wtorek, 2 sierpnia 2016

Miłość w światłowodzie



     Jak człowiek wraca po urlopie to już normalnie nic a nic mu się nie chce. Gdy jeszcze zobaczy tą stertę papierów to go kurwica zalewa, bo pomimo że urlop to i tak nazbiera się w chuj roboty, którą trzeba teraz nadrabiać. Ale cóż, chciałeś to masz i teraz zapierdalaj w teren w poszukiwaniu szczęścia tudzież dzieci rozwijających się nieśmiało w brzuszkach niektórych patolek, zmamionych perspektywą pięćset plus.

     Pięćset plus ma swoje zalety. Będąc na wczasach wzrosła liczba dzieci na koloniach tudzież niektóre rodzinki potrafiły wybrać się po raz pierwszy na wakacje, w swoich 20 letnich samochodach. I w sumie dobrze, bo dzieciak czasami po raz pierwszy morze zobaczy tudzież jakiś pagórek, a że przy okazji śmieci, drze japę i razem z mamuśką rzuca kurwami gdzie popadnie, to już inna bajka.
     Ale zostawmy dzieciaki na wakacjach, niech spędzają je jak umieją skoro mamusia z tatusiem takie a nie inne wzorce przekazali. Przeglądam ja te swoje dokumenciki wyłuskując z nich to co najpiękniejsze i to co już za długo leży i zaczyna niemile pachnieć i wnet moim oczom ukazuje się teczuszka nadzoru nad pewną patolką, co to z Polski przyjechała razem z dzieciątkiem maleńkim za miłością swego życia poznaną za pomocą jakże wspaniałego narzędzia jakim jest Internet i portal dla seksoholików i wszelkiej maści dewiantów podnoszących swoich samoocenę, a zaczynający się na literkę B. Tak oto miłość poleciała po kablu światłowodowym i ściągnęła kobiecinę niespełna 26 letnią w mój skromny, sądowy rejon. Kobiecina jak na podróżniczkę przystało zapakowała cały swój majątek w postaci dwojga dzieci lat 3 i 4 i przyjechała do swojej wielkiej miłości, jaką jest 35 letni dozorowany z zadłużeniem alimentacyjnym i mieszkający u mamusi alkoholiczki i zniedołężniałego ojca. Układ idealny po ojciec rentę ma, panie i to całe tysiąc złotych, a i nasz kochaś coś dorobić potrafi, bo kiedyś nawet technikum udało mu się zacząć. Co prawda nie skończył bo wóda i machanie dzieciaków w późniejszym czasie pochłonęło go bez reszty, ale teraz na starość a raczej wchodząc w dojrzałe i dorosłe życie postanowił się ustatkować i ściągnąć sobie z Internetu jakaś kobiecinę, z którą to na poważnie już będzie w przyszłość patrzył. Takie „Pokemon GO” powiedziałby ktoś, tylko ten Pokemon oddycha, jeść chce i obciążony bagażem w postaci dwóch kolejnych małych potworków. Ale jak to mówią, od przybytku głowa nie boli tym bardziej że dzieci są obecnie produktem dostarczającym środki finansowe, więc rodzina na pewno z głodu nie zginie. I z pragnienia też.
     Zanim poszedłem zrobić tak zwane „sprawozdanie z objęcia nadzoru”, gdzie postawię trafną i celną jak zwykle diagnozę rodziny, pogadałem sobie sympatycznie z kuratorem dla dorosłych, czy mój wielbiciel Pokemonów jest mu znany. Gdy zadałem pytanie o tego wspaniałego bożyszcza kobiecych internetowych serc, pomyślał Kurator Specjalista dla Dorosłych Sądu Rejonowego, mlasnął i cmoknął i stwierdził że jak ten nierób, cwaniak po 4 wyrokach i olewający alimenty na troje dzieci nygus złapał w necie Pokemona i jeszcze ściągnął go do siebie w Realu, to upadek społeczeństwa jest już bardzo blisko, skoro tak obleśne typy przygarniają kobietą pod swój dach kobietę i to jeszcze z małymi dziatkami. To będziesz miał wesoło – skwitował na koniec i uśmiechnął się szyderczo w moją stronę wracając do lektury w postaci jakiegoś wyroku, gdzie to jakiś facet spał po pijaku na ławce z gołą dupą, przez co skazany został na prace społeczne za nieobyczajne zachowanie.
     Chciał czy nie chciał, robota jest i nie sposób jej nie zrobić, tym bardziej że terminy poganiają i znów jakiś wytyk dostanę że cos tam dzień czy dwa dni później zrobiłem, choć kompletnie nie ma to wpływu na prowadzone przez sąd postępowanie.

     Zrelaksowany i wypoczęty po urlopie wsiadłem w swój wehikuł i z impetem 80 koni mechanicznych (bo wiecie, w gazie mały silnik mało pali choć szwagier mówił że do gazu to jest tylko kuchenka i najlepsze są Passeratti w TDI), ale dla mnie ekonomia to podstawa więc ruszyłem ku wielkiej przygodzie, zapoznać się z obecnie moją już patolką, która to taką wielką miłość poczuła do Janusza – wiejskiego buhaja rozpłodowego. Po przejechaniu 29 kilometrów (tak, zeruję licznik po każdym ładowaniu butli) stanąłem przed czymś co wyglądało jak barak z trzema drzwiami. Miejsce ogólnie mi znane dobrze, bo po sąsiedzku mieszka moja inna nadzorowana. Jak już więc stanąłem, przyczesałem włosy, poprawiłem koszulę która jest przykrótka i mi ciągle ze spodni wyłazi, wciągnąłem brzuch i zapukałem w jakże by inaczej w drzwi z dykty oczekując na zaproszenie. I rzeczywiście, po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich zgarbiona i wysuszona staruszka, która jak się okazało ma 53 lata. Spojrzała na mnie spode łba i zaciągnęła się papierosem, pytając:
- Do kogo?
- A dzień dobry Pani – rozpocząłem z uśmiechem – ja zapewne do pani synowej, co to tu syn ściągnął sobie z Internetu – kontynuuje i jak zwykle przedstawiam się kim i po co jestem.
- A idźcie wy wszyscy w cholerę – odwróciła się i zniknęła w czeluściach pakamery, więc nie pozostało mi nic innego jak pójść za nią, w końcu drzwi otwarte zostawiła.

     Pierwsze co to zderzyłem się z rojem latających i brzęczących much. Jedna wleciała mi nawet do nosa, ale udało mi się nie wciągnąć jej do gardła, więc szybkich ruchem wyplułem biedaczkę. Potem zastałem przez sobą wiszącą szmatę która odgradzała ciemny korytarz od pomieszczeń mieszkalnych. Szmata brudna i śmierdząca lecz długopis ustrzegł mnie przed jej dotykaniem. Po przekroczeniu szmaty dostałem się do pierwszego pokoju. Był to tak zwany pokój przechodni w którym wydeptana ścieżka pomiędzy dwoma starymi i zatęchłymi łóżkami prowadziła do następnego pomieszczenia mieszkalnego. W międzyczasie gdy podążałem za staruchą zauważyłem że na jednym z łóżek skulony leży jakiś mężczyzna i trzęsącymi się rękoma dopala papierosa wpatrzony w ekran kineskopowego telewizora w którym leciał z jeden z życiowych programów. Nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Starucha w tym czasie otworzyła drzwi znajdujące się w przeciwległym końcu pokoju i machnęła ręką abym wszedł tam. Mijając ją zdążyłem zauważyć jak popiół z papierosa spada jej na podłogę, lecz nie zrobiło to niej żadnego wrażenia. Na mnie zresztą też.

     Wszedłem do pokoju a starucha zamknęła za mną głośno drzwi. Na łóżku z laptopem siedziała moja nadzorowana, a dwoje jej dzieci wpieprzało na podłodze jakieś słodycze. Czy były to słodycze to nie jestem do końca pewien, bo łażący wokół nich królik skutecznie mógł wyprodukować swoje okrągłe bobki, które zostały strawą dla naszych milusińskich. Patolka spojrzała na mnie, odłożyła laptopa i usiadła na łóżku uśmiechając się by pokazać brak górnych zębów oprócz oszczerbionej jedynki robiącej zapewne za otwieracz do piwa. 

- Usiądzie pan – skierowała słowa do mnie a ja rozglądnąłem się po pomieszczeniu w nadziei że znajdę cos innego do siedzenia i kawałek stołu, gdzie będę mógł zapisywać złote myśli Emanueli, bo tak miała bohaterka tej życiowej opowieści. Nie uśmiechało mi się siedzieć zbyt blisko niej, bo na odległość czuć było smród popsutych i zżartych przez próchnicę zębów. Nie cierpię, jak ludziom z mordy wali i na dodatek nachylają się bezwstydnie zionąc swoim oddechem prosto w moją twarz.
- Postoję – w desperacji tylko to mi zostało, lecz za chwile znalazłem w kącie stojący stołek i usiadłem na nim, rozkładając zeszyt na kolanach. Dzieciaki podleciały do matki i wgramoliły się jej na kolana.
I tak oto zaczęła się historia jej życia……

CDN…


poniedziałek, 27 czerwca 2016

Dobra zmiana

Na fali "dobrych zmian" i ja dorzuciłem swoje propozycje, jakie proponuję zmienić by skuteczniej walczyć z patolami. A jakie to są propozycje, zapraszam do lektury :)

DOBRA ZMIANA

PS. Na wakacje uzbierałem :) Wisze 2 teksty wspierającemu mnie czytelnikowi, i postaram się je w najbliższych dniach wrzucić :) pozdrawiam

niedziela, 12 czerwca 2016

Kiepownica



      Stoję pod budynkiem sądu i dopalam papierosa. Obok na drzwiach przyklejona kartka z przekreślonym na czerwono petem a pod spodem napis „zakaz palenia”. Przy drzwiach stoi stara pordzewiała popielnica, a w niej wykurwiasty „jeżyk”, który jest idealnym przekrojem polskiego społeczeństwa. Jarając swojego szluga przyglądam się petom, które powtykane na wszelkie sposoby wręcz wysypują się z popielnicy. Są tam kiepy cienkie i grube, długie i krótki. Jedne są samoróbkami, inne z kolei strasznie ujebane szminką. Są pety dopalone do połowy, ale znajdują się w tej jeżykowej popielnicy i takie które zjarane są do samego filtra. Wśród tego jeżyka znaleźć można fajeczki zgniecione i wymiętolone oraz takie które jakby dopiero co zostały wyciągnięte z pudełka i ledwo nadpalone – pewnie na salę już wołają i nie było kiedyś dopełnić chwili relaksu. Każdy pali na swój sposób. Koło popielnicy można spotkać całą tablicę mendelejewa społeczeństwa – od policjantów którzy konwojują skazanych na wokandy i razem ze skazanymi stoją wokół popielnicy wspólnie jarając szlugi. Nie raz widziałem jak policjant częstował wytatuowanego od stóp do głów złodzieja, śmiejąc się i prowadząc dyskusje. W końcu i złodziej i Policjant tez człowiek. Koło popielnicy spotykam fizycznych, z wielkim osmolonym przez tytoń wąsem, którzy miętolą fajki i wypuszczają śmierdzący dym z taniego, podłego gatunku tytoniu. Są też tacy, ubrani i odjebani jak stróż w boże ciało, bezzębni, palą papierosa w szklanej fifce, by na koniec dmuchnąć w nią, by kiep wyleciał na ziemię, a fifka ląduje w kieszeniach spodni. Przy kierownicy spotkać można kobiety - matrony, odmalowane i wypindrzone z obowiązkową trwałą na głowie – palące papierosa dostojnie, trzymając cieniutkiego patyczka w polakierowanych paznokciach. Takie to obowiązkowo utytłają filtr w szmince. Są też małolaci, co ledwie osiemnaście skończyło toto, ale dumnie pali papierosa pod budynkiem sądu ukazując czasami swoje bezzębne oblicze i przez telefon zgrywającego twardziela, rzucającego kurwami na lewo i prawo. Z reguły rozmowa polega na mówienie kilku krótkich zdań do jakiegoś rozmówcy, obowiązkowo kończąc umówieniem się na browara, by zajebać się porządnie.

      Najbardziej wkurwia jak palisz i podchodzi do ciebie jeden z nadzorowanych, który akurat się napatoczył, a niekoniecznie ma sprawę do ciebie. Stoi i gada o swoich problemach a ty wcale nie masz ochoty w tym relaksującym dla ciebie momencie rozmawiać. Nie zważa na innych tłoczących się wokół popielnicy, tylko zaciągając się szlugiem opowiada co ostatnio zdarzyło się w jego życiu. Jak to Stefan się najebał i zrobił awanturę, a ona oberwała od niego kopniaka w sam środek zadu i teraz to już kurwa mu nie odpuści bo chuj, nie pozwoli sobą więcej pomiatać. Nieważne że tą opowieść znasz już od dawna, nieważne że próbowałeś namówić kobietę do składania zeznań na Policji a ona odmawiała – teraz przynajmniej wszyscy degustatorzy tytoniu dowiedzą się o problemach Kowalskiej. Gdy proponujesz by podeszła do biura i tam porozmawiała – nagle nie ma czasu i ucieka w czeluście sądowego korytarza.

      Popielnica to najlepszy punkt obserwacyjny klienteli sądu. W budynku się kontrolują, mówią cicho, nie przeklinają. Na zewnątrz już takich oporów nie ma. Stoję i przysłuchuję się jak matka siedzi na krawężniku i płacze bo sąd jej dzieci każe do bidula odstawić. Odpierdala istną szopkę gdy ktoś z rodziny próbuje ją podnieść i uspokoić. Drze tą mordę że ona dzieci kocha i nie pozwoli by były skrzywdzone. Słowa typu pierdolony sąd i kurator należą do tych delikatniejszych. A ja sobie tak stoję i się przyglądam, bez większych emocji wiedząc, że dzieci wcale nie kocha, a jak już to tylko wtedy, gdy zasiłki na nich wyciągała. Obok takich scen można spotkać grupki osób skupione wokół adwokatów i całej rzeszy mecenasów. Słuchają jego wywodów wpatrzeni jak w obrazek – to jest moment gdy mecenas ludzkim i zrozumiałym dla nich głosem tłumaczy to, co przed chwila zadziało się na sali sądowej. Mogę przyznać że wielu adwokatom odebrałem troszkę chleba tudzież paliwa z wypasionych bryk. Przychodzi czasami biedna matka lub kobiecina i chce pozbawić ojca władzy rodzicielskiej, bo od kilku lat ma wyjebane na dziecko. Była u adwokata i musi nazbierać tysiaka za napisanie wniosku, a do mnie trafiła czy może znam kogoś kto to taniej zrobi. Oczywiście że znam – odpowiadam wtedy i drukuje jej wzór z komputera tłumacząc co ma wypełnić i gdzie. Zdziwiona jest gdy dowiaduje się że to za darmo. Niestety, ciągle pokutuje przekonanie wśród niektórych, że do sądu to tylko z adwokatem. W prostych sprawach nie jest on w ogóle potrzebny, ale jeden czy drugi adwokacina widząc że można łatwą kasę zgarnąć, nie ma skrupułów wystawiać wysoki cennik i łapką zgarnąć tysiaka za 20 minut pracy jego asystenta. Lecz w tym miejscu zwracam niektórym mecenasom honor, bo znam i takich co za darmo sprawę poprowadzą, jak ich sumienie ruszy. 

      Wokół popielnicy spotkać można jeszcze innych pracowników sądu. Z reguły znamy się głównie z widzenia a rozmowy z nimi toczą się o pogodzie i jak to ciśnienie spada bo człowiek senny się robi. Miałkie, nieciekawie, bo każdy ten moment na papierosa celebruje i traktuje jako krótkie wytchnienie od papierkowej roboty. 

      Czasami do kiepownicy przylezie jakiś najebany menel, cuchnący i w brudnych obszczanych gaciach. Bo rozprawę ma. Raz pamiętam jak taki jeden z browarem w kieszeni przylazł i popijał paląc obleśnie śmierdzącego szluga. Gada coś taki wtedy do ciebie szukając powiernika swojej niedoli, lecz z reguły wtedy odchodzę, tracąc całkowicie nim zainteresowanie. Nie potrzebuje wysłuchiwać mamrotów luja – w swojej pracy takich jak on mam wystarczająco.
Ale najlepszy cyrk jaki się spotyka to skłócone rodzinki. Przeważnie sprawy cywilne o podział majątku, o spadki, o udziały. Potrafią stać takie dwie grupki skupione wokół swoich mecenasów i zerkać na siebie podejrzliwie. Gdy papugi odchodzą, którejś z osób puszczają nerwy i zaczyna się litania wyzwisk, co kto komu zrobił i kogo czyje jest. Oczywiście żadna ze stron nie jest dłużna i wiązanki epitetów lecą już na całego. Co najlepsze – najbardziej wybuchowe i agresywne są kobiety. Janusze przeważnie odciągają swoje ukochane które z pianą na gębie toczą słowną bitwę.

Czas chyba rzucić palenie.

PS. Sponsorem niniejszego artykułu jest osoba, która zażyczyła sobie pełną anonimowość, co ja bardzo szanuję. Dziękuję :)

piątek, 27 maja 2016

Zabawa w chowanego



Przychodzi taki okres w ciągu roku, ze nie chce Ci się pracować. Jest gorąco, w samochodzie ukrop bo klimatyzacja od dawien dawna nie nabita wiec jedynym sposobem chłodzenia się to zimny łokieć na szybie. Pot leje się z ciebie strumieniami i spływa po dupie a tu trzeba jeszcze kilka wiosek odwiedzić i patoli po drodze skontrolować. Wkurwiony jeździsz samochodem mijając jeziorka gdzie ludzie po pracy wypoczywają. Patole tez wypoczywają, bo oczywiście połowy z nich nie zastajesz w domu. Wtedy to masz ochotę pierdolnąć wszystko, zatrzymać samochód, rozłożyć grilla, włączyć muzykę i odpoczywać.
Podczas jednej z takich podróży, zamierzam niezapowiedziany skontrolować jedną taką moja nadzorowaną. Co prawda byłem u niej kilka dni temu, ale pewien obowiązek o którym później opisze każe, aby jeszcze raz tam podjechać. No i będzie to pięknie wyglądało w teczuszce, że kurator taki sumienny, obowiązkowy i w ogóle ochy i achy, jeździ do rodziny i naprawia ją swoim autorytetem przez Państwo nadane. Prawda jest taka ze oprócz pewnego zlecenia odnośnie ich syna to dostałem ponadto informację ze lubi sobie popijać i chciałem aby kobiecina wraz ze swoim lekko już zdegenerowanym konkubentem wiedzieli, ze nie znają dnia ani godziny kiedy mogę ich odwiedzić w imię sprawiedliwości Sądowej.
W ogóle to patole wypracowali cały schemat postępowania jak chlać by „kurwa ten jebany kurator nie złapał”. Kiedyś taka jedna uchlewała mi się pomiędzy godziną 8 a 12 rano. Gdy tylko jej dwoje dzieciaczków poszło do szkoły, przyłaziła do niej „na kawkę” koleżanka – stara alkoholiczka co swojego faceta do grobu wpędziła, bo nie był w stanie dorównać jej tempa w piciu, i dawaj razem chlać. Gdy wybijała 12 w południe, stara prukwa spierdalała z mieszkania, lekko nawalona już, a patolka moja szła spać i spała do 15.00. Gdy autobus przywiózł dzieciaki ze szkoły, ona już była na nogach i obiadek pichciła. Jej facet z roboty wracał o 18, więc ona już praktycznie trzeźwa była. I tak prawie kurwa codziennie.
Z kolei pewna rodzinka znalazła sobie inny patent. Jako że bali się nalotu pań z opieki (będę kurwa pisał OPIEKA bo tak większość moich chlebodawców mówi a ja nie jestem po to by uświadamiać ich odnośnie nazewnictwa) albo tez nalotu kuratora (znowu się będą dopierdalać że się nie leczą odwykowo), to na cały dzień leźli na swoją działkę poza miasto, a dzieckiem po szkole zajmowała się jakaś ciotka. Na tej działce w altanie nakurwili się bełtami, porzygali i obszczali naokoło, by potem przespać się z godzinkę i wrócić wieczorkiem do mieszkania. Spotkać ich w ich mieszkaniu to był prawdziwy cud jak było ciepło.
Ale to jest chuj. Najlepsi są tacy co udają że ich w mieszkaniu nie ma. Stoję ja sobie kiedyś pod drzwiami i kulturalnie pukam, co by porozmawiać o zgubnym wpływie alkoholizmu na człowieka i jego życie społeczne, gdy słyszę zza drzwi:
- Kurwa, Stefan cicho, ktoś puka.
- Nie otwieraj Zocha, nikogo nie ma w domu – pijacki bełkot
No i chuj, nie otworzyli pomimo ze zacząłem walić i drzeć się na korytarzu że mają otworzyć. Nie maja obowiązku i co im zrobię?
Ale wróćmy do rodzinki którą zamierzałem po raz drugi w krótkim czasie odwiedzić. Powodem moich odwiedzin była także inna, bardzo istotna sprawa. A mianowicie ich synek nie stawił się do młodzieżowego ośrodka wychowawczego z przepustki, a moją rolą było „poinformowanie go o konsekwencjach”. Łepek do ogólnie taki młody zjeb już, co to kradzieże i picie piwa uważał za jedyne rozrywki dnia codziennego. Ale co mu się dziwić – wzorce czerpał od najbliższych a na własną matkę miał wyjebane jak gówno w przeręble. Tak o to znalazłem się pod chałupą na wsi i dziarskim krokiem skierowałem się przez podwórko do drzwi domostwa, zgrabnie omijając snujące się w upale potencjalne kostki rosołowe, które na dzień dzisiejszy produkowały jeszcze jajka, nie wiedząc ze los ich przesądzony jest i skończą niedługo swój żywot na pieńku – gdy ostrze tępej siekiery odrąbie im ich małe główki. I gdy tak szedłem sobie spokojnie patrząc pod nogi by w żadną kupę nie wdepnąć, z komórki wyłazi jeden z ich synów.
- Rodzice są? – pytam go a on stoi i patrzy na mnie nie wiedząc co zrobić
- Nie ma, do gospodarza na zarobek pojechali – odpowiada mi, a ja wiedząc że matka ich narodziła ich sztuk dziesięcioro pytam dalej?
- Ty jesteś Andrzej?
- Nie, Andrzej pojechał do ośrodka dzisiaj – odpowiada mi i wycofuje się do komórki.
No i stoję jak ten pacan na środku podwórka i jedyne co mi przychodzi na myśl to wrócić do samochodu, bo nic tu więcej nie wskóram.
Następnego dnia dostałem telefon od nadzorowanej, że podobno jej szukam. I wtedy to dowiedziałem się, że rozmawiałem z….. Andrzejkiem. Jebaniutki, zrobił mnie w konia wykorzystując to, że ma kilkoro braci a ja nie pamiętam każdego z twarzy przecież. W konsekwencji został wydany nakaz doprowadzenia przez Policję, i tak nieletni któregoś dnia za darmo, policyjną taksówką został odwieziony do MOW kilkaset kilometrów.

wtorek, 24 maja 2016

Tatusiowie dwaj...

No dobra, obiecuję, obiecuję że napisze tekst a tu cicho i głucho. Bije się w swoją wątłą pierś i przepraszam. Najpierw zarabianie, potem pisanie. I jednocześnie przepraszam mojego jedynego od dłuższego czasu donatora który wpłacił mi datek (a muszę przyznać że systematycznie co jakiś czas wpłaca - szacunek i podziękowania) ale nie doczekał się jeszcze tekstu na blogu. Zbieram moi drodzy czytelnicy na wakacje które spędzę w Polsce (narodowiec ze mnie i patriota) więc łapie każdą chałturkę, coby wypocząć porządnie i pokosztować po raz pierwszy od kilku lat trochę życia :) Dlatego dziś jeszcze zaproszę Was na stronę www.mydrea.ms gdzie popełniłem dość kontrowersyjny tekst, przez który zapewne się narażę co niektórym, ale....... nie zrobi to mnie większego wrażenia:


Jeśli chcecie pośpieszyć mnie i czytać teksty nowe, proponuje mały układ. Każda uzbierana stówa od dziś na moim koncie, to nowy artykuł. Jeśli możecie wspomóc 10 czy 20 złotymi, mi będzie łatwiej uzbierać na wakacje, a dzięki temu będę miał czas na pisanie i motywację :) Pewnie niektórzy mnie od złotówy wyzwą, ale....... co zrobić :D
dla przypomnienia (imie i nazwisko oraz adres są fikcyjne, nr konta już nie)

Piotr Matysiak
ul. Miauczyńska 12
00-999 Warszawa

nr konta: 56 1240 3839 1111 0010 6170 3284
 
Dzięki i pozdrawiam

niedziela, 8 maja 2016

500 nowych problemów

Tym artykułem kończę swoje uwagi do problemu rozdawnictwa pieniędzy wśród moich podopiecznych. Mam nadzieję że ktoś to weźmie w przyszłości to  pod uwagę i szerzej spojrzy na problem rozdawnictwa niekontrolowanego pieniędzy.

500 nowych problemów

Pozdrawiam, i niedługo oczekiwany przez wszystkich nowy tekst z walki w terenie :)

czwartek, 5 maja 2016

Artykuł sponsorowany

Narażając się na waszą krytykę, wszedłem w szerszą współpracę z portalem www.mydrea.ms i co jakiś czas będę zamieszczał artykuły sponsorowane. Mimo że nie wszystkie związane są z tematyką bloga, to mam nadzieję że Was zainteresują :)
Na początek mam do zaoferowania linki do 2 artykułów:

http://mydrea.ms/m/articles/view/How-to-write-and-publish-your-own-book  czyli rzecz jak napisać i wydać własną książkę. Do mnie wydawnictwo samo sie zgłosiło i nie miałem takich dylematów i problemów z wydaniem swojej, po prostu przekonwertowali tekst z bloga, ale zastanawiam się nad wydaniem "Patolnietej Sagi Rodzinnej" to wskazówki zawarte w tekście są pomocne.

Drugi artykuł dotyczy czytelnictwa i odważnego spojrzenia na problem.

http://mydrea.ms/m/articles/view/Przesta%C5%84cie-wreszcie-czyta%C4%87-ksi%C4%85%C5%BCki

Ostatnio z ciekawości przejrzałem komentarze co do mojej książki. Same zajebiste recenzje więc staram się zmobilizować do napisania czegoś dłuższego znów. Trochę urlopu się nazbierało, to może wyjadę na łono natury, zaszyje się w jakieś chatce na kilka dni i stworze patolnięte dzieło :)

A tak na marginesie :) okazuje się że wyszukiwarka google podpowiada że na chomikuj jest ebook mojej książki :) I w sumie dobrze, może czytelnictwo się zwiększy, choć osobiście lubię zapach książki, bo laptopa czy tableta chujowo wąchać. Jeśli mimo to ktoś woli taką formę, niech wpłaci datek na przysłowiowe piwo, albo chociaż na dziecko chore lub zwierzęta w schronisku, jeśli mi żałuje :) Ja tam na swoje wakacje powolutku ciułam :)

Piotr Matysiak
ul. Miauczyńska 12
00-999 Warszawa

nr konta: 56 1240 3839 1111 0010 6170 3284
z dopiskiem: darowizna 
 
To by było na tyle :) Zbieram się do napisania nowego tekstu co by nie pozwolić umrzeć jednak blogowi :) Pozdrawiam :)