poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Drodzy koleżanki i koledzy kuratorzy...


Drodzy koledzy, koleżanki kuratorzy

      Wstałem dziś rano i z przyjemnością czytam komentarze odnośnie ostatniego artykułu, jaki umieściłem. Oczywiście nie jest to przyjemność spowodowana tym, że wśród tego zawodu jest tyle różnych tragedii życiowych, ale dlatego że generalnie ponad połowa kuratorów się zgadza z tym, co przeczytało. Ale przyznać też muszę rację tym, którzy piszą że taki wypis „niedoskonałości pracowników” można znaleźć w każdym zawodzie – niestety ale to domena takich służb jak Policja, Służba Więzienna no i kuratela. Obracanie się w środowisku osób zdemoralizowanych ma wpływ na nasza psychikę, działa na nią destrukcyjnie i jeżeli nie posiadamy wewnętrznych lub zewnętrznych mechanizmów regulowania jej – stajemy się tym, kim są nasi „klienci” często nie zdając sobie sprawy.

      Dlatego też, dla równowagi muszę napisać kilka słów o kuratorach jakich spotkałem w wieloletniej pracy i jacy mi zaimponowali. To kuratorzy którzy swą opanowaniem i rozwagą nie raz studzili gorące głowy, którzy zyskali takie zaufanie dozorowanych/nadzorowanych, że ci po latach przychodzili o poradę życiową, to kuratorzy z pasjami, spełniający marzenia, dumnie i odpowiedzialnie kroczący przez życie, to artyści z wrażliwą duszą. Wiele osób wspominam, bo niektórzy z nich to także nieźli kawalarze, z którymi się wódkę wypiło.

      W ostatnich czterech latach byłem świadkiem odejścia na emeryturę 4 pań kuratorek. Może to tylko zbieg okoliczności, ale każda z nich jest samotna, rozwiedziona a o co najmniej jednej wiem, że aktualnie pije. I to strasznie pije. I tak zaczynam przyglądać się otoczeniu od kilku lat i ze smutkiem stwierdzam, że jest coraz gorzej.

      Bloga zacząłem pisać 8 lat temu. Sam nie wierzę że to już tryle lat minęło. Zabrałem się do niego ponieważ przestałem zgadzać się z zastawaną rzeczywistością. Szukając sposobu ekspresji literackiej, chciałem szokować ale jednocześnie wzbudzać refleksje. Dobry artykuł, przekaz poznaje się po tym, że wzbudza emocje – niezależnie czy dobre czy złe, ma szokować i powodować reakcję odbiorcy. I to właśnie Wasze reakcje tak go wywindowały. Już pominę straszenia prokuratorem, propozycjami wydalenia mnie ze służby, innymi kuratorami który za wszelką cenę chcieli mnie poznać i jak mniemam podpierdółkę przed awansem zrobić. Było, minęło, mam się dobrze, nikt mnie nie zwolnił a i jeszcze nagrody dawali za wyróżniającą pracę. Bloga czytali (może jeszcze czytają) w Ministerstwie Sprawiedliwości i jakoś tragedii z tego nie ma. Na uczelniach książka jest polecana studentom resocjalizacji, mam fanów wśród sędziów i prawników, adwokatów, którzy polecają moje artykuły. Ale najwięcej przykrości, jadu i niezadowolenia spotkało mnie ze strony kuratorów, którzy wręcz z nienawiścią o mnie mówili – na szczęście to niewielka ilość w stosunku do całości.

      Zawsze uwielbiałem czytać komentarze o tym że powinienem się zdiagnozować, że nie nadaję się do tego by być kuratorem. Swoje zdrowie psychiczne kontroluje na bieżąco, właśnie z powodu obserwacji które poczyniłem. To dla zdrowia psychicznego stwierdziłem, że muszę odpocząć od tego zawodu, że chce zająć się czymś innym. Obserwuje teraz fora na facebooku gdzie kuratorzy zakładają związki zawodowe, zaczynają walczyć o należne prawa ale też o komfort psychiczny i jestem dumny. Ja 8 lat temu miałem wsparcie tylko jednego kuratora ale udało mi się zainteresować swoją działalnością onet.pl, wydawnictwo, Newsweek, Przekrój, Politykę i wiele innych pomniejszych gazet ogólnopolskich, nie wspominając o propozycjach audycji radiowych czy polecające mnie w internecie osoby z pierwszych stron gazet. Bo zapominamy, że w pracy jaką wykonujemy na pierwszym miejscu powinniśmy liczyć się MY. Nasze zdrowie, nasz komfort psychiczny, nasze potrzeby. Bo to MY pracujemy w środowiskach trudnych, to MY bierzemy na siebie cały ciężar obciążenia psychicznego. A gdy jest go za dużo – to MY sami niszczymy siebie, odnajdując potem naszą postać na liście którą sporządziłem.

      Nawet nie wiecie, jak wielu kuratorów zawodowych pisze do mnie, aby tak po prostu napisać że zgadza się z tym co tu czytają. Jak mają problem z alkoholem, jak mają dość tej pracy ale nie odejdą, bo nigdzie indziej ich nie zatrudnią, a jak już to kasjerką w markecie może zostać bo mają po 50 i parę lat i się boją zmiany. I ja ich rozumiem.

      Ciesze się, że mam tyle fanów wśród Was, że doceniacie moje starania. Ciesze się że powstały związki zawodowe, które mogą wywierać presję, bo nie oszukujmy się, Krajowa Rada Kuratorów to bardziej opinie/propozycje/sugestie ale tak żeby ministra nie urazić. No cóż, asekuracyjni są, w teren niewielu z nich jeździ a jak już to bardzo okrojony, wynagrodzenie mają większe niż kuratorzy liniowy a inni dostają także dodatki za bycie delegatem, więc co się dziwić, że nie chcą się wychylać. Ja ich rozumiem – o wiele czystsza psychicznie praca.

Drodzy koledzy, koleżanki kuratorzy. Niedługo i u mnie zmiany. Przekonacie się wchodząc któregoś dnia na bloga. Wytrwałości.

Pozdrawiam.


niedziela, 12 kwietnia 2020

Witaj w świecie kuratorów...


      Jako że koronawirus panuje w Polsce i przymusowe siedzenie w domu powoduje, że można pierdolca dostać od tępego patrzenia na naiwne seriale, czas powiedzieć trochę o kurateli z pozycji kuratora. O ile historii patoli już się naczytaliście, to z przyjemnością zapoznam Was z patolą po drugiej stronie, czyli „Patole pomagają patolom”.
      Oczywiście nie chcę generalizować, jest rzesza ludzi z dobrze poukładanymi mózgami, ale tacy nie wytrzymują tu za długo, tudzież spierdalają do innych zawodów bo widzą jak ta praca niszczy człowieka. Tak, kochany czytelniku – praca z patolą niszczy. Po kilku latach pracy z pijakami, przemocą, odwiedzaniem ciągle tych samych chałup a w szczególności obciążeniem psychicznym jaki masz na głowie – bo pamiętaj, jak patola zrobi coś medialnego – to Twoja wina, że nie dopilnowałeś, Twoje postrzeganie świata będzie bardzo zaburzone, a normą stawać się będą wszelkiego rodzaju dewiacje społeczne i patologie. I poniżej przedstawię Wam krótką charakterystykę kuratorów z którymi w swojej wieloletniej pracy się spotkałem.

      Alkohol – wróg publiczny nr 1 kuratorów, ale tylko wobec nadzorowanych. To ze wielu kuratorów ma problem z chlaniem to żadna tajemnica. Praktycznie nie ma zespołu kuratorskiego, w których nie byłyby osoby uzależnione od alkoholu. Oczywiście te osoby w ogóle się nie leczą bo jak? Pójdą do kolegi z Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych? Chleją patole, nie on. Lubisz wódę? Zostań kuratorem. Szybko wtopisz się w tłum sobie podobnych.Jebanie na boku – jak nie lubisz alkoholu, możesz popaść w inne uzależnienie. Seksoholizm o ile dla niektórych wydaje się najzdrowszym z uzależnień, tak samo rypie Twoją psychikę jak inne. A to że obracasz się się w środowisku kurew, cichodajek i innych kuratorów którzy mają ten sam problem, nie ułatwia. Jebanie na boku jest bardzo popularnym sportem u każdej z płci. Złe emocje trzeba rozładować.
      Misjonarze - Pracując 24 godziny na dobę z patolami, od rana do wieczora jeżdżenie po chałupach i kontrolowanie powoduje, ze przestaje się dla Ciebie liczyć wszystko inne. Okazuje się że w weekendy nadrabiasz w domu papierologię, a w tygodniu odwiedzasz chałupy, bo ktoś zadzwonił że Jolka pije, że dzieci brudne, albo była awantura domowa. Ty masz misję, służbę i chcesz mieć kontrolę nad patolami, bo wiesz, później zarzuci ktoś że niedopilnowywanie …. Zanim się obejrzysz, mąż, żona odeszli lub żyją obok. Ty masz patolę, której musisz pomóc. Służba, kurwa, służba.

      Narzekający (kurwami na lewo i prawo rzucający) -  "O kurwa", najgorszy typ kuratorów na świecie. Łazi ci taki po sądzie i pierdoli jak to kurwa dużo wywiadów. Jak to przejebane kurwa jeździć po chałupach, jak to kurwa szkoły piszą do sądu a nic nie robią, a to kurwa znowu bachory u patolki coś nawywijały, a to kurwa Policja interwencje miała, a to kurwa kontrola, a to kurwa pojebany kierownik/sędzia/ okręgowy coś wymyślił, a to zjeb jakiś skargę napisał, a to kurwa pilny wywiad….. liczba przekleństw zawstydziłaby niejednego podsądnego.

      Nerwicowcy. Taki jest perfekcyjny. Teczuszki wyprowadzone, akta pospinane, zawsze na czas, pięknie i cudownie wszystko w dokumentach gra. Gdyby mógł to codziennie by sprawozdanie kierownikowi składał z podjętych czynności w terenie. Jednakże taki nie powie że nie śpi po nocach, wymiotuje, nie je, rzyga robotą. To tego mąż/żona prawdopodobnie ma kochanka, bo nie daje rady już perfekcjonizmem, a małżeństwo jest na papierze.

       Lansiary. O tak. Kuratorki z dużych miast. W teren w szpilkach, tipsy, sztuczny najtańszy rzęs przyklejony. Siłka i inne fitnessy. Przeważnie 30-35 lat, bezdzietne, faceci mają siłownie lub biznesy w budowlance, w teren BMW X1, lub AUDI. Taka gardzi większością kuratorek mających dzieci na utrzymaniu, nie brata się z pospólstwem. Dobierają się w zespołach kuratorskich w pary i praktycznie z nikim nie rozmawiają więcej. Tak jak nie szanują koleżanek i kolegów – tak nie szanują nadzorowanych.
       Pracoholicy. Praca i chuj. Taka kuratorka myśli że bez niej patola sobie nie poradzi. Wymienia lodówkę – odda patoli. Zmienia laptopa – odda patoli. Zawsze i wszędzie na usługi patoli będzie. Przeważnie bezdzietna, bez męża, bez konkubenta, po pięćdziesiątce. Z objawami depresji lub nerwicy. Najlepsi dla przełożonych. Za pochwałke tudzież medal od Ministra - tak, w Polsce minister daje medale dla miernych ale wiernych, szczególnie dla tych ponad 35 lat w zawodzie.
      Rozwodnicy. Jedna trzecia kuratorów to samotni lub rozwodnicy. Czasami geje, których w wymiarze sprawiedliwości jest ich dość dużo. Uważam że to oni powinni zostać kuratorami rodzinnymi – mają najbardziej obiektywny pogląd na sytuację dzieci w rodzinach. Rozwodników znam tak dużo wśród kuratorów, że mogę zaryzykować stwierdzenie że to jakaś plaga zawodowa.

      Jeżeli jesteś młodą osobą, po studiach, z dobrym wykształceniem – spierdalaj z tego zawodu. Zbyt dużych sukcesów nie odniesiesz, przełożeni będą Cię niszczyć jak będziesz za mądra, jak jesteś ładna zostaniesz wrogiem lansiar. W tym zawodzie panuje zawiść, zazdrość bo są w nim ludzie sfrustrowani tym, że nic innego w życiu nie osiągną, i do emerytury będą bujać się po chałupach i dzieciaki odbierać. Awanse rozdawane są po znajomości – prędzej dostaną ci, którzy są mierni ale wierni, albo rodzina. Jak dostaniesz pilny wywiad w piątek z terminem oddania na poniedziałek, lub udział w kontaktach przez 8 godzin w sobotę, to masz to zrobić i chuj. Jak pójdziesz na zwolnienie – twój teren musi robić inny kurator. Dodatkowo i za darmo. Zbyt dużo zwolnień spowoduje że będziesz nielubiany.Tak kochani, tak to wygląda.

      I pamiętaj. Nie masz psychologa. Nie masz munduru. Nie jesteś Policjantem i nie wchodzisz z partnerem do meliny uzbrojony. W terenie rozmawiasz z pijakami, pedofilami, mordercami, złodziejami, narkomanami. Nie licz że ktoś Ci pomoże, chyba ze dostaniesz w łeb - wtedy może i patrol się zjawi. Emerytura Twoja coś koło 1700 złotych będzie - jak dożyjesz. Są i plusy. Podziękowania od tych którym pomogłeś. Ale tego Twoi przełożeni nie widzą. Oni zauważą wywiad nie w terminie lub brak karty nadzoru. 
      Bo jesteś tylko żołnierzem, gardzonym przez wielu sędziów, nie liczącym się dla ministerstwa, nie szanowanym przez patolę. 

poniedziałek, 23 marca 2020

Co dalej...


W obliczu pandemii korona-wirusa, gdy większość ludzi z przerażeniem zerka na ulicę i boi się wyjść z mieszkania, czytając lub oglądając coraz to nowe wiadomości że wszyscy umrzemy, zarazimy się tudzież stracimy szansę na kupno papieru toaletowego, mnie zastanawia o wiele poważniejsza rzecz, a mianowicie: co po koronawirusie!

Wirus jest. Lata sobie w powietrzu dostając się do wnętrza organizmu, zakażając je, osłabiając, co niektórych wykańczając na amen. Choroba to choroba, możemy minimalizować ryzyko zakażenia, ale czasami go nie unikniemy. To jak z palaczem i nowotworem płuc. Jeden 50 lat pali 2 paczki dziennie i żyje, drugi w życiu nie zapalił, zdrowy tryb życia i rak – gleba, piach i kwiaty na cmentarzu. Popierdolone to, ale co zrobisz. Jednak kwarantanny i obostrzenia kiedyś znikną. Jeśli nie zostaną zlikwidowane przez rząd – ludzie sami je zlikwidują. Po prostu każdy z czegoś musi żyć. Jak na razie największe zadowolenie widzę wśród pracowników etatowych – w urzędach cisza, spokój, gwarancja pensji, chujowo ale stabilnie, kasa w budżetach zabezpieczona na wypłaty do końca roku. To takie osoby wrzucają na fejsach info typu „zostań w domu” i tym podobne. Co niektórzy do pracy nie chodzą, pracują zdalnie, lub pod telefonem. Żyć nie umierać.

Ale jest też inna grupa – przedsiębiorcy, jednoosobowe działalności gospodarcze, małe firmy rodzinne robiące w usługach, właściciele knajp, pubów, dyskotek, artyści, muzycy i masa innych. Oni pensji nie mają…
I gdyby tak nam się wydawało, ze w końcu ryzyko biznesu i takie tam, pojawia się pewien mały, a za chwile duży problem. Część ludzi straci pracę. A jacy to stracą?

Zdzisław, lat 38, jest pracownikiem gospodarczym i dorabia jako stróż w weekendy. Zdzisiek ma alimenty na dwoje dzieci – tysiąc miesięcznie. Pomimo komornika na głowie, płaci systematycznie. Do czasu jak szef mu nie powiedział że musi go wypierdolić, bo nowych zleceń nie ma i musi oszczędności szukać. Jak Zdzichu nie znajdzie roboty, to pierwsze co zrobi to przestanie płacić alimenty. A wtedy prokurator, wyrok i odsiadka. Zdzichowi Państwo nie pomoże, co najwyżej kolejne koszta wygeneruje, bo w końcu ZK to jakieś 4 tysiące miesięcznie od głowy w nim osadzonej.

Mariola, lat 31, pracownik naleśnikarni. Mariola ma za sobą ciężką depresję, hospitalizacje. Dziecko w rodzinie zastępczej u swojej matki. Mariola około pół roku temu stanęła na nogi, dostała pracę, jest wśród ludzi. Marzy że sąd rozpatrzy jej wniosek o powrót córki pod jej pieczę. Niestety, pierogarnia zamknięta a brak pracy nie napawa optymizmem że utrzyma wynajmowane małe mieszkanie by zamieszkać z córką.

Krzysiek i Jadwiga wychowują 5 dzieci. Krzychu lubi wypić, ale praca w zakładzie produkującym kartony i opakowania oraz jednorazowe sztućce powoduje, że picie musi ograniczyć, bo rodzinę ma na utrzymaniu. Obecnie szef wysłał na urlop pól załogi, w tym Krzycha. Krzychu codziennie pije po kilka piw i snuje się z kąta w kąt – jak go zwolnią straci cel w życiu i żona obawia się że zacznie chlać jak kiedyś. I jak kiedyś znów kurator będzie wnioskował o odebranie dzieci i umieszczeniu w placówce.

Takich Zdziśków, Mariol, Krzyśków i Jadwig są w Polce dziesiątki tysięcy. Oprócz nich inni pracownicy, którzy otrzymają wypowiedzenia z pracy. Jest taka zasada, że jak po 10 dniach zakład potrafił poradzić sobie bez pracownika, to tak naprawdę nie jest on potrzebny. I nagle wiele zakładów zauważy, że można funkcjonować bez 10 czy 20 procent załogi.

Zastanawiam się (nie sam) jak pomóc ludziom wyjść z izolacji. Bo to problem będzie bardzo duży. Co zrobić, jakimi narzędziami pracować, by przeciwdziałać zjawisku „bycia niepotrzebnym”. W jakie narzędzia wyposażyć kuratorów, pracowników socjalnych i wszystkich tych, którzy pracują w środowiskach swoich podopiecznych. Proszę o pomysły, może uda się przynajmniej niektóre z nich zrealizować, także wspólnie.
Dzięki.

wtorek, 17 marca 2020

Proszę Księdza....

- Szczęść Boże - słowa te skierowałem do mężczyzny który otworzył mi drzwi plebanii w małej popegeerowskiej wsi, do której zawitałem na początku swej kariery kuratora jakże najpierw społecznego a potem zawodowego.
- O co chodzi? - katolickim zapytaniem ksiądz niechybnie proboszcz odpowiedział na moje chrześcijańskie zapytanie, wychodząc przed drzwi i zamykając je bym zapewne śmiechu pijanej dziwki nie usłyszał. Skrzywiłem się lekko bo pomimo wczesno-popołudniowej godziny od Księdza Proboszcza jebało alkoholem i fajkami.
- Bo widzi…… Ksiądz? Tak? Bo kuratorem jestem…… - zaczynam pełen ugrzeczniony rozmowę i chcę wyłuszczyć swój problem, to jest zapytanie o pewną kobiecinę, co to trójkę dzieci wychowuje, każde z innym i jak to w życiu bywa czasami małe problemy wychowawcze się zdarzają. A Ksiądz jak to ksiądz, nawet nietrzeźwy, baranki swoje zna jak nikt inny, po kolędzie odwiedza, na mszy i pod monopolem na wsi widuje. Znaczy zorientowany jak nikt inny.
- No i co że kurator? - znów pytanie otrzymuję i wtedy dopiero widzę że Ksiądz Proboszcz papierosa w ręku trzyma, którym się zaciągnął przy mnie, z kaszlnięciem wypuszczając dym.
- Steeefan, idziesz?! - dobiegło zza zamkniętych drzwi donośne zawołanie i chichot chyba drugiej pani, znaczy owieczki albo baranki.
- Widzisz, zajęty jestem, nie mam czasu - Ksiądz Pan Proboszcz odpowiedział i odwrócił się ode mnie celem powrotu do swych skromnych, 200 metrowych pomieszczeń, bo przyznać trzeba plebania ładna, nad jeziorkiem położona, w otulinie Parku Narodowego.
- Kurwa, Halina nie wygłupiaj się! - tym razem męski głos doleciał do mych uszu, aż zazdrościłem że nie ma mnie w środku i nie oglądam wygłupów Haliny.
- Ale zna ksiądz Pijałkowską? MIeszka tu obok w bloku? - nie poddaję się, wtedy jeszcze nie miałem wyrobionego tak zwanego “wyczucia chwili”, czyli odpuszczania zbierania informacji gdy stajesz się jawnie nieproszonym gościem. - Pijałkowska, ma troje dzieci. CZY ONA PIJE?
Ksiądz Proboszcz już znikał w drzwiach i miał mi je zamknąć przed nosem, ale zawahał się, wychylił głowę w moją stronę i odpowiedział:
- Tu wszyscy piją.
I zamknął drzwi.
Wtedy dopiero zaczynałem poznawać życie na prowincji. Niewidoczne z dużych miast, osiedli domków jednorodzinnych czy pięknych apartamentów w centrum miasta. Życie które rozpoczynało się o godzinie 5 rano pod sklepem i o 20 pod tym samym sklepem się kończące. Życie, gdzie dzieci w poszukiwaniu matki czy ojca idą pod sklep, albo czasami za sklep - bo tam jest wydzielone miejsce dla “spożywających na miejscu”. Miejsce, gdzie dostaniesz w mordę jak za mocno chlapniesz językiem, albo baba ci się puści, bo jaką w sumie inną przyjemność znajdzie na wiosce. Społeczne enklawy, odizolowane od większych skupisk ludzkich, gdzie co drugi w wieku 30 lat ma objawy uzależnienia od alkoholu, a uszkodzone alkoholowe geny przekazuje sobie podobnym w pijackich ekscesach. Miejsce, gdzie młode 17-18 dziewczyny dają dupy chłopakom w Golfach lub BeeMkach, bo taki jest wyznacznikiem statusu. Znaczy ma samochód - pracuje. To też jedyny sposób by wyrwać się od ojca czy ojczyma alkoholika i matki poniewieranej przez niego.
Na jednej z takiej wsi, pamiętam miałem dwie nielatki w nadzorze. Ładne to były dziewczyny, tylko głupie niemiłosierne i z pizdą na wierzchu łaziły. Rżnęły się z każdym, który obiecał że porwie je do lepszego świata, a jak jeszcze podlał alkoholem, to we dwie potrafiły jednego gościa w samochodzie obrabiać. I ja, młody, głupi, pełen ideałów prawiłem im morały na temat konieczności ukończenia nauki, szanowania się, pracy i zdobycia zawodu. Dopiero po czasie dowiedziałem się, że każda z nich chciała mnie zerżnąć i “zaliczyć kuratora”. Taki to sukces resocjalizacji można osiągnąć.
Skąd wiedziałem co robią? Jak trafiłem że były skłócone między sobą, to jedna przez drugą opowiadała co tamta robi. Czasami musiałem przerywać te opowieści, bo zbyt dużo szczegółów jednak mnie nie interesowało. Jak można się domyśleć, byłe nielatki po wielu latach są pod nadzorem kuratora, z kilkorgiem dzieci na koncie.
Moi nadzorowani na tej wsi wypracowali sobie pewien schemat. Wiedzieli że po kolei odwiedzam rodziny, począwszy od najbliższego domu od wjazdu do miejscowości. Gdy nastała era telefonów komórkowych, zaczęli przekazywać sobie informacje, że jestem na terenie. Mniej więcej takiej treści SMS: “KURWATOR U MNIE JEST”. I wtedy chuj bombki strzelił. Reszty patolek jeżeli właśnie piły już za cholerę nie znajdziesz, a jak już to grzeczne, uczynne i sprzątające właśnie lub gotujące obiad. Ta wiadomość niech przyda się tym, co myślą że patolę można upilnować. O naiwni WY!
Człowiek tos jest takie zwierzę, ze doskonale dostosowuje się panującej sytuacji. Taki kiurwa karaluch, którego za łatwo nie wyplenisz. Mam swoją teorię, że patola dostosowuje się po dwakroć lepiej niż przeciętny, średnio-inteligentny człowiek. Bo przecież ile sprytu i zachodu trzeba włożyć w to, by naciągać państwo na zasiłki, by lawirowac przed sądem, kuratorem, by na czarno robić nie płacąc podatków i na dodatek w twarz ci się śmiać kłamiąc. Czy Ty, drogi czytelniku słyszałeś kiedykolwiek, by patol ogłosił upadłość konsumencką, by płakał że firma splajtowała, że został oszukany przez kontrahentów, że nie ma na raty kredytu hipotecznego, że czeka go eksmisja na bruk. 
Założę się, że większość z Was nie słyszała.
A Ksiądz Proboszcz? W opinii moich cudownych nadzorowanych” “Każdy chłop poruchać i wypić musi, a ksiądz też chłop”. 
I tyle w temacie.

niedziela, 15 marca 2020

Chałupinka


Upał. Jak ja cholernie nie lubię upałów. Nie dość że klimatyzacja w moim samochodzie wysiadła już wieki temu, to na dodatek tumany kurzu dostają się do jego wnętrza syfiąc wszystko dookoła. Kurestwo pyłkowe.
Wyobraźcie sobie taki kadr z filmu. Kamera robi najazd na koła samochodu które zatrzymują się na piaszczystym podłożu, potem otwierające się drzwi auta i wysiadające stopy ze styranymi adidasami, które już drugi sezon służą. Potem postać stojąca od tyłu z teczuszką patrząca na chałupę, która ledwo stoi. Tak, to ja.
Podchodzę pod drzwi rudery, upajając się zapachem wychodka stojącego nieopodal. Pies szczekający na łańcuchu o mało co się nie wyrywa w moją stronę, ujadając zajadle. W oknie domu zza brudnej szyby spoglądają na mnie dwa koty, jakby zdziwione obecnością obcego człowieka w tym miejscu. Wszędzie trawa po pas, chaszcze, tylko ścieżka wydeptana pod same drzwi. I ten smród, do którego ktoś powie powinienem się przyzwyczaić, a który wdrapuje się w każdą szczelinę mojego nosa.
Pukam. Nic. Pukam raz jeszcze.
- Kto tam? - zachrypnięty głos starej kobiety wydobywa się zza spróchniałej dykty. Chrapliwy, pełen zniechęcenia do tego by podejść i mnie wpuścić by porozmawiać.
- Otworzy Pani, z sądu jestem! - krzyczę w stronę dykty, jednocześnie patrząc na odklejające się kawałki paździerza. Przekrzykuję wściekle ujadającego psa i z ciekawości zerkam na koty, które wybałuszyły na mnie ślepia a jeden przeraźliwie ziewnął, odsłaniając białe kiełki.
- Idę, idę – znów usłyszałem głos starej kobiety, która po chwili uchyliła drzwi wypuszczając na mnie odór smrodu, moczu i zatęchłych szmat.
Przedstawiam się. Tłumaczę że są zgłoszenia że zaniedbuje siebie i syna, który jest niepełnosprytny intelektualnie w stopniu co najmniej umiarkowanym. Pytam się gdzie syn.
- Panie, my nie potrzebujemy pomocy – odrzekła stara, aczkolwiek ja nie odpuszczam. Uchylam ręką szerzej drzwi i zaglądam do środka.
- Panie, ja nie posprzątałam, przyjdź pan jutro – kobieta stara się mnie powstrzymać, ponieważ już jedną nogą jestem w jej gniazdku. Nie zważam na to, tłumacze że muszę z nią porozmawiać i synem. Wchodzę.
I to był mój błąd. Drzwi się zatrzasnęły a na mnie rzucił się kundel, który z upodobaniem złapał mnie za buta. Stara doskoczyła i zabrała psa, zamykając go w prowizorycznej kuchni. Za chwilę z tego pomieszczenia dobiegł przeraźliwy jazgot kotów, które wdały się w sprzeczkę z kundliskiem.
- Zamknąć się! - kobieta krzyknęła, a ja udałem się do pomieszczenia służącego za pokój.
Smród osiągnął swoje apogeum. W stercie szmat, na prowizorycznym tapczanie leżał nagi mężczyzna. Cały brudny, trzymał w ręku radio na baterie które charczało w taki sposób, że nie można było zrozumieć ani rozpoznać dźwięków się z niego wydobywających. Gdy wszedłem przykrył swoje sterczące przyrodzenie szmatą i z zaciekawieniem patrzył na matkę.
- Ile ma pan lat? - zapytałem w jego stronę, patrząc na głowę psa która wynurzyła się spod szmat obok leżącego faceta.
- Dwadzieścia trzy – odpowiedziała stara – pójdzie już pan, nie mam czasu.
- Z czego się utrzymujecie? - pytam ich starając się wyciągnąć notes by zanotować odpowiedzi.
- Renty mamy, ja i syn – odpowiada kobieta – pójdzie pan już, jutro przyjdzie to posprzątam.
- Dlaczego syn leży nagi w łóżku? - dociekam dalej choć wiem, ze pewnie przed chwilą się brandzlował zapewne patrząc z pożądaniem na kundelka który wtulony był w jego krocze.
- Panie, jak gorąco to on tak zawsze leży, pójdzie pan już, jutro przyjdzie….

Poszedłem.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Krzyk bezsilności

"Czy można być bezsilnym w starciu z wyrafinowaną i pozbawioną uczuć wobec swojego dziecka kobietą, która za wszelką cenę chce Cię upokorzyć i przedstawić w złym świetle? Czy można znosić ciągłe oszczerstwa i kłamstwa na temat swojej osoby, mimo że już dawno wiesz że związek z kobietą którą myślałeś że kochasz po prostu nie wypalił i dojrzałeś do tego by iść własną drogą? Czy można bez słów sprzeciwu godzić się na rozłąkę z dzieckiem które kochasz i poza którym świata nie widzisz? Czy można schować uczucia i zamknąć je w pudełku, a pudełko zakopać głęboko w ziemi licząc że czas dokona jego zupełnego rozkładu?"

więcej na:
http://mydrea.ms/krzyk-bezsilnosci/

sobota, 29 czerwca 2019

Pa, pa, Panie Ministrze...

Było miło, było strasznie.....
Ale nie skończyłem działalności. Zmieniam miejsce zawodowe, ustawiam inaczej priorytety, stawiam na rozwój siebie....
Przede mną szkolenia, wykłady, praca z ludźmi wciąż będzie :)
No i książka. A o czym?
O ludziach systemu. O zdradach, pijaństwie, szkoleniach z których nic nigdy nie miało wyjść. O pracownikach pomocy społecznej, kuratorach, sędziach, adwokatach.... o patolach, o tym że ludzkie słabości są w każdym z nas. O rżnięciu sie po kątach, o układach, o wykorzystywaniu najsłabszych by na nich się bogacić. O zwyczajnym życiu tych, którzy mają pomagać, choć sami pomocy potrzebują.
O tym jak system nagradza miernoty. Bo miernoty nie są zagrożeniem dla tych, co na stołkach.
O tym, jak ciężko być uczciwym.
O pędzie pieniądza.
O nas samych.
Zapraszam do czytania artykułu:

http://mydrea.ms/pa-pa-panie-ministrze/