wtorek, 22 stycznia 2019

Iniemamocni

(...) Pozostaje albo się wycofać, albo brnąć w śniegu na piechotę zastanawiając się czy kłębiące się nade mną coraz ciemniejsze chmury nie zaczną napierdalać takim śniegiem, że w pół godziny zasypie mnie, samochód i całe to widoczne kurestwo przede mną w postaci ledwo widocznej, wydeptanej przez gumiaki ścieżki....

więcej na:

 http://mydrea.ms/iniemamocni/

Zapraszam do czytania i komentowania :)

niedziela, 25 listopada 2018

Bidulandia

Jak wygląda praca kuratora? Jak wyglądają bidule od środka? Przeczytaj, napisz co myślisz i otwórz oczy!!!
Bidulandia

lub tu:

http://mydrea.ms/bidulandia/

Pozdrawiam z zapracowanej Polski :)

czwartek, 6 września 2018

Zjem kupę... ( a nie odpuszczę)

Artykuł o tym, że nie liczy się efekt w pomaganiu najsłabszym, ale liczy sie samo pomaganie które..... kosztuje potężne pieniądze. Bo instytucjom nie zależy by społeczeństwo było zdrowe, bo wiele takich instytucji jak i szerokiej maści "pomagaczy" nie miałoby pracy. Trzeba robić tak, by ciągle pomagać i ciągle udowadniać że pomoc jest potrzebna.... bo analogicznie do sytuacji na rynku pracy skoro bezprobocie spadło o połowę to o połowę powinno zlikwidować się Urzedów Pracy. Zresztą..... sami przeczytajcie

Zjem kupę a nie odpuszczę...

wtorek, 17 lipca 2018

Dam pracę...

Witajcie. Zapraszam do mojego tekstu na stronie
www.mydrea.ms/dam-prace/

Obiecałem systematyczne wrzucanie tekstów, ale cóz..... dorabiam jak wielu innych i na twórczość pisana nie mam zbytnio czasu i motywacji. Problemów ogrom, spraw coraz trudniejszych wiele..... przeczytajcie i sami zobaczcie. Chciałbym wrócić do pisania, ale ekonomia i utrzymanie się na powierzchni jest ważniejsze :(

Zapraszam do lektury


niedziela, 18 lutego 2018

Fejsiunio moje cudowne



      Uwielbiam facebooka. Uwielbiam jak ludzie uzewnętrzniają się i pokazują swoją patologię myśląc jednocześnie że są zajebiści i wspaniali i w ogóle to nie są patolą tylko przecież całkiem normalnymi ludźmi, a to że średnio ogarnięty i wiedzący czego chce od życia człowiek ocenia takie osoby negatywnie – to problem tego człowieka, nie „prawiepatola”.

      Bo „prawie-patol” żyje w wyimaginowanym świecie który sam sobie stworzył. Świecie, który składa się z im podobnych, a więc stanowiących ich „prawie-patolską normę”. Weźmy na przykład pewna Panią urzędniczkę – urzędniczkę niższego szczebla, żeby nie rzec najniższego. Kilka wywiadów już u niej wykonywałem, głównie związanych z ograniczaniem władzy rodzicielskiej, ustalaniem kontaktów ojca z dzieckiem. Pani urzędniczka ma kilkuletnie dziecko które aktualnie wychowuje samotnie. I tak oto pani urzędniczka otoczyła się koleżankami jej podobnymi – samotnymi matkami, matkami z dziećmi i mężami pijakami, niedowartościowanymi koleżankami co to facetów miały nastu, a już grubo są po trzydziestce i żadnego stałego związku, nie mówiąc o mieszkaniu wciąż z rodzicami. Pani urzędniczka – kobieta rozchwiana emocjonalnie uwielbia balety, na których błyszczy i bryluje odpychając pijanych adoratorów. W tym czasie dzieciak jej jest albo u ojca albo u jej rodziców, więc na weekendy nie widzi skacowanej mamusi, ale żeby nie było – w tygodniu nie pije, chyba… Jej facebook to jedna wielka historia obrazków z podpisami „życie bez faceta ma swój urok….. bądź silna bo na końcu tęczy będzie czekać złoto….. prawdziwa kobieta nie potrzebuje faceta…. To facet powinien…… twoje dziecko to największy skarb, mężczyzna to śmieć…..” Obrazki poprzeplatane są zdjęciami dzieciaka który się wybrudził, przewrócił, oddał kał, zmoczył się, dostał zabawkę i pocałowała go ciocia Gienia – równie samotna jak mamusia. Oczywiście pod zdjęciem kilkanaście lajków, serduszek i podpisów jaki on słodziutki, jak szybko rośnie, jaka jestem dumna i dobrze że was widzieć. Słabe, nędzne i zrobione po to, by dowartościować się bo niczym innym oprócz wódą i baletami nie jestem w stanie zainteresować ogarniętego faceta. A to że facet patrzy, i taki lachon potrzebny mu tylko do spuszczenia z kręgosłupa – to niech się nie dziwi że „sami niedojrzali faceci” mają na nią ochotę. 

      Ale i tak we wszystkim wygrywa taka ewidentna, bezmózgowa patola, z przeżartym od wódy mózgiem. Taki podręcznikowy patol bez instynktu samozachowawczego, co to bezkrytycznie podchodzi do swojego bytu. Oglądam sobie profil takiej patolki, co to dzieci po rodzinach zastępczych się chowają, a ona niedawno urodziła kolejne i nikt jeszcze nie znalazł podstaw by jej to najmłodsze zabrać. I widzę jak kuca przy ognisku czy grilu dając jednocześnie podpis „zaraz opierdolę kiełbasę”. Na drugim zdjęciu stoi z wózkiem i z „wujkiem” prężnie trzymającym w swej dłoni butelkę z piwem podpisując fotkę „Ja z kuzynem na działce. Melanrz”. Kolejne zdjęcia to brudny dzieciak i podpisy koleżanek-patolek; „o kurwa, ale on duży, jak on zajebiście rośnie, itp.”.
Inny rodzaj facebookowych kobiet ale także i mężczyzn to „artystki i artyści”. Zarówno Ci którym udało się zabłysnąć poza powiat jak i ci którzy większą aktywność artystyczną przejawiają bardziej w pisaniu i publikowaniu postów na FB. Artysta taki za wszelką cenę chce udowodnić wszystkim wokoło że został stworzony do „większych celów” a sława i pieniądze są na wyciągnięcie ręki. Po jakimś czasie dowiaduje się, ze show biznes to kasa, i bez grubej pęgi na koncie nic nie osiągnie – lecz wciąż liczy na sukces – często unieszczęśliwiając najbliższych i tak naprawdę samemu będąc nieszczęśliwym. I jeszcze jedno. Taki artysta nie znosi krytyki. Jeśli powiesz mu ze coś jest słabe – uniesie się honorem i zerwie z tobą kontakt, boś nieczuły, niegodzien i nie znasz się na sztuce wyższej.

      Ale mnie najbardziej śmieszy jeszcze jeden typ. Typ „lubię-ludzi”. Taki typ najczęściej lubi i kocha samego siebie, ale na fejsbuku próbuje stworzyć otoczkę że jest empatycznym pomagaczem, co to paczki robi, dzieciom i starszym pomaga, bierze udział w WOŚP a w każdym działaniu musi mieć pochlebców. To typ ludzi którzy z jednej strony twierdzą ze nie chcą rozgłosu, a z drugiej strony wrzucają na fejsie co chwile komentarze że zrobili to, zebrali tyle, zorganizowali to i czekają na pochwały w postaci lajków i komentarzy. Sami w życiu osobistym są często antypatyczni, niewiele osiągnęli, obrażają się z powodu krytyki i często są nieszczęśliwi. Ale wtedy, choć przez chwile czują się potrzebni i lepsi od tych, którym tam niby chętnie pomagają. Poznać ich bardzo prosto – udostępniali obrazek „nie dajesz na Jurka Owsiaka – nie powinieneś byś leczony jego (?) sprzętem” czy jakoś tak w ten deseń. Poziom empatii u tych ludzi sięgnął dna, sami pod płaszczykiem pomagania dzieciom pokazują swoją indolencję, patologizację komórek nerwowych i beznadziejność swojego umysłu. Ale nie przeszkadza im to, by za miesiąc brać udział w akcji charytatywnej dla chorego dziecka w międzyczasie wrzucając posty o wypitych piwach, flaszkach i zaliczonych baletach nie mówiąc o facetach, którzy doskonale wiedzą jak takie „bojowniczki” zaciągnąć do łóżka.
Inna sprawa to zdjęcia i profile małolatów – w parach fajek, z blantami w dłoni, wśród innych cwaniaków podczas imprez, chwaląc się zerżnięciem przez starszego faceta i pokazując podrapane plecy.

      Fejsbuk to kopalnia ludzkich problemów, jak łatwo rozpoznać kto jest w dołku emocjonalnym, kto ma nowego faceta, kto jest nieszczęśliwy. Bo tylko nieszczęśliwi piszą o swoich problemach licząc na wsparcie im podobnych, chwaląc się dziećmi, baletami i beznadziejnością swojego życia. W końcu, czy ludzie szczęśliwy i dowartościowani potrzebują mówić o swoich problemach publicznie, narażając się na śmieszność? Bo śmieszne i żałosne są wypociny samotnych matek, bez facetów, bez oparcia emocjonalnego, które mimo ze uważają się za mądre i inteligentne – gdzieś zgubiły instynkt samozachowawczy i w oczach wielu są po prostu….. beznadziejne.
Albo zostają feministkami.

 PS. Dostałem taką wiadomość. Może któraś z Pań reflektuje? (pisownia oryginalna)
"Jestem krzysiek 38 lat wroclaw, dobrowolnie szukam pani kurator ktora bedzie mnie dobrowolnie nadzorowac i bedzie musial sie pani kurator meldowac.czekam na odpowiedz"

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Przepraszam, czy tu p(b)iją?



       Stoi. Na rogu. Obserwując otoczenie mętnym ale perfekcyjnie wyostrzonym wzrokiem. Czy ktoś idzie, może akurat ktoś znajomy, ktoś kto pomoże i ulży w niedoli. Ręce w kieszeni schowane by ukryć nie tyle wielotygodniowy brud, ale by choć lekko je ogrzać i przy okazji podrapać wszy łonowe, które zalęgły się wokół wynędzniałego kutasa gryząc go niemiłosiernie nawet tam pod napletkiem. Do tego wszystkiego owsiki wżerające się w dupę i z zawziętością świdrujące kiszkę stolcową powodując tak niemiłosierne swędzenie, że chętnie włożyłoby się palca w dupę razem ze szczotą drucianą i zabełtało we wszelkie możliwe strony by sprawić sobie choć chwilę ulgi. 

       Przechył do przodu w wykonaniu myśliwego nie jest spowodowany zaburzeniem błędnika czy chwilowym zakręceniem się w głowie. Nie jest spowodowany także ilością wypitego napoju procentowego. To taktyczny manewr operacyjny który polega na szybkim zerknięciu zza winkla czy nie zbliża się ofiara, to manewr prawie że wojskowy, który został opanowany do perfekcji na placu boju. Trzeba być szybszym od ofiary, ona nie może zbyt wcześnie go zauważyć bo zawróci z obranej drogi i nie wpadnie w sidła zasadzki. Ofiara ma się niczego nie spodziewać, ma być zaskoczona by zareagować w określony sposób, by to myśliwy osiągnął zamierzony cel. Myśliwy zawsze stoi przodem do wiatru, ofiara nie może go wyczuć węchem, wzrokiem ani nie powinna przypuszczać nawet, że tam się myśliwy znajduje. Z tym zapachem to już jednak gorzej – myśliwy nie czuje swojego zapachu bo się do niego przyzwyczaił i zapach ten stanowi stały element jego bytności. Rozkładający się pot na jego ciele zmieszany z moczem, ropiejącymi i gnijącymi ranami oraz kałem doskonale maskuje go w przestrzeni mu podobnych, ale tu, w tej sytuacji gdy wyszedł na polowanie zapach przeszkadza. Zły zapach ma wpływ na całe życie.

       Myśliwy ma czapkę, która rusza się na jego głowie a spod której pełzają na ciemnych włosach białe robaki. Przy bliższej obserwacji można zauważyć jak wiją się i poruszają po kosmkach czarno-siwych, zachęcając wręcz by je złapać i nałożyć na haczyk który razem ze spławikiem, zarzucimy za chwilę na łowisku. Twarda, gnijąca skorupa na głowie jest jednym z elementów utrzymania właściwej ciepłoty ciała, chroniąca w chłodne dni przed wychłodzeniem organizmu a latem przed przegrzaniem. Myśliwy ucharakteryzowany jest w barwy maskujące – jest szary na twarzy, w niektórych miejscach siwy, a także czerwony od zaschniętej krwi, ponieważ zdarza się ze toczy śmiertelne pojedynki nie tylko z innymi myśliwymi, ale często z własnym losem. Jego los czasami upadla go i nie pozwala wstać z kolan, rzucając nim niemiłosiernie i powodując olbrzymie drgawki przeszywające całe ciało niczym porażony prądem. Myśliwy wie że los go nienawidzi i gardzi nim, ale wie także że nie ugnie się losowi i nie podda mu się bezwolnie, tylko będzie walczył wlewając w siebie coraz więcej napoju dzięki czemu staje się odważniejszy by stawić mu czoła. Jego walki z losem nikt nie rozumie. Nie rozumie tym bardziej trzeźwy chcący zmusić go do walki o siebie bez wspomagającego trunku. Jak tu stawić czoła tym wszystkim przeciwnościom, jak stawić czoła wielotysięcznym alimentom nie zapłaconym, setkami mandatów, sprawom karnym, brakiem mieszkania, dawno nie widzianymi dziećmi i pretensjami byłej już żony. Jak stawić czoła tym wszystkim urzędnikom którzy tylko chcieliby by cos podpisywać, zobowiązać się do płacenia i by robić to co oni każą? Jak stawić czoła tym wszystkim chorobom które trawią od środka trzewia naszego myśliwego wyżerając go i powodując taki ból wnętrzności, że tylko znieczulająca woda jest w stanie go ugasić? Nie da się stawić czoła losowi po trzeźwemu. Po prostu się nie da. Ale los z niego też kpi. Myśliwy czasami chciałby poddać się, machnąć ręką na tą walkę i mieć wszystkich i wszystko głęboko w kanale defekacyjnym i pójść w stronę światełka gdzie jest ciepło i przyjemnie, jednakże trzeźwi mu nie pomagają. Zabiorą do szpitala, podleczą, nafaszerują lekami i ubiorą w czyste ciuchy, jednocześnie przeklinając że go nienawidzą bo śmierdzi i osobną salę dla niego trzeba szykować bo inni nie wytrzymują.

       Ale w końcu jest. Ofiara zbliża się niczego nie przeczuwając i nie wiedząc że za chwilę wpadnie w sidła zasadzki z których tak szybko się nie wywinie. Dreszcz podniecenia przeszył spleśniałe ciało myśliwego, wyostrzając jego zmysły do granic możliwości. Powietrze ze świstem wdziera się w zarośnięte nozdrza i wypełnia trawione nowotworem pęcherzyki płucne rozdymając je do granic możliwości. Ręce trzymane w kieszeniach składają się w pięść, gotowe do szybkiej reakcji gdy ofiara znajdzie się w ich zasięgu. Przez chwilę zapomina się o cierpieniu, bólu, o swędzącej skórze i ropniu na dużym palcu lewej nogi, który pękł przed chwilą i majestatycznie rozlewa się w starym bucie sprawiając przyjemne chwilowe ciepło. Ofiara nie spodziewa się ataku. Ale sam atak nie jest jednoznaczny z tym że będzie skuteczny, musi akurat trafić na uległą ofiarę, która podda się myśliwemu i zrobi wszystko to, co jej się karze. Tu chodzi także o zagrywkę psychologiczną, nie wyuczoną na uniwersytetach, ale w szkole życia podpartej nieustanną walką z podstępnym i przebiegłym losem.
       Znów taktyczny przechył kontrolny w wykonaniu myśliwego aby upewnić się że ofiara w dalszym ciągu zbliża się i jest nieświadoma zasadzki na nią czekającej. Tym razem przechył jest mniejszy, obliczony według paraboli i sprawdzony sensorycznie podczas wielu prób i podejść. Trzeba wciąż uważać na wiatr by nie zdradził położenia myśliwego co mogłoby spowodować tak niekorzystne zachowanie ofiary jak przejście na drugą stronę ulicy i tym samym pozbawić myśliwego możliwości skutecznego ataku.
       Ofiara jednak wciąż idzie, kierując się prosto w miejsce, gdzie myśliwy schowany w czeluściach cienia oczekuje na atak. Wagi zaciśnięte, język wysuszony w ustach spocił się na samą myśl że może się uda, może już za chwilę osiągnięty zostanie upragniony cel. Jeszcze moment, jeszcze kilka sekund… jak ten czas szybko leci, jak już niewiele zostało by dopaść ofiarę w swoje brudne szpony i nie odpuścić jej aż nie osiągnie się zamierzonego celu…. Jeszcze kilka kroków…. Jeszcze kilka płyt chodnikowych….
- Szefunio! Da szef złotówkę! – atak przeprowadzony z iście perfekcyjną precyzją. Ofiara ma przed sobą myśliwego, strzegącego dostępu do klatki schodowej, który wyciągnąwszy dłoń niczym broń, rozszerzył poranione i brudne palce dłoni.
- Panie Kowalski, pan dobrze wiesz że nic ode mnie nie dostaniesz – zmarnowanym głosem odpowiedziałem Kowalskiemu.
- Nie poznałem, sorry – odpowiedział myśliwy i zrobił wąskie przejście, jednak bez ocierania się i tak nie było możliwości przejścia – ale dałby Pan złotówkę. Pić się chce.

Nie daję. Kowalski to mój stary nadzór alkoholowy. Duma systemu który tak namiętnie i skutecznie leczy alkoholizm za pomocą sądów i kuratorów.

*** 

Dzisiejszy tekst sponsorowany był przez Warsztat Kreatywności. Zapraszam do skorzystania z ich ofert, co prawda w województwie zachodniopomorskim głównie, ale może ktoś, coś... Dają zniżkę za powołanie się na bloga.

www.warsztatkreatywnosci.edu.pl