piątek, 20 lipca 2012

Nadesłane: Dom Małego Dziecka


"Dom małego dziecka w x. Mamusia lat 40, tatuś 50. Oboje bardzo chudzi, mali, lekko nietrzeźwi i tak śmierdzący, że wietrzenie pokoju odwiedzin po ich goszczeniu zajęło nam cały dzień. Stoją przed placówką nerwowo spalając papierosa. Policja właśnie przywiozła tu ich najdroższe skarby. Antek, Bartek i Czesio w histerii wiją się i krzycząc sygnalizują tęsknotę za rodzicami.  Zagłębiam się w papiery. Antek, Bartek i Czesio- rodzeni bracia. Wiek odpowiednio 6, 5 i 3. Bracia nie są jedynymi dziećmi w tej wyjątkowej rodzinie. Menele mają młodsze i starsze dzieci.  Dwoje starszych braci już dawno nie mieszka z rodzicami. 12 latek jest w rodzinie zastępczej u ciotki a o 20 latku nie wiemy nic poza tym, że mieszka u rodziców 17 letniej matki swojego dziecka.  Młodsze rodzeństwo braci to bliźniaki. Póki, co bliźniaki zostają przy Menelach (?) bo przecież mamusia kocha tak mocno, że aż się popłakała jak chwile później opowiadała mi o tej miłości.  Idę do dzieci. Patrzę i dziwić się nie dziwię, że widzę książkowy FAS i RAD. No normalnie mam ochotę zdjęcia zrobić, do podręcznika wkleić i niech się przyszli medycy uczą.

Widząc ogrom zabawek na grupie chłopcy szybko przestali tęsknić. Z niepokojem obserwowaliśmy, że Bartuś zatacza się jak pijany. Gdy Bartusiowi zaczęły nasilać się bóle głowy uznaliśmy, że to nie może być samo FAS.  Wyżebrałam skierowanie na tomografię. Szybko wyszło, że Antoś i Bartek mieli częste kontakty ze ścianą.  Bartuś miał małą bombę zegarową w głowie, bo Menelica nie raz ulżyła sobie w ciężkim życiu waląc synusiem o ścianę. Bartusia operacja przebiegła prawidłowo. Mamusia całe dnie spędzała przy łóżku synka, bo ona tak kocha.  Rzadko sądy działają tak szybko i sprawnie jak w tym przypadku.  Pozbawienie przyszło w tempie ekspresowym.14 dni minęło, apelacji brak (ufffff) -pewnie nawet nie ogarnęli, co to. Pozbawiając Meneli władzy rodzicielskiej przydzielił nam sąd w pakiecie rodzeństwo braci- roczne bliźniaki.  W cztery lata po pozbawieniu władzy nad piątką dzieci Meneli, chwile po odejściu bliźniaków, trafiła do nas przywieziona prosto ze szpitala, kolejna potomka Meneli- malutka Felicja. O nowych poczęciach w rodzinie już mi nie wiadomo.

Mięliśmy wiec rodzeństwo sztuk 5. Wszystkie dzieci łączyło zdiagnozowane FAS i oczywiste RAD. Po roku obecności w domu dziecka najstarsza dwójka poleciała do Włoch. Włosi chyba są najmniej wybredną narodowością, jeżeli chodzi o adopcję. Jak dalece różnią się od Polskich rodzin, które oczekują pięknej blond -locznej niebieskookiej księżniczki, najlepiej sieroty?  Niech mi ktoś powie, czemu większość ludzi myśli, że w domu dziecka znajdzie jakąś sierotę?  Lata mijają a ja nie spotkałam żadnej. Ale kontynuując. Włosi zabrali najstarsza dwójkę- odważnie. Antek to fajny dzieciak, Bartek zaś już częściej dawał nam popalić. Bomba zegarowa zrobiła swoje. Włosi przyjechali i zabrali.  Myśleli też o adopcji Czesia. Wprawdzie nie było sądowego nakazu nie rozdzielania rodziny, ( kto zdecydowałby się na adopcję piątki chorych dzieci?) ale jakąś tam nadzieję mieliśmy. Ostatecznie na Czesia się nie zdecydowali. Żałowaliśmy, bo rodzina świetna a Czesio nasz faworyt. No cóż dziwić się im ciężko.  Wzięli dwójkę. To i tak rzadkość. Wieści mieliśmy na bieżącą. Terapia, rehabilitacja, leczenie- codziennie. Byliśmy szczęśliwi wiedząc, że chłopaki mają szanse na w miarę normalną egzystencję.

Trzeci wiekowo był Czesio. Czesio to był nasz faworyt. FAS i RAD w pakiecie rzecz jasna otrzymał, ale nim Menelica nie waliła o ścianę. Rezolutny był, radosny, widać było, że wyjdzie na ludzi. Fajnie się z nim pracowało a w przypadku dziecka z FAS do rzadkość. Uczenie czegokolwiek dziecka z FAS bywa deprymujące. Weźmy na to przykład najczęstszy: Pokazujesz kredkę, pytasz, co to i słyszysz ciszę. Więc mówisz „to jest kredka”. Dziecko na Twoje „potwórz” powtarza: „To jest kredka”. Czekasz 5 sekund, wyjmujesz tę cholerną kredkę i pytasz: „Co to kochanie jest?” A dziecko nic. Cisza. Nie wie. Więc mówisz a dziecko powtarza. Za 15 razem może złapię.Może. Mija 5 minut, bierzesz kredkę i pytasz dziecko, „ co to jest” i słyszysz ciszę. Dziecko po prostu nie wie…  Czesio taki nie był. Starał się, chłonął wiedzę jak gąbka.  W miesiąc pobytu w domu dziecka zaczął chodzić i gadać, bo jak przyszedł to mimo ukończonych 3 lat nie potrafił nic. Na chwile przed wrzuceniem w świat adopcyjny na terenie poza Polską, bezpośrednio po adopcji braci, pojawili się potencjalni adopcyjni z Polski. Prawie zaniemówiłam, że z Polski.  Ona młoda, śliczna, 27 letnia dziewczyna, on starszy od niej o 12 lat równie uśmiechnięty gość.   Dziewczyna walczyła z rakiem, pokonała go, ale wycieli się jej zbyt dużo by mogła kiedykolwiek być biologiczną matką. Najpierw rozmowa z dyrekcją. Jestem pewna, że uciekną. Zdiagnozowane FAS  i praktycznie pewne RAD. Nie wiem czy Czesio będzie pasował do ich pięknej rodziny. Do tego w papierach Czesio ma strasznie nabrużdżone. Że stopy końsko-szpotawe i, że niedowidzi. Kilkakrotnie pokazywaliśmy mu obrazki z bardzo daleka i wszystkie rozpoznawał poprawnie, więc sądzę, że jak go badali, gdy do nas trafił, to widział tak samo dobrze, ale nie wiedząc, co to kaczka czy pies i nie umiejąc mówić badanie Czesia było absurdem. Czekam na wieści, że adopcyjni rezygnują i nie myląc się niemal nigdy tym razem się mylę- nie zrezygnowali. Wprowadzamy Czesia a Czesio na kolana Adopcyjnej i buziaka, na rączki Adopcyjnemu i buziaka. I na rączki do Pani dyrektor i grubym paluchem na Adopcyjną z pytaniem czy to będzie jego mamusia. Patrzę na Adopcyjnych – ona płacze, on się stara nie płakać ale mu nie wychodzi. Już wiemy. Wezmą. Kupiony. Ludzie bogaci, więc adopcja poszła sprawnie i szybko. Czesio poszedł do luksusów. Zdjęcia przesyłane przez Adopcyjnym cieszyły oko. Rodzice pisali, że wiedza o FAS w Polsce jest znikoma a o RAD żadna. Jeżdżą po całej Polsce na konsultację. Czesio ma codzienne zajęcia z psychologiem, jest rehabilitowany. Uczęszcza dwa razy w tygodniu na SI i biofeedback . Kupili mu psiaka do dogoterapii. Czesio jest z nim bardzo związany. Widać postępy. Na leczenie wydają 5 tys. miesięcznie. Mają wiec mogą. Dzieciak uratowany.

Darek i Elka to bliźniaki. Najbardziej upośledzone z całego rodzeństwa. Podejrzenie wszystkiego. Menelica nie wiedziała, że jest w ciąży, więc nie mogła wiedzieć, że rodzi. Dzieci urodziły się niedotlenione. Lekarze uratowali. Z góry było przesądzone, że nawet za granicą nie znajdzie się nikt chętny na ich adopcję. No i się nie znalazł. Bliźniaki doczekały u nas 5 roku życia i poszły do ośrodka.  Nie wiem, co się u nich dzieje, ale pewnie nie wiele. Wiem natomiast, że będą tam do końca życia.

Felicja, gdy do nas trafiła miała 7 dni. Niemowlak jak niemowlak- malutki , różowiutki i śliczny. Wiadomo, że chętnych na niego wielu. Nie wiem jak, nie wiem skąd o Felicji dowiedzieli się Włosi (znajomości w ośrodku adopcyjnym robią swoje). Włosi już jakiś czas temu nawiązali kontakt z Adopcyjnymi Czesia. Wymieniali się doświadczeniami i widywali się regularnie raz w Polsce raz we Włoszech. Siłą rzeczy o Felicji dowiedzieli się i Adopcyjni Czesia. Oboje chcieli adoptować Felicje. Uważali, że mała powinna pójść do którejś z tych dwóch rodzin. Niestety łączenie rodzin jest ważne tylko wtedy, gdy akurat komuś wygodnie. Pewnie znalazł się ktoś bogatszy albo ktoś, kto miał większe znajomości, bo Felicja pojechała do ludzi, których nikt pracujący w domu dziecka na oczy nie widział. Historia Felicji wróciła do mnie, gdy moje drogi z opisywanym domem dziecka się rozeszły. Pracując w innym miejscu spotkałam trzy letnią Felicję. Jej adopcyjni nie spodziewali się ,że FAS tak wpłynie na tego małego ślicznego bobaska, którego tak pragnęli. Nie dają rady, myślą o rozwiązaniu adopcji. Kłócą się. On chce rozwodu. Mimo, że maja pieniądze nie chcą słuchać rad i rozpocząć terapii. Jeżeli rozwiążą adopcję i mała trafi prosto do domu dziecka- zniszczą ją. Jeżeli nie rozwiążą i nie podejmą działań zniszczą i siebie i ją. Mała mając kilka tygodni poszła prosto z domu dziecka do tajemniczej rodziny. Nikt z nimi nie rozmawiał, nikt od nas, nikt świadomy. Nie wiedzieli co ich czeka, nie wiedzieli o FAS, RAD. Byli tymi co uważali, że dadzą dziecku ładne ubranka, zabawki, pokoik, miłość i tyle. Mieli znajomości. Chcieli dziewczynkę, chcieli noworodka. Byli tymi, co nie wiedzieli, że dziecko adoptowane, noworodek to wielka niewiadoma… To, co dali Felicji, nie wystarczyło- to nie wystarcza dzieciom z FAS. Z tego, co wiem rodzice adopcyjni Felicji rozwiedli się a Felicja została przy mamie. Mama Felicji leczy się psychiatrycznie, tata Felicji złożył do sądu wniosek o rozwiązanie adopcji. Jak to się dalej potoczyło- nie wiem.

W ostatnie święta otrzymałam maila ze zdjęciem z Włoch a na nim dwie rodziny: trzech braci i ich rodziców. Chłopaki są nie do poznania. Tyle lat minęło! Wszyscy chodzą do normalnej szkoły – może nie są w grupie najlepszych uczniów, ale przechodzą z klasy do klasy. Otrzymali nowe życie. Oczywiście nigdy nie było za słodko. Adopcyjni jak sami piszą „przeszli przez piekło” bezpośrednio po adopcji ale podkreślają, że od początku wiedzieli, co ich czeka, liczyli się z tym i podjęli te wyzwanie świadomie. Tym rodzicom udało się stworzyć szczęśliwą rodzinę. Niestety takie historie jak historia adopcyjnych rodziców Antka, Bartka i Czesia nie jest regułą. Powiedziałabym, że to raczej wyjątek."

AM

22 komentarze:

  1. 1. Przydałoby się wyjaśnienie co to jest FAS / FAD
    2. Pewnie ciekawie by było gdyby opisane były jakieś wydarzenia, jak to się toczyło tak to trochę suchy opis
    3. Zdecydowanie kontynuuj pisanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://lavka.pl/wiedziec.html

      Podstawowe wiadomości na temat RAD i FAS.

      Usuń
    2. 1. przydała by się podstawowa wiedza z zakresu obsługi wikipedii (ew. googli)

      Usuń
    3. ... Pijesz do mnie ? :) Ujmujące & pouczające, ale chodzi o to aby wpisy były coraz lepsze jakościowo, prawda ?

      Usuń
    4. Hmmm a wiesz WUJKU DOBRA RADO, że to był prawdopodobnie list w formie elektronicznej (no jak masz takie problemy z samodzielnym wyszukiwaniem informacji to ułatwię Ci zrozumienie mojej wypowiedzi - mam na myśli e-mail) a nie "opowiadanie" autora bloga? Reasumując: nie ON to pisał...
      Zamiast pouczać innych może włącz myślenie. To nie boli.

      Usuń
  2. Jak to czytam to jestm coraz bardziej za polityką sterylizacyjną. Jak u dzieciaka wykarzą FAS to powinno się i babę i dziada sterylizować. Najlepiej farmakologicznie żeby niezasyfiać szpitali w których i tak by nie wysiedzieli do czasu zagojenia się ran. Produkują tylko tacy nieszczęśliwe istoty które cierpią całe życie przez swoich starych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po co przymusowo? Myślę że dobrowolna sterylizacja coś by zmieniła. Taka patolka by się pewnie wysterylizowała, zwłaszcza po którymś dziecku, wiedząc że nie przestanie i nie jest w stanie przestać pić. A tak co ma zrobić? Alkoholizm to choroba, to nie jest tak, że postanowisz sobie że od teraz nie piję.

      Usuń
    2. Myślałam, że czytając ten blog już każdy wie co to FAS ;)
      AM

      Usuń
  3. Co to jest RAD?

    OdpowiedzUsuń
  4. Pisz dalej, jesteś porównywalnie dobra jak autor bloga. Studiuję pedagogikę socjalną z resocjalizacją, z Waszych wpisów mogę się nauczyć więcej niż na niejednym wykładzie. Tam poznajemy suche fakty, nikt nas nie uczula na to, z czym możemy się spotkać w swoim przyszłym zawodzie. Mój temat pracy licencjackiej jest dosyć trudny, bo dotyczy tematyki FAS. A ja nie spotkałam się w praktyce z żadnym przypadkiem. W ośrodkach nie chcą za bardzo studenciaków, więc jak Was czytam, wiem choć odrobinę, jak takie dzieci funkcjonują. Widać, że wkładacie wiele zaangażowania w Waszą pracę. Wielki Szacunek z mojej strony.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak cię to interesuje, możesz sobie przeczytać książkę - "Wojny dziecięce", Baker.
      Tam są omówione w przystępny sposób zagadnienia, dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej. Bardzo ciekawa książka, dająca wiele do myślenia.

      Agaton

      Usuń
    2. Dziękuję, przeczytam na pewno, jak tylko znajdę.
      Ania

      Usuń
    3. zgłoś się na praktyki studenckie do zespołu kuratorów . wtdy moze coś liźniesz z naszej pracy .... książki to ... jak chcesz coś zrobić to masz przesrane a;e warto być kimś takim .... kane

      Usuń
    4. Aniu, bardzo dziękuję. Gdybyś potrzebowała pomocy przy pisaniu pracy- chętnie pomogę. Mój mail: anna.pomocprawna@gmail.com
      AM

      Usuń
  5. Co to jest RAD?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś nie mam przekonania, żeby obywatele obcego kraju, adoptowali dzieci z Polski. A co do sterylizacji patolek, jestem ZA! Pachnie to trochę faszyzmem, ale co zrobić. Jak krzywdę głównie swoim dzieciom wyrządzają.

    Agaton

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem za. Z rożnych powodów. Z powodu możliwości odcięcia się od tego co było tu, z powodu całkowitego braku wiedzy i specjalistów od FAS I RAD w Polsce oraz z powodu tzw socjalu i pomocy Państwa za granicą...
      AM

      Usuń
  7. Skoro nie można podawać alkoholu nieletnim, to czy istnieje przepis mówiący coś o karze w stosunku do kobiety w ciąży będącej pod wpływem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny traktujący kobiety jak żywe inkubatory.

      Usuń
  8. jak po takim art, można sie zastanawiać, czy adopcja zagr. jest dobra - nie wiem; ludzie myślą czymś innym niż ja; dzieci mają prawo do miłości i każdy kto nie jest w stanie zapewnić jej im niech milczy z radami komu i jak zabrać szansę;

    o pijanych i naćpanych inkubatorach pomilczę - szczyt podłości i głupoty;

    antykoncepcja leży totalnie w socjalnej puszczy ubóstwa i głupoty

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytam ten blog od "konca", to ostatni wpis i ogarnia mnie chec napisania historii ze strony dziecka z rodziny... patologicznej. Po napisaniu tego słowa powstaja watpliwosci co do tego, czy to faktycznie PATOLOGIA. Bo to, ze w domu czysto, ze zawsze obiad, ze kochajaca matka (nadopiekuncza to swoja droga), ze ojciec czesto pijany, ale czesto tez nie. Ze bijatyki byly, ale (dawne czasy) dzielnicowy milicjant czesto z "tata" wodke pil. Ze nigdy nasza rodzina "w systemie" nie zaistniala jako patologia. Ze z drugiej strony mialam kolezanki w podstawowce, ktore ojciec z nozem ganial, czy wyrzucal telewizor przez okno. U mnie tego nie bylo. Wiec nie bylam "patologia". Ale czy naprawde? Nawet wtedy, gdy ojciec uderzyl matke w brzuch tak mocno, ze nie wstawala, nie wydawala zadnego dzwieku bardzo dlugo (dla 10-12 letniej dziewczyny bylo to bardzo dlugo). Jedyny telefon - stacjonarny, mialam z pokoju dluzsza droge niz "ojciec". Mysli... "co mi zrobi, jak mnie dorwie, gdy zadzwonie po pomoc" - bezcenne. Niby nie patola. Ani nie ma brania z pomocy spolecznej, ani alimentow, ani skarg sasiadow, ani nadzoru kuratora, nic. Taka szara strefa. Niby wszystko dobrze, a dzieci jakies skrzywione w dorosly swiat wychodza. No chyba ze to ja jakas slabsza jestem i glupsza i czegos nie kapuje.

    (znakow interpunkcyjnych z reguly w internecie nie uzywam, teraz mam lat 30+, od 6 nie mieszkam w Polsce, od 4 lecze sie antydepresantami, mialam 1 terapie, wlasnie wybieram sie na druga, zyje od 10 lat z czlowiekiem, ktory tez tylko z nazwy nie byl patologia, a dzialo sie tam wiele, do dzis ma blizny po "tatusiu" i... jest nam strasznie ciezko stworzyc normalny dom dla naszych dzieci... moze nie powinnismy ich razem na swiat powolywac. moze mozna bylo inaczej, lepiej. moze, moze...
    W sumie nie wiem, po co to pisze. Chyba po to, zeby wskazac na to, ze nawet w tej pracy kuratorskiej, gdzie samo szambo i pijanstwo, to i tak nie cale zlo. Jest tez zlo, powolutku, szeptane do ucha, dzien po dniu, gdzie rodzice pracuja, gdzie nie ma pijackich burd, a dziecka glowa i tak moze zostac wbita na (sorki za brak specjalistycznego slownictwa) szpikulec na szpule na nici w maszynie do szycia, gdzie dziecko moze byc zmuszone do zjadania wlasnych wymiocin, gdzie dziecko po upadku z hustawki, ktora w locie powrotym poberwalo w nos nie jest zawiezione ani do lekarza ani do szpitala, gdzie dziecko kleczy godzinami w ciemnym pokoju. Tylko tam wszystko dzieje sie po cichu. nikt tego nie zglasza. Wszystko jest w porzadku, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja jestem za zakazem sprzedaży alkoholu w ogóle. Świat bez etanolu... Dla mnie raj na ziemi. Za dużo widziałam, żeby wierzyć, że alkohol jest dla mądrych ludzi, każdy człowiek w swoim życiu bywa głupi, źle gdy wtedy ktoś inny na tej głupocie ucierpi. Jazda po pijanemu... picie w ciąży... przemoc... nie mówiąc o tym, że alkohol to trucizna... Jeżeli ktoś ma przyjemność jakąś z picia, jakieś pozytywy alkoholu... sorry, ale są zbyt małe w porównaniu z ogromem zła, który z niego wynika. Dla mnie to niewiele różni się od narkotyków, tylko umiera się powoli... Narkotyki są nielegalne, wiadomo, że mimo to jest do nich dostęp, ale nie na taką skalę jak do alkoholu.

    S

    OdpowiedzUsuń