poniedziałek, 23 listopada 2015

Judasz



      Cichutko zakradłem się pod drzwi, bo wcześniej usłyszałem szmer na korytarzu. Stanąłem przed pomalowaną olejnicą płachtą płyty OSB do której ktoś zamontował klamkę i wizjer. Wyjebitnie duży wizjer, na który wystarczyło spojrzeć swoim kuratorsko-świdrującym wzrokiem by domyślić się że ktoś na mnie łypie okiem z drugiej strony. Tak. Patol spogląda podejrzliwie zza niego na mnie i zerka swoim kaprawym wzrokiem na postać stojącą pod jego świątynia upadłości.

„Czego on tu kurwa przylazł?” – pomyślał zapewne, niepewnie strzepując popiół ze skręconego peta na podłogę. Zaszurał przetartym kapciem by rozprowadzić wypalonego ścierwa równomiernie po zatęchłych dechach.

      Ale ja twardo stoję, patrzę na otwór i przybliżam głowę do niego. Teraz ja z drugiej strony łypie swoim wzrokiem by zobaczyć czy ktoś jest w środku mieszkania. W pewnym momencie nasze oczy spotykają się w szkiełku wizjera, powodując zarówno u mnie jak i u patola mruganie.
„Jest!” - myślę w swojej głowie i obmyślam plan jak sprowokować go do otwarcia drzwi. Czuję smród peta którym się zaciągnął głęboko w płuca. Zaczynam psychologiczną grę. Grę opartą na wyczekaniu odpowiedniego momentu, by zmobilizować postać po drugiej stronie do otwarcia swych czeluści. Jakiego podstępu użyć, jak dokonać tego cudu?

      Ponownie pukam nie odklejając swojego oka od judasza, wpatrując jak zahipnotyzowany w oko patola, który także nie wie chyba co zrobić. Nastał pat.  Żaden z nas nie jest w stanie podjąć żadnej racjonalnej decyzji, ale żaden z nas nie potrafi odkleić swoich gałek ocznych ot tego magicznego otworu. Czuję jak sekundy stoją w miejscu, czas spowolnił, a ja stoję i zastanawiam się jaki ruch wykonać.

      Patol mrugnął. Po jego mrugnięciu mrugnąłem i ja. Dla pewności mrugnąłem jeszcze raz, tym razem patol powtórzył mrugnięcie za mną. Postanowiłem zamrugać dwa razy, ale patol szerzej otworzył swoją powiekę, jakby nie dowierzając i nie rozumiejąc moich intencji. Dla pewności zamrugałem jeszcze raz dwa razy.
Cholerny pat.

Pytaliście o brak postów na blogu?

Oto odpowiedź

Bambo - niewolnik pracy

lub bezpośrednio z linka:

http://mydrea.ms/m/articles/view/Bambo-niewolnik-pracy


poniedziałek, 14 września 2015

O Matko Przenajświętsza....

O Matko Przenajświętsza, któraś Niepokalana wydała dzieciątko na świat.... W sumie początek historii mi nie wyszedł ale cholera z tym. Rzecz ma się o cudownie brzemiennych nielatkach, które w swej jakże młodej naiwności pozachodziły w ciąże nie do końca chyba wiedząc skąd tak naprawdę biorą się dzieci. Co prawda  słyszały że chłopiec wkłada coś miedzy nogi, ale że w konsekwencji tego narodzą się dzieciaczki, to kto by się spodziewał.

Poruszając się po czeluściach zapadłych nor, gdzie jeszcze 30 lat temu PGR był wyznacznikiem zamożności wsi, a w całym kombinacie pracowały pokolenia rodzin, na mojej drodze stanęła pewna młoda dziewczyna, która po urodzeniu dziecka nie mogła zostać jego opiekunem prawnym, ze względu na wiek małoletni. W tej sytuacji należy dla dziecka które przyszło na świat wyznaczyć opiekuna prawnego, którym przeważnie zostaje mamusia takiej dziewoi i pełni swoja funkcję aż jej ukochana córeczka dopełni 18 roku życia.

Tyle wstępem, co by rozjaśnić niezorientowanym.

Lat siedemnaście i pół miało dziewczę, gdy otrzymałem zlecenie na wywiad środowiskowy w tej sprawie. Wciąż się zastanawiam po cholerę tam jechać, przecież wystarczyło wezwać małolatę i jej matkę do Urzędu Stanu Cywilnego i tam administracyjnie podpisać papiery. Ale nie, w tym kraju sąd musi decydować o wszystkim, marnując tony makulatury, czasu i prądu w elektrowni. Sam zauważyłem dziwną zależność - im większa informatyzacja, tym więcej papieru się produkuje. Po chuj to, to nie wiem. Wprowadzili nam oprogramowanie żeby nagłówki ładne się drukowały, bo tylko taki sens tego widzę. No i oczywiście żeby nas więcej kontrolować, bo system od razu wypluje jeśli zrobiłeś coś choć jeden dzień później.

Ale wróćmy do naszej nielaty, co to urodziła i musiałem do niej pojechać by odpowiednie wywiady porobić. Jak już na wstępie napisałem, była to wioska po byłym PGR-rze. W sumie kilka bloków, 3 domy na krzyż. Za daleko od miasta i nikt nowy się nie buduje. Określić można to miejsce gdzie "psy dupami szczekają". Podobno w tej wsi kiedyś mgła konia udusiła, ale to chyba plotki.

Zapomniałem Wam napisać, że niedawno zmieniłem samochód. Mój poprzedni trup postanowił wyzionąć ducha praktycznie na amen. Coś w nim stuknęło, puknęło i się rozkraczył. Nie żebym strasznie płakał, ale żal było go sprzedawać za przysłowiowa flachę domorosłemu mechanikowi samochodowemu, w końcu nie jednego patola na swe reflektory widział. Ale mus to mus. Zjebało się i nie ma co żałować. Podobno Niemiec płakał jak go sprzedawał pierwszemu właścicielowi w Polsce i przez pierwsze trzy miesiące dzwonił do Polaka co tydzień posłuchać jak silnik pracuje, ale ja byłem czwartym właścicielem więc telefonów od Niemca już nie dostawałem. No cóż, trzeba było szybko szukać kolejnego, ale tym razem zebrałem wszelkie oszczędności, pożyczka z banku i kupiłem sobie auto. Od Polaka, bo nie chcę Niemca wydzwaniającego co tydzień. Od tak zajebiście uczciwego Polaka, że już 3 tysiące włożyłem w tego jebanego, zasranego, rdzewiejącego grata. Ale mechanik powiedział ze jeszcze z dwa tysie i powinienem pojeździć spokojnie do następnej wiosny. Chuj Ci w dupę jebany oszuście. Uff, juz mi lepiej.

Ale wróćmy do naszej małolatki i jej dzidziusia. Podjechałem swoim wozem pod blok. A wóz mam ładny, rdzę na felgach stalowych nowymi kołpakami zakryłem, więc lśni się niczym psu jaja. Całe 100 kucyków ma pod maską, to mogę pijaków na wioskach błotem ochlapać, jak spod chałupy ruszę z kopyta. Miazga. Pukam do mieszkania, choć muszę przyznać że drzwi były ładne, całkiem nowe, pewnie z pińcet kosztowały razem ze wstawieniem. Szkoda że tego samego o klatce schodowej nie można powiedzieć, ale w końcu za dużo nie ma co wymagać. Najważniejsze  że drzwi nowe, a reszta się okaże. Pukam delikatnie do mieszkania, a po chwili drzwi stają otworem i pokazuje mi się.....

Ja Was wszystkich kurwa przepraszam. Ale to zajebiście mocno przepraszam. Ja wiem że uroda to rzecz gustu. Że nie każdy jest piękny. Nie każdy jest słodziutką blondynką albo ponętna brunetką. Ale kurwa, ta młoda maszkara co mi w drzwiach stanęła wywróciła mi wszystkie bebechy do góry nogami, a w głowie kołatała mi myśl, jak mocno upośledzony był ten co ja bzyknął. Bo pijany by tego nie zrobił. Kurwa, żeby to zrobic z taka maszkarą żeby być pijanym w trupa, a trup nie rucha przecież!

No dobra, jak wyglądała? Hmmm, 160 wzrostu. Przeraźliwie chuda. Bez zębów na przedzie, a raczej z takimi kikutami zjedzonymi przez próchnice. Poobgryzane paznokcie, brudne nogi, brud na szyi. Śmierdziało od niej niemiłosiernie. Włosy długie i tłuste. Jednym słowem - tragedia. A najlepsze było to, że matka czysta, zadbana, w domu bieżąca woda i nawet mydło. A ona wcale szkoły specjalnej nie skończyła. Do kurwy nędzy!!! Jak można własną córkę doprowadzić do takiego stanu? Jak mozna w wieku prawie lat 18 nie widzieć siebie w lustrze?

Minęły z 3 lata. dziewczyna przyszła do mnie na dyżur. Od razu poznałem. Zbrzydła jeszcze bardziej. I była w ciąży. Przyszła podpytać co zrobić by ustalić ojcostwo. Ciekawi mnie kim jest ten ojciec nienarodzonego dziecka, cholernie ciekawi.

Uffff. Dobranoc :D

niedziela, 13 września 2015

Linczujcie mnie.....

Tak, zasługuje na lincz. I to porządny. Ale było lato i odpoczywałem, nabierając coraz większego dystansu do tego co dzieje się wokół :) Zawierałem nowe znajomości, by móc w przyszłości robić prawdziwe reportaże i za nic nie żałuje. Ale o blogu pamietam, dlatego zapraszam do przeczytania tekstu jaki ukazał sie na www.mydrea.ms

Mądre Głowy a Pomoc Społeczna

lub skopiować:

http://mydrea.ms/m/articles/view/M%C4%85dre-G%C5%82owy-a-pomoc-spo%C5%82eczna

Pozdrawiam serdecznie

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Lato, lato wszedzie....

"Lato, lato wszędzie
a Ty zapierdalaj szybko
po tej grzędzie"

Urlop mi się kończy właśnie teraz jak pogoda się robi. Wiem, nic nie wrzucałem, nic nie pisałem ale postanowiłem zrobić małą przerwę wakacyjną. Ale, żeby nie było smutno to powiem Wam że cos napisałem, co prawda ukazało się to na stronie portalu literackiego, lecz myslę że jest wystarczająco mocne. Oto fragment:

" (...) Pamiętam takie zdarzenie, że w jednym z Ośrodków Pomocy Społecznej zebrało się szanowne grono „urzędniczych pomocowców” w liczbie około 6 i ja. Na to zebranie wezwano kobietę i jej konkubenta, który znany był z tego że za kołnierz nie wylewał. Przyszli obydwoje, siedli na wyznaczonym miejscu, a przewodnicząca szanownego grona nawiązała taki to dialog bezpośrednio po szybkim przedstawieniu się:
- Pan pije, prawda? (...)


A jeśli nie działa, to znajdziecie na www.mydrea.ms

Pozdrawiam i zasiadam to nowego tekstu.  W końcu w wakacje należy coś "spłodzić" :) A temat mam bardzo ciekawy :)

niedziela, 21 czerwca 2015

Do poczytania i nie tylko oraz dalsza częć alfabetu

Witam wszystkich bardzo serdecznie. Na początek proponuje kolejny mój artykuł dla portalu literackiego. Jest on niejako odpowiedzią na maile dotyczące cech i predyspozycji kuratora. Artykuł dostepny jest pod tym linkiem:


Jeżeli jest problem z otwarcie linka, znajdziecie go na stronie www.mydrea.ms

A teraz garść porad z maili:

Napisała do mnie Wiola:
Witam, 
jestem tegoroczna maturzystką i musze zmierzyc sie z wyborem kierunku studiow, a z tym jest zwiazany równiez wybór pszyszłego zawodu. Staram sie duzo czytac i pytać innych, już dowiadczonych osób, aby nie popełnić błedu. Zastanawiałam się nad psychologią ze specjalizacją psychologia sądowa, ponieważ myslałam o zawodzie zawodowego kuratora sądowego. Choć wiem kim jest kurator sądowy i czym sie zajmuje oraz ile zarabia, to sa to tylko informacje ogólne, a ja chciałabym dowiedzieć sie więcej. Interesuje mnie jakimi cechami powinien kierować się kurator sądowy? Czy wybrany przeze mnie kierunek dobrze przygotuje mnie do tego zawodu? Kiedy i jak  najlepiej rozpocząć działalność niesienia pomocy innym, aby móc w przyszłosci stac sie kuratorem? I czy działaność jako wolontariusz jest dobrym początkiem? Co najbardziej Panu/Pani nie podoba sie w tym zawodzie? I dlaczego wybrał/a Pan/PAni ten zawód? 
 
Z góry dziękuje za informacje, z poważaniem :)
 
Wiolu. Te wszystkie odpowiedzi znajdziesz w moich postach.  Po pierwsze: jakie nalezy mieć wykształcenie znajdziesz w ustawie o kuratorach sądowych, po drugie - jak nie jesteś pewna oczywiście że możesz zostać wolontariuszem lub starać się o kuratora społecznego. Każdy rodzaj pracy i zdobycie doświadczenia jest na wagę złota, a i to przybliża Cię do zdobycia tego ciężkiego zawodu.

Kandydaci na kuratorów!!! Jesli pytacie mnie w mailach a nie sprawdzacie obowiązujących dokumentów prawnych, to niestety tym gorzej dla was. Kurator musi się znać na przepisach i musi wiedzieć gdzie ich szukać. Na egzaminach sprawdzana jest umiejętnosc poruszania sie po kodeksach czy ustawach. Dlatego zanim napiszecie do mnie po raz kolejny, poszukajcie w internecie :)

I kolejny mail, całkiem podobny"

Cześć,
Pozwalam sobie napisać bo widzę, że jesteś inteligentnym człowiekiem, który wie co robi i podchodzi z dystansem do swojej pracy, a przy tym, mimo wszystko, obchodzi Cię co się dzieje. Mam 25 lat i mieszkam we Wrocławiu. Miasto duże, jak wiadomo, więc i patologie duże. Ostatnio wpadłam na genialny pomysł, że chciałabym zostać kuratorem. Przez ostatnie kilka lat pracowałam w dziale rekrutacji na najniższe szczebla pracowników fizycznych. Miałam do czynienia z osobami, które chyba nigdy książki nie miały w rękach i inteligencją nie grzeszą. Dało mi to jednak dość spore wyobrażenie i pozwoliło nabrać doświadczenia o obyciu z takimi ludźmi. Zdarzały się osoby, które, jak zaprosiłam do sali konferencyjnej (mała salka, max dla 6 osób) to nie mogłam oddychać. Śmierdziało moczem, stęchlizną, wilgocią, papierosami i od miesięcy nie mytym ciałem. Okropność. (Ostatnio nawet okno nam się tam zepsuło. Co za zrządzeni losu...). Praca w rekrutacji to jedno. Ale chciałabym robić coś więcej. Nie chcę sie podawać za osobę z jakąś kościelną "misją społeczną" Ale chciałabym mieć satysfakcję z pracy. Czy Ty masz satysfakcję ze swojej pracy? Czy widzisz, że Twoje działania faktycznie coś zmieniają? Czy jest to tyko praca dla pracy? Kolejne stanowisko proforma tylko żeby było, żeby wyglądało?
Kolejna rzecz to... hm... na prawdę mam ochotę zapytać czy sądzisz, że bym sobie poradziła. Psychicznie i fizycznie. Biorąc pod uwagę, że się nie znamy nie będziesz w stanie mi na to odpowiedzieć. Wiem to. Jednak sądzę, że masz swoje wyobrażenie jak psychicznie (i fizycznie?) powinien wyglądać kurator. Chciałabym pomagać ludziom, choć głupio się czuję pisząc o tym, bo zostałam tak wychowana, że pomoc się niesie po cichu. Nie chwali się i o tym nie opowiada. Ale mam wewnętrzna potrzebę poczucia się potrzebną w tym świecie. Kocham swój kraj i chciałabym zrobić coś, żeby nie tylko mi było w nim lepiej.
I jeszcze pytanie: czy jest to zawód, który można wykonywać dorywczo. czy to pochłania Cie na tyle, że nie możesz sobie pozwolić na nic innego (oprócz zachowania zwykłego work-life balance)

Wybacz tak infantylny adres mailowy, ale nie znamy się, a nie wiem dokąd idzie wiadomość z formularza kontaktowego a w moim oficjalnym mailu pojawia się nazwisko, którego wolałabym nie ujawniać osobom postronnym.

Muszę jeszcze skomentować Twojego bloga. Piszesz świetnie! Bardzo podoba mi się Twój styl, dystans, poczucie humoru i język jakiego używasz. Bardzo dobrze się Ciebie czyta więc pisz jak najwięcej. Dzisiaj trafiłam na Twojego bloga, ale sądzę, że nie jednokrotnie jeszcze go odwiedzę.

Powodzenia na drodze zawodowej. Przyda Ci się każdego dnia. Trzymam kciuki.

Pozdrawiam
As

Na tego maila myślę że znakomitą odpowiedzią będzie mój artykuł, do którego link jest na początku postu.

Na koniec kolejny kawałek alfabetu kuratora:

F - jak finanse. Tutaj zapewne drogi kandydacie na kuratora ciekawi Cie ile to forsy zarabia kurator. Uszczęśliwię Cie, bo kurator zarabia w cholerę kasy.  Na jego pensje składa się wynagrodzenie podstawowe oraz dodatek terenowy. I tak naprawdę tyle ile zaoszczędzisz z dodatku terenowego, tyle możesz poszaleć. Na aplikacji kuratorskiej (przez około 1 rok) masz najniższa krajową (jakieś 1300 na rękę). Potem jako zawodowy kurator otrzymujesz około 3000 złotych na łapkę, z czego dodatek terenowy wynosi około 700 złotych. Jak łatwo policzyć, zarabiasz 2300 netto. I tu jest cały myk z dodatkiem terenowym. Ja mam teren wiejski, więc musze wydać na paliwo – jakieś 500 zł za samochód plus amortyzacja (ubezpieczenie, naprawy, opony, itp.) bo na wioski nie dojedziesz inaczej, a czasami odległości są po kilkadziesiąt kilometrów. Do tego dolicz zniszczone obuwie i odzież (błoto, śnieg). Wygrywają tutaj Ci, co pracują w miastach i maja w swoim rewirze osiedla. Wystarczy miesięczny za 100-150 złotych na komunikacje miejską, a reszta to oszczędność. Oczywiście, obecna ustawa pozwala po trzech latach starać się o awans na starszego kuratora zawodowego. W praktyce w większości Okręgów na awans czeka się po 5-7 lat i dostajesz wtedy jakieś 500 zł netto więcej. Ostatnim stopniem awansu jest kurator specjalista i on może uzyskać maksymalna pensję z dodatkiem terenowym około 4 tysiące złotych. Dla kobiety praca idealna, dla faceta już niestety coraz mniej.

G – jak gonitwa. Często biegasz i ścigasz się z terminami. Dostajesz zlecenie na wywiad i określony termin. Czasami jest to 2 tygodnie, a czasami dwa dni. Czasami zapominasz w natłoku obowiązków o terminie i budzisz się w ostatniej chwili. Największa gonitwa jest przed kontrolą, bo kurator okręgowy kontroluje się (razem z kierownikiem) czy wszystko u Ciebie dobrze działa i nie chowasz jakiś gniotów w szafie. Jednakże nie martw się, po latach pracy nauczysz się gnioty umiejętnie chować, przekroczonymi terminami też nie będziesz się zawsze przejmować, a jak jakaś wokanda spadnie z twojego powodu – to nikt cie przecież za to nie zwolni. Najwięcej gonitwy jest w sprawach tzw. Osobistych – bo na koniec miesiąca przypominasz sobie że jeszcze 10 rodzin nie skontrolowałeś i zapierdalasz po południu aż miło. 

H – jak huśtawka nastrojów. Niestety nie wszyscy twoi chlebodawcy są dla ciebie mili i uprzejmi. Czasami zastaniesz ich w skowronkach, czasami będą źli że coś w sądzie nie poszło po ich myśli. Po czasie sam będziesz miał wystawki nastrojów, gdy okaże się że przed urlopem dostałeś nagle 10 wywiadów bo koleżanka zachorowała i nici z wolnych popołudni. Jeśli masz żonę/męża/dzieci to wiedz, że będą wkurwieni na ciebie.

środa, 3 czerwca 2015

Fetyszymizm



      Uwielbiam program dokumentalny „Chłopaki do wzięcia”. Myślę że dopiero w tym programie wiele osób zobaczyło czym tak naprawdę jest patologia. Czym jest bieda intelektualna oraz pełne frywolności podejście do życia codziennego. Weźmy na przykład takiego „Szczenę”. Facet po trzydziestce, macha jednego dzieciaka jakiejś kobiecinie, a gdy ta jest w ciąży zostawia ją dla jej koleżanki, której także macha dzieciaka. Pierdolony byk rozpłodowy spod wiejskiej remizy. I jeszcze w którymś z ostatnich odcinków mówi że on gumy nie używa, bo tylko dziwki używają prezerwatywy, a on kobiety szanuje. Tak, moi drodzy i spragnieni następnych opowieści czytelnicy. Taki jest obraz miernoty intelektualnej.

      Jednakże muszę podziękować tym wszystkim patolom, menelom i wszelkiej maści lujom. Dzięki nim mam pracę bo to są moi chlebodawcy, więc z szacunkiem do wszystkich meliniarzy, bo nie każdemu dany jest los bycia kimś lepszym.

      I tak sobie wędruje po swoich bezdrożach, jeżdżąc z wioski do wioski niczym proboszcz po kolędzie doglądający swoich owieczek, aż trafiam na bardzo ładny domek, postawiony zaledwie kilka lat temu. Trawka świeżo przystrzyżona, elewacja pomalowana, płotek ładnie nieśmiertelnymi tujami obsadzony, dróżka do drzwi kamyczkami ładnie wyłożona. Staję przed furteczką i z niedowierzaniem zerkam na zlecenie wywiadu które przyszło z Sosnowca. A w zleceniu jak byk napisane, a raczej zapytane czy Jadwiga Podolska może urlopować dzieciaki z bidula na wakacje. Nie powiem, raczej do tak ładnych domków na urlopowania z bidula nie chodzę, ale różne są koleje losu…..

      Jak przystało na praworządnego kuratora, obywatela przenajświętszej Rzeczypospolitej, który na Komorowskiego nie głosował a Dudzie proponował bycie doradcą do spraw kurateli (w sumie to mnie olał i nie dałem sobie rady załatwić roboty w Warszawce i zostać popularnym słoikiem), zadzwoniłem dzwonkiem u furtki w oczekiwaniu na zdarzenia, które niewątpliwie miały się zaraz zdarzyć, a które to powodowały że przechodził mnie dreszcz przynajmniej nie rozkoszy ani podniecenia. I gdy tak sobie stałem i spoglądałem na mały domek, na który obecnie próbuję zapracować na trzech etatach i czterech potajemnych, nagle otworzyły się drzwi, a w nich….

      No właśnie, muszę coś Wam drodzy czytelnicy wytłumaczyć, bo nie wszyscy wiedzą. Jak wiecie zapierdalam w sądzie i mam odpowiedzialną pracę. Moja praca jest tak ważna i potrzebna w społeczeństwu, że nasz ukochany rząd w imię dbania o moje uposażenie i potrzebę wymiany żyrandola, zamroził mi pensje kilka lat temu, zakładając że na chuj mi więcej zarabiać, ośmiorniczki na talerzu dla notabli są ważniejsze. Ale żeby było śmieszniej i cudowniej stwierdzono, że jak chce dorobić sobie to muszę mieć zgodę prezesa Sądu Okręgowego, Kuratora Okręgowego i oczywiście Kierownika. Praca w której będę dorabiał nie może być moralnie dwuznaczna i być godna kuratora, więc bycie cieciem w burdelu czy dostawcą pizzy odpada na wstępie. Co prawda mógłbym zmienić pracę i wziąć kredyt, ale nie chce mi się, bo jeszcze mam trochę siły by walczyć z patolami. Jak będę przymierał głodem zawsze mam szczaw i mirabelki, których się nawpierdalam będąc często na wioskach. W sumie to kilka razy będąc w różnych domach proponowano mi żarcie czy talerz ciepłej zupy, lecz z żalem odmawiałem choć nie raz kichy mi na lewą stronę z głodu wywracało. Ale to tak na marginesie.

      Stoję więc ja przed tą furtka, zakupioną w jednym z budowlanych marketów i podziwiam komin budynku wraz ze sztucznym bocianem na jego szczycie, gdy drzwi otwiera kobieta. Aż zmrużyłem oczy, bo co prawda wysoka była i szczupła, to jednak piętno ciężkiego żywota odbijało się na jej twarzy. I nie było to piętno ciężkiej pracy, a raczej jej braku i zapijania bezrobocia napojami wysokoprocentowymi. Przedstawiłem się i wszedłem do środka domku, jednocześnie dowiadując się, że jest to główna bohaterka mojego reportażu. Powiem Wam szczerze, zamurowało mnie troszkę, bo domek w środku ładny, gustownie urządzony, nowe mebelki, sprzęcik RTV i w ogóle cud malina. Nie powiem, chciałbym tak sobie mieszkać, ale nie jestem zazdrosny że innym bardziej się w życiu poszczęściło jak mi. 

      Siadam w jadalni przy stole, otwieram swój zeszyt w twardej okładce i wyciągam państwowy długopis, w którym już trzy razy wkład wymieniałem, ponieważ na rok przysługuje nam jeden długopis i 4 wkłady do niego. Najlepsze jest to że zeszytów mamy do woli praktycznie, a na długopisach oszczędność. Nigdy nie zrozumiem polityki finansowej sądu. Ale w końcu cyferkami zajmują się mądrzejsi niż ja.

      Okazało się że wysoka i szczupła kobieta, z żółtymi i pełnymi próchnicy zębami ma 27 lat i dwoje dzieci w pogotowiu rodzinnym. Oficjalna wersja to taka, że konkubent był alkoholikiem, bił ją i dlatego dzieci straciła. Patrząc na jej facjatę mógłbym przysiąść że ona także miała niemały wpływ na to, ale w końcu nie znam jej, przyjechała z Sosnowca i mogę się mylić ferując niesprawdzone wyroki. A to że miała skończoną tylko szkołę podstawową, także nie miało znaczenia. I to że dwa miesiące temu poznali się przypadkiem i ona po tygodniu znajomości zamieszkała u swojego nowego partnera także nie miało znaczenia. Ogólnie śmierdziało od niej ropną wydzieliną z ust, miała poobrywane paznokcie aż do krwi a wielka kurzajka na jej brodzie dodawała jej wątpliwego uroku.
Wiem, kurwa, wiem! Nie ocenia się ludzie po wyglądzie. Może mają wartościową duszę i w głębi duszy są dobrymi ludźmi, a uroda to rzecz gustu. Tylko jej waliło z ust tak mocno, że na metr czułem i słyszałem jak próchnica zżera jej zęby. I te paznokcie….. dobrze że nie spojrzałem na jej paznokcie u stóp, bo miała klapki na bose nogi… brrr

      OK., przyznaje z męskiego i szowinistycznego punktu widzenia. Była brzydka. Była brzydka bo nie dba o siebie i wygląda jak patol. Albo nim jest. Zresztą nieważne. Niech się Sosnowiec martwi. Gadka-szmatka o życiu, planach na przyszłość i chęci odzyskania dzieci. Pytam o jej partnera, do którego w końcu ta chałupa należy.
- O właśnie przyjechał – powiedziała w moją stronę i w tym samym momencie usłyszałem warkot silnika samochodu podjeżdżającego pod budynek. Po chwili wchodzi ON.
I weź tu kurwa bądź mądry. Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi. Poległem. Cały mój system wartości chuj strzelił i bombki porozbijał. Witki mi opadły na widok faceta który po chwili wszedł do jadalni i usiadł przy stole z nami. Opisze go jednym zdaniem. Przystojny, elegancki, wysoki, świetnie ubrany trzydziestoparolatek. Zarabiający dwie średnie krajowe. Bezdzietny. W kilkuletnim sportowym wozie. Kopara mi opadła gdy matka dzieci w pogotowiu opiekuńczym przedstawia mi swojego partnera życiowego.

      No cóż, są różne gusta i guściki, ale to już według mi zakrawa na jakiś fetysz. Ale w sumie…. Skoro mu to pasuje i są szczęśliwi… A już myślałem że w tej pracy nic mnie nie zadziwi.


Na koniec kilka słów na dobranoc. Chciałem podziękować Radkowi z Luszowic, on wie za co. dzięki stary i specjalnie dla Ciebie poświęciłem ten wieczór na napisanie artykułu, wkładając zapałki pod powieki i pijąc dobrego drinka (oczywiście w ramach walki z alkoholizmem - wypijam żeby dla innych było mniej). Druga sprawa to udzielanie porad na maila czy za pomocą FB. Wybaczcie, ale nie jestem stanie poświęcać się indywidualnym przypadkom, bo czasami jest to kilka maili tygodniowo związanych z udzieleniem porady. Zawsze odpisuje żeby kontaktowac się z kuratorem sądowym który przynalezy terenowo do miejsca zamieszkania. On zna sprawę i wierzcie mi że lepiej podpowie.
Kolejna sprawa to propozycję spotkań, zdradzenia w tajemnicy kim jestem. Od razu mówię, że dotychczas spotkałem się tylko z dziennikarzami (Polityka, Duży Format). Nie spotykam się z dziewczynami, nie umawiam na spotkania i nie zdradzam swojego nazwiska. 
No i na koniec, jak zwykle prośby o zmianę wyglądu bloga, bo źle się czyta. Dla nowych czytelników wyjaśnienie: były już takie wnioski i nawet próby w przeszłości, ale większość woli męczyć wzrok bo czytanie wymaga skupienia a kolor czarny jest odzwierciedleniem historii tu umieszczanych. Więc męczymy się razem wszyscy ze sobą.

A teraz czas na drugiego drina i jadę na balety. W końcu jutro wolne!!!!