środa, 20 czerwca 2012

Babuszka


W odmętach ludzkiej beznadziejności można natknąć się na zapomniane miejsce. I ja do takiego trafiłem, robiąc wywiad w celu znalezienia opiekuna prawnego dla jakiejś osoby znajdującej się w Domu Pomocy Społecznej. Podano mi adres i w zleceniu napisano zapytanie, "...czy ktoś z członków rodziny wyraża zgodę na bycie opiekunem prawnym dla jakiegoś tam biedaka w dps-ie". Szukam więc chałupy, którą ludzie określają „Panie, tam w lesie” i wskazują ręko w bliżej nieokreślonym kierunku. Kurwa, zakląłem wtedy, na myśl o przedzieraniu się lasem bagnistymi błotami. Najbardziej wkurwiającą rzeczą w tej robocie na wioskach jest brak zasranych, jebanych tabliczek na domach. Że też nikt, kurwa, tych ludzi i sołtysów nie pogoni, by ludzie wieszali tabliczki z numerami domów. Albo chociaż farbą na swojej chałupie namazali numer!. Ale nie, jeździsz jak ten palant po wiosce w tą i w tamtą i szukasz chałupy. Numery popierdolone, bo często jest tak, że ktoś kiedyś postanowił zrobić porządek w numeracji i doszedł tylko do połowy wsi. A potem kurwa pytasz się ludzi o numer, a oni „ale nowy czy stary?”. A skąd ja mam kurwa wiedzieć? Nie lepsi są napływowi. Stawia taki dom, ale numerku tez nie powiesi. Bo, kurwa, w Castoramie ładnych nie było. Chuj mnie to. Farbą namaluj. Albo ci wymyślą numeracje „11A/a” , „13 F/2a” – jak ze snu pijanego wójta. Jeszcze lepsze są ulice na wsi. Wystarczy że pobuduje się kilka nowych domów, a już uliczkę robią. Nazywa się potem taka standardowo „Brzozowa”, „Dębowa” czy jakiś inny krzak, ale kurwa oznaczenia tej ulicy to już za chuja nie znajdziesz. Nawet debilnej tabliczki ci nie wkopią w ziemię, bo po chuj.
Tak więc jadę tym lasem, wypatrując jakiejś chałupy zapomnianej już dawno przez Boga, by znaleźć jakiegoś opiekuna dla nieszczęsnej istoty ludzkiej, która swój marny żywot prowadzi w jakimś przytułku dla obłąkanych i psychicznie chorych, nafaszerowana lekami czwartej lub piątej generacji, bo ładnie to brzmi, a tak samo od wielu lat tłumi ostatnie pokłady inteligencji w upośledzonej lub trawionej chorobą psychiczną mózgownicy. Im dalej posuwam się swoim samochodem, tym większy i gęstszy las jest, a droga którą się poruszam, coraz niebezpieczniej zarasta krzakami.
Uwielbiam takie klimaty. Jedziesz i nie wiesz co zastaniesz. Żyją na tym świecie jeszcze ludzie, gdzie czas zatrzymał się 50 lat temu. Są domy bez energii elektrycznej, bez bieżącej wody, z wychodkiem na zewnątrz. Niby do miasta niedaleko, a jednak…
Wyłania się, skowyt ludzkiej nędzy, naznaczony zębem czasu. Chałupina z zarwanym do połowy dachem, z sypiącym się drewnianym płotkiem, od 30 lat nie malowanym. Płot zżarty przez próchnicę, jak szopa drewniana stojąca obok – niemy świadek ludzkiej degrengolady. Pomiędzy chaszczami od resztek furtki do zabudowania wydeptana ścieżka. Znaczy się ślad życia.
Idę tą ścieżką, zbliżam się powoli do drzwi, które półotwarte zapraszają do wewnątrz. W sumie, kto tu przychodzi? Pewnie tylko ja i demony ludzkiej tragedii i beznadziejności swojego życia. Kim jesteście ludzie, żyjący tak, jakby czas nie istniał.
Sumienie. Zastanawialiście się czasem jak wygląda sumienie ludzi, którzy swoje życie utrzymują dzięki instynktowi przeżycia? Czy maja taki sam szacunek do zwierząt jak ty? Czy ich szacunek do innych ludzi jest podobny do twojego? Nie. Ich sumienie jest stępione. To co dla ciebie jest złe, obrzydliwe i straszne – dla niego jest normą. Norma środowiska w jakim się obraca. Czy zastanawiałeś się czasem, kto dał komu prawo ustanawiania norm? I czy te ustanowione normy są normami prawdziwymi i prawidłowymi.
Czym jest choroba psychiczna? Jest niczym innym jak zachowywaniem się inaczej niż chcą normy. Jak ktoś słyszy głosy powiemy jest chory psychicznie, a co jeśli to my jesteśmy chorzy, bo tych głosów nie słyszymy? Zastanawiające, prawda?
Wchodzę to tej chałupy, pewien obaw i lęków co tam zastanę. Cisza. Pusto. Nie ma nikogo. Słyszę tykanie zegara. Tik, tik, tik. Jak w jebanym Pan Tik Tak.  Wchodzę dalej. Obok mnie pomieszczenie z piecem chlebowym. Taka wielka góra gliny z otworem w środku do pieczenia chleba. Kurwa, przed pierwszą wojną chleb piekli w czymś takim. Wołam, nawołuje kogoś. Cisza. Cholerna cisza.
W ogóle w pomieszczeniu panuje półmrok. Czuć zapach palonego drewna. Podłoga jest klepiskiem, utwardzona glina. Jakiś stół, krzesła, meble 50 – letnie. Wszędzie pełno szmat, różnych drobiazgów jakby ze śmietnika ktoś je wygrzebał. Stęchlizna.
Ale ktoś tu mieszka, musi mieszkać. Tylko gdzie jest? Gdzie poszedł? Co robi? Postanawiam wracać do wioski. Pogadam z sołtysem, popytam ludzi. Wsiadam z powrotem do samochodu i jadę. Po drodze spotykam JĄ. Babinkę niosącą chrust na opał. Kurwa, folklor jak cholera. XXI wiek a ona chrust nosi. Zdziwiło mnie to i zaszokowało. Egzotyka jak dla mnie. Nie ten świat.
Pytam ja o ubezwłasnowolnionego. Zatrzymała się, poprawiła chustę na głowie, lekko się wyprostowała. Patrzy na mnie, jakby niewidzialnymi oczyma. Ubrana w walonki i waciak, jak z pegeeru 50 lat temu. Powtarzam pytanie. To ją ocknęło. Patrzy na mnie i zaczyna coś wołać. „Nie pójdę, zostawcie mnie, nie chcę!!” Tyle zrozumiałem z jej słów. Wychodzę z samochodu i krzyczę żeby zaczekała, ale ona pobiegła, śmiesznie podrzucając chrust co chwile zsuwający się z pleców. Nie wiem czy jechać za nią, czy odpuścić. Stoją jak ten kołek na środku lasu i patrzę na oddalająca się postać. Zburzyłem jej porządek dnia. Wprowadziłem zamęt w jej ułożony w bardzo prosty sposób świat. Spowodowałem że zaczęła się bać, zaczęła uciekać nie oglądając się za siebie.
Kim jesteś kuratorze, wchodząc do świata ludzi bazujących na prostych potrzebach. Ty, wykształcony, elokwentny, znający się na prawie i wiedzący jak należy żyć, by prawa nie łamać i nie zaniedbywać obowiązku wobec państwa, stajesz przed babinką, której świat jest prosty i nieskomplikowany i wymagasz od niej tego, czego ona nigdy nie pojmie. Jak jej wytłumaczyć, ze ma być opiekunem prawnym, pisać sprawozdania do sądu, reprezentować jakiegoś człowieka. Jak? To jest jej syn. Zawsze głupi, zawsze nieporadny, zawsze się z niego naśmiewali. Jej syn był dziwakiem. Znosił śmieci do domu, prawie w ogóle nie mówił, dziwnie się zachowywał. Mieszkał tylko z nią, która go karmiła i opiekowała się nim. Do czasu.
Dziwak trafił do DPS-u. Rozrabiał, a choroba uniemożliwiała prawidłowe funkcjonowanie. Ludzie na wiosce mówili ze gwałcił matkę – babuszkę. Ile w tym prawdy, nie wiem. Ona nigdy się nie przyznała, a nikt tez specjalnie nie dociekał czy jest to prawda. Po co problemy, jak znaleźć dowody, jak ustalić prawdę?
Babuszkę chcą zabrać do Domu Starców. Ona nie chce. Woli swój świat, bezpieczny dla niej i prosty, nieskomplikowany. Nie chce ingerencji innych. Nie chce sądów, DPS-ów, domu Starców. Nie chce pracowników socjalnych i kuratorów. Chce żyć i umrzeć tam, gdzie się urodziła. W miejscu jej znanym i bezpiecznym. Taki jej los.

32 komentarze:

  1. Kurcze, czytajac ostatni akapit az mnie ciarki przeszly
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Z dupy wpis, jakieś moralniactwo, nie masz monopolu na idealne postępowanie więc nie pisz jak byś miał. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolego, szkoda ze piszesz anonimowo, ale mój blog, moje przemyslenia, moje teksty. Każdemu za kazdym razem nie dopasuje. Pozdrawiam i miłego dnia zycze.

      Usuń
    2. Panie anonimowy chyba żeś nie zrozumiał tego wpisu. Nikt tu o żadnym monopolu nie mówi, a wręcz przeciwnie...

      Usuń
  3. @up - ależ autor wcale nie uzurpuje sobie prawa do tego, wręcz przeciwnie, przeczytaj jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze piszesz, szkoda, że nie codziennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, codziennie nie dałbym rady. Tym bardziej że zawodowo tez dużo [isze (znaczy makulatury do akt:)

      Usuń
  5. Mnie też wkurza brak oznakowania budynków i ulic. A zdarza się to mi najczęściej w środku miasta, idziesz, niby cywilizacja w pełni, a do czorta, trafić nie można, bo budynek na budynku, a oznakowania nie ma i weź szukaj..... grr :[

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie dobry tekst. jak dotąd najlepszy m/z...
    Tomek

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje relacje są niesamowite. Niby XXI wiek a tu proszę jakie kwiatki. Z zapartym tchem czytam i już nie mogę doczekać się kolejnych wpisów. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, tekst jest dobry. Sklania mnie osobiscie do myslenia.
    Chwila refleksji...
    Kobieta sama, wystraszona, w swoim swiecie. Moim zdaniem nie warto ingerowac w jej zycie. Sama chciala sie oddalic.
    A smutne jest to, ze nie umie stawic czola rzeczywistosci. Jest zamknieta w swoim malym swiecie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Generalnie tekst mi się cholernie podoba, jest świetny, klimatyczny i życiowy. Jednak nie podoba mi się jedno, jak mniemam, zakładasz że człowiek uboższy o wszelkie udogodnienia technologiczne, zasiłki, wyrafinowane schematy społeczne jest głupszy, gorszy [nieco za mocne słowo, ale cóż]. Osobiście nie zgadzam się z tym, Ba! uważam nawet że "odłączenie" człowieka od wszelkich udogodnień otwiera go umysłowo, składnia do refleksji i usamodzielnia

    OdpowiedzUsuń
  10. Owszem Mikołaju, ale to już "inna inszość" . Kto powiedział , że każdy z nas MUSI brać udział w wyścigu po zdobycze cywilizacji.
    Jeśli komuś dobrze tak jak ma, a nie krzywdzi przy tym innych to nie ma tu za wiele miejsca na wtrącanie się.
    Ale nie zauważyłem w tekście tego o czym piszesz. Wręcz przeciwnie - odrobinę, a może i całkiem sporo refleksji.
    I te same wnioski.
    Przeplecione "wacusiami" i innymi "jobami" ale to już zaczyna mieć swój urok :)
    Tomek

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurde jak ja czekam zawsze na nowy wpis... Mogłoby być częściej. Polubiłem Twoje wpisy i poleciłem znajomym, oni też polubili, nawet moja mama co ledwie umie przelew zrobić internetowy czyta Twojego bloga !

    Czekam na więcej !

    August11

    OdpowiedzUsuń
  12. Babinka, znam takie babinki i takie domy ze starym , nowym i nowszym numerem. Pochodzę z takiej wsi, gdzie obcy nie znajdzie po nazwisku, bo każdy we wsi ma przezwisko a nazwisko , to Panie w dowodzie i urzędzie.Świetnie przedstawiona sytuacja takich miejsc i ludzi. I osobiście wolę taką ,,znieczulicę,, Babinki i jej własny świat do którego nie chce wpuścić obcych , niż patologię blokowisk.
    Jest patos i godność w oczekiwaniu kresu zycia ,,na swoim,,.

    OdpowiedzUsuń
  13. Narzekacie na braki numerów na niektórych domach i słusznie. Każdy w takich miejscowościach się zna z imienia i niazwiska. Listonosz też wie i dostarczy przesyłkę pod wskazany adres, nawet jakby nie było numerów w ogóle.
    Z numerami też jest pewien bałagan. Nieraz się zdarza na wsi polskiej, że stoi dom drewniany przykładowo z numerem 21,w którym mieszkają dziadkowie, a obok tego starego syn postawił nowy, i ma numer 412. Bo nie zgodzili się w urzędach, żeby dwa domy miały ten sam numer. Chociaż wiadomo, że jak umrą dziadkowie, to starą ruderę syn rozbierze.
    W Irlandii, kraju dużo bogatszym od Polski, też pisali, że w ogóle tam małe miejscowości nie mają numerów domów. I obcemu nieraz dużo ciężej jest trafić. Dla miejscowych gdzie się wszyscy znają, nie ma to problemu. Ale dla ludności napływowej, odbiór listów i przesyłek pocztowych, stanowi duże utrudnienie.

    Miałem raz przypadek, pewien "rolnik" 50-kiluletni, mieszkał sam w chałupie odziedziczonej po rodzicach, która nie nadawała się już do zamieszkania. Nie pił alkoholu, ale był chory na cukrzycę. Miał jakieś 4 hektary pola w górzystym terenie, i od lat nie uprawiał. Za nic nie chciał do DPS-u. Twierdził, że to jego ojcowizna, nigdzie nie pójdzie, i w takim "ośrodku" nie będzie się z nikim użerał. Bo tam różni ludzie mieszkają i woli zostać na swoim. Dostawał jedynie 150 zł zasiłku na dożywianie i sąsiedzi a także rodzina mu coś tam pomagali. Czasami przynosili mu obiady.
    Mopsiary, żeby nie przychodzić do niego co miesiąc i robić wywiadów środowiskowych. Chciały go "uszczęśliwić" na siłę, ubezwłasnowolnić sądownie i w DPS-ie umieścić przymusowo.
    Ja napisałem mu pismo do sądu w jego imieniu, że on nie chce do DPS-u, gdzie polski podatnik musiałby płacić ponad 1800 zł miesięcznie za pobyt w tym ośrodku. A jak będzie sam mieszkał to wyniesie podatnika dużo mniej. Bo wiadomo, zasiłki z opieki są bardzo mizerne.
    Sędzia nie wyraził zgody na ubezwłasnowolnienie i umieszczenie wbrew jego woli w DPS-ie. Wójt gminy, chcąc nie chcąc, załatwił mu stary "wóz Drzymały" z jakiejś budowy, żeby miał gdzie mieszkać. Bo chałupa nadawała się tylko do rozbiórki. Nie wiem czy jeszcze żyje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Najlepszy wpis jak do tej pory. Czytało mi się go znakomicie, a przy tym zmusił mnie do pewnej refleksji nad tym, że jeszcze jest wiele miejsc w naszym kraju gdzie czas się zatrzymał.
    Aż chciałoby się przeczytać więcej, dalszą część historii. Kurczę powinieneś napisać książkę, bo piszesz w bardzo wyrazisty sposób o sprawach nie 'popularnych', o takich które rzadko pojawią się w mediach, ale nawet jak już są, to jednak nie są tak dokładnie przedstawione, jak to Ty robisz. Głupio mi się zachwycać nad tym wszystkim, bo to w końcu samo życie, ale jest to życie z którym mało kto z nas nie ma do czynienia na co dzień i ma się wrażenie jakby istniał drugi świat, surrealistyczny.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wpis jak zawsze ciekawy.
    Jedna rzecz tylko.
    Pisze się reką a nie ręko.
    Ale to pewnie z pośpiechu :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak bóg mi świadkiem, nigdy nie piszę komentarzy, ale teraz muszę. Twoje wpisy są coraz lepsze, tak trzymaj i waż się popaść w banał!

    OdpowiedzUsuń
  17. Z twojego opisu wynika ze ta wioska to wspaniale miejsce, gdzie nie dotarla patologia wspolczesnego swiata. Chcialbym tam mieszkac, nawet w takiej chalupce z piecem i klepiskiem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przez chwilę poczułam się jakbym czytała o wsi, w której się wychowałam. Brrr. Przejmująco przerażający tekst.

    OdpowiedzUsuń
  19. Twój tekst zmusił mnie do refleksji i wróciły wspomnienie. Miałam zlecony wywiad w sprawie dot. umieszczenia starszego człowieka, oczywiście wbrew jego woli, w DPS-ie. Mężczyzna, wg pań z MOPS-u, mieszkał w warunkach niegodnych człowieka i one w swojej "dobroci" bardzo chciały mu pomóc. Poszłam i zobaczyłam niedokończony bliźniak, praktycznie w stanie surowym zamkniętym. W środku starszy człowiek, miły,chętny do kontaktu z kuratorem ale zdecydowany zostać w swoim domu. Absolutnie nie wyraził zgody na przeprowadzenie się do jakiejkolwiek placówki. Miał miejsce do spania, gotował na kuchence z butlą gazową. Zbierał złom, miał na jedzenie. Ale nie o tym chciałam. Ile godności miał ten człowiek. Czułam się zażenowana, że w ogóle mam mu proponowac rozwiązanie narzucone, po donosach sasiadów, którym przeszkadzał, przez pracowników socjalnych. Na koniec naszej rozmowy, zaproponowałam Panu, że chętnie podzielę się z nim moimi zakupami jedzeniowymi. Pięknie odmówił a mnie było wstyd, że w ogóle wpadłam na tem pomysł i Go uraziłam. Było to z 8 lat temu a pamiętam tę lekcję godności do dzisiaj. Niestety, pomimo mojego pozytywnego dla tego Człowieka wywiadu, sąd przychylił się do wniosku MOPS-u.

    OdpowiedzUsuń
  20. Myslę, ze z wpisu na wpis zmieniają się Twoje teksty. Dla mnie są duzo łagodniejsze i przynajmniej ten ostatni nie powoduje u mnie ani dreszczy na calym ciele ani tez smutku, w sumie radosci tez nie. Oczywiscie, jest dobry jak kazdy Twoj poprzedni ale nie ze wzgledu na historię ktora przedstawia, tylko na rekę ktora go napisała. Cały blog uwazam za rewelacyjny i zycze Ci szczerze powaznej publikacji. Moze niekoniecznie jutro czy za tydzien, ale jak juz rozwiniesz swoje pisarskie skrzydełka. Ciekawa jestem, czy umiałbyś stworzyc historię na ksiązke. Od poczatku, z głowy. Opisujesz fantastycznie, ale duzo jest "dobrych" blogow w "necie". Daj z siebie coś wiecej ;] pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytając ten tekst zauważyłem jeszcze inne skojarzenie. To jak opisujesz ludzką biedę, upodlenie i świat nieznany "zwykłym" obywatelom przypomina mi Fiodora Dostojewskiego czy Wiktora Hugo. Moim zdaniem powinieneś wydać zbiór opowiadań.
    arc

    OdpowiedzUsuń
  22. moja ciocia-babcia tak żyje sobie na obrzeżach miasta w starej popeegierowskiej kamienicy. Popyla swoim składaczkiem do lasu jak jest lato i zbiera chrust na zime, po trochu aż się uzbiera cała komóra. I tak sobie żyje od lat, to już jest przyzwyczajenie, nic więcej nie potrzeba, tylko ewentualnych ułatwień w tym co robi. Normalnie sobie żyje i nie ma się co przypierdalać ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dzięki wielkie za ten blog...też jestem kuratorem i wiele dylematów, których nie mają moi pracodawcy:/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. czy świat tej Pani jest uboższy, prostszy - a ona słabsza od nas bohaterów kaloryferów i windy?

    czuj więcej i więcej, i pisz - czytam i 'tracę czas' bo zajmuje mi sporo czasu zatrzymanie myśli na tym co mija tak samo szybko każdemu

    gdybyś zawiózł tej kobiecie chrust to - poszła by po następną wiąchę dziś by mieć jeden dzień w zapasie

    czasem nam się wydaje , że coś musimy - a to nigdy nie jest prawda
    nawet chrustu nie musimy czasem
    nawet żyć nie musimy
    jeden dzień nic nie musieć to jest ten dystans = szczęście bo niebo nade mną
    100 lat codziennych czy pięć dni poza udręką choćby pamięci
    czy umiemy wybrać?
    nazwać?
    o co nam chodzi
    chcę .... wiem na pewno
    :-)
    czytam sobie :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. tekst dobry ...w tym akurat nieco przesadziłeś z przekleństwami , przeważnie są one wtrącone dowcipnie lub faktycznie ukazują stan emocjonalny jakiego doznajemy podczas podobnych sytuacji jednak tu odnoszę wrażenie , ze gdzieniegdzie zostały one wpisane jakby ,,na siłę'' . Całość mi sie jednak podoba . Pozdrawiam. kgb14

    OdpowiedzUsuń
  26. I am sure this piece of writing has touched all the internet visitors, its really really pleasant
    article on building up new website.
    Also see my site - czyszczenie bik

    OdpowiedzUsuń
  27. Pięknie napisane, od 2 dni czytam Twojego bloga, obowiązkowa codzienna lektura.
    Mnogość opisów jak u Bruna Schulza z klimatem z powieści Sapkowskiego.
    Ktoś w komentarzach do wcześniejszych wpisów proponował wydanie książki, zamawiam kolejny egzemplarz :)

    OdpowiedzUsuń