poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Lato, lato wszedzie....

"Lato, lato wszędzie
a Ty zapierdalaj szybko
po tej grzędzie"

Urlop mi się kończy właśnie teraz jak pogoda się robi. Wiem, nic nie wrzucałem, nic nie pisałem ale postanowiłem zrobić małą przerwę wakacyjną. Ale, żeby nie było smutno to powiem Wam że cos napisałem, co prawda ukazało się to na stronie portalu literackiego, lecz myslę że jest wystarczająco mocne. Oto fragment:

" (...) Pamiętam takie zdarzenie, że w jednym z Ośrodków Pomocy Społecznej zebrało się szanowne grono „urzędniczych pomocowców” w liczbie około 6 i ja. Na to zebranie wezwano kobietę i jej konkubenta, który znany był z tego że za kołnierz nie wylewał. Przyszli obydwoje, siedli na wyznaczonym miejscu, a przewodnicząca szanownego grona nawiązała taki to dialog bezpośrednio po szybkim przedstawieniu się:
- Pan pije, prawda? (...)


A jeśli nie działa, to znajdziecie na www.mydrea.ms

Pozdrawiam i zasiadam to nowego tekstu.  W końcu w wakacje należy coś "spłodzić" :) A temat mam bardzo ciekawy :)

niedziela, 21 czerwca 2015

Do poczytania i nie tylko oraz dalsza częć alfabetu

Witam wszystkich bardzo serdecznie. Na początek proponuje kolejny mój artykuł dla portalu literackiego. Jest on niejako odpowiedzią na maile dotyczące cech i predyspozycji kuratora. Artykuł dostepny jest pod tym linkiem:


Jeżeli jest problem z otwarcie linka, znajdziecie go na stronie www.mydrea.ms

A teraz garść porad z maili:

Napisała do mnie Wiola:
Witam, 
jestem tegoroczna maturzystką i musze zmierzyc sie z wyborem kierunku studiow, a z tym jest zwiazany równiez wybór pszyszłego zawodu. Staram sie duzo czytac i pytać innych, już dowiadczonych osób, aby nie popełnić błedu. Zastanawiałam się nad psychologią ze specjalizacją psychologia sądowa, ponieważ myslałam o zawodzie zawodowego kuratora sądowego. Choć wiem kim jest kurator sądowy i czym sie zajmuje oraz ile zarabia, to sa to tylko informacje ogólne, a ja chciałabym dowiedzieć sie więcej. Interesuje mnie jakimi cechami powinien kierować się kurator sądowy? Czy wybrany przeze mnie kierunek dobrze przygotuje mnie do tego zawodu? Kiedy i jak  najlepiej rozpocząć działalność niesienia pomocy innym, aby móc w przyszłosci stac sie kuratorem? I czy działaność jako wolontariusz jest dobrym początkiem? Co najbardziej Panu/Pani nie podoba sie w tym zawodzie? I dlaczego wybrał/a Pan/PAni ten zawód? 
 
Z góry dziękuje za informacje, z poważaniem :)
 
Wiolu. Te wszystkie odpowiedzi znajdziesz w moich postach.  Po pierwsze: jakie nalezy mieć wykształcenie znajdziesz w ustawie o kuratorach sądowych, po drugie - jak nie jesteś pewna oczywiście że możesz zostać wolontariuszem lub starać się o kuratora społecznego. Każdy rodzaj pracy i zdobycie doświadczenia jest na wagę złota, a i to przybliża Cię do zdobycia tego ciężkiego zawodu.

Kandydaci na kuratorów!!! Jesli pytacie mnie w mailach a nie sprawdzacie obowiązujących dokumentów prawnych, to niestety tym gorzej dla was. Kurator musi się znać na przepisach i musi wiedzieć gdzie ich szukać. Na egzaminach sprawdzana jest umiejętnosc poruszania sie po kodeksach czy ustawach. Dlatego zanim napiszecie do mnie po raz kolejny, poszukajcie w internecie :)

I kolejny mail, całkiem podobny"

Cześć,
Pozwalam sobie napisać bo widzę, że jesteś inteligentnym człowiekiem, który wie co robi i podchodzi z dystansem do swojej pracy, a przy tym, mimo wszystko, obchodzi Cię co się dzieje. Mam 25 lat i mieszkam we Wrocławiu. Miasto duże, jak wiadomo, więc i patologie duże. Ostatnio wpadłam na genialny pomysł, że chciałabym zostać kuratorem. Przez ostatnie kilka lat pracowałam w dziale rekrutacji na najniższe szczebla pracowników fizycznych. Miałam do czynienia z osobami, które chyba nigdy książki nie miały w rękach i inteligencją nie grzeszą. Dało mi to jednak dość spore wyobrażenie i pozwoliło nabrać doświadczenia o obyciu z takimi ludźmi. Zdarzały się osoby, które, jak zaprosiłam do sali konferencyjnej (mała salka, max dla 6 osób) to nie mogłam oddychać. Śmierdziało moczem, stęchlizną, wilgocią, papierosami i od miesięcy nie mytym ciałem. Okropność. (Ostatnio nawet okno nam się tam zepsuło. Co za zrządzeni losu...). Praca w rekrutacji to jedno. Ale chciałabym robić coś więcej. Nie chcę sie podawać za osobę z jakąś kościelną "misją społeczną" Ale chciałabym mieć satysfakcję z pracy. Czy Ty masz satysfakcję ze swojej pracy? Czy widzisz, że Twoje działania faktycznie coś zmieniają? Czy jest to tyko praca dla pracy? Kolejne stanowisko proforma tylko żeby było, żeby wyglądało?
Kolejna rzecz to... hm... na prawdę mam ochotę zapytać czy sądzisz, że bym sobie poradziła. Psychicznie i fizycznie. Biorąc pod uwagę, że się nie znamy nie będziesz w stanie mi na to odpowiedzieć. Wiem to. Jednak sądzę, że masz swoje wyobrażenie jak psychicznie (i fizycznie?) powinien wyglądać kurator. Chciałabym pomagać ludziom, choć głupio się czuję pisząc o tym, bo zostałam tak wychowana, że pomoc się niesie po cichu. Nie chwali się i o tym nie opowiada. Ale mam wewnętrzna potrzebę poczucia się potrzebną w tym świecie. Kocham swój kraj i chciałabym zrobić coś, żeby nie tylko mi było w nim lepiej.
I jeszcze pytanie: czy jest to zawód, który można wykonywać dorywczo. czy to pochłania Cie na tyle, że nie możesz sobie pozwolić na nic innego (oprócz zachowania zwykłego work-life balance)

Wybacz tak infantylny adres mailowy, ale nie znamy się, a nie wiem dokąd idzie wiadomość z formularza kontaktowego a w moim oficjalnym mailu pojawia się nazwisko, którego wolałabym nie ujawniać osobom postronnym.

Muszę jeszcze skomentować Twojego bloga. Piszesz świetnie! Bardzo podoba mi się Twój styl, dystans, poczucie humoru i język jakiego używasz. Bardzo dobrze się Ciebie czyta więc pisz jak najwięcej. Dzisiaj trafiłam na Twojego bloga, ale sądzę, że nie jednokrotnie jeszcze go odwiedzę.

Powodzenia na drodze zawodowej. Przyda Ci się każdego dnia. Trzymam kciuki.

Pozdrawiam
As

Na tego maila myślę że znakomitą odpowiedzią będzie mój artykuł, do którego link jest na początku postu.

Na koniec kolejny kawałek alfabetu kuratora:

F - jak finanse. Tutaj zapewne drogi kandydacie na kuratora ciekawi Cie ile to forsy zarabia kurator. Uszczęśliwię Cie, bo kurator zarabia w cholerę kasy.  Na jego pensje składa się wynagrodzenie podstawowe oraz dodatek terenowy. I tak naprawdę tyle ile zaoszczędzisz z dodatku terenowego, tyle możesz poszaleć. Na aplikacji kuratorskiej (przez około 1 rok) masz najniższa krajową (jakieś 1300 na rękę). Potem jako zawodowy kurator otrzymujesz około 3000 złotych na łapkę, z czego dodatek terenowy wynosi około 700 złotych. Jak łatwo policzyć, zarabiasz 2300 netto. I tu jest cały myk z dodatkiem terenowym. Ja mam teren wiejski, więc musze wydać na paliwo – jakieś 500 zł za samochód plus amortyzacja (ubezpieczenie, naprawy, opony, itp.) bo na wioski nie dojedziesz inaczej, a czasami odległości są po kilkadziesiąt kilometrów. Do tego dolicz zniszczone obuwie i odzież (błoto, śnieg). Wygrywają tutaj Ci, co pracują w miastach i maja w swoim rewirze osiedla. Wystarczy miesięczny za 100-150 złotych na komunikacje miejską, a reszta to oszczędność. Oczywiście, obecna ustawa pozwala po trzech latach starać się o awans na starszego kuratora zawodowego. W praktyce w większości Okręgów na awans czeka się po 5-7 lat i dostajesz wtedy jakieś 500 zł netto więcej. Ostatnim stopniem awansu jest kurator specjalista i on może uzyskać maksymalna pensję z dodatkiem terenowym około 4 tysiące złotych. Dla kobiety praca idealna, dla faceta już niestety coraz mniej.

G – jak gonitwa. Często biegasz i ścigasz się z terminami. Dostajesz zlecenie na wywiad i określony termin. Czasami jest to 2 tygodnie, a czasami dwa dni. Czasami zapominasz w natłoku obowiązków o terminie i budzisz się w ostatniej chwili. Największa gonitwa jest przed kontrolą, bo kurator okręgowy kontroluje się (razem z kierownikiem) czy wszystko u Ciebie dobrze działa i nie chowasz jakiś gniotów w szafie. Jednakże nie martw się, po latach pracy nauczysz się gnioty umiejętnie chować, przekroczonymi terminami też nie będziesz się zawsze przejmować, a jak jakaś wokanda spadnie z twojego powodu – to nikt cie przecież za to nie zwolni. Najwięcej gonitwy jest w sprawach tzw. Osobistych – bo na koniec miesiąca przypominasz sobie że jeszcze 10 rodzin nie skontrolowałeś i zapierdalasz po południu aż miło. 

H – jak huśtawka nastrojów. Niestety nie wszyscy twoi chlebodawcy są dla ciebie mili i uprzejmi. Czasami zastaniesz ich w skowronkach, czasami będą źli że coś w sądzie nie poszło po ich myśli. Po czasie sam będziesz miał wystawki nastrojów, gdy okaże się że przed urlopem dostałeś nagle 10 wywiadów bo koleżanka zachorowała i nici z wolnych popołudni. Jeśli masz żonę/męża/dzieci to wiedz, że będą wkurwieni na ciebie.

środa, 3 czerwca 2015

Fetyszymizm



      Uwielbiam program dokumentalny „Chłopaki do wzięcia”. Myślę że dopiero w tym programie wiele osób zobaczyło czym tak naprawdę jest patologia. Czym jest bieda intelektualna oraz pełne frywolności podejście do życia codziennego. Weźmy na przykład takiego „Szczenę”. Facet po trzydziestce, macha jednego dzieciaka jakiejś kobiecinie, a gdy ta jest w ciąży zostawia ją dla jej koleżanki, której także macha dzieciaka. Pierdolony byk rozpłodowy spod wiejskiej remizy. I jeszcze w którymś z ostatnich odcinków mówi że on gumy nie używa, bo tylko dziwki używają prezerwatywy, a on kobiety szanuje. Tak, moi drodzy i spragnieni następnych opowieści czytelnicy. Taki jest obraz miernoty intelektualnej.

      Jednakże muszę podziękować tym wszystkim patolom, menelom i wszelkiej maści lujom. Dzięki nim mam pracę bo to są moi chlebodawcy, więc z szacunkiem do wszystkich meliniarzy, bo nie każdemu dany jest los bycia kimś lepszym.

      I tak sobie wędruje po swoich bezdrożach, jeżdżąc z wioski do wioski niczym proboszcz po kolędzie doglądający swoich owieczek, aż trafiam na bardzo ładny domek, postawiony zaledwie kilka lat temu. Trawka świeżo przystrzyżona, elewacja pomalowana, płotek ładnie nieśmiertelnymi tujami obsadzony, dróżka do drzwi kamyczkami ładnie wyłożona. Staję przed furteczką i z niedowierzaniem zerkam na zlecenie wywiadu które przyszło z Sosnowca. A w zleceniu jak byk napisane, a raczej zapytane czy Jadwiga Podolska może urlopować dzieciaki z bidula na wakacje. Nie powiem, raczej do tak ładnych domków na urlopowania z bidula nie chodzę, ale różne są koleje losu…..

      Jak przystało na praworządnego kuratora, obywatela przenajświętszej Rzeczypospolitej, który na Komorowskiego nie głosował a Dudzie proponował bycie doradcą do spraw kurateli (w sumie to mnie olał i nie dałem sobie rady załatwić roboty w Warszawce i zostać popularnym słoikiem), zadzwoniłem dzwonkiem u furtki w oczekiwaniu na zdarzenia, które niewątpliwie miały się zaraz zdarzyć, a które to powodowały że przechodził mnie dreszcz przynajmniej nie rozkoszy ani podniecenia. I gdy tak sobie stałem i spoglądałem na mały domek, na który obecnie próbuję zapracować na trzech etatach i czterech potajemnych, nagle otworzyły się drzwi, a w nich….

      No właśnie, muszę coś Wam drodzy czytelnicy wytłumaczyć, bo nie wszyscy wiedzą. Jak wiecie zapierdalam w sądzie i mam odpowiedzialną pracę. Moja praca jest tak ważna i potrzebna w społeczeństwu, że nasz ukochany rząd w imię dbania o moje uposażenie i potrzebę wymiany żyrandola, zamroził mi pensje kilka lat temu, zakładając że na chuj mi więcej zarabiać, ośmiorniczki na talerzu dla notabli są ważniejsze. Ale żeby było śmieszniej i cudowniej stwierdzono, że jak chce dorobić sobie to muszę mieć zgodę prezesa Sądu Okręgowego, Kuratora Okręgowego i oczywiście Kierownika. Praca w której będę dorabiał nie może być moralnie dwuznaczna i być godna kuratora, więc bycie cieciem w burdelu czy dostawcą pizzy odpada na wstępie. Co prawda mógłbym zmienić pracę i wziąć kredyt, ale nie chce mi się, bo jeszcze mam trochę siły by walczyć z patolami. Jak będę przymierał głodem zawsze mam szczaw i mirabelki, których się nawpierdalam będąc często na wioskach. W sumie to kilka razy będąc w różnych domach proponowano mi żarcie czy talerz ciepłej zupy, lecz z żalem odmawiałem choć nie raz kichy mi na lewą stronę z głodu wywracało. Ale to tak na marginesie.

      Stoję więc ja przed tą furtka, zakupioną w jednym z budowlanych marketów i podziwiam komin budynku wraz ze sztucznym bocianem na jego szczycie, gdy drzwi otwiera kobieta. Aż zmrużyłem oczy, bo co prawda wysoka była i szczupła, to jednak piętno ciężkiego żywota odbijało się na jej twarzy. I nie było to piętno ciężkiej pracy, a raczej jej braku i zapijania bezrobocia napojami wysokoprocentowymi. Przedstawiłem się i wszedłem do środka domku, jednocześnie dowiadując się, że jest to główna bohaterka mojego reportażu. Powiem Wam szczerze, zamurowało mnie troszkę, bo domek w środku ładny, gustownie urządzony, nowe mebelki, sprzęcik RTV i w ogóle cud malina. Nie powiem, chciałbym tak sobie mieszkać, ale nie jestem zazdrosny że innym bardziej się w życiu poszczęściło jak mi. 

      Siadam w jadalni przy stole, otwieram swój zeszyt w twardej okładce i wyciągam państwowy długopis, w którym już trzy razy wkład wymieniałem, ponieważ na rok przysługuje nam jeden długopis i 4 wkłady do niego. Najlepsze jest to że zeszytów mamy do woli praktycznie, a na długopisach oszczędność. Nigdy nie zrozumiem polityki finansowej sądu. Ale w końcu cyferkami zajmują się mądrzejsi niż ja.

      Okazało się że wysoka i szczupła kobieta, z żółtymi i pełnymi próchnicy zębami ma 27 lat i dwoje dzieci w pogotowiu rodzinnym. Oficjalna wersja to taka, że konkubent był alkoholikiem, bił ją i dlatego dzieci straciła. Patrząc na jej facjatę mógłbym przysiąść że ona także miała niemały wpływ na to, ale w końcu nie znam jej, przyjechała z Sosnowca i mogę się mylić ferując niesprawdzone wyroki. A to że miała skończoną tylko szkołę podstawową, także nie miało znaczenia. I to że dwa miesiące temu poznali się przypadkiem i ona po tygodniu znajomości zamieszkała u swojego nowego partnera także nie miało znaczenia. Ogólnie śmierdziało od niej ropną wydzieliną z ust, miała poobrywane paznokcie aż do krwi a wielka kurzajka na jej brodzie dodawała jej wątpliwego uroku.
Wiem, kurwa, wiem! Nie ocenia się ludzie po wyglądzie. Może mają wartościową duszę i w głębi duszy są dobrymi ludźmi, a uroda to rzecz gustu. Tylko jej waliło z ust tak mocno, że na metr czułem i słyszałem jak próchnica zżera jej zęby. I te paznokcie….. dobrze że nie spojrzałem na jej paznokcie u stóp, bo miała klapki na bose nogi… brrr

      OK., przyznaje z męskiego i szowinistycznego punktu widzenia. Była brzydka. Była brzydka bo nie dba o siebie i wygląda jak patol. Albo nim jest. Zresztą nieważne. Niech się Sosnowiec martwi. Gadka-szmatka o życiu, planach na przyszłość i chęci odzyskania dzieci. Pytam o jej partnera, do którego w końcu ta chałupa należy.
- O właśnie przyjechał – powiedziała w moją stronę i w tym samym momencie usłyszałem warkot silnika samochodu podjeżdżającego pod budynek. Po chwili wchodzi ON.
I weź tu kurwa bądź mądry. Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi. Poległem. Cały mój system wartości chuj strzelił i bombki porozbijał. Witki mi opadły na widok faceta który po chwili wszedł do jadalni i usiadł przy stole z nami. Opisze go jednym zdaniem. Przystojny, elegancki, wysoki, świetnie ubrany trzydziestoparolatek. Zarabiający dwie średnie krajowe. Bezdzietny. W kilkuletnim sportowym wozie. Kopara mi opadła gdy matka dzieci w pogotowiu opiekuńczym przedstawia mi swojego partnera życiowego.

      No cóż, są różne gusta i guściki, ale to już według mi zakrawa na jakiś fetysz. Ale w sumie…. Skoro mu to pasuje i są szczęśliwi… A już myślałem że w tej pracy nic mnie nie zadziwi.


Na koniec kilka słów na dobranoc. Chciałem podziękować Radkowi z Luszowic, on wie za co. dzięki stary i specjalnie dla Ciebie poświęciłem ten wieczór na napisanie artykułu, wkładając zapałki pod powieki i pijąc dobrego drinka (oczywiście w ramach walki z alkoholizmem - wypijam żeby dla innych było mniej). Druga sprawa to udzielanie porad na maila czy za pomocą FB. Wybaczcie, ale nie jestem stanie poświęcać się indywidualnym przypadkom, bo czasami jest to kilka maili tygodniowo związanych z udzieleniem porady. Zawsze odpisuje żeby kontaktowac się z kuratorem sądowym który przynalezy terenowo do miejsca zamieszkania. On zna sprawę i wierzcie mi że lepiej podpowie.
Kolejna sprawa to propozycję spotkań, zdradzenia w tajemnicy kim jestem. Od razu mówię, że dotychczas spotkałem się tylko z dziennikarzami (Polityka, Duży Format). Nie spotykam się z dziewczynami, nie umawiam na spotkania i nie zdradzam swojego nazwiska. 
No i na koniec, jak zwykle prośby o zmianę wyglądu bloga, bo źle się czyta. Dla nowych czytelników wyjaśnienie: były już takie wnioski i nawet próby w przeszłości, ale większość woli męczyć wzrok bo czytanie wymaga skupienia a kolor czarny jest odzwierciedleniem historii tu umieszczanych. Więc męczymy się razem wszyscy ze sobą.

A teraz czas na drugiego drina i jadę na balety. W końcu jutro wolne!!!!

wtorek, 26 maja 2015

Kolejna dawka moich artykułów

Po raz kolejny zapraszam do czytania i komentowania moich popełnionych z pewną doza nieśmiałości artykułów. Pierwszy artykuł mówi o uzaleznionych od facetów-alkoholików kobietach. Do poczytania poniżej:

Gminna Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych


Kolejny ukazał się w Śląskim Dzienniku i prawi o dzieciach w rodzinach alkoholowych:

Mam taką rolę...

Skoro już o pijaństwie mowa dziś i smaka sobie narobiłem, opowiem anegdotkę sprzed kilku dni. Jakieś dwa miesiące temu mojej byłej nadzorowanej odebrano dzieciaki i umieszczono w rodzinie zastępczej. Oczywiście odebrano za pijaństwo i chlaństwo, bo co innego mogło być przyczyną, choć ona do tej pory utrzymuje że takie mocne syropy ma. W każdym razie złożyła wniosek o urlopowanie, a jak złożyła, to trzeba wniosek rozpatrzyć. No i zapierdalam do niej, pukam najuprzejmiej jak umiem a ta otwiera mi drzwi najebana jak meserszmit.
- I co? Podobno pani nie pije, a tu nawalona nieźle c- z usmiechem do niej rzekłem
- a bo ja sie zestresowałam - wybełkotała
- Czym? - zaciekawiło mnie to cholernie
- Po pan przyszedł - bełkocze dalej
- No ale nie wiedziała pani że przyjdę
- Widzi pan jak na mnie działa

I tak o to sie dowiedziałem, że przyczyniam sie w tym kraju do pogłębiania alkoholizmu.

MIłego dnia, wieczoru czy upojnej nocy z płcią przeciwną (albo ta samą, co kto lubi).


poniedziałek, 18 maja 2015

Pokolenie Menela

Wiem, po prostu wiem że zaniedbuje bloga, że za rzadko wpisy, że w ogóle jestem niepoważny człowiek i żebym szedł wpierdalać szczaw i mirabelki jak mi za mało kasy. Ale napisałem coś. Coś myślę ciekawego i może zmusi do polemiki. Napisałem za kasę (którą zbieram na urlop) więc musicie wybaczyć linka.

Pokolenie Menela

Obiecuję, obiecuję że chociaż zapierdalam na trzech etatach, to wrzucę coś niedługo. Po prostu Obiecuję!!!!!!

I na koniec spełnienie prośby moich znajomych z daleka, którzy bawią się reportażami. Jako że fotografują opuszczone i zapomniane miejsca, pomyślałem że wpasowuje się to w tematykę mojego bloga. Przygotujcie się na opuszczone pałacyki, prosektoria, szpitale i inne ciekawostki.

Zapomniane w zachodniopomorskim

Znajdziecie ich też na Facebooku pod tą samą nazwą.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Do poczytania i komentowania...

Zapraszam do zapoznania się z moimi ostatnimi artykułami, które napisałem dla dwóch mediów elektronicznych. Pierwszy z artykułów, opublikowany na stronie Śląskiego Dziennika jest moim komentarzem do propozycji rządzących by każdej bezrobotnej kobiecie przyznać comiesięczny zasiłek 1000 złotych przez rok.

" Rząd polski przyjął nowelizacje ustawy wprowadzającą nowe świadczenie rodzicielskie, czyli tysiąc złotych przez rok po urodzeniu dziecka dla osób bezrobotnych, studentów, rolników oraz pracujących na umowę o dzieło. Osobiście większego kuriozum nie widziałem na własne oczy...."

Więcej na stronie" Tysiąc złotych - komu, komu bo idę do...

Artykuł drugi, a raczej opis mojego dnia pracy to rozpoczęta współpraca z Klubem Literackim www.mydrea.ms. Myślę że to co stworzyłem, także się czytelnikom spodoba:

"Zadaniowy czas pracy, który mam staje się coraz większym przekleństwem. Z jednej strony sam sobie decyduję co, gdzie i kiedy będę robił, z drugiej zaś powoduje, że siedzę wieczorami nad stertą papierów i opisuję ludzkie losy. Tak, dokumentuję ludzkie losy. Najczęściej pogmatwane i przeplatane tragediami nie tylko pojedynczych ludzi, ale także całych ich rodzin.
Stojąc w drzwiach, gdy wychodzę do pracy sprawdzam po raz kolejny czy wszystko spakowałem. Kluczyki od samochodu – są, telefon – jest, portfel – w kieszeni. Za 30 minut muszę być w pracy, by rozpocząć dyżur...."
Więcej na stronie: Najgorszy rano jest dźwięk budzika


Zapraszam do lektury.

piątek, 24 kwietnia 2015

Delirium tremens



       Muchy. Latające i srające gdzie popadnie muchy. Wielkie i obrzydliwe, brzęczące swoimi skrzydełkami w powietrzu, a obok nich latają mniejsze ale równie tak samo wkurwiające. Każde pomieszczenie w tym obskurnym domu przegrodzone jest nie drzwiami, a zwisającymi śmierdzącymi szmatami które zatrzymują muchy w jednym pomieszczeniu, dzięki czemu unika się przemieszczania tego brzęczącego paskudztwa po całym mieszkaniu. Życie tych stworzeń ograniczone jest do tego jednego pomieszczenia i ewentualnego brzęczenia przy szybie, gdy swoimi wielkimi muszymi ślepiami patrzą na świat zza brudnego okna, nie zdając sobie sprawy jak wygląda przestrzeń poza pokojem w którym obecnie i ja się znajduje. Całe życie takie muchy żryją gówno i srają gównem. Ich życie kręci się wokół gówna by zakończyć je potem jako truchło wysuszone na parapecie. Albo w buzi jakiegoś dzieciaczka, które nieświadomie podniesie tego trupka z podłogi i z przyjemnością połknie.

       Patolka. Jej świat, podobnie jak świat latających wokoło stworzonek, jest także ograniczony do tej jednej przestrzeni. Leży na łóżku i patrzy na mnie swoimi nieobecnymi oczkami, próbując zapewne w zakamarkach swych synaps i połączeń nerwowych znaleźć odpowiedź na pytanie kim ja do kurwy nędzy jestem. Stadium choroby alkoholowej w której się znajduje nie daje jej możliwości szybkiej analizy, więc poddaje się czego oznaka są wybałuszone przed siebie oczy. Ona żyje dla alkoholu, nie dla jedzenia, nie dla przyjemności, ale dla alkoholu. Alkohol zastępuje jej myślenie, alkohol stępia jej niewielki móżdżek, który obecnie służy prawie tylko i wyłącznie do podtrzymywania podstawowych procesów życiowych. Oddychaj. Żryj. Sraj. Pij. Koło niej butelka najtańszego wina, popielniczka z petami zrobionymi z najtańszych skrętów. Brudna wymiętolona pościel okrywa jej grube, pomarszczone ciało. Drżąca ręka odpala następnego papierosa, by skierować go do spierzchłych ust. Potężny haust powietrza powoduje, że jedna trzecia fajki wylądowała w płucach. 

       W pomieszczeniu unosi się smród moczu i zapewne nie do końca gdzieś wytartego gówna. Stare meble lepią się z brudu, przy łóżku na którym leży ofiara alkoholu stoi przekrzywione krzesło. Zastanawiam się przez chwilę czy na nim nie usiąść, ale mam jasne spodnie. Chujowo będzie z szarą dupą łazić po innych chałupach Odór najtańszych fajek napełnia pokój w którym się znajduję, jeszcze bardziej pobudzając bzyczące muchy do zwiększenia swej aktywności ruchowej. Kurwa, ja to mam chyba jakiś fetysz na te muchy bo wybitnie mnie wkurwiają tym razem. Oprócz tego latającego gównożrącego ścierwa nienawidzę jeszcze jednej rzeczy – śmierdzących szmat pozawieszanych w drzwiach. Z obrzydzeniem odsuwam te kotary gdy mam wejść do mieszkania czy pomieszczenia, nienawidzę jak ta szmata mnie dotyka, jak przez przypadek muska moją głowę. Szmata jako drzwi, szmata jako bariera przed robactwem, szmata skrywająca tajemnicę tego domu. Napisze kiedys esej o szmatach albo wiersz. Nawet tytuł wymyśliłem już. „Życie szmatą pokryte”.

       Próbuje porozumieć się z leżącą postacią, co w delirium tremens łypie na mnie swoimi niewidzącymi oczkami. Wydaje pewne dźwięki których ja nie do końca potrafię zrozumieć. Taki bełkot z bezzębnej jamy ustnej. Jęczy w moja stronę, rzęzi jej z płuc, a ja patrzę na nią jak na małpę w zoo. Jest takim prawie że niemym obrazkiem, który nie wzbudza u mnie żadnych innych uczuć jak zaciekawienie. Właśnie, zaciekawienie. Czuję się jak ten anatomopatolog, który krojąc zwłoki na stole sekcyjnym nie czuje żadnego obrzydzenia czy wstrętu do ciała ludzkiego. Leżąca patolka jest dla mnie ciekawostką, zjawiskiem, jeszcze jednym do kolekcji obrazkiem, który znajduje się w zakamarkach mej świadomości.

       Znalazłem się tutaj bo szpital do Sądu zgłosił, że wypuszczają z oddziału taką jedna „delirium tremens”. Babka ma chyba już alkoholowy zanik mózgu, funkcjonuje tylko wtedy gdy pije. Jak nie pije to nie funkcjonuje. Ona nie może być trzeźwa, bo wtedy ma omamy, majaki i w ogóle nosi ją po całym mieszkaniu. Gada wtedy od rzeczy i niszczy wszystko co znajduje się zasięgu jej rąk. Musi po prostu ciągle być najebana. Naćpana tanim alkoholem który łagodzi jej ból egzystencji. Codziennie oprócz fajek musi wydoić 2-3 wina, by leżeć spokojnie. Bez telewizora, bez radia, bez gazety czy książki. Ona kurwa leży i patrzy w sufit, by co chwilę popijać łyczek swojego napoju procentowanego i zapalić skręconego szluga. Jaki cholerny, jebany minimalizm życiowy, do którego doprowadziła się chlejąc od niepamiętnych czasów wódę. 

       Rozglądam się po pomieszczeniu, zadając jednocześnie sobie pytanie czy ktoś jeszcze jest w domu. Pierdolone muchy brzęczą niemiłosiernie w powietrzu, doprowadzając moje uszy do katorgi, lecz cóż ja kurwa mogę na to zrobić. Powinienem chyba z muchozolem łazić i zapsikiwać te wstrętne robactwo. Patrzę na upstrzone owadzimi odchodami ściany, na stół nakryty gazetą i popielniczkę, w której „delirium tremens” dogasiło kolejnego peta. Nikogo z kim się porozumieć i złapać kontakt logiczny. Nikogo. Jedna mucha usiadła na popielniczce i wpierdala popiół. Uzależniona. 

       Po chwili się okazało że nie do końca jestem sam w tym domku, bo szmata odsunęła się i stanął w niej mikrus. Mikrus, bo ta 30-letnia kobieta miała nie więcej niż 150 cm wzrostu i miała strasznie malutką główkę a w niej małe oczka które patrzyły na mnie z zaciekawieniem. Wąskie usta otwarły się i szczerbaty uśmiech ukazał się na jej licu bladym. Najbardziej uwydatniał się u niej brzuch, świadczący że jest co najmniej w 7 miesiącu ciąży. W ręku pet. Równie śmierdzący co ten który paliła kobieta na łóżku. Zaciągnęła się przy mnie i zadała nieśmiertelne pytanie: „kim pan jest”. 

       Oczywiście, przedstawiłem się i powiedziałem cel swojej wizyty. Grzecznie, uprzejmie, jak Pan Bóg przykazał. Że przyszedłem sprawdzić, czy po wyjściu ze szpitala dobre są warunki do pielęgnacji deliry, która na wieść że zacząłem o niej mówić zaczęła przewracać się na drugi bok, tak niefortunnie odsłaniając kołdrę i w tak niefortunnym momencie, że byłem świadkiem tej sceny. I to był mój błąd, bo niestety „co się zobaczy to się nie od-zobaczy”. Nie odzobaczę niestety wielkiego gołego dupska, który nagi wysunął się spod plandeki. Na szczęście będąca w ciąży piękna trzydziestolatka doskoczyła do łóżka, i poprawiła jak się okazało mamusini pled.

       Czemu pani pali papierosy, przecież w ciąży pani jest. Oczywiste pytanie, oczywistego człowieka na oczywistym miejscu. Odpowiedź mnie rozjebała na łopatki. „Troje dzieci urodziłam, wszystkie urodziły się zdrowe. Mi tam fajki nie szkodzą”. Uśmiechnęła się potem do mnie z pięknie szczerym, bezzębnym uśmiechem. Później dowiedziałem się że najstarsze z jej dziatków jest w szkole specjalnej, a młodsze prawdopodobnie tez tam trafi. Najmłodszy brzdąc to jeszcze nie wiadomo, bo srał na nocniku w drugim pomieszczeniu, a nad nim unosił się piękny rój ponętnych i wściekle brzęczących much.

       Jak w Afryce. Najlepsze obrazki to takie, szczególnie przez fotografów zamieszczane, jak małe dzieci, murzyniątka z dużymi brzuszkami od głodu, odganiają łażące po nich muchy i inne robactwo. Jakby to jebane robactwo wiedziało, że jeszcze trochę a będzie mogło żreć takie małe murzyniątko, ponieważ los jego bardzo niepewny. A ja żałuje wtedy w takich sytuacjach że nie mogę pierdolnąc fotki dzieciakowi, który umorusany na brudnym nocniku opędza się od much. Jej palenie nie szkodzi – nosz kurwa mać.

       Jak ustaliłem podczas wykonywanych czynności z uczestniczką postępowania, „delirium tremens” ma wszystko co potrzeba do życia. To znaczy rentę, zasiłek z Opieki i jabole z fajkami systematycznie dawane. Na kibel wstaje sama, przy myciu wymaga pomocy, żarcie trzeba jej pod nos podtykać. Czasami zrobi pod siebie jak jej zwieracze puszczą, ale matka czwartego dziecka w drodze daje sobie z nią radę. 

********
Alfabet dokończę następnym razem. Teraz biorę się za zamówiony artykuł, który będzie swego rodzajem autowywiadem. Podeśle link do strony na której się ukaże.  Dla zainteresowanych zajebisty film, który polecam każdemu, kto ma problem z chlaniem wódy.
Podobno kuratorzy mają strajkować. Zgłaszam się na pikietę pod Ministerstwem Sprawiedliwości. 
Miłego oglądania, naprawdę warto!!!