poniedziałek, 13 lutego 2017

Informacja o VI Międzynarodowym Seminarium

Zostałem poproszony o zareklamowanie Seminarium. Jak nie patrzeć moja branża, może ktos z czytających kuratorów skorzysta :)

Centrum Szkolenia Kuratorów Sądowych, Fundacja Większe Mniejsze i Polish-American Development Council mają zaszczyt zaprosić Państwa na VI Międzynarodowe Seminarium "Probacja w Polsce i Ameryce Północnej – kurator sądowy we współpracy z samorządem lokalnym i innymi instytucjami", które odbędzie się w Kołobrzegu w dniach 24-26 maja 2017 roku, jako kontynuacja dotychczasowych Seminariów, zakończonych sukcesem merytorycznym i organizacyjnym, a mianowicie:

I Międzynarodowego Seminarium – „Probacja w Polsce i USA – stan, współpraca, perspektywy” – Bytów, maj 2012.
II Międzynarodowego Seminarium – „Probacja w Polsce i USA – nowoczesne zarządzanie w probacji” – Toruń, maj 2013.
III Międzynarodowego Seminarium – „Probacja w Polsce i USA – systemy zwalniania skazanych z zakładów karnych” – Wrocław, czerwiec 2014.
IV Międzynarodowego Seminarium - "Probacja w Polsce i USA - system zwolnieniowy i praca jako element społecznej readaptacji osób skazanych" - Gniezno, maj 2015.
V Międzynarodowego Seminarium - "Probacja w Polsce i USA - bezpieczeństwo publiczne a działania służby kuratorskiej" - Kazimierz Dolny, maj 2016.

Wzorem ubiegłych seminariów Centrum Szkolenia Kuratorów Sądowych chce kontynuować organizowanie forów wymiany poglądów w ujęciu międzynarodowym i dlatego postanowiliśmy o organizacji kolejnego Seminarium. Do organizacji szóstej edycji naszego Seminarium włączyła się Fundacja Większe Mniejsze i Polish-American Development Council, z którymi ściśle współpracujemy w wymiarze wspierania rozwoju polskiej probacji.

Liczymy, że wśród Uczestników VI Międzynarodowego Seminarium w Kołobrzegu, tak jak podczas ubiegłych seminariów, znajdą się Prezesi Sądów Okręgowych, Przewodniczący Wydziałów Penitencjarnych, Kuratorzy Okręgowi i Zastępcy Kuratorów Okręgowych, Kierownicy ZKSS, Kuratorzy zawodowi i społeczni, a także Profesorowie i Doktorzy wyższych uczelni. Oczywiście nie zabraknie również przedstawicieli Centrum Szkolenia Kuratorów Sądowych (CSKS) i National Association of Probation Executives (NAPE) z Przewodniczącym Komitetu Międzynarodowego NAPE Panem Danem Richardem Beto na czele, a także inni przedstawiciele świata nauki i praktyki. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych problematyką probacji.

Seminarium, które odbędzie się w dniach od 24 do 26 maja 2017 roku w Kołobrzegu, będzie dotyczyć probacji w odniesieniu do współpracy kuratorów sądowych z samorządami lokalnymi i innymi instytucjami. Seminarium będzie doskonałą płaszczyzną wymiany doświadczeń o poruszanej materii po obu stronach Atlantyku. Poświęcimy również czas rozwojowi współpracy i wymianie kadry wymiaru sprawiedliwości w ramach zawartej międzynarodowej umowy o współpracy między CSKS i NAPE, którą publikujemy na naszej stronie internetowej.

Chcielibyśmy, by udział w Seminarium wiązał się dla Państwa nie tylko z uczestnictwem w przedsięwzięciu o wysokiej wartości merytorycznej, ale również niósł ze sobą odrobinę wytchnienia od wielu codziennych obowiązków w zacnym gronie. Oddamy do Państwa dyspozycji również ciekawe propozycje w czasie poseminaryjnym, tak byście mogli Państwo skorzystać z uroków pięknego, nadmorskiego miasta, jakim jest Kołobrzeg.

W ramach pobytu oddamy do Państwa dyspozycji:
- Profesjonalną obsługę translatorską
- 3 dni/2 noclegi (z 24/25 i z 25/26 maja).
- 1 kolację (24 maja)
- 2 śniadania w formie bufetu szwedzkiego (25 i 26 maja)
- 1 obiad (25 maja)
- 1 uroczystą kolację (25 maja)
- Inne atrakcje i niespodzianki

Jeśli jesteście Państwo zainteresowani, serdecznie zapraszamy do kontaktu z nami - biuro@csks.pl lub 696 425 580. Po zamknięciu procesu przygotowawczego, wyślemy Państwu szczegółową informację dotyczącą VI Międzynarodowego Seminarium.

niedziela, 12 lutego 2017

MOC UZDRAWIANIA

Witajcie....
Zapraszam do zapoznania się z moim artykułem odnośnie osób nadużywających alkohol..... ale zanim to nastąpi, potrzeba jest wyjaśnienia, dlaczego moja działalność powoli zamiera.
Zamierzam wraz z innym kuratorem prowadzić działalność szkoleniową..... w miarę możliwości czasowych oczywiście. Ponadto wciąż jest otwarty temat książki "Patologicznej sagi rodzinnej", czyli taki "KLAN" w wydaniu bardziej hardkorowym :) Może zgłosi się chętne wydawnictwo które zainteresuje się tematem? :)
No i najważniejsza rzecz. Czas dla siebie. czas dla najbliższych, rozwijanie pasji, zainteresowań szczególnie tych wyzwalających wiele pozytywnej adrenaliny :) Stąd nowe znajomości wśród ludzi z pozytywnymi pasjami, a nie wciąż patole, alkohol i bieda z płaczącymi dziećmi :) zamierzam działać! jednak już troche inaczej :)
A blog istnieje - w wolnym czasie lub będąc wkurzonym na cos wrzucę swoje opowieści :)

a Tymczasem zapraszam do:

MOC UZDRAWIANIA

lub tu: http://mydrea.ms/m/articles/view/Moc-uzdrawiania

Pozdrawiam

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Przeciętny zjadacz chleba

Tam wiem. Najlepszego w Nowym Roku. Wzorem najlepszych wypoczywam na Maderze ale popełniłem ten artykuł na zamówienie. Obiecuję, że niedługo tekst kończący historie naszej bohaterki. A tymczasem zapraszam na stronę mojego Internetowego chlebodawcy gdzie tak oto komentuje otaczającą nas rzeczywistość:

Przeciętny zjadacz chleba

a jak nie działa, to tu:
http://mydrea.ms/m/articles/view/Przeci%C4%99tny-zjadacz-chleba

Pozdrawiam i Szczęśliwości :)

środa, 30 listopada 2016

Miłość w światłowodzie part 2



     Dłubie w nosie, patrzę na fejsiunia i przeglądam olx oraz allegro w poszukiwaniu starych, ale jeszcze sprawnych części które wmontuje do mojego samochodu. Ledwo trzydzieści minut po rozmowie z mechanikiem, a mnie już kurwica bierze, bo stos wywiadów piętrzy się na biurku i w chuj telefonów ze szkół. Ogólnie jedna wielka cieczka z tymi szkołami, bo likwidują gimnazja i każda szkoła ma zrobić zebranie z rodzicami gdzie o reformie będą informować wielce szanowne rodzicielstwo. Mam w sumie w dupie reformę, pracy mi nie ubędzie przez to, ale nagle przed końcem roku każdy sobie przypomina, że ma jakieś tam sprawy niepowyjaśniane z uczniami. No cóż, taki to już mój los Syzyfa, zapierdalającego po odmętach ludzkiej bezgranicznej głupoty.

     Palec mój wszedł w głęboko w nozdrze i paznokieć uszkodził chyba jakieś naczynko krwionośne bo czerwona krew się na nim pokazała. Cholera, jeszcze krwawienie mi tu potrzebne do szczęścia, jakbym nie miał innego zmartwienia. Patrzę tępym i wkurwionym wzrokiem w ekran służbowego monitora i szukam najtańszej części używanej, która wstawię w swój samochód, by przemierzać bezkresy ludzkiej degrengolady i spisywać na kawałkach służbowego papieru służbowym długopisem tragiczne dzieje moich chlebodawców.
- Dzień Dobry! – przywitał mnie upośledzony chłopak, którego tak naprawdę nie znam imienia, ale który swoją wiecznie uśmiechniętą aparycją poprawił mi na ułamek sekundy humor. Nie wiem kiedy nawet otworzył drzwi do mojej pakamery sądowej, schowanej na końcu ciemnego korytarza, za ubikacją i magazynkiem na szczotki dla sprzątaczek.
- Dobry – odpowiedziałem i wziąłem głęboki oddech zastanawiając się jednocześnie czy widział mnie dłubiącego w nosie. Mam nadzieję że nie, a nawet gdyby to i tak jakoś nie spaliłbym się ze wstydu.
- Pana, mam pytanie bo… - Tak, „pana”. Nie proszę pana, szanowny panie, tylko „PANA”. Pana wypowiedziane tak jakbyśmy wypowiadali „mama”. Taki nowy zwrot grzecznościowy.
- Pytaj, yyyy, jak ci tam na imię….. – nie wiedziałem, ale też nie chciało mi się specjalnie wysilać by przypomnieć. Wiedziałem że to synek jednej nadzorowanej, a raczej byłej już nadzorowanej bo jej niepełnoletnie dzieci całkiem niedawno zasiliły szeregi placówki opiekuńczo-wychowawczej. Ten już miał 20 lat i rentę socjalną, więc wątpliwy zaszczyt pobytu w bidulu go ominął. Zresztą, na rencie wszelkie banki już łapę mają wraz z komornikiem, bo kiedy tylko mógł wziąć dowód osobisty w rękę i odcinek renty w drugą, wraz z równie upośledzoną mamusią stali się klientami wszelkiej maści para banków i systemów pożyczkowych.
- Bo pana, bo pan mnie ubezwłasnowolnił… - z tym swoim szczerym, upośledzonym uśmiechem stwierdził, czekając zapewne co ja na to powiem i jak się usprawiedliwię przed jego majestatem.
- Że jak? Co zrobiłem? – oczy mi się szerzej otworzyły a banan ugościł na mej twarzy i choć na chwile zapomniałem, że kawałek silnika musze znaleźć w Internecie, a nie cały silnik bo taka była obawa na początku. Dzięki czemu trochę taniej będzie i najbliższym może prezent zrobię.
- No, ubezwłasnowolniony, ja jestem przez sąd bo pan tak powiedział sądowi – z kolei teraz on próbuje mnie przekonać i przypomnieć że” … przecież wszystko jasne, ja to zrobiłem żeby więcej pożyczek nie brał, i nawet cos o matce mówił że przecież u mnie była i rozmawiała i w ogóle on nie wie co teraz bo chce iść telefon wziąć na abonament i czy może w ogóle, znaczy chciał mnie zapytać”. Tak to mniej więcej brzmiało w jego słowotoku.
- Damian, nie jesteś ubezwłasnowolniony – grzecznie mu odpowiedziałem z bardzo miłym uśmiechem na twarzy – a teraz idź i weź telefon na abonament. A jak Ci w jednym salonie nie dadzą, to idź do drugiego. Na pewno w jakimś uda ci się podpisać umowę.
- Aha, nie jestem – odpowiedział sam do siebie – i ścisnąwszy reklamówkę-dziadówkę w ręce, która zafajdała koło brudnych i wytartych jeansów na jego wychudzonych nóżkach, zniknął za drzwiami wypowiadając:
- dowidzenia pana.
Włożyłem palec w drugą dziurkę nosa i zacząłem wykopaliska. Znaczy części szukałem do samochodu wykopując coraz to przeróżniejsze i nowe strony internetowe. Widzę – BINGO! Szukana część znajduje się na drugim końcu Polski. Dzwonię – z komórki – by sądu nie naciągać.
- Dzień Dobry, ja dzwonię w sprawie części do samochodu którą widzę właśnie na zdjęciu. Proszę mi powiedzieć czy jest część jeszcze dostępna i czemu tak drogo, hehehe – zarzuciłem tekstem typowego podstarzałego Janusza, choć na kartce wcześniej zapisałem o co zapytać, gdy padną szczegółowe pytania co zamierzam z tą rzeczą robić i co mi się zjebało że szukam akurat tak dużej części a nie pojedynczego pierdolnika.
- Dostępna, świeżo wymontowana z rozbitego samochodu. Krew też starłem – odpowiedział około trzydziestoletni głos w słuchawce mojego telefonu na jeden z najtańszych abonamentów na rynku.
„Dowcipniś, kurwa”.
- To ja poproszę za pobraniem. A rabacik będzie jakiś?  - zapytałem pełen nadziei, ze może chociaż stówkę, albo pięć dych, albo może na flaszkę chociaż opuści. Mikołajki zaraz, święta idą….
- A może za darmo panu wysłać i dopłacić? – głos zapytał w taki sposób, ze ja więcej pytań już nie miałem.
- To ja esemesem dane do przesyłki prześlę – i tak oto zakończyła się rozmowa z uprzejmym Panem na drugim końcu Polski.

      Nie ma to jak być dziadem. Kurator dziad. „KURATOR DZIAD”. Czyż nie brzmi to dumnie? Ostatnio robiłem wywiad u Ukraińca, który związał się z moją nadzorowaną i okazało się że zarabia więcej niż ja, nie znając nawet języka. Żeby jeszcze był specjalistą czy coś. Zwykły robotnik w fabryce, fakt że ze zmianami na nocce. Nadzorowana jeszcze też młoda, z jednym dzieckiem więc jeszcze stosunki, oczywiście międzynarodowe, będą się zacieśniać.

     Ale w sumie to nie o tym miałem pisać, tylko dokończyć miałem pewną opowieść, którą zacząłem już dawno… tak dawno że dla niektórych Internet zatoczył koło i po wielu miesiącach weszli na stronę moją. Jeszcze inni pomyśleli że dobra zmiana mnie zamknęła, ale nie, jestem i trwam na stanowisku i standardowo narzekam na swój los. Więc zaczynamy:

Miłość w światłowodzie part 2

Wychowywała ją matka z ojcem, podobnie jak jeszcze trójkę jej rodzeństwa zrodzonego w pijackim amoku miłosnych uniesień. Czy były to uniesienia zrodzone z pragnienia posiadania dziecka nie wiemy, może po prostu nie udało się matce spierdolić gdy ojciec szczytował w niej. Opowieść mojej słabo-zębej nadzorowanej o domu rodzinnym to jedna wielka znęta stosowana przez ojca wobec niej, jej rodzeństwa i oczywiście matki. Zresztą o znętach można napisać wiele a pomysłowość patoli w jaki sposób uprzykrzyć życie innym nie ma granic. Przytoczę te najciekawsze, jakie udało mi się usłyszeć podczas tej barwnej opowieści. Oprócz standardowego profilaktycznego wpierdolu jest jeszcze kilka bardziej wyrafinowanych form z którymi zostałem zapoznany i które wzbudziły moją niezdrową i patologiczną ciekawość. Ale zanim z powrotem wrócę do opowieści związanej ze światłowodem, przypomniałem sobie jak kiedyś jedna z kobiet z która miałem okazję porozmawiać, powiedziała ze jej facet za każdym razem jak koło niej przechodzi to coś szepcze pod nosem. Na początku nie zwracała na to uwagi, bo nie do końca rozumiała co tam bełkocze, tym bardziej że całe dnie spędzał z piwem w ręku, ale po jakimś czasie zaczęła rozumieć jego szepty. Jej ukochany szeptał cichutko do siebie „dziwka, szmata, kurwa…” za każdym razem, gdy ona znajdowała się koło niego sam na sam. Nigdy nie szeptał w obecności dzieci, w obecności kogoś obcego czy członka rodziny. Po jakimś czasie kobieta wpadła w taką nerwicę że wylądowała u psychiatry na lekach uspokajających z opinią że to z nią jest coś nie tak a nie z jej wspaniałym facetem.

     Wróćmy jednak do opowieści i nie zastanawiajmy się dłużej nad tą malutką dygresyjną. U naszej bohaterki nie było tak wyrafinowanej przemocy, tylko standardowy wpierdol bez finezji i większego zastanawiania. Wpierdol kabelkiem, pięścią lub kopnięcie nogą zależy co w danej chwili było pod ręką tudzież nogą pana i władcy domu. Ot, takie wychowanie rodzicielskie. Wpierdole z biegiem lat się nasilały i mamusia mojej nadzorowanej, która przestała wytrzymywać już te profilaktyczne metody dyscyplinowania do właściwego zachowania, zabrała wszystkie 3 swoje córeczki ( w tym i naszą bohaterkę opowieści) i wyprowadziła się od tatusia, wracając w rodzinne strony na prawie drugi koniec województwa.

     Niestety, bajka i sielanka nie trwały zbyt długo, bo nasza bohaterka po około 3 latach dorastania w nowym środowisku i spotykaniu się wieloma nowo poznanymi kolegami, choć nie wszystkich poznanych pamiętała, bo i alkoholu dużo, i krzaki jakieś takie ciemne, z przerażeniem stwierdziła, że coś z okresem jest nie tak bo się spóźnia i chyba coraz częściej ją mdłości dopadają. Test ciążowy zakupiony w pobliskiej aptece rozwiał wszelkie wątpliwości! W wieku 16 lat zaszła w swoją ukochaną i wymarzoną ciążę. Problemem tylko była jedna rzecz. Kim do cholery był tatuś?

środa, 16 listopada 2016

My Dreams: "Pani da paczkę"

Nie strzelajcie. Proszę.....
Po prostu zarabiam na życie po 12 godzin dziennie i póki najbliżsi wytrzymują - nie zmienię pracy :)
Poniżej link do mojego ostatniego artykułu, mam nadzieję że się podoba :) Komentarze mile widziane.

"Pani da paczkę"

lub: http://mydrea.ms/m/articles/view/Pani-da-paczk%C4%99

Obiecuję przed świętami ucztę dla oczu i duszy :)


wtorek, 2 sierpnia 2016

Miłość w światłowodzie



     Jak człowiek wraca po urlopie to już normalnie nic a nic mu się nie chce. Gdy jeszcze zobaczy tą stertę papierów to go kurwica zalewa, bo pomimo że urlop to i tak nazbiera się w chuj roboty, którą trzeba teraz nadrabiać. Ale cóż, chciałeś to masz i teraz zapierdalaj w teren w poszukiwaniu szczęścia tudzież dzieci rozwijających się nieśmiało w brzuszkach niektórych patolek, zmamionych perspektywą pięćset plus.

     Pięćset plus ma swoje zalety. Będąc na wczasach wzrosła liczba dzieci na koloniach tudzież niektóre rodzinki potrafiły wybrać się po raz pierwszy na wakacje, w swoich 20 letnich samochodach. I w sumie dobrze, bo dzieciak czasami po raz pierwszy morze zobaczy tudzież jakiś pagórek, a że przy okazji śmieci, drze japę i razem z mamuśką rzuca kurwami gdzie popadnie, to już inna bajka.
     Ale zostawmy dzieciaki na wakacjach, niech spędzają je jak umieją skoro mamusia z tatusiem takie a nie inne wzorce przekazali. Przeglądam ja te swoje dokumenciki wyłuskując z nich to co najpiękniejsze i to co już za długo leży i zaczyna niemile pachnieć i wnet moim oczom ukazuje się teczuszka nadzoru nad pewną patolką, co to z Polski przyjechała razem z dzieciątkiem maleńkim za miłością swego życia poznaną za pomocą jakże wspaniałego narzędzia jakim jest Internet i portal dla seksoholików i wszelkiej maści dewiantów podnoszących swoich samoocenę, a zaczynający się na literkę B. Tak oto miłość poleciała po kablu światłowodowym i ściągnęła kobiecinę niespełna 26 letnią w mój skromny, sądowy rejon. Kobiecina jak na podróżniczkę przystało zapakowała cały swój majątek w postaci dwojga dzieci lat 3 i 4 i przyjechała do swojej wielkiej miłości, jaką jest 35 letni dozorowany z zadłużeniem alimentacyjnym i mieszkający u mamusi alkoholiczki i zniedołężniałego ojca. Układ idealny po ojciec rentę ma, panie i to całe tysiąc złotych, a i nasz kochaś coś dorobić potrafi, bo kiedyś nawet technikum udało mu się zacząć. Co prawda nie skończył bo wóda i machanie dzieciaków w późniejszym czasie pochłonęło go bez reszty, ale teraz na starość a raczej wchodząc w dojrzałe i dorosłe życie postanowił się ustatkować i ściągnąć sobie z Internetu jakaś kobiecinę, z którą to na poważnie już będzie w przyszłość patrzył. Takie „Pokemon GO” powiedziałby ktoś, tylko ten Pokemon oddycha, jeść chce i obciążony bagażem w postaci dwóch kolejnych małych potworków. Ale jak to mówią, od przybytku głowa nie boli tym bardziej że dzieci są obecnie produktem dostarczającym środki finansowe, więc rodzina na pewno z głodu nie zginie. I z pragnienia też.
     Zanim poszedłem zrobić tak zwane „sprawozdanie z objęcia nadzoru”, gdzie postawię trafną i celną jak zwykle diagnozę rodziny, pogadałem sobie sympatycznie z kuratorem dla dorosłych, czy mój wielbiciel Pokemonów jest mu znany. Gdy zadałem pytanie o tego wspaniałego bożyszcza kobiecych internetowych serc, pomyślał Kurator Specjalista dla Dorosłych Sądu Rejonowego, mlasnął i cmoknął i stwierdził że jak ten nierób, cwaniak po 4 wyrokach i olewający alimenty na troje dzieci nygus złapał w necie Pokemona i jeszcze ściągnął go do siebie w Realu, to upadek społeczeństwa jest już bardzo blisko, skoro tak obleśne typy przygarniają kobietą pod swój dach kobietę i to jeszcze z małymi dziatkami. To będziesz miał wesoło – skwitował na koniec i uśmiechnął się szyderczo w moją stronę wracając do lektury w postaci jakiegoś wyroku, gdzie to jakiś facet spał po pijaku na ławce z gołą dupą, przez co skazany został na prace społeczne za nieobyczajne zachowanie.
     Chciał czy nie chciał, robota jest i nie sposób jej nie zrobić, tym bardziej że terminy poganiają i znów jakiś wytyk dostanę że cos tam dzień czy dwa dni później zrobiłem, choć kompletnie nie ma to wpływu na prowadzone przez sąd postępowanie.

     Zrelaksowany i wypoczęty po urlopie wsiadłem w swój wehikuł i z impetem 80 koni mechanicznych (bo wiecie, w gazie mały silnik mało pali choć szwagier mówił że do gazu to jest tylko kuchenka i najlepsze są Passeratti w TDI), ale dla mnie ekonomia to podstawa więc ruszyłem ku wielkiej przygodzie, zapoznać się z obecnie moją już patolką, która to taką wielką miłość poczuła do Janusza – wiejskiego buhaja rozpłodowego. Po przejechaniu 29 kilometrów (tak, zeruję licznik po każdym ładowaniu butli) stanąłem przed czymś co wyglądało jak barak z trzema drzwiami. Miejsce ogólnie mi znane dobrze, bo po sąsiedzku mieszka moja inna nadzorowana. Jak już więc stanąłem, przyczesałem włosy, poprawiłem koszulę która jest przykrótka i mi ciągle ze spodni wyłazi, wciągnąłem brzuch i zapukałem w jakże by inaczej w drzwi z dykty oczekując na zaproszenie. I rzeczywiście, po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich zgarbiona i wysuszona staruszka, która jak się okazało ma 53 lata. Spojrzała na mnie spode łba i zaciągnęła się papierosem, pytając:
- Do kogo?
- A dzień dobry Pani – rozpocząłem z uśmiechem – ja zapewne do pani synowej, co to tu syn ściągnął sobie z Internetu – kontynuuje i jak zwykle przedstawiam się kim i po co jestem.
- A idźcie wy wszyscy w cholerę – odwróciła się i zniknęła w czeluściach pakamery, więc nie pozostało mi nic innego jak pójść za nią, w końcu drzwi otwarte zostawiła.

     Pierwsze co to zderzyłem się z rojem latających i brzęczących much. Jedna wleciała mi nawet do nosa, ale udało mi się nie wciągnąć jej do gardła, więc szybkich ruchem wyplułem biedaczkę. Potem zastałem przez sobą wiszącą szmatę która odgradzała ciemny korytarz od pomieszczeń mieszkalnych. Szmata brudna i śmierdząca lecz długopis ustrzegł mnie przed jej dotykaniem. Po przekroczeniu szmaty dostałem się do pierwszego pokoju. Był to tak zwany pokój przechodni w którym wydeptana ścieżka pomiędzy dwoma starymi i zatęchłymi łóżkami prowadziła do następnego pomieszczenia mieszkalnego. W międzyczasie gdy podążałem za staruchą zauważyłem że na jednym z łóżek skulony leży jakiś mężczyzna i trzęsącymi się rękoma dopala papierosa wpatrzony w ekran kineskopowego telewizora w którym leciał z jeden z życiowych programów. Nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Starucha w tym czasie otworzyła drzwi znajdujące się w przeciwległym końcu pokoju i machnęła ręką abym wszedł tam. Mijając ją zdążyłem zauważyć jak popiół z papierosa spada jej na podłogę, lecz nie zrobiło to niej żadnego wrażenia. Na mnie zresztą też.

     Wszedłem do pokoju a starucha zamknęła za mną głośno drzwi. Na łóżku z laptopem siedziała moja nadzorowana, a dwoje jej dzieci wpieprzało na podłodze jakieś słodycze. Czy były to słodycze to nie jestem do końca pewien, bo łażący wokół nich królik skutecznie mógł wyprodukować swoje okrągłe bobki, które zostały strawą dla naszych milusińskich. Patolka spojrzała na mnie, odłożyła laptopa i usiadła na łóżku uśmiechając się by pokazać brak górnych zębów oprócz oszczerbionej jedynki robiącej zapewne za otwieracz do piwa. 

- Usiądzie pan – skierowała słowa do mnie a ja rozglądnąłem się po pomieszczeniu w nadziei że znajdę cos innego do siedzenia i kawałek stołu, gdzie będę mógł zapisywać złote myśli Emanueli, bo tak miała bohaterka tej życiowej opowieści. Nie uśmiechało mi się siedzieć zbyt blisko niej, bo na odległość czuć było smród popsutych i zżartych przez próchnicę zębów. Nie cierpię, jak ludziom z mordy wali i na dodatek nachylają się bezwstydnie zionąc swoim oddechem prosto w moją twarz.
- Postoję – w desperacji tylko to mi zostało, lecz za chwile znalazłem w kącie stojący stołek i usiadłem na nim, rozkładając zeszyt na kolanach. Dzieciaki podleciały do matki i wgramoliły się jej na kolana.
I tak oto zaczęła się historia jej życia……

CDN…


poniedziałek, 27 czerwca 2016

Dobra zmiana

Na fali "dobrych zmian" i ja dorzuciłem swoje propozycje, jakie proponuję zmienić by skuteczniej walczyć z patolami. A jakie to są propozycje, zapraszam do lektury :)

DOBRA ZMIANA

PS. Na wakacje uzbierałem :) Wisze 2 teksty wspierającemu mnie czytelnikowi, i postaram się je w najbliższych dniach wrzucić :) pozdrawiam