niedziela, 21 października 2012

Jaka ja biedna jestem



 Przepraszam stałych czytelników za mniejszą częstotliwość wrzucanych postów, ale wierzcie mi, ciężko pracuję :). Jednocześnie przypominam, że jeżeli ktoś ma jakąś swoją historie do ukazania, chętnie to zrobię, bo ostatnio nic nowego nie dostałem. Pozdrawiam.

****************************

Na biurku wylądowała notatka z interwencji Policji, odnośnie Iksińskiej, matki dwojga dzieci mieszkająca wraz z konkubentem i swoja matką, na tak zwanych barakach na obrzeżach miasta. Policyjna informacja wyglądała mniej więcej w ten sposób:

„ W dniu takim to a takim o godzinie 18.50 otrzymałem zgłoszenie telefoniczne że w rodzinie Iksińskiej doszło do awantury domowej i rękoczynów. Wraz z starszym sierżantem udaliśmy się pod wskazany adres zamieszkania, gdzie zastaliśmy: (wymienione osoby w postaci Iksińskiej, jej męża, matki, dwojga dzieci). Genowefa Iksińska na nasz widok zaczęła krzyczeć, abyśmy wypierdalali, była pod znacznym wpływem alkoholu i karmiła piersią 2-letnie dziecko. Odmówiła badania alkomatem. Jej konkubent Janusz K. zaczął być w naszym kierunku agresywny, popchnął starszego sierżanta, w związku z czym, zastosowaliśmy wobec niego przymus bezpośredni w celu obezwładnienia i założone zostały mu kajdanki. Janusz K. został odwieziony do MIW w T. (Miejskiej Izby Wytrzeźwień). Jadwiga Iksińska, która jest babcią małoletnich także była pod wpływem alkoholu, w związku z czym nie mogliśmy pod jej opieka zostawić dzieci. 2-letnia Anna K. i 6-letni Paweł K. zostali  oddani pod opiekę Katarzyny Iksińskiej, siostry Genowefy, która zamieszkuje pod adresem takim a takim.”

       W rodzinie Iksińskiej był nadzór kuratora, trwał od jakiegoś roku i co prawda ograniczono Iksińskiej i jej facetowi władze rodzicielska poprzez nadzór kuratora z powodu nadużywania alkoholu, ale obydwoje wzięli wszywki, zaczęli uczęszczać na terapię, zostali zakwalifikowani do projektu unijnego gdzie jakiś doradca rodzinny ich uczył podstaw opieki nad dziećmi, oprócz tego dostali jakieś dodatkowe zasiłki. Az tu nagle chuj bombki strzelił, i taka notatka.

       Ale dobra. Nie nakręcam się, minął rok, zastrzyki przestały działać, postanowili zabalować, pochlali się, poawanturowali. Pojadę razem z pracownikiem socjalnym, rzucę kilkoma kurwami w ich kierunku, postraszę że jeszcze raz i dzieciaki pozabieram, porobię notatki, przedłożę sędziemu, oni się wystraszą i będzie znowu git.
Jak ja się kurwa myliłem. Ale nie uprzedzajmy faktów.

       Wpadam do chałupy, praktycznie jak szeryf. Mina wkurwiona, a jakże, zachować powagę sytuacji trzeba. Macham przed nosem legitymacją, co by przypomnieć patolce kim jestem i dlaczego tu przyszedłem. Patrzy na mnie przestraszona, siedząc na kanapie i karmiąc piersią małe dziecko.
- Tym razem też pani pijana karmi małego – zwracam się do niej, czytając uprzednio na głos notatkę Policyjna.
- Nie, to nieprawda – odpowiada buńczucznie w moją stroną.
Wydaje się być trzeźwa. To dobrze. Patrząc na dwulatka pojonego wcześniej wóda z piersi czułem całkowitą antypatie do tej osoby. Wkurwiała mnie, bo świadomie niszczyła dziecko. Chłop jej w robocie, podobno całe dnie haruje, wracają praktycznie co wieczór najebany i naćpany wódą. Obrzydlistwo.
Patolke pouczam i mówię że ma się zaszczepić. Tak, zaszczepić na wódę. Przyjąć zastrzyk awersyjny, a najlepiej wszyć sobie w swoją dupę esperal. Stary także, maja nie chlać i już.
Pytam o jej matkę, 50-letnią następna patolkę, która podobno jabole napierdala co drugi dzień. Też jej nie ma, wyszła po zakupy. Sprawdzam lodówkę, ubrania, niby wszystko jest. Genowefa wkurwiona i obrażona pokazuje wszystko. Chuj z Toba co myślisz o mnie.

       Sporządzam notatkę, daje sędzi do zapoznania akta. Pisze mi adnotacje by prowadzić dalej i poinformować za miesiąc czy coś się zmieniło. Po około 3 tygodniach zabieram pracownika socjalnego i jedziemy ponownie do Genowefy. Stoimy przed drzwiami i walimy w nie, bo nikt nie raczy otworzyć. Napatacza się jakiś wioskowy menel. Mówi że Genowefa nie pije i to porządna kobieta. Przechlane jego oczka tak kłamały, że rzygać się chciało. „Uszanowanie, uszanowanie”, to co drugie słowo padało z jego ust. Potem poprosił o 2 złote. „Spierdalaj” w myślach zakląłem. 

       Na koniec zaglądam w okno mieszkania patolki, które znajduje się parterze. Widzę jakąś babę śpiącą na wyrze, z jakimś obleśnym staruchem. Pracownik socjalny mówi mi, że to jej matka. Tym razem pukam w okno, co w końcu dobudziło starą, że podniosła zapijaczony łeb i spojrzała do okna. Stary oblech w międzyczasie ją obmacywał. Kurwa, wspaniały widok menelskiego seksu. Macha starucha ręka żeby odejść od okna, cos bełkocze w rijadzkim zwidzie, przykryta starymi szmatami. Stary obłapywacz został przez nią zepchnięty z łóżka i doczłapawszy się do okna, zasłonił stare szmaty. Był w samych gaciach, poszczanych i obsranych.

       Dosłownie kilka dni później telefon od pracownika socjalnego. Genowefa podobno w domu pijana. Z małymi dzieciakami. Jadę tam, mam ochotę zrobić z nią w końcu porządek. Wpadamy do jej mieszkania i widzimy najebana w trzy dupy patole, jak na środku pokoju próbuje się nieudolnie bawić z dziećmi, bełkocząc jakąś piosenkę w ich stronę. Jak ja kurwa żałuje ze nie mogę takich momentów nagrywać. Ku chwale TVN-owi i innym mediom. Co za ludzki wrak upojenia alkoholowego.
Szybka decyzja. Dzieciaki do siostry zamieszkałej w tej samej wsi, a ja wniosek o pilne umieszczenie dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej, bo mam dość już tych cyrków. Siostra nie chce w rodzinę zastępczą. Nikt nie chce wypisanego FAZ-u na twarzy i dzieciaków, pojonych wódą. Za żadna kasę, nawet 1000 złotych miesięcznie. 

       Ci co tak pierdola i psioczą ze rodziny zastępcze mają dużo pieniędzy, zapraszam do mnie. Dostaniesz dwoje takich dzieci i 2 tysiące złotych. Zesrasz się jeden z drugim, jak zaczniesz jeździć po psychologach, psychiatrach, lekarzach rodzinnych, jak nasłuchasz się że dziecko jest upośledzone, wymaga rehabilitacji, ćwiczeń, terapii. Jak w szkole będzie wyśmiewane, jak będą skarżyć na nie, jak nauczyciele nie będą sobie radzić z jego wychowaniem i zachowaniem. Będziesz jeden z drugim wył i krzyczał do księżyca, co ja pojebany zrobiłem, żeby marne 2 tysiące dostać. Ale kurwa jeden z drugim na Internecie wie lepiej. Szkoda słów na takich zjebów i palantów.

       Patolka miała szczęście, zajebiście cholerne szczęście. Odebranie dzieciaków się przeciągnęło, a w międzyczasie ponownie wzięła zastrzyk, podobnie jak jej stary i po tygodniu przyszli skruszeni do sądu, żeby jednak dzieci nie zabierać. Stoją i płaczą przede mną, że zrozumieli swój błąd, podjęli na nowo zastrzyki, obydwoje będą chodzić na terapie. Proszą, błagają o jedna szansę.
Dlaczego nie, pomyślałem, nie jestem skurwielem, może rzeczywiście chcą się poprawić. Napisali pismo, podpiąłem zaświadczenia o przyjęciu zastrzyku i uczestnictwie w terapii, skontaktowałem się z pracownikiem socjalnym, ze można w sumie spróbować jeszcze dać im szansę. Dostali, sędzia uchyliła postanowienie o umieszczeniu dzieci w placówce. 

       Wytrzymali 5 tygodni. Znowu zachlała Genowefa wraz ze swoim konkubentem. Tym razem w sobotę, bo myśleli że kurator w taki dzień do nich nie przyjdzie. Jasne że nie przyszedłem, choć sam osobiście już ich doglądałem, ale nie wiedzieli że sąsiedzi po drugiej stronie też mają nadzór kuratora, tylko społecznego. I ten społeczny, objeżdżając swój teren w godzinach wczesno wieczornych dowiedział się, że Iksińska znowu najebana od rana jest widywana. Wykonał telefon do mnie, a ja nie czekając, pełen oczywistego wkurwienia, połakomiłem się pojechałem, powiadomiwszy uprzednio Policję ze potrzebuję do interwencji kogoś z alkomatem, na podkładkę.

       Iksińska rzuciła się na mnie jak mnie zobaczyła, zaczęła wygrażać że nie odda dzieci. Do wszystkiego dołączyła się najebana babka, która „ciałem będzie zasłaniać dzieciaczki” i ich nie odda. Stary jak tylko zobaczył Policje, skulił się i nic nie odpowiedział, chciał spierdolić z mieszkania, lecz mu się nie udało. Kurwa cyrk. Pół godziny zajęło uciszanie menelówy i jej najebanej matki, że nikt na razie dzieci nie zabierze. Ma zawołać swoją siostrę, o ile trzeźwa jest i dzieci zostaną oddane pod jej opiekę. Po 5 minutach siostra się pojawia, nawet nie wołana, ale na widok radiowozu bo wszyscy zainteresowani się zbiegli z wioski, zobaczyć co za cyrki się dzieją.
- A co mam ci kurwa zawsze dzieciaki pilnować, jak w mordę chlejesz!!! – tak siostra przywitała Genowefę na wieść, kiedy dzieciaki ma na weekend zabrać. – zabierzcie jej w końcu te dzieci, bo patrzeć na to nie można!!! - Tym razem wykrzykuje do mnie.
- Nie oddam, nie oddam!!! – drze się stara baba, podpierając się w międzyczasie rączką o ścianę, by równowagi nie stracić – To moje wnuki!!! Nie oddam!!!
- Do siostry idą, nie słyszy Pani – próbuje uspokoić starą, która tak już mordę rozdarła, że najmłodszy zaczął ryczeć, siedząc na tapczanie.
- Ciii, mój kochany, ciii – bełkotliwym głosem tym razem Genowefa dzieciaka próbuje uspokoić – ciii, mamusia jest tutaj.
- Mamo, mamo – to starszy wyciąga rączki do matki, próbując wdrapać się jej na kolana.
- Nic nie oddawaj, to twoje dzieci! – rozkazującym tonem z kolei matka próbuje dyrygować całą ta orkiestrą – A TY!!! – zwraca się do córki która przyszła – Weźmiesz kurwa te dzieci!
Szopka. Zajebista kurwa szopka. Stary stoi i patrzy na to wszystko. Chyba boi się na izbę ponownie jechać. Cyrk na pijackich czterech kółkach.
Podmuchali w alkomaty, ostatnimi resztkami swojego wydechu. Każdy ponad dwa promile. Piją co najmniej od rana, albo od wczorajszego dnia. A ta szmata cały czas piersią karmi. Poi tego dzieciaka alkoholem, mieszanym z mlekiem z pijackiego cycka. Zresztą, kto to tam wie, czy dzieciak nie jest też uzależniony od wódy. Co za kurestwo w czystej postaci.

       W poniedziałek ląduje informacja na biurku sędzi, ze trzeba jednak dzieciaki zabierać. Tego samego dnia wydaje postanowienie o pilnym wykonaniu, co zostaje zrobione jeszcze tego samego dnia. Dzieciaki od siostry Genowefy, trafiły do rodzinnego pogotowia opiekuńczego. Podobno Genowefa ze swoim starym pili cała noc jeszcze, aż nie popadali uśpieni wóda czy tam tanimi jabolami.

       Najlepsze informację dotarły do mnie, po kilku dniach. Podczas odwiedzin dzieci w Pogotowiu, Genowefa powiedziała opiekunom w pogotowiu że do telewizji idzie i do prasy będzie pisać. Bo ona, biedna matka, z konkubentem co tylko dorywczo pracuje, nie mieli pieniędzy i z biedy zabrano im dzieci, bo takie ładne i pewnie siostra w rodzinę zastępczą dostanie, bo one są pokłócone. W Ośrodku Pomocy Społecznej powiedziała że wcale jej nie pomagają, tylko specjalnie chcieli jej dzieci zabrać, że nigdy nikt jej nie pomógł, a te wszystkie zasiłki to i tak jej się należały i nikt jej łaski nie robił. A na sąd będzie pisać skargę do Strasburgera, bo ona nie wierzy w sprawiedliwość. 

       Po około pół roku dzieciaki z pogotowia rodzinnego trafiły do rodziny zastępczej. Nie wiem co się dzieje z nimi. Genowefa pije, konkubent się wyprowadził do innej pijaczki, matka Genowefy chleje. Z mieszkania zrobiono typową melinę.  Podobno pije z rozpaczy, że jej dzieci zabrano, a to przecież taka dobra matka była.

Jaka szkoda że telewizja jej nie pokazała, jaka szkoda…



49 komentarzy:

  1. Chciałabym żeby telewizja w końcu pokazała i taki przypadek, by pokazała druga strone medalu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to się marnie sprzedaje, słaba oglądalność. kane

      Usuń
  2. Patologia, to nie tylko bieda. Mój ojciec był alkoholikiem odkąd tylko pamiętam. Potrafił pić ciągami 3-4 miesięcznymi, bez dnia wytchnienia. Potrafił wyjść i wrócić po tygodniu. Potrafił zostawić moją matkę, kiedy byłam niemowlęciem i bzykać się z kochankami po drugiej stronie ulicy.

    Matka z rozpaczy zaczęła pić z nim. Wtedy mogła go pilnować, wtedy nie posuwał sąsiadek, koleżanek, współpracownic. Wtedy był tylko jej... Przynajmniej ona w to wierzyła.

    Oboje chlali. Dom w ryzach trzymali babcia z dziadkiem. Matka nigdy nie straciła pracy, więc też się dokładała do życia. Dużo się dokładała, bo piła "oszczędnie", tylko w weekendy. Przecież to nie alkoholizm... A ojciec... ojciec balował do upadłego. Pamiętam jego delirium, pamiętam leczenia. Pamiętam jak kradł pieniądze, uciekał jak szczeniak, znikał niczym gówniarz. Jednak dwie emerytury, pensja matki, własnościowy dom z ogromnym ogrodem warzywnym sprawiały, że nigdy, nigdy niczego mi nie brakowało.

    Oprócz rodziców.

    Matka przestała pić. Rzuciła to, kiedy przyszła do mnie do szpitala. Miałam już dość, ale mnie odratowali. Wtedy powiedziała, że nie tknie alkoholu. Fajnie. Choć trudno zapomnieć jak mając lat 6 odprowadzałam ją zimą z "imprezek u cioci/wujka", a ona napruta jak ruski czołgista ślizgała się na oblodzonych chodnikach, piszcząc niczym nastoletnia nimfetka. Choć trudno zapomnieć jej wtargnięcia w półprzezroczystej koszuli, kiedy w moim pokoju siedzieli znajomi. Choć trudno zapomnieć słowa, czyny, uderzenia, wyrzuty, niespełnione obietnice, fałszywe przeprosiny. Ojciec też potrafił uderzyć, ale umiałam oddać. Matkę kochałam chyba za mocno, bo nie potrafiłam podnieść ręki...

    Ona jednak faktycznie przestała pić. Ojciec nie przejął się zbytnio i pił dalej. Potem zmarła babcia. Wszystko się zaczęło sypać. Stary pewnej soboty wyszedł z domu i nie wrócił. Matka z rozpaczy wypiła piwo i zagryzła lekiem nasennym. Tak ją wciągnęła ta bania, że postanowiła kultywować rytuał co weekend.

    Do spółki włączył się dziadek. Też alkoholik... (Z całej piątki - mama, tata, dziadek, babcia i ja - nie piłam tylko ja z babcią). Chlanie, ćpanie i obmacywanki... A mi robiło się niedobrze. Walczyłam, ratowałam, wzywałam pogotowie, znalazłam psychiatrę. Matka była jednak wciąż sprytna. Do końca pracowała cały tydzień, by w weekend tworzyć piekło.

    Była. Jak dostałam telefon, to wiedziałam, że już nie mam matki. Nie pamiętam jak dojechałam do domu. Nie pamiętam jak przetrwała pierwszych kilka dni po jej śmierci. Powiesiła się. Został mi tylko zazwyczaj pijany dziadek. Został mi dom z ogrodem. Zostało trochę zdjęć i rzeczy. Zostało poczucie winy.

    Mam wszystko, ale nie mam rodziców. Nigdy ich nie miałam. Dawali mi siebie na chwilę, by potem zabrać. Przecież wódka jest ważniejsza.

    Patologia, to nie tylko bieda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kur.a mocne.

      Usuń
    2. Bardzo Ci współczuję takich doświadczeń życiowych, sama wiem jak to jest dorastać w patologii, która na zewnątrz wcale na taką nie wygląda. Tyle, że u mnie ojciec nie pije, ale robi nam codziennie piekło, bo po prostu nie nauczył się szanować w swoim życiu ludzi ani ich uczuć. Tutaj nie mam nawet możliwości zrzucić winy na alkohol bądź inne "zewnętrzne" czynniki. Mimo że mam 28 lat, wyższe wykształcenie i pracę, wróciłam po studiach do domu, żeby ojciec nie zamęczył matki i rodzeństwa. Myslałam, że jestem silna, ale coraz częściej łapię się na tym, że gdyby mnie nie było, miałabym w końcu święty spokój z nimi wszystkimi. Nie ma nic gorszego niż najbliżsi ci ludzie, którzy wysysają cię kompletnie z energii życiowej. Nie wiem już jak żyć w takiej rzeczywistości.

      Usuń
    3. Dokładnie, bez alkoholu też można zgotować piekło. Pamiętam jak byłem dzieckiem (7 lat), to już oglądałem Świat według Bundych - bardzo lubiłem ten serial, bo przecież moja rodzina była tak jak w filmie... Al mocuje satelitę, spada z dachu, a rodzina na kanapie zamiast zerwać się i udzielić mu pomocy stwierdza że w zeszłe święta ładniej spadł z dachu. W mojej rodzinie było podobnie, jeżeli się wywróciłem na rowerze, to wcale nie bolało stłuczone kolano tylko wyzwiska, szyderstwa itp. byleby dopierdolić swojemu "bliskiemu".

      Zabawne że nauczyciele zawsze mnie uważali za nieśmiałego, a po co miałem się odzywać skoro z domu wyniosłem, że dorosły to wróg. Mówiąc do dorosłego powinienem pamiętać regułkę z amerykańskich filmów "cokolwiek powiesz może być użyte przeciwko Tobie", dlatego starałem się nic nie mówić. Po co miałem się zgłaszać do odpowiedzi, skoro od rodziców nauczyłem się "odpowiesz dobrze - kogo to obchodzi? odpowiesz źle - dopierdolimy, wyśmiejemy i zmieszamy z gównem".

      Niby normalna rodzina, a moim największym marzeniem było żeby rodzice i rodzeństwo zginęli w wypadku samochodowym wtedy poczułbym się wolny. Ewentualnie żebym to ja umarł, ale wtedy (ah ta empatia) czułbym się źle, że przecież oni płaczą przeze mnie.

      Dopiero po latach zobaczyłem u znajomych że z matką da się normalnie rozmawiać, że ojciec to ukochana osoba pełna ciepła, która pomoże w trudzie. Nie u mnie.

      Usuń
    4. Jestem osobą, która pisała komentarz o 11:19. Tak znam to milczenie w momencie sukcesu, za to morze słów w momencie porażki. Czasami potrafią u mnie przekręcić sukces na porażkę, np. "po co w ogóle zdawałaś ten certyfikat, skoro certyfikat xyz byłby ważniejszy. Niepotrzebnie marnujesz pieniądze (moje własne, chciałabym zaznaczyć).
      Najgorsze jest, że bardzo często rozmawiam z moją mamą na ten temat - jaką krzywdę mi wyrządzili z tatą i że przez nich sama jestem emocjonalne popieprzona - nigdy nie zastanawiałam się jak inne paroletnie dziewczynki, jak to będzie mieć męża, dzieci, ładny domek i suknię ślubną. Nawet teraz, mając prawie 30 lat, myśl o zajściu w ciążę i sprowadzenie na ten świat człowieka wydaje mi się całkowicie surrealistyczna. Boję się, że będę powtarzała błędy moich rodziców i nie będę dobrą matką, dlatego nie mam dzieci. Z drugiej strony bardzo bym chciała otoczyć kogoś miłością, której nie mogłam okazywać w domu.
      Jeszcze nigdy w swoim całym życiu nie usłyszałam słów "kocham cię". Dla mnie to najsmutniejsza rzecz na świecie.

      Usuń
    5. Smutne Wasze historie...
      marinna

      Usuń
  3. Jeśli ma Pan kobiete przy swym boku. to jestem ciekaw ile z Pańskiej pracy przenosi się na nią. Nigdy do końca człowiek nie jest w stanie oddzielić tak dużego stresu i po pracy włączyc do końca tryb domowo familijny w swoim muzgu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dzięki temu blogowi żonie "obrywa" się trochę mniej. Poza tym nie każdy nadaje się do tej pracy właśnie z tego powodu.

      Usuń
  4. Chyba jeden z najlepszych wpisów. A ten o rodzinach zastępczych to pogrubiony, złotą czcionką trzeba by napisać, żeby co niektórzy zrozumieli...

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę przyznać, że ogarnia mnie rozpacz i bezsilność, jak tylko czytam tego bloga. Te małe dzieci pojone wódą, niszczone od poczęcia przez własną matką. Sama jestem matką, mój syna ma 2 lata, niedobrze mi się robi, jak sobie to wyobrażam. Podoba mi się ta forma pisania, bo ja mam tez usta pełne kurw, chujów i innych takich, jak o tym tylko myślę, więc i tak podziwiam autora, że całemu temu towarzystwu nie pierdolnie w te puste wyżarte przez wódę łby. Ale rozumiem, że taka praca, praca naprawdę trudna, mi się chce wyć od samego czytania, a jakbym miała na to jeszcze patrzeć, to słowo daję, nie wiem, jak bym się zachowała.

    Mój ojciec tez pił, na szczęście nie piła jednak matka, która jak umiała tak dbała o mnie i moje rodzeństwo. Widzę jednak, że to cholernie dużo, to, że nie chlała jak była w ciąży, że nie chlała jak karmiła, że w ogóle nie piła. Winiłam ją zawsze, że nas nie dość chroniła, że angażowała nas w konflikty z ojcem, że uciekała do nas, małych dzieci, jak ojciec po pijaku chciał jej wpierdolić, jak, żeby przerwać jego pijacki ciąg, jechała do swoich rodziców zostawiając nas z pijanym ojcem, bo wiedziała, że on się wtedy ogarnie i przestanie chlać i tak było rzeczywiście. Jak żyła z nim cały czas zamiast spakować walizki i nas i wyjechać, uciec od niego.

    Widzę jednak, że to cholernie dużo. Nie jestem chora, upośledzona, miałam co jeść i w co się ubrać, nigdy się za matkę nie wstydziłam, skończyłam dobrą szkołę, studia, mam dobrą pracę, w pamięci mam nawet dobre chwile z dzieciństwa - Święta, czasem wspólne niedziele. Ojciec jak chciał i był trzeźwy, był zabawny i fajny.

    Myślę o tych wszystkich dzieciach, skazanych na stracie, karmionych wódą, papierosami i tym patolstwem. Ja miałam szansę, moja matka nie poiła mnie wódą, a te dzieci nie mają takiej szansy. Przecież, do kurwy nędzy, jak widać każdego dnia ci jebani popaprańcy, te, pożal się Boże, matki, niszczą te może całkiem wartościowe istnienia. Co z tego, że ktoś adoptuje albo dzieciaki trafią do rodziny zastępczej, skoro one już są spierdolone, już upośledzone, już od razu wypchnięte na margines.

    Nie mogę nawet o tym myśleć bez gniewu, wściekłości i ogromnego żalu. Proszę darować ten emocjonalny ton, ale niedawno trafiłam na tego bloga i stąd te emocje.

    Tak, macie rację, TVN o tym materiału raczej nie zrobi.

    Ukłony dla Autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie moge prawie wszystkie anonimy. Ludzie czy dla tego człowieka nie warto założyć bloger'a :P - warto.
    szczególnie dla takiego człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem twojego toku myślenia. Cóż za różnica czy wypowiadam się jako Anonim, czy jako użytkownik o nicku TakimFajnym?

      Usuń
    2. Dokladnie i tak i tak po Twoim nicku nie wiemy kim jestes, to co za roznica?

      Zzz

      Usuń
  7. Ludzie muszą sobie uświadomić, że nie wszyscy zasługują na życie w społeczeństwie. Obsesyjnie przestrzegamy praw człowieka oprawców nie bacząc na koszta i ofiary. Ktoś kto wielokrotnie łamie prawa człowieka innych ludzi sam się ich pozbawia. Takie osoby powinny być przymusowo sterylizowane i izolowane. Najlepiej w jakiejś dziczy. Skoro zachowują się jak zwierzęta powinni żyć jak zwierzęta. Może jest to drastyczne, ale to najczęściej patologia rodzi patologie. Jak pozbędziemy się ich raz na zawsze wszystkim będzie żyło się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z tobą zgadzam. To są dorośli ludzie którzy zachowują się jak pijane dzieci, nawet gdy są na trzeźwo. Jedyne rozwiązanie to zabrać rodzicom dzieci zaraz po urodzeniu, wtedy jeszcze mają jakieś szanse na normalne życie.
      Drastyczne to już jest patrzenie z boku na to wszystko, nie wyobrażam sobie życia w takiej patologii. Moi rodzice to nie patologia ale nigdy nie powiem że to była "normalna rodzina". Po latach wyszło że przez to nie radzę sobie z pewnymi rzeczami i prawdopodobnie nigdy nie założę rodziny.
      Współczuje tym co zostali "niby chronić rodzinę" przed większymi szkodami, prawda jest taka że w dzisiejszym systemie ( całej masie biurokracji ) dużo nie zdziałasz, jedyne co ci zostanie to wielka rana na psychice której już do końca życia nie wyleczysz.
      Hollow.

      Usuń
  8. Problem polega na tym, że nie wystarczy zabrać dzieci zaraz po urodzeniu, co wyraźnie wynika z postu Autora. Już po urodzeniu te dzieci są chore, skaleczone, upośledzone, mają FAS (Fetal Alkohol Syndrome, a takie dzieci mało ko chce adoptować, bo potem bardzo trudno je wychowywać ( o tym tez pisze Autor)Te dzieci mają zjebane życie już z chwilą urodzenia. Podejrzewam natomiast, że rodzice adopcyjni wyobrażają sobie słodkiego aniołka, oczywiście niemowlę, zdrowe, którego rodzice zginęli w wypadku i albo nie chcą takiego pojonego wódą od poczęcia dzieciaka albo biorą takiego, ale nie wiedzą, co to znaczy i potem rezygnują. To los tych dzieci jest najbardziej przerażający, bo nie wiadomo, jak im pomóc, jak je ochronić, gdy są jeszcze w łonie takiej zapijaczonej patolki. Steryzlizowane i izolowane mówicie, super, ale na podstawie jakich kryteriów - że pije, ok, ale jak długo musi pić, żeby ją wysteryzlizować? Przecież może chlać, ale w ciąży się powstrzymywać. Czy może kryterium urodzenia co najmniej jednego dziecka z FAS? Ok, ale to czasem wychodzi dopiero po kilku, a nawet kilkunastu latach po urodzeniu dziecka, a w tym czasie nasza patolka zdąży urodzić kolejne pięcioro dzieci z FAS. O tzw. możliwości poprawy i odebrania kobiecie możliwości bycia matką na zawsze oraz o kwestiach finansowych ( koszty procesu sądowego, bo o tym to chyba by Sąd musiał decydować i koszty sterylizacji) nawet nie mówię. Nie wspomnę też o tych wszystkich "obrońcach życia" i ruchach "pro life". Myślałam o jakimś rozwiązaniu karnym za narażenie płodu na nieodwracalne upośledzenie, ale skoro nawet za aborcję nie karze się kobiety, to tym bardziej za to.

    Mam niestety wrażenie, że nic się z tym nie da zrobić i to jest przerażające i frustrujące. Na samą myśl o tych krzywdzonych od poczęcia przez własną matkę dzieciach robi mi się niedobrze.

    Myślę, że jedyne co można zrobić, to reagować, jak widzimy krzywdzone w rodzinach alkoholowych dzieci. Czasem na pewno znajdują się tacy rodzice adpocyjni, którzy podejmują trud wychowania chorego dziecka, a o ile upośledzenie jest nieodwracalne, o tyle pewne kwestie można "naprawić" wskutek długiej pracy i rehabilitacji.

    Nadto myślę, że jednak większy szacunek należy się tym, którzy pracują z tymi ludźmi i starają się tym dzieciom pomóc. To, jak widać, bardzo trudna praca, ja myślę, że taką mamuśkę na dzień dobry wytargałabym za kudły i przywaliła w pysk. Tymczasem u przy pomocy wszechwiedzącej telewizji ustalono już, że wszystkie dzieci odbiera się rodzicom z biedy, oddaje zdeprawowanym rodzinom zastępczym, które robią na tym złoty interes, a pracownicy wszelkiej maści MOPS-ów, MOPR-ów, sądów i innych to skorumpowane, leniwe, nieczułe szuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowna Pani. Bardzo dobre są te przemyślenia. Szkoda, że autor bloga opisując patologię, nie zdobył się na to, jakie według niego powinny być zmiany w prawie, żeby tego typu wynaturzenia przynajmniej ograniczyć.

      Agaton

      PS. Co do "pracownic" mopsów, gopsów i innego dziadostwa, to że są w większości leniwe, podłe, mściwe jest prawdą.
      Znam co najmniej dwa przypadki osób zdrowych psychicznie ale w podeszłym wieku. Które korzystały z "pomocy społecznej", ale nie chciały iść do "domów opieki". Mopsiarom nie chciało się do nich jeździć ciągle, to tak robiły i kombinowały, żeby taką osobę sądownie ubezwłasnowolnić i na siłę umieścić w "domu opieki".

      Usuń
    2. Koleżanka ma bardzo dużo racji. Nie o pieniądze tu chodzi, tylko o cierpienie dzieci od dnia poczęcia skazanych na porażkę. Jednak co do kosztów to się nie zgodzę. Policzmy te wszystkie zasiłki dla "biednych" rodzin dodajmy wydatki na kuratorów, a jak dojdzie do odebrania dzieci to potem koszty utrzymania w rodzinach zastępczych czy w innych ośrodkach. Dzieci nie są niczemu winne, ale z reguły wyrastają na następców swoich rodziców i mamy zajebiste perpetuum mobile :(.
      Potrzebne jest takie prawo, tylko kto z polityków się wychyli i odważy narazić moherom...
      Myślę, że tu jest główna przyczyna nic nierobienia w tym temacie. I znowu ta bezsilność, bo żadne wybory nic tam od lat nie zmienaiają, nadal te same gęby, są tylko nowe nazwy ugrupowań.Wrrrrrrr

      Usuń
    3. Niestety o to właśnie chodzi, że chyba nie ma rozsądnego pomysłu na rozwiązanie tej sytuacji. Jakie prawo możemy ustalić, żeby uniknąć tej sytuacji? Ja nie wiem. Pisałam już, że sterylizacja się nie sprawdzi z powodów przeze mnie wskazanych, a de facto wszystkie działania podejmowane po urodzeniu dziecka są już tylko leczeniem skutków.

      Chociaż może ta obowiązkowa sterylizacja stosując kryterium 1 dziecka z FAS (zwykle to chyba widać już w 2 roku życia) to nie jest taki głupi pomysł. Skoro się mówi o chemicznej kastracji pedofilów, to czemu nie o sterylizacji matek alkoholiczek? W końcu nie wiem, czy załatwienie dziecku FAS i zwykle RAD nie jest tak samo porażające lub nawet bardziej niż zrycie mu psychiki przez molestowanie. Brakuje mi wiedzy medycznej, czy sterylizacja kobiety jest odwracalna, czy nie?

      Swoją droga o odpowiedzialności karnej dla takich matek chyba jednak nie ma co marzyć. Nie karzemy kobiety za aborcję, a zatem za uszkodzenie płodu też nie możemy. Zresztą, jaką granicę wtedy trzeba wyznaczyć? Czy matka, która za dużo pracuje, nie dba o siebie w ciąży i przez to płód jest uszkodzony, też podlegałaby takiej odpowiedzialności? Nie wiem, nie wiem. Ale krew mnie zalewa i tez tak jak Wy, mam ochotę pozabijać te baby, te jebane zwierzęta. Tylko to nie jest takie proste, naprawdę.

      Co do zasiłków to uważam, że należy ograniczyć ich ilość i powinny mieć one formę bezgotówkową, bo tak to tylko finansujemy chlanie tych meneli i przyczyniamy się do szerzenia patologii. Pomoc, owszem tak, bo muszą żreć, ale rzeczowa - odzież, jedzenie, dożywiania dzieci, podręczniki do szkoły, ale nie kasa. Podobnie zlikwidować becikowe i zamiast tego refundować koszt szczepień, np. na pneumokoki lub tych skojarzonych, lepszych, za które trzeba płacić spore pieniądze.

      pozdrawiam

      Usuń
    4. W Polsce "zasiłki" są znikome, jeśli porównać z krajami wysoko rozwiniętymi. Nawet jakby patole dostawali zamiast pieniędzy jedynie żywność, środki czystości, ubrania. To i tak będą pić. Wiele patoli nie dostaje w ogóle z MOPS-ów żadnych zasiłków i bez tego pijani są niemal codziennie.

      Tacy patole trochę użebrzą, złomu uzbierają, coś zapierdolą, zarobią dorywczo. I na denaturat lub najtańszego mamrota zawsze mają.
      Narkomanki też po mopsach nie chodzą. Mimo że narkotyki są dużo droższe od alkoholu, to sobie jakoś radzą. Dadzą dupy, okradną "frajera" i pieniądze mają na działkę.

      Agaton

      Usuń
    5. Agaton, co by to dało, że autor bloga napisałby jak uszczelnić system, jak eliminować menelstwo? Ustawy nie zmieni a te historie mówią za siebie.
      marinna

      Usuń
  9. W hameryce, na którym polskojęzyczna menażeria lubi się wzorować. Dają tym co nie mają pracy bony na żywność. Jak to wszystko podliczyli, okazało się, że sama dystrybucja, logistyka i rozdawanie tej żywności najbardziej potrzebującym, przekracza kilkukrotnie jej wartość.
    Teraz sklepy są na każdym kroku. Każdy kto chce sobie żywność kupić może to zrobić. A nie wynajmować sale, opłacać transport, zatrudniać dodatkowo urzędasów do dystrybucji, żeby tą pomoc żywnościową rozdawali biednym. Bo to się skórka za wyprawę nie opłaci. Nie każdy biedny jest też menelem.

    Co do likwidacji becikowego i refundowania kosztów szczepień masz chyba rację.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale to nie o to chodzi, Agaton, żeby im uniemożliwić picie. Ja wiem, że to nierealne, bo alkoholik lub narkoman matkę sprzeda, a zaćpa albo zapije. Chodzi o to, że my finansujemy ten nałóg, dajemy kasę na chlanie, bo niby dzieci muszą jeść i ci ludzie też. A oni w dupie mają dzieci i za otrzymane pieniądze piją.

    Nadto brak zasiłków gotówkowych ograniczy nadużywanie instytucji pomocy społecznej. Są bowiem tacy, co nie pracują, tylko dostają zasiłki, świadczenia i inne takie i całkiem nieźle sobie żyją, a tym, co pracują, śmieją się w nos. To wcale nie menele ani biedni. Zwykli ludzie, przedsiębiorczy nawet, bo wiedzą jak się zakręcić i gdzie pójść, żeby dostać kasę. Jakby były imienne, podkreślam imienne, bony towarowe i żywieniowe bez możliwości wymiany na gotówkę to może z mniejszym stopniu ludzie nadużywaliby pewnych instytucji. A wtedy tym, którzy pomocy nie potrzebują faktycznie, a uczynili sobie z pomocy społecznej źródło dochodu, może byłoby wstyd w sklepie płacić takimi bonami z pomocy społecznej.Już pomijam, że za bony na jedzenie nie można sobie kupić wódki albo pójść do solarium albo zrobić tipsy (czemuż, kurwa, te wszystkie pańcie, co korzystają z pomocy społecznej, mają tipsy i są spalone na heban). Ci biedni natomiast, którzy nie są menelami, a faktycznie potrzebują pomocy mieliby tę pomoc zapewnioną - dostaliby jedzenie, środki czystości, odzież) Myślę, że z rozdawaniem bonów byłoby tyle samo pracy co z dawaniem kasy, więc koszty tej "obsługi" by nie wzrosły. Więcej, można się nawet tak umówić z właścicielami sklepów, że Państwo będzie płaciło tylko za wykorzystane bony, ogłosić przetarg, wybrać najkorzystniejszą ofertę, markety, dyskonty biłyby się o takie zamówienie.

    Ania- podpisuję się imieniem (prawdziwym), bo rzeczywiście pisanie komentarzy jako Anonimowy utrudnia dalszą korespondencję z pozostałymi komentującymi wpis Autora. Pisałam też komentarze 22 października 2012 14:27, 23 października 2012 12:37 i 24 października 2012 13:09.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Niezmiennie dajesz do myśelnia :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A żyłaś może z zasiłku dla bezrobotnych, lub mniejszych zasiłków z opieki społecznej, że takie głupoty wypisujesz?
    Zasiłek dla bezrobotnych, który jest większy niż mopsowski, jak opłaci się mieszkanie, to brakuje na najtańsze jedzenie. Co dopiero "zasiłki" z mopsów. To jest wegetacja. Więc głupot nie wypisuj, że tak zajebiście fajnie żyć z zasiłków. Przeżyj sama za 500-700 zł miesięcznie będziesz widzieć jak się "nieźle" żyje.

    Jesteś pewnie panienką z "dobrego domu", której od małego nic nie brakowało. Rodzice łożyli na ciebie i twoje studia. A później, dzięki znajomościom załatwili ci pracę w jakimś mopsie czy sądzie.

    Piszesz też: "Myślę, że z rozdawaniem bonów byłoby tyle samo pracy co z dawaniem kasy, więc koszty tej "obsługi" by nie wzrosły".
    I tutaj też jesteś w błędzie. Wzrosłyby i to bardzo. Nadużycia i tak by były. Ktoś kto ma kogoś pracującego w rodzinie, sąsiada na emeryturze. Zrobiłby mu zakupy ze swoich bonów, a dostałby od niego kasę. Te wszystkie "przetargi" to też lipa. Nie chce mi się rozpisywać i "rozmawiać" z wykształciuchami inteligentnymi inaczej.

    Agaton

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zresztą jak taka młoda patolka kupuje sobie ładne cichy, tipsy, opala się na heban. W pewnym sensie "inwestują" w siebie. Chcą wyrwać jakiegoś chłopaka, który ma kasę lub jakąś pracę i by je utrzymywał.

      Jeśli chodzi o bony żywnościowe, to zdaje się mopsiary wydają je tym co nadużywają alkoholu, żeby sobie mogli wybrać w określonych sklepach jedzenie i inne artykuły. Z wyjątkiem alkoholu i papierosów.

      Agaton

      Usuń
    2. Agaton, nie spodziewałam się takiej agresji w sytuacji, gdy ktoś nie zgadza się z tym, co mówię.

      Gdybyś uważniej czytał moje komentarze ( wskazałam które), to wiedziałbyś, że nie jestem "panienką z dobrego domu". Mój ojciec jest alkoholikiem. Na moje studia nikt nie łożył, musiałam na nie sama zapracować, mimo że studiowałam dziennie. Nie pracuje ani a MOPS-ie, ani w Sądzie, jestem przedsiębiorcą, więc powstrzymaj się, proszę od tych personalnych wtyków i ocen, bo to poniżej pewnego poziomu dyskusji, który zakładałam, że tu obowiązuje.

      Owszem, zdarzały się miesiące, kiedy miałam do dyspozycji pieniądze poniżej minimalnej i jakoś dałam radę, ale nigdy mi do głowy nie przyszło, żeby nawet wtedy korzystać z pomocy socjalnej - wiesz, taka mentalność "panienki z dobrego domu".

      Jak byś się trochę lepiej zorientował w kwestiach prawnych, to byś wiedział, że łączna pula uzyskanej pomocy socjalnej (zasiłki, dodatki, świadczenia i inne) może sięgać miesięcznie kwoty nawet 2.000 zł ( sama osobiście znam Panie, które tyle łącznie dostają i oficjalnie oświadczają, że nie opłaca im się pracować).

      Pominę milczeniem uwagi dotyczące mojej inteligencji. Powiem tylko, że jestem zniesmaczona i zaskoczona sposobem prowadzenia dyskusji w taki menelskim stylu -"jesteś głupia paniusia, co się nie zna, a jak Ci się nie podoba, to jeszcze możesz wpierdol dostać". Słabe jak cholera.

      Widzę też, że preferujesz, Agaton, metodę rozmowy polegającą na narzekaniu i twierdzeniu, że wszystko jest do dupy, a tych, co mają jakiś pomysł na zmiany ( może wcale nie taki trafny) kwitujesz stwierdzeniem, że są głupi i się nie znają.

      Aha, ku Twojej uciesze i aby Ci dać powód do kolejnych "eleganckich" uwag dodam, że jestem blondynką.

      Na takim poziomie, jaki narzuciłeś, Agaton to i mi się nie chce prowadzić dyskusji.

      Usuń
    3. Po pierwsze, nie użyłem słów do ciebie, uznawanych za obelżywe. Więc nie zmyślaj głupot!
      Druga sprawa. Piszesz, że niby jesteś przedsiębiorcą, a negujesz tabliczkę mnożenia i wypisujesz głupoty.
      Po trzecie - miałaś się podpisywać, żeby inni znali które posty napisałaś;)).
      Czwarte. Dziwisz się, że niektóre panie mają po 2000 zł (nie wiadomo na ile dzieci), i mówią że nie opłaca się im pracować.
      Ja się im wcale nie dziwię. Pójdzie taka do pracy u jakiegoś "byznesmena", zarobi powiedzmy 1200 zł i o taką sumę z opieki dostanie mniejsze zasiłki. Poza tym, taki "byznesmen" raz wypłaci, raz nie wypłaci, a jeść trzeba codziennie.

      Nie interesuje mnie jaki masz kolor włosów, wykształcenie i zawód. Następnym razem jak coś napiszesz pomyśl lepiej:))
      Kłaniam się,
      Agaton

      PS. Wytłumaczcie mi tylko jedno. Skoro takie jesteście mądre.
      W krajach Europy zachodniej. Danii, Norwegii, Austrii itd. Socjal wypłacany rodzinom jest nieporównywalnie wyższy niż w Polsce. Mimo to, bezrobocie w tych krajach jest wielokrotnie niższe. Jeśli mi odpowiesz na to, dlaczego tak się dzieje. Zmienię zdanie o waszej kobiecej "logice" i ynteligencji.

      Usuń
    4. No, no, widzę, że Ty masz jakiś głębszy problem, skoro się już do mnie zwracasz "wy", jakbym uosabiała wszystkie kobiety.

      Naucz się czytać ze zrozumieniem, to Ci zaoszczędzi wielu trosk i frustracji. Nigdzie nie napisałam, że używasz wobec mnie słów powszechnie uważanych za obraźliwe, bo rzeczywiście kurwą mnie nie nazwałeś. A jak widzę, w Twoim mniemaniu tylko takie wyrażenia są obraźliwe, co do reszty - wszystko dozwolone.

      Chyba Cię jednak interesuje moje wykształcenie, pochodzenie i zawód, skoro sobie pozwoliłeś sobie nie znając mnie na jakieś wywody, z jakiego domu pochodzę i co robię. Ale widzę, że nie tylko masz problem z czytaniem ze zrozumieniem, ale i z pamiętaniem tego, co sam wypisujesz albo rozumieniem tego, co piszesz.

      Nie wiem też, w którym miejscu, jak to ująłeś "neguję tabliczkę mnożenia". Rozumiem, że wszystko, co powiesz, to prawda objawiona i negowanie tego to jak negowanie tabliczki mnożenia.

      Nigdzie nie napisałam, że będę się podpisywać. Podpisałam się raz i wskazałam, które komentarze są moje, żeby się łatwiej dyskutowało. CZYTAJ ZE ZROZUMIENIEM!

      Co do Twoich uwag o przedsiębiorcach, to pominę je milczeniem. Widzę natomiast, że skoro nie możesz mi dojebać jako "panience z dobrego domu", dojebiesz jako przedsiębiorcy w myśl zasady "jak się psa chce uderzyć, kij się zawsze znajdzie".

      Sądziłam naiwnie, że się zreflektujesz i porzucisz ten chamski ton, naprawdę. Myliłam się.

      Powiem Ci zatem krótko - ja tę rozmowę uważam za zakończoną, bo, wybacz, ale nie jestem przyzwyczajona, żeby dyskutować na takim poziomie, a Ty, jak pokazałeś bez personalnych ataków, wylewania frustracji i posługiwania się ogólnikami bez żadnej rzeczowej argumentacji nie potrafisz rozmawiać.Szkoda mojego czasu i energii, które spożytkuję na rozmowę z kimś, nie pogniewaj się, z większą kulturą i inteligencją.

      Ania

      P.S. Mam tylko nadzieję, że zrozumiesz wszystko, co napisałam. Dla pewności, dobrze Ci radzę, przeczytaj 2 razy i jak będziesz miał kłopot, poproś kogoś o pomoc.

      Usuń
    5. Ja też uznaję z tobą rozmowę za zakończoną. U was to jest tak, że jak się skrytykuje jedną czy drugą głupotę, to wy to odbieracie jako "atak na waszą kobiecość".
      Nie jesteś wcale tak inteligentna jak wcześniej sądziłem. Jakiekolwiek "sukcesy" w swojej pracy, zawdzięczasz przede wszystkim własnej urodzie, a nie inteligencji, pracy czy wiedzy.

      Co do rozwiązań prawnych lub tzw. "socjalu". Już na zachodzie, co najmniej kilkadziesiąt lat temu to wszystko obliczyli, co się bardziej opłaca. Wypłacać socjal, czy spowodować większą kryminalizację biedniejszych grup społecznych.

      Wywody jakieś paniusi, która ma o sobie wysokie mniemanie, bo jest ładna, słyszy na co dzień komplementy na swój temat od facetów, i ukończyła jakąś szkołę wyższą, bo piętrową. Mnie nie wzruszają.

      Agaton

      Usuń
    6. Zaczynasz mnie bawić, chłopczyku, Ty i ta Twoja przenikliwość.

      Może Ty mi w taki nieudolny sposób próbujesz mi powiedzieć coś miłego? Może tylko tak potrafisz? Najpierw, że z dobrego domu, teraz, że odnoszę sukcesy i że ładna, a nawet, że mnie uważałeś za inteligentną.

      Mojej kobiecości nie zaatakowałeś w żaden sposób.

      Chodzi o to, żeby dyskutować na jakimś poziomie. Możesz się ze mną nie zgadzać, masz do tego prawo. Używaj jednak argumentów rzeczowych, a nie personalnych.Nie powinieneś insynuować, kim jestem, skąd pochodzę i najpierw twierdzić, że mi rodzice pracę załatwili, a potem, że to dzięki urodzie, a nie dzięki wiedzy, pracy czy inteligencji. Nie wierzę ,że ktoś może tego nie rozumieć. W szkole podstawowej o tym uczą.

      Tak naprawdę to należą mi się od Ciebie przeprosiny za te niestosowne uwagi, ale jakoś specjalnie na nie nie liczę.

      To tyle z mojej strony. Nie lubię takiej "internetowej nawalanki". Nie mam siły ani chęci z Tobą wojować, bo to bez sensu. Na przyszłość, jeśli nam przyjdzie jeszcze ze sobą rozmawiać, to albo podaruj sobie ten ton, albo nie podejmuj ze mną dyskusji.

      Pozdrawiam

      Ania


      Usuń
  13. Taka historia. Pare lat temu bylem wolontariuszem pracujacym na ulicy z bezdomnymi. Ktoregos razu podchodzi do mnie jedna za stalych beneficjentek i mowi: sluchaj, marcin ma problem nie moze chodzic. (Marcin to mlody alkoholik pijacy od 13 roku zycia, wiec juz 10 lat) Prosi zebys przyszedl i cos pomogl. Oczywiscie jest nietrzezwa. -gdzie? -aaaa ło tam, niedaleko.
    No dobra, nie moge dzisiaj, moze byc jutro rano? Jasne.
    Rano zagladam pod wskazany adres. Podworeczko, a w podworeczku lokal socjalny w postaci jednego pomieszczenia bez absolutnie niczego. Bez wody, kuchni, swiatla. Nic, po prostu nic nie ma oprocz wyrka, dwoch krzesel i stolu.
    Mieszka tam, jak to w klasycznej melinie w porywach do 5 osob.
    Wspanialy ten lokal dostal pan Ziutek w ramach miejskiej walki z bieda. Pan Ziutek byl wtedy alkoholikiem i mial stwierdzonego raka. Bardzo dzielnie opiekowal sie nim syn. Pomagal mu, probowal wyciagnac z dolka, ale wóda jak to wóda. Swoja droga pan Ziutek byl bardzo dumny z syna. W sumie pozytywna relacja miedzy nimi byla.
    Pytacie sie co tacy ludzie jedza? A biora sloiczki i po jedzenie zglaszaja sie do licznych organizacji mniejszych lub wiekszych pomagajacym "bezdomnym" Maja opracowana cala dzienna trase. I jakos leci. I codziennie denaturat.
    Wystarczy dygresji o panu Ziutku.
    Wchodze do przybytku, akurat pani Wandzia na luzie zdjemuje nachy i zaczyna oddawac mocz do wiaderka. Fajnie.
    Co z Marcinem?
    Ano Marcin siedzi na krzesle i sie nie rusza. Wzieli go pod boki, stawiaja do pionu, a on trzesie sie na nogach w gore i w dol i nie ma szans zeby zrobil kroka. -Co sie stalo?
    Ano nic - Marcin podszedl do stolu i nagle go rzuciło do tylu, przy okazji stracil przytomnosc bo przywalil łbem w podloge. Ale to szczegoł. Jak oprzytomnial to nie mogl chodzic.
    No dobra. Jedziemy do szpitala. Oczywiscie pare godzin na izbie przyjec. Pacjent zostaje.

    Przyjezdzam pare dni potem. Panie doktorze: co z Marcinem?
    -AA, z nim.. denaturat go zalatwil (denaturat uszkadza komorki nerwowe w możdzku, czyli organie ktory odpowiada za takie podstawowe funkcje jak chodzenie), a pech chcial ze Marcin od urodzenia mial mozdzek powaznie uszkodzony, i trzeba bylo tylko dotknac "denaturatem" i nieszczescie gotowe.
    -Wyjdzie z tego?
    -Jest taka szansa ze bedzie chodzil. Ale jak jeszcze raz sie napije, to po nim. Paraliz do konca zycia.
    Mowie to Marcinowi: rozumiesz co ci grozi?
    - Jasne, w zyciu nie wezme tego syfu do ust. Chce zyc i chodzic!
    Zgadnijcie co zrobil po tygodniu.
    A wiecie co jest najlepsze?
    Ze wali ten denaturat juz 5 rok od zdarzenia i dalej swietnie chodzi. Gosc.

    OdpowiedzUsuń
  14. a mnie się nasuwa teraz sprawa medialna... z tvn oczywiście... jak policja zabrała dzieci babie, która nie płaciła grzywny i zamienili jej to na areszt...
    czytam bloga, coś nie coś wiem, i myslę, że skoro byli to normalni ludzie(policjanci) i mieli wiedzę, że dzieci są w domu, mogli by jej skombinowac matkę, czy siostre, ciotke , kogokolwiek-skoro kobita nie była patolem...
    bo sytuacja pewna jest taka: matka tych dzieci popełniła przestępstwo skarbowe...
    komornik sie nie doprosił, kasy nie spłaciła, wiec zamienili jej na areszt...
    i co przepraszam? czy ona jest niewinna? NIE JEST! JEST WINNA
    natomiast kwestia tego, czy ona wiedziala ze po nią ktoś zapuka i co wtedy zrobi z dzieciakami (bo ze przyjdą któregoś dnia, wiedziała z postanowienia o zamianie grzywny na areszt) i co?
    nie myslała,co zrobi wtedy z dziecmi? co sie z nimi stanie?

    i pierdolą w tv, ze bieda, że samotna, ze dzeci musiala budzić w nocy, ze policja bezprawnie itp... a tak? znajomi kase spłacili, ona odda im na raty albo i nie...
    zenada, baba nieodpowiedzialna kompletnie, naraziła własne dzieci na ten szok związany z jej aresztowaniem... komornik nie mikołaj, nie przychodzi bez zapowiedzi... policja do normalnych ludzi też nie wpada z kwiatkami na podwieczorek...
    ona dobrze wiedziała, co spierdoliła, i była pewna ze sie wywinie. a tu taki psikus jej zrobili...

    nawiązuję tu do tych medialnych spektakli, które się dzieją u Jaworowicz, albo u pana Cebuli... to żenada.. ostatnio na facebooku ktoś mi wlepił taki demot, że dzieci w Pl zabiera sie z biedy, jakby nie można było rodzinom dac te pieniądze, które dostaje rodzina zastępcza...

    rece opadają normalnie
    taką ciemnote narodowi sie wciska w mózgi pełne margaryny i nowobogaccy sie bulwersują, że sobie państwo nie radzi, że państwo jest brutalne... ale kazdy z nich menelowi rzuci te dwa żłote, żeby uzbierał na dykte...

    straszny los tych dzieci- co one winne, ze sie w pijackich rodzinach rodzą, uzależniają od gorzały, potem źle fynkcjonują, rozwijają sie źle, nie uczą się...

    mam taką bogatą koleżankę, która bardzo o siebie dba i jest tzw selfishem.. i ona postanowiła, ze nie bedzie rodzic, ona zaadoptuje z męzem dziecko, bo szkoda figury...
    trzeba było widzieć jej minę, jak kazałam jej przeczytac jeden post z tego bloga dot losu dzieci... jak filmowe wyobrażenie o adopcji miała, myśląc, że rzesze czekających na adopcję maluchów to biedne sierotki... a nie skażone patologią stwory

    do Autora: jak samochodzik? jeździ jeszcze? :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zastanawiam się czemu w naszym kraju tak dużo patologii, tak dużo takich rodzin, które nie odbiegają prawie w niczym jedne od drugich, bezustannie wciąż te same śpiewki, ect...Jak dotrzeć do ludzi, jak naprowadzić aby rozpoczęli wszystko do początku, inaczej niż do tej pory, jak zmusić ludzi do uczciwej pracy jaka by ona nie była....

    co na to wpływa? zapewne szereg czynników począwszy od domu rodzinnego, dziecięctwa skończywszy na różnych tragediach, które popychają w takie a nie inne życie .. być może obecnie jednym z wielu czynników jest bieda w kraju spowodowana bezrobociem, niskim uposażeniem, itd .. być może ..

    niemniej praca kuratora jest niewdzięczna aczkolwiek inspirująca, dająca satysfakcję pomocy, i nadzoru ludzi, którzy uwikłali się w patologię .. ............

    OdpowiedzUsuń
  16. Patologia, najgorsza jest ta w naszych głowach, bez uzewnętrzniania...

    OdpowiedzUsuń
  17. Stali czytelnicy BŁAGAJĄ o zmianę tego czarnego tła... (2 kliknięcia myszą?)

    OdpowiedzUsuń
  18. ja czytuję w ten sposób, że daję ctrl+a, zaznacza się wszystko i odwraca kolory :) trochę lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, dziękuję :)

      Usuń
  19. w naszym kraju nie ma zakorzenienia w kulturze etosu pracy, budowania dobrobytu, kierowania się w polityce zasadą gospodarności, celowości, rzetelności, legalności... kiepska edukacja, olewactwo rodziców- to produkuje obywateli nastawionych na to jak od państwa brać, a nie co mu dać :/ niestety. u nas sie mówi,ze trzeba pokombinować, coś zakręcić i kasa sie znajdzie. tu lewa fakturka, tu ukradne z pracy długopis, tu nie zaksięguje fakturki i jakoś leci, nie? taka nasza mentalność, nas Polaków, nauczonych kombinowania...
    ktoś pisał wyżej o Skandynawii, że tam dobrobyt i wysoki socjal... pamietajcie, ze tam płąci sie jedne z najwyższych podatków na świecie, więc kwestia socjalu nie jest dla państwa wielkim obciażeniem finansowym-gównie przez to ze mają małe parlamenty, ale (tu czytajcie ze zrozumieniem) aparat socjalny w tych krajach zapewnia pracę i jej wyszukanie nawet dla pobierającego zasiłek, pod rygorem jego utraty...firma szuka pracy dla kowalskiego i kowalski ma ją podjąć- przy czym nie jest to pierwsza lepsza robota, tylko taka, która uwzględnia preferencje-czas, możliwości zawodowe, wykształcenie...tam dba sie o starszych ludzi, o chorych i tez są patologie- np w Finlandii jest bardzo wysoki odsetek alkoholików, samobójców.
    dbałośc o rzeczy powszechne- meble, samochody, domy itp(od najmniejszych rzeczy) pozwala je puscić w tzw drugi obieg- i ludzie, którzy nagle zostają bez środków do życia, mogą wyposażyć swój socjalny pokój. brzmi ja utopia, ale to możliwe, poczytajcie sobie o tym...
    teraz pompatycznie: Polska, kraj najpierw ogarnięty wojną z NIemcami, a potem od razu jeb i Komuna...wódka i ocet w sklepie, zero perspektyw, ubecy, pijacy, żule płodzący dzieci skazone genem uzaleznienia
    myślę, że dopiero pokolenie lat 80-90 będzie w stanie tworzyć inną kulturę bycia, życia, polityki... nie są skażeni komuną właśnie, jakimiś waśniami, pretensjami do ruskich, do niemców, do pisu, do peo ;-)dziś mogą podróżowac po świecie, uczyć się w szkołach za granicą- nie to co nasi przygnebieni szarzyzną rodzice, którzy nie mogli nawet głośno skrytykowac systemu... z drugiej jednak strony w dobie internetu i ch**wego szkolnictwa, tych wszystkich ipadów ajfonów i hamburgerów- to dzisiejsza młodzież, może daleka od patologii, ale za to ma w mózgu margarynę...
    skandynawia nie ma problemu z dziedzictwem komuny... oni budowali swój dobrobyt latami, dużo wczesniej niż my... i takie dzisiaj skutki. już nawet nie mówię o tym, ze u nich nie ma czegoś takiego jak dzieci prominentów( jak u nas dzieci komunistów to gwiazdy mediów, polityki, przedsiębiorcy, co przy ruskim wywłaszczeniu dostali np mleczarnie czy inne fabryki, a dziś mają miliony)...
    wiele jest czynników dobrobytu Skandynawii, zachęcam do lektury o życiu chyba najbardziej praktycznych ludzi na świecie :)


    ps... o co Wam chodzi z tym tłem? ja jakoś daję radę, mnie nie przeszkadza, może zostać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skandynawii nie ma co porównywać Polski. Tamtejsze kraje, wywodzą się, w dużej mierze, z kultury protestanckiej. Gdzie pracowitość, uczciwość, moralność była cnotą.

      W Polsce były dużo trudniejsze warunki do rozwoju cywilizacyjnego. Poza tym, w Polsce mieszkało dużo żydów. Te dwie "kultury", polska i żydowska w dużej mierze, przez setki lat współżycia, się przenikały.
      Żydzi mogą, zgodnie z talmudem, okłamywać, oszukiwać i okradać gojów. Co niechybnie widać na polskiej scenie politycznej, "byznesmenów", jak i wśród prasy polskojęzycznej.
      "Moralność" żydowska, ma zastosowanie jedynie do swoich żydowskich współwyznawców. Goje są prawie na równi ze zwierzętami, bo tylko żydzi mają podobno dusze.
      To samo jest z polactwem. Gdzie znajomi są "dobrzy", a inni to frajerzy.

      Bieda, brak pieniędzy i niedogodności życia sprzyjają kombinatorstwu. Gdyby np. benzyna była tania, nikt by nie kombinował z instalacjami gazowymi do samochodów. Prawie nikt by nie jeździł też bez biletów, gdyby bilety były bardzo tanie. Długo można by wymieniać.

      Polska, Ukraina, Turcja nie mogą niestety pójść drogą krajów skandynawskich. Tam wysokie podatki wracają do obywateli w formie dobrej infrastruktury, służby zdrowia, szkolnictwa itd. W Polsce i w zdecydowanej większości krajów na świecie, gdyby ustalić takie podatki jak w Szwecji. Gospodarka szybko by została zarżnięta. A początkowo większe wpływy do budżetu rozkradzione, marnotrawione na głupoty i sprzeniewierzone w różny sposób.

      To, że w jednym kraju coś dobrze funkcjonuje, niekoniecznie może funkcjonować w innych krajach.

      Agaton

      Usuń
    2. masz rację, po prostu lepiej zinterpretowałes do do polskiego sysytemu, ale zgadzam się z Tobą, choć wcale nie pisałam, ze system skandynawski u nas sie sprawdzi... no własnie sie nie sprawdzi :) bo u nas brak- jak to ładnie ująłeś cnót :)) tylko chachmęcenie i kombinatorstwo... co pod podatków, powiem Ci tak, jakby upierd..lic liczbe posłów o połowe i wywalić w kosmos senat, to możnaby podatków nie podnosic, a miec lepszą infrastrukture... nie wiem, czy dożyjemy takiego rzadu i parlamentu, co sam sobie postronek na szyi zawiąże...
      dośc już o polityce, bo sie robi jak w TVN :)))) (to żart) :)
      ale z tymi Żydami, to niezła teoria, musze o tym podyskutować z domownikami :)
      pozdrawiam

      Usuń
    3. Jeśli chcesz, możesz sobie przeczytać książki Feliksa Konecznego - "Cywilizacja żydowska".
      Zwłaszcza ostatni tom. Bo odnosi się również do Polski.

      Agaton

      Usuń
  20. Patologia tworzy się z patologii, osobiście uważam, że niektórzy nie powinni mieć dzieci dla dobra społeczeństwa, brak dobrych wzorców nigdy nie wpływa na człowieka. Jeżeli zabronione byłoby tworzenie rodzin przez patole, problem może jakoś by się rozwiązał

    OdpowiedzUsuń
  21. Jestem RZ dla 3 dzieci z fas i wyje co noc do księżyca co mnie podkusiło....
    i zgadzam się z przedmówcą, powinien być zakaz rozmnażania sie patolą...

    OdpowiedzUsuń
  22. Uważam że, hipokryzja tego państwa osiągnęła apogeum. Wszyscy jesteście tacy moralni i tacy mądrzy. Obecne prawo nigdy nie uchroni ludzi, a tym bardziej dzieci, przed patologią.Należy wprowadzić legalizację aborcji z przyczyn społecznych i podejrzewam że , większość tych tragedii opisywanych tutaj, nigdy nie miałaby miejsca.Moim zdaniem, tylko ignoranci i fanatycy religijni uważają że, aborcja i antykoncepcja jest czymś złym. Świat, który oglądamy w wieczornych wiadomościach, czy pod naszymi blokami, odsłania nam prawdziwe oblicze ludzi już "wykluczonych" czy "wykluczających się"; walka z nimi, jest walką z wiatrakami:człowiek , który utracił swoją godność nie jest przeciwnikiem dla kuratora(z całym szacunkiem), który z góry wie że, to przecież menel, dająca/y dupy i itp.Zmieńcie prawo w tym "obłąkanym kraju" a ograniczycie rozmnażanie się tzw. patologii.

    OdpowiedzUsuń
  23. Szanowni Państwo,

    jeżeli ktoś nie ma pieniędzy na przeżycie, zwyczajnie mu na nic nie starcza, a do tego dodatkowo może mieć nawet kredyty, to być może kwalifikuje się do ogłoszenia upadłości konsumenckiej.

    Upadłość konsumencka to możliwość rozpoczęcia życia od nowa. Bez długów i bez ciągłych problemów. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to serdecznie zapraszamy do nas, a jesteśmy w stanie odmienić Państwa życie i pomóc pokonać problemy: http://upadlosckonsumencka.com.pl/

    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń