeń - bo organizm może tego nie wytrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zmieni auto to odpadną nam malownicze opisy dojazdów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ten tekst pisał ktoś inny. styl na maksa silący się na bycie podobny, ale 'fajniejszym' niż starsze notki rzekomo tego samego autora. duży minus ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIe pisał nikt inny. Masz moje słowo.

      Usuń
    2. ale prawdą jest, że "styl na maksa silący się na bycie podobny, ale 'fajniejszym' niż starsze notki". Myslę, że to jest spowodowane czytaniem przez Ciebie komentarzy, a później podświadomie sugerujesz sie nimi i czasami mniej lub bardziej folgujesz prawdziwym, dawnym emocjom :), co nie znaczy, że źle się to czyta, ale widać różnicę.md

      Usuń
  10. Dla mnie najlepszy Twoj wpis, mimo ze o niczym konkretnym. To wlasciwie dobry przyklad jest zeby zaznaczyc, ze osoba posoadajaca talent ze zwyklego opisu... krotkiej zabawy w blocie potrafi stworzyc taki klimat i zepchnac tematyke tego blogu na drugie miejsce. Dobre!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeden z najlepszych wpisów :) Tak trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Popieram kolegów z góry Łada Niva oczywiście w gazie wszedzie wjedzie pali ok 10 litrów gazu czyli 27 zł za 100 kilometrów jej najwiekszym minusem jest dość częste psucie się jeśli się cały czas jeździ w ciężkim terenie. Oczywiście niejest to cudo stylistyki i nowoczesności ale myślę że tego za te pieniądze nikt nie szuka. Za 10 tyś zł pojeździ pan bez większych awari parę kolejnych lat.

    OdpowiedzUsuń
  13. was chyba pojebało z tą nivą to bedzie musiał z tym ziomkiem z technikum i ciężarówką częsci za nimi jeździć. Coś starszego japońskiego z 4x4 np subaru albo nie japonskiego jak cherokee - też nie do zajebania.

    OdpowiedzUsuń
  14. Łada Niva? Dajcie spokój. Mieliśmy to auto na stanie w firmie, benzyna z gazem. Toporne to bardziej niż sam topór, a i zgasnąć potrafiła na środku ruchliwego skrzyżowania (niva zgasła a w lusterku wstecznym ciężarówka co raz bliżej). Za to można sobie nieźle mięśnie ramion wzmocnić kręcąc kierownicą - niczym w wiekowym Starze. Dobre to auto może i jest ale niedźwiedzie po tajdze gonić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prostej, topornej Łady Niwy nie kupi, bo by nie miał poważania u patoli.
      A tak, Kurator kupi sobie Grand Cherokee z obszytą skórą kierownicą, skórzaną tapicerką i z przyciemnianymi szybami. Przejedzie najgorszymi drogami, nawet pod operę nie będzie obciachu takim podjechać, bo to kawał blachy i elegancki samochód. A i asystentkę sądową, studenciarę czy powiatową mopsiarę, bez problemu będzie mógł wyrwać.

      Agaton

      Usuń
    2. Ale patol jak zobaczy, to pomysli "co on kurwa wie o ciężkim zyciu" i powie spierdalaj do lansiarskiego mieszczucha vel kuratora.md

      Usuń
    3. Rzeczywiście. I tak źle, i tak niedobrze.

      Usuń
    4. http://4wheeldrive.about.com/od/ladanivareadersrides/ig/Lada-Niva---Photo-Gallery/1986-Lada-Niva.htm

      btw.zdaje się, że Kuratorek wyrwał już "koleżankę"...md

      Usuń
  15. http://emeswatch.blogspot.com/?m=1Polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko się te Twoje teksty czyta, jako że zawierają masę literówek, widoczny jest praktycznie brak jakiejkolwiek interpunkcji w postaci przecinków, itd. Warto poczytać swoje teksty, zanim się je wypuści "w świat".
      Pozdrawiam

      Usuń
  16. Ciekawa jestem, co z tą Barbarą dalej będzie? Zamierzasz kontynuować poszukiwania?
    http://dywagacja.ownlog.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. A tam . Czytając co niektóre komentarze stwierdzam ,że pierdolicie głupoty.Czepiacie się stylu , literówek , błędów. Facet pisze na gorąco , to co ma do przekazania , nie jest poeta czy pisarzem ,żeby sprawdzać czy poprawność gramatyczno-stylistyczna zadowoli bloggerów. GDYBY robił rażące błędy , ale NIE robi.Poza tym ogromny plus za to ,że w swoim zabieganym życiu ,znajduje czas by prowadzić bloga.
    ps.Uwielbiam Pana notatki. Może nie są idealne , ale właśnie to sprawia ,że coś w sobie mają. :) Pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń
  18. Hhahaha, lubię Twój styl panie KURATORZE. :)

    Zapraszam do mnie, możesz nawet w komentarzu rzucić jakąś kurwą (:

    http://cwianstain.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Przyznam, że czyta się wybornie. Bolesna rzeczywistość? Po co ten przymiotnik, po prostu rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
  20. masz wspaniałego bloga! będzie mi miło jeśli spodoba Ci się mój i również go zaobserwujesz ;))

    OdpowiedzUsuń
  21. Opierdala się Pan ostatnio, gdzie notka?!Dywagacja pozdrawia

    OdpowiedzUsuń
  22. ..śmiać sie czy płakać, dobrze ze masz tylu doradców jaki kupić sobie "nowy" samochód,!!! jakby w tym był problem. No dziś by mnie krew zalała na takie pomoce w pracy - żeby trzeba było własnym samochodem zapierdalać i na własny koszt naprawiać,
    zrobiła bym wszystko żeby nasze wspaniałe władze jeden dzień na własnej skórze skosztowały pracy "u podstaw" .
    A propo dalej wybierajmy do rządów
    idiotów, kretynów itp- chcących sie nażreć jak /tu nie nazwę świnie -bo to by urągało temu zwierzęciu/kiedy dostali sie do koryta dzięki nam.
    Może w końcu czas zacząć coś zmieniać i zacząć od siebie. "Jest nikim ten co nie poprawia świata"
    A Tobie autorze życzę silnych nerwów i wytrwałości i nie zmieniaj się chociaż Cię szlak trafia, nie olewaj swojej pracy, zeby nie dopadła cię rutyna i byle jakość, bo zawód który wykonujesz to powołanie i tu nie ma miejsca na zwykłą pracę.
    Bo w Twoim zawodzie decyduje się los i życie ludzkie teraz i na przyszłość. Pozdrawiam ves....





    OdpowiedzUsuń