Zainteresowany nowym tekstem?
www.mydrea.ms
Nie jest lekki, ostrzegam
„Pomocną rękę należy podać tym, którzy mądrze walczą, a nie mogą dać sobie rady.” - Stanisław Grzesiuk (z książki Pięć lat kacetu) Przedstawione historie są fikcją literacką, a zbiezność ze zdarzeniami i postaciami występującymi w rzeczywistości, jest jedynie przypadkowa. Zamiarem autora nie jest w sposób negatywny przedstawianie osób objętych postepowaniem sądowym a w pracy zawodowej kieruje się ogólnie pojetym dobrem każdej jednostki.
środa, 8 lipca 2020
czwartek, 28 maja 2020
poniedziałek, 13 kwietnia 2020
Drodzy koleżanki i koledzy kuratorzy...
Drodzy koledzy, koleżanki
kuratorzy
Wstałem
dziś rano i z przyjemnością czytam komentarze odnośnie ostatniego
artykułu, jaki umieściłem. Oczywiście nie jest to przyjemność
spowodowana tym, że wśród tego zawodu jest tyle różnych tragedii
życiowych, ale dlatego że generalnie ponad połowa kuratorów się
zgadza z tym, co przeczytało. Ale przyznać też muszę rację tym,
którzy piszą że taki wypis „niedoskonałości pracowników”
można znaleźć w każdym zawodzie – niestety ale to domena takich
służb jak Policja, Służba Więzienna no i kuratela. Obracanie się
w środowisku osób zdemoralizowanych ma wpływ na nasza psychikę,
działa na nią destrukcyjnie i jeżeli nie posiadamy wewnętrznych
lub zewnętrznych mechanizmów regulowania jej – stajemy się tym,
kim są nasi „klienci” często nie zdając sobie sprawy.
Dlatego
też, dla równowagi muszę napisać kilka słów o kuratorach jakich
spotkałem w wieloletniej pracy i jacy mi zaimponowali. To kuratorzy
którzy swą opanowaniem i rozwagą nie raz studzili gorące głowy,
którzy zyskali takie zaufanie dozorowanych/nadzorowanych, że ci po
latach przychodzili o poradę życiową, to kuratorzy z pasjami,
spełniający marzenia, dumnie i odpowiedzialnie kroczący przez
życie, to artyści z wrażliwą duszą. Wiele osób wspominam, bo
niektórzy z nich to także nieźli kawalarze, z którymi się wódkę
wypiło.
W
ostatnich czterech latach byłem świadkiem odejścia na emeryturę 4
pań kuratorek. Może to tylko zbieg okoliczności, ale każda z nich
jest samotna, rozwiedziona a o co najmniej jednej wiem, że aktualnie
pije. I to strasznie pije. I tak zaczynam przyglądać się otoczeniu
od kilku lat i ze smutkiem stwierdzam, że jest coraz gorzej.
Bloga
zacząłem pisać 8 lat temu. Sam nie wierzę że to już tryle lat
minęło. Zabrałem się do niego ponieważ przestałem zgadzać się
z zastawaną rzeczywistością. Szukając sposobu ekspresji
literackiej, chciałem szokować ale jednocześnie wzbudzać
refleksje. Dobry artykuł, przekaz poznaje się po tym, że wzbudza
emocje – niezależnie czy dobre czy złe, ma szokować i powodować
reakcję odbiorcy. I to właśnie Wasze reakcje tak go wywindowały.
Już pominę straszenia prokuratorem, propozycjami wydalenia mnie ze
służby, innymi kuratorami który za wszelką cenę chcieli mnie
poznać i jak mniemam podpierdółkę przed awansem zrobić. Było,
minęło, mam się dobrze, nikt mnie nie zwolnił a i jeszcze nagrody
dawali za wyróżniającą pracę. Bloga czytali (może jeszcze
czytają) w Ministerstwie Sprawiedliwości i jakoś tragedii z tego
nie ma. Na uczelniach książka jest polecana studentom
resocjalizacji, mam fanów wśród sędziów i prawników, adwokatów,
którzy polecają moje artykuły. Ale najwięcej przykrości, jadu i
niezadowolenia spotkało mnie ze strony kuratorów, którzy wręcz z
nienawiścią o mnie mówili – na szczęście to niewielka ilość
w stosunku do całości.
Zawsze
uwielbiałem czytać komentarze o tym że powinienem się
zdiagnozować, że nie nadaję się do tego by być kuratorem. Swoje
zdrowie psychiczne kontroluje na bieżąco, właśnie z powodu
obserwacji które poczyniłem. To dla zdrowia psychicznego
stwierdziłem, że muszę odpocząć od tego zawodu, że chce zająć
się czymś innym. Obserwuje teraz fora na facebooku gdzie kuratorzy
zakładają związki zawodowe, zaczynają walczyć o należne prawa
ale też o komfort psychiczny i jestem dumny. Ja 8 lat temu miałem
wsparcie tylko jednego kuratora ale udało mi się zainteresować
swoją działalnością onet.pl, wydawnictwo, Newsweek, Przekrój,
Politykę i wiele innych pomniejszych gazet ogólnopolskich, nie
wspominając o propozycjach audycji radiowych czy polecające mnie w
internecie osoby z pierwszych stron gazet. Bo zapominamy, że w pracy
jaką wykonujemy na pierwszym miejscu powinniśmy liczyć się MY.
Nasze zdrowie, nasz komfort psychiczny, nasze potrzeby. Bo to MY
pracujemy w środowiskach trudnych, to MY bierzemy na siebie cały
ciężar obciążenia psychicznego. A gdy jest go za dużo – to MY
sami niszczymy siebie, odnajdując potem naszą postać na liście
którą sporządziłem.
Nawet
nie wiecie, jak wielu kuratorów zawodowych pisze do mnie, aby tak po
prostu napisać że zgadza się z tym co tu czytają. Jak mają
problem z alkoholem, jak mają dość tej pracy ale nie odejdą, bo
nigdzie indziej ich nie zatrudnią, a jak już to kasjerką w
markecie może zostać bo mają po 50 i parę lat i się boją
zmiany. I ja ich rozumiem.
Ciesze
się, że mam tyle fanów wśród Was, że doceniacie moje starania.
Ciesze się że powstały związki zawodowe, które mogą wywierać
presję, bo nie oszukujmy się, Krajowa Rada Kuratorów to bardziej
opinie/propozycje/sugestie ale tak żeby ministra nie urazić. No
cóż, asekuracyjni są, w teren niewielu z nich jeździ a jak już
to bardzo okrojony, wynagrodzenie mają większe niż kuratorzy
liniowy a inni dostają także dodatki za bycie delegatem, więc co
się dziwić, że nie chcą się wychylać. Ja ich rozumiem – o
wiele czystsza psychicznie praca.
Drodzy
koledzy, koleżanki kuratorzy. Niedługo i u mnie zmiany. Przekonacie
się wchodząc któregoś dnia na bloga. Wytrwałości.
Pozdrawiam.
niedziela, 12 kwietnia 2020
Witaj w świecie kuratorów...
Jako że koronawirus panuje w Polsce i przymusowe siedzenie w domu
powoduje, że można pierdolca dostać od tępego patrzenia na naiwne
seriale, czas powiedzieć trochę o kurateli z pozycji kuratora. O
ile historii patoli już się naczytaliście, to z przyjemnością
zapoznam Was z patolą po drugiej stronie, czyli „Patole pomagają
patolom”.
Oczywiście
nie chcę generalizować, jest rzesza ludzi z dobrze poukładanymi
mózgami, ale tacy nie wytrzymują tu za długo, tudzież spierdalają
do innych zawodów bo widzą jak ta praca niszczy człowieka. Tak,
kochany czytelniku – praca z patolą niszczy. Po kilku latach pracy
z pijakami, przemocą, odwiedzaniem ciągle tych samych chałup a w
szczególności obciążeniem psychicznym jaki masz na głowie – bo
pamiętaj, jak patola zrobi coś medialnego – to Twoja wina, że
nie dopilnowałeś, Twoje postrzeganie świata będzie bardzo
zaburzone, a normą stawać się będą wszelkiego rodzaju dewiacje
społeczne i patologie. I poniżej przedstawię Wam krótką
charakterystykę kuratorów z którymi w swojej wieloletniej pracy
się spotkałem.
Alkohol – wróg publiczny nr 1 kuratorów, ale tylko wobec nadzorowanych. To ze wielu kuratorów ma problem z chlaniem to żadna tajemnica. Praktycznie nie ma zespołu kuratorskiego, w których nie byłyby osoby uzależnione od alkoholu. Oczywiście te osoby w ogóle się nie leczą bo jak? Pójdą do kolegi z Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych? Chleją patole, nie on. Lubisz wódę? Zostań kuratorem. Szybko wtopisz się w tłum sobie podobnych.Jebanie na boku – jak nie lubisz alkoholu, możesz popaść w inne uzależnienie. Seksoholizm o ile dla niektórych wydaje się najzdrowszym z uzależnień, tak samo rypie Twoją psychikę jak inne. A to że obracasz się się w środowisku kurew, cichodajek i innych kuratorów którzy mają ten sam problem, nie ułatwia. Jebanie na boku jest bardzo popularnym sportem u każdej z płci. Złe emocje trzeba rozładować.
Misjonarze - Pracując 24 godziny na dobę z patolami, od rana do wieczora
jeżdżenie po chałupach i kontrolowanie powoduje, ze przestaje się
dla Ciebie liczyć wszystko inne. Okazuje się że w weekendy
nadrabiasz w domu papierologię, a w tygodniu odwiedzasz chałupy, bo
ktoś zadzwonił że Jolka pije, że dzieci brudne, albo była
awantura domowa. Ty masz misję, służbę i chcesz mieć kontrolę
nad patolami, bo wiesz, później zarzuci ktoś że niedopilnowywanie
…. Zanim się obejrzysz, mąż, żona odeszli lub żyją obok. Ty
masz patolę, której musisz pomóc. Służba, kurwa, służba.
Narzekający (kurwami na lewo i prawo rzucający) - "O kurwa", najgorszy typ kuratorów na świecie. Łazi ci taki po sądzie i pierdoli jak to kurwa dużo wywiadów. Jak to przejebane kurwa jeździć po chałupach, jak to kurwa szkoły piszą do sądu a nic nie robią, a to kurwa znowu bachory u patolki coś nawywijały, a to kurwa Policja interwencje miała, a to kurwa kontrola, a to kurwa pojebany kierownik/sędzia/ okręgowy coś wymyślił, a to zjeb jakiś skargę napisał, a to kurwa pilny wywiad….. liczba przekleństw zawstydziłaby niejednego podsądnego.
Nerwicowcy.
Taki jest perfekcyjny. Teczuszki wyprowadzone, akta pospinane, zawsze
na czas, pięknie i cudownie wszystko w dokumentach gra. Gdyby mógł
to codziennie by sprawozdanie kierownikowi składał z podjętych
czynności w terenie. Jednakże taki nie powie że nie śpi po
nocach, wymiotuje, nie je, rzyga robotą. To tego mąż/żona
prawdopodobnie ma kochanka, bo nie daje rady już perfekcjonizmem, a
małżeństwo jest na papierze.
Lansiary. O tak. Kuratorki z dużych miast. W teren w szpilkach, tipsy, sztuczny najtańszy rzęs przyklejony. Siłka i inne fitnessy. Przeważnie 30-35 lat, bezdzietne, faceci mają siłownie lub biznesy w budowlance, w teren BMW X1, lub AUDI. Taka gardzi większością kuratorek mających dzieci na utrzymaniu, nie brata się z pospólstwem. Dobierają się w zespołach kuratorskich w pary i praktycznie z nikim nie rozmawiają więcej. Tak jak nie szanują koleżanek i kolegów – tak nie szanują nadzorowanych.
Pracoholicy.
Praca i chuj. Taka kuratorka myśli że bez niej patola sobie nie
poradzi. Wymienia lodówkę – odda patoli. Zmienia laptopa – odda
patoli. Zawsze i wszędzie na usługi patoli będzie. Przeważnie
bezdzietna, bez męża, bez konkubenta, po pięćdziesiątce. Z
objawami depresji lub nerwicy. Najlepsi dla przełożonych. Za pochwałke tudzież medal od Ministra - tak, w Polsce minister daje medale dla miernych ale wiernych, szczególnie dla tych ponad 35 lat w zawodzie.
Rozwodnicy.
Jedna trzecia kuratorów to samotni lub rozwodnicy. Czasami geje,
których w wymiarze sprawiedliwości jest ich dość dużo. Uważam
że to oni powinni zostać kuratorami rodzinnymi – mają
najbardziej obiektywny pogląd na sytuację dzieci w rodzinach.
Rozwodników znam tak dużo wśród kuratorów, że mogę zaryzykować
stwierdzenie że to jakaś plaga zawodowa.
Jeżeli jesteś młodą osobą, po studiach, z dobrym wykształceniem – spierdalaj z tego zawodu. Zbyt dużych sukcesów nie odniesiesz, przełożeni będą Cię niszczyć jak będziesz za mądra, jak jesteś ładna zostaniesz wrogiem lansiar. W tym zawodzie panuje zawiść, zazdrość bo są w nim ludzie sfrustrowani tym, że nic innego w życiu nie osiągną, i do emerytury będą bujać się po chałupach i dzieciaki odbierać. Awanse rozdawane są po znajomości – prędzej dostaną ci, którzy są mierni ale wierni, albo rodzina. Jak dostaniesz pilny wywiad w piątek z terminem oddania na poniedziałek, lub udział w kontaktach przez 8 godzin w sobotę, to masz to zrobić i chuj. Jak pójdziesz na zwolnienie – twój teren musi robić inny kurator. Dodatkowo i za darmo. Zbyt dużo zwolnień spowoduje że będziesz nielubiany.Tak kochani, tak to wygląda.
I pamiętaj. Nie masz psychologa. Nie masz munduru. Nie jesteś Policjantem i nie wchodzisz z partnerem do meliny uzbrojony. W terenie rozmawiasz z pijakami, pedofilami, mordercami, złodziejami, narkomanami. Nie licz że ktoś Ci pomoże, chyba ze dostaniesz w łeb - wtedy może i patrol się zjawi. Emerytura Twoja coś koło 1700 złotych będzie - jak dożyjesz. Są i plusy. Podziękowania od tych którym pomogłeś. Ale tego Twoi przełożeni nie widzą. Oni zauważą wywiad nie w terminie lub brak karty nadzoru.
Bo jesteś tylko żołnierzem, gardzonym przez wielu sędziów, nie liczącym się dla ministerstwa, nie szanowanym przez patolę.
poniedziałek, 23 marca 2020
Co dalej...
W obliczu pandemii korona-wirusa, gdy większość ludzi z
przerażeniem zerka na ulicę i boi się wyjść z mieszkania,
czytając lub oglądając coraz to nowe wiadomości że wszyscy
umrzemy, zarazimy się tudzież stracimy szansę na kupno papieru
toaletowego, mnie zastanawia o wiele poważniejsza rzecz, a
mianowicie: co po koronawirusie!
Wirus jest. Lata sobie w powietrzu dostając się do wnętrza organizmu, zakażając je, osłabiając, co niektórych wykańczając na amen. Choroba to choroba, możemy minimalizować ryzyko zakażenia, ale czasami go nie unikniemy. To jak z palaczem i nowotworem płuc. Jeden 50 lat pali 2 paczki dziennie i żyje, drugi w życiu nie zapalił, zdrowy tryb życia i rak – gleba, piach i kwiaty na cmentarzu. Popierdolone to, ale co zrobisz. Jednak kwarantanny i obostrzenia kiedyś znikną. Jeśli nie zostaną zlikwidowane przez rząd – ludzie sami je zlikwidują. Po prostu każdy z czegoś musi żyć. Jak na razie największe zadowolenie widzę wśród pracowników etatowych – w urzędach cisza, spokój, gwarancja pensji, chujowo ale stabilnie, kasa w budżetach zabezpieczona na wypłaty do końca roku. To takie osoby wrzucają na fejsach info typu „zostań w domu” i tym podobne. Co niektórzy do pracy nie chodzą, pracują zdalnie, lub pod telefonem. Żyć nie umierać.
Ale jest też inna grupa – przedsiębiorcy, jednoosobowe działalności gospodarcze, małe firmy rodzinne robiące w usługach, właściciele knajp, pubów, dyskotek, artyści, muzycy i masa innych. Oni pensji nie mają…
I
gdyby tak nam się wydawało, ze w końcu ryzyko biznesu i takie tam,
pojawia się pewien mały, a za chwile duży problem. Część ludzi
straci pracę. A jacy to stracą?
Zdzisław, lat 38, jest pracownikiem gospodarczym i dorabia jako stróż w weekendy. Zdzisiek ma alimenty na dwoje dzieci – tysiąc miesięcznie. Pomimo komornika na głowie, płaci systematycznie. Do czasu jak szef mu nie powiedział że musi go wypierdolić, bo nowych zleceń nie ma i musi oszczędności szukać. Jak Zdzichu nie znajdzie roboty, to pierwsze co zrobi to przestanie płacić alimenty. A wtedy prokurator, wyrok i odsiadka. Zdzichowi Państwo nie pomoże, co najwyżej kolejne koszta wygeneruje, bo w końcu ZK to jakieś 4 tysiące miesięcznie od głowy w nim osadzonej.
Mariola, lat 31, pracownik naleśnikarni. Mariola ma za sobą ciężką depresję, hospitalizacje. Dziecko w rodzinie zastępczej u swojej matki. Mariola około pół roku temu stanęła na nogi, dostała pracę, jest wśród ludzi. Marzy że sąd rozpatrzy jej wniosek o powrót córki pod jej pieczę. Niestety, pierogarnia zamknięta a brak pracy nie napawa optymizmem że utrzyma wynajmowane małe mieszkanie by zamieszkać z córką.
Krzysiek i Jadwiga wychowują 5 dzieci. Krzychu lubi wypić, ale praca w zakładzie produkującym kartony i opakowania oraz jednorazowe sztućce powoduje, że picie musi ograniczyć, bo rodzinę ma na utrzymaniu. Obecnie szef wysłał na urlop pól załogi, w tym Krzycha. Krzychu codziennie pije po kilka piw i snuje się z kąta w kąt – jak go zwolnią straci cel w życiu i żona obawia się że zacznie chlać jak kiedyś. I jak kiedyś znów kurator będzie wnioskował o odebranie dzieci i umieszczeniu w placówce.
Takich
Zdziśków, Mariol, Krzyśków i Jadwig są w Polce dziesiątki
tysięcy. Oprócz nich inni pracownicy, którzy otrzymają
wypowiedzenia z pracy. Jest taka zasada, że jak po 10 dniach zakład
potrafił poradzić sobie bez pracownika, to tak naprawdę nie jest
on potrzebny. I nagle wiele zakładów zauważy, że można
funkcjonować bez 10 czy 20 procent załogi.
Zastanawiam
się (nie sam) jak pomóc ludziom wyjść z izolacji. Bo to problem
będzie bardzo duży. Co zrobić, jakimi narzędziami pracować, by
przeciwdziałać zjawisku „bycia niepotrzebnym”. W jakie
narzędzia wyposażyć kuratorów, pracowników socjalnych i
wszystkich tych, którzy pracują w środowiskach swoich
podopiecznych. Proszę o pomysły, może uda się przynajmniej
niektóre z nich zrealizować, także wspólnie.
Dzięki.
wtorek, 17 marca 2020
Proszę Księdza....
- Szczęść Boże - słowa te skierowałem do mężczyzny który otworzył mi drzwi plebanii w małej popegeerowskiej wsi, do której zawitałem na początku swej kariery kuratora jakże najpierw społecznego a potem zawodowego.
- O co chodzi? - katolickim zapytaniem ksiądz niechybnie proboszcz odpowiedział na moje chrześcijańskie zapytanie, wychodząc przed drzwi i zamykając je bym zapewne śmiechu pijanej dziwki nie usłyszał. Skrzywiłem się lekko bo pomimo wczesno-popołudniowej godziny od Księdza Proboszcza jebało alkoholem i fajkami.
- Bo widzi…… Ksiądz? Tak? Bo kuratorem jestem…… - zaczynam pełen ugrzeczniony rozmowę i chcę wyłuszczyć swój problem, to jest zapytanie o pewną kobiecinę, co to trójkę dzieci wychowuje, każde z innym i jak to w życiu bywa czasami małe problemy wychowawcze się zdarzają. A Ksiądz jak to ksiądz, nawet nietrzeźwy, baranki swoje zna jak nikt inny, po kolędzie odwiedza, na mszy i pod monopolem na wsi widuje. Znaczy zorientowany jak nikt inny.
- No i co że kurator? - znów pytanie otrzymuję i wtedy dopiero widzę że Ksiądz Proboszcz papierosa w ręku trzyma, którym się zaciągnął przy mnie, z kaszlnięciem wypuszczając dym.
- Steeefan, idziesz?! - dobiegło zza zamkniętych drzwi donośne zawołanie i chichot chyba drugiej pani, znaczy owieczki albo baranki.
- Widzisz, zajęty jestem, nie mam czasu - Ksiądz Pan Proboszcz odpowiedział i odwrócił się ode mnie celem powrotu do swych skromnych, 200 metrowych pomieszczeń, bo przyznać trzeba plebania ładna, nad jeziorkiem położona, w otulinie Parku Narodowego.
- Kurwa, Halina nie wygłupiaj się! - tym razem męski głos doleciał do mych uszu, aż zazdrościłem że nie ma mnie w środku i nie oglądam wygłupów Haliny.
- Ale zna ksiądz Pijałkowską? MIeszka tu obok w bloku? - nie poddaję się, wtedy jeszcze nie miałem wyrobionego tak zwanego “wyczucia chwili”, czyli odpuszczania zbierania informacji gdy stajesz się jawnie nieproszonym gościem. - Pijałkowska, ma troje dzieci. CZY ONA PIJE?
Ksiądz Proboszcz już znikał w drzwiach i miał mi je zamknąć przed nosem, ale zawahał się, wychylił głowę w moją stronę i odpowiedział:
- Tu wszyscy piją.
I zamknął drzwi.
Wtedy dopiero zaczynałem poznawać życie na prowincji. Niewidoczne z dużych miast, osiedli domków jednorodzinnych czy pięknych apartamentów w centrum miasta. Życie które rozpoczynało się o godzinie 5 rano pod sklepem i o 20 pod tym samym sklepem się kończące. Życie, gdzie dzieci w poszukiwaniu matki czy ojca idą pod sklep, albo czasami za sklep - bo tam jest wydzielone miejsce dla “spożywających na miejscu”. Miejsce, gdzie dostaniesz w mordę jak za mocno chlapniesz językiem, albo baba ci się puści, bo jaką w sumie inną przyjemność znajdzie na wiosce. Społeczne enklawy, odizolowane od większych skupisk ludzkich, gdzie co drugi w wieku 30 lat ma objawy uzależnienia od alkoholu, a uszkodzone alkoholowe geny przekazuje sobie podobnym w pijackich ekscesach. Miejsce, gdzie młode 17-18 dziewczyny dają dupy chłopakom w Golfach lub BeeMkach, bo taki jest wyznacznikiem statusu. Znaczy ma samochód - pracuje. To też jedyny sposób by wyrwać się od ojca czy ojczyma alkoholika i matki poniewieranej przez niego.
Na jednej z takiej wsi, pamiętam miałem dwie nielatki w nadzorze. Ładne to były dziewczyny, tylko głupie niemiłosierne i z pizdą na wierzchu łaziły. Rżnęły się z każdym, który obiecał że porwie je do lepszego świata, a jak jeszcze podlał alkoholem, to we dwie potrafiły jednego gościa w samochodzie obrabiać. I ja, młody, głupi, pełen ideałów prawiłem im morały na temat konieczności ukończenia nauki, szanowania się, pracy i zdobycia zawodu. Dopiero po czasie dowiedziałem się, że każda z nich chciała mnie zerżnąć i “zaliczyć kuratora”. Taki to sukces resocjalizacji można osiągnąć.
Skąd wiedziałem co robią? Jak trafiłem że były skłócone między sobą, to jedna przez drugą opowiadała co tamta robi. Czasami musiałem przerywać te opowieści, bo zbyt dużo szczegółów jednak mnie nie interesowało. Jak można się domyśleć, byłe nielatki po wielu latach są pod nadzorem kuratora, z kilkorgiem dzieci na koncie.
Moi nadzorowani na tej wsi wypracowali sobie pewien schemat. Wiedzieli że po kolei odwiedzam rodziny, począwszy od najbliższego domu od wjazdu do miejscowości. Gdy nastała era telefonów komórkowych, zaczęli przekazywać sobie informacje, że jestem na terenie. Mniej więcej takiej treści SMS: “KURWATOR U MNIE JEST”. I wtedy chuj bombki strzelił. Reszty patolek jeżeli właśnie piły już za cholerę nie znajdziesz, a jak już to grzeczne, uczynne i sprzątające właśnie lub gotujące obiad. Ta wiadomość niech przyda się tym, co myślą że patolę można upilnować. O naiwni WY!
Człowiek tos jest takie zwierzę, ze doskonale dostosowuje się panującej sytuacji. Taki kiurwa karaluch, którego za łatwo nie wyplenisz. Mam swoją teorię, że patola dostosowuje się po dwakroć lepiej niż przeciętny, średnio-inteligentny człowiek. Bo przecież ile sprytu i zachodu trzeba włożyć w to, by naciągać państwo na zasiłki, by lawirowac przed sądem, kuratorem, by na czarno robić nie płacąc podatków i na dodatek w twarz ci się śmiać kłamiąc. Czy Ty, drogi czytelniku słyszałeś kiedykolwiek, by patol ogłosił upadłość konsumencką, by płakał że firma splajtowała, że został oszukany przez kontrahentów, że nie ma na raty kredytu hipotecznego, że czeka go eksmisja na bruk.
Założę się, że większość z Was nie słyszała.
A Ksiądz Proboszcz? W opinii moich cudownych nadzorowanych” “Każdy chłop poruchać i wypić musi, a ksiądz też chłop”.
I tyle w temacie.
niedziela, 15 marca 2020
Chałupinka
Upał. Jak ja cholernie nie lubię upałów. Nie dość że
klimatyzacja w moim samochodzie wysiadła już wieki temu, to na
dodatek tumany kurzu dostają się do jego wnętrza syfiąc wszystko
dookoła. Kurestwo pyłkowe.
Wyobraźcie sobie
taki kadr z filmu. Kamera robi najazd na koła samochodu które
zatrzymują się na piaszczystym podłożu, potem otwierające się
drzwi auta i wysiadające stopy ze styranymi adidasami, które już
drugi sezon służą. Potem postać stojąca od tyłu z teczuszką
patrząca na chałupę, która ledwo stoi. Tak, to ja.
Podchodzę pod drzwi
rudery, upajając się zapachem wychodka stojącego nieopodal. Pies
szczekający na łańcuchu o mało co się nie wyrywa w moją stronę,
ujadając zajadle. W oknie domu zza brudnej szyby spoglądają na
mnie dwa koty, jakby zdziwione obecnością obcego człowieka w tym
miejscu. Wszędzie trawa po pas, chaszcze, tylko ścieżka wydeptana
pod same drzwi. I ten smród, do którego ktoś powie powinienem się
przyzwyczaić, a który wdrapuje się w każdą szczelinę mojego
nosa.
Pukam. Nic. Pukam
raz jeszcze.
- Kto tam? -
zachrypnięty głos starej kobiety wydobywa się zza spróchniałej
dykty. Chrapliwy, pełen zniechęcenia do tego by podejść i mnie
wpuścić by porozmawiać.
- Otworzy Pani, z
sądu jestem! - krzyczę w stronę dykty, jednocześnie patrząc na
odklejające się kawałki paździerza. Przekrzykuję wściekle
ujadającego psa i z ciekawości zerkam na koty, które wybałuszyły
na mnie ślepia a jeden przeraźliwie ziewnął, odsłaniając białe
kiełki.
- Idę, idę –
znów usłyszałem głos starej kobiety, która po chwili uchyliła
drzwi wypuszczając na mnie odór smrodu, moczu i zatęchłych szmat.
Przedstawiam się.
Tłumaczę że są zgłoszenia że zaniedbuje siebie i syna, który
jest niepełnosprytny intelektualnie w stopniu co najmniej
umiarkowanym. Pytam się gdzie syn.
- Panie, my nie
potrzebujemy pomocy – odrzekła stara, aczkolwiek ja nie
odpuszczam. Uchylam ręką szerzej drzwi i zaglądam do środka.
- Panie, ja nie
posprzątałam, przyjdź pan jutro – kobieta stara się mnie
powstrzymać, ponieważ już jedną nogą jestem w jej gniazdku. Nie
zważam na to, tłumacze że muszę z nią porozmawiać i synem.
Wchodzę.
I to był mój błąd.
Drzwi się zatrzasnęły a na mnie rzucił się kundel, który z
upodobaniem złapał mnie za buta. Stara doskoczyła i zabrała psa,
zamykając go w prowizorycznej kuchni. Za chwilę z tego
pomieszczenia dobiegł przeraźliwy jazgot kotów, które wdały się
w sprzeczkę z kundliskiem.
- Zamknąć się! -
kobieta krzyknęła, a ja udałem się do pomieszczenia służącego
za pokój.
Smród osiągnął
swoje apogeum. W stercie szmat, na prowizorycznym tapczanie leżał
nagi mężczyzna. Cały brudny, trzymał w ręku radio na baterie
które charczało w taki sposób, że nie można było zrozumieć ani
rozpoznać dźwięków się z niego wydobywających. Gdy wszedłem
przykrył swoje sterczące przyrodzenie szmatą i z zaciekawieniem
patrzył na matkę.
- Ile ma pan lat? -
zapytałem w jego stronę, patrząc na głowę psa która wynurzyła
się spod szmat obok leżącego faceta.
- Dwadzieścia trzy
– odpowiedziała stara – pójdzie już pan, nie mam czasu.
- Z czego się
utrzymujecie? - pytam ich starając się wyciągnąć notes by
zanotować odpowiedzi.
- Renty mamy, ja i
syn – odpowiada kobieta – pójdzie pan już, jutro przyjdzie to
posprzątam.
- Dlaczego syn leży
nagi w łóżku? - dociekam dalej choć wiem, ze pewnie przed chwilą
się brandzlował zapewne patrząc z pożądaniem na kundelka który
wtulony był w jego krocze.
- Panie, jak gorąco
to on tak zawsze leży, pójdzie pan już, jutro przyjdzie….
Poszedłem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)