poniedziałek, 31 grudnia 2012

Oblicza beznadziejności



       Wyobraźcie sobie blok. Dwupiętrowy. Na wsi. Popegeerowskiej.  Szary kolor z odpadającym tynkiem. Nie ocieplony, z wyrwanymi drzwiami wejściowymi. Dojazd droga utwardzaną, gdzie resztki asfaltu zachowały się w kępach okolicznej trawy. To kiedyś było modelowe osiedla, jebana duma lokalnego sekretarza PZPR, który na nieprzygotowane podłoże wylał kilka wywrotek asfaltu, bo wizytacja będzie. Teraz to jedno wielkie gówno, koła zapadają się w wyrwy a ja nieświadomie wjeżdżam w kurewsko głęboką kałużę, szorując podwoziem po glebie a w głowie kołacze mi następne przekleństwo typu „kurwajapierdole”.

       Parkuje pod blokiem. Gromada dzieciaków wisi na trzepaku, drąc swoje japy niemiłosiernie. Wokół pełno psów, które wyrywają pomiędzy sobą jakąś starą lalkę.  No i koty. Prychają i się stroszą, gdy jakiś kundel za blisko do nich podejdzie. Niedaleko wysypany śmietnik – nikt nie posprząta i nie podniesie. Państwo - mieszkańcy bloku, maja od tego śmieciarzy, którzy co jakiś czas opróżniają kontener. Zawsze pozostawiając to, co zostanie porozsypywane wokół przez bliżej niezidentyfikowane osoby lub przez okolicznych meneli, rozgrzebujących worki w poszukiwaniu puszek czy butelek, które potem uda się spieniężyć. 

      Przypomniała mi się historia z okresu studiowania, gdzie mieszkałem w innym, dużym mieście. Wynajmowałem mieszkanie ze znajomymi, a w zamian za mniejszy czynsz, zobowiązaliśmy się zrobić porządek w piwnicy, czyli pousuwać wszelkiego rodzaju kurestwo które tam przez lata pozbierali właściciele mieszkania. Piwnica dosyć duża, a do wywalenia miedzy innymi stara pralka Frania, jakaś wanna żeliwna, jakieś stare grzejniki. Aby się nie napracować, poszedłem do najbliższego śmietnika, co by żulów poszukać, którzy za cały złom, wyniosą nam wszystkie śmieci. Przy śmietniku stoi chłopak, i prętem rozgrzebuje worki. Ładnie ubrany, rękawiczki, dwadzieścia parę lat. Pytam go o meneli, bo mam złomu w piwnicy i trzeba wywieźć. Chłopak zgodził się zabrać wszystko i pyta która klatka. Pokazałem mu ręką, a on za 5 minut podjechał ładną osobówka z przyczepką. Z opowieści która mi przedstawił wynikało, że nie ma pracy, żona pracuje w markecie na kasie, niedawno mieli wesele, a samochód to prezent. On, żeby utrzymać samochód i zanim znajdzie pracę, zbiera złom. Robi to w innej części miasta i wieczorami (była godzina po 18 w listopadzie) bo zona się wstydzi tego czym się zajmuje. Powiedział mi także że uda mu się dorobić w ten sposób nawet 1500 złotych. Wtedy czułem się lepszy, w końcu ja po śmietnikach nie muszę zbierać, ale w pewnym sensie zaimponował mi. Schował dumę do kieszeni po to, by utrzymać rodzina którą założył. Nie chciał wyciągać ręki po zasiłek, tylko robił jedną z najbardziej poniżających rzeczy, jaka jest zbieranie złomu po śmietnikach. Sam nie wiem, czy bym tak potrafił. Ale wróćmy do opowieści.

       Jak poznać wioskę, gdzie żyją gospodarze, a jak pegeerusów. Po czystości. Na wiosce gdzie większość mieszkańców to prawdziwi, z dziada pradziada i baby prababy rolnicy i gospodarze, jest czysto. Płoty naprawione, pomalowane, domy ocieplone, elewacje czyste. Psy biegają swobodnie spuszczone w obejściu z łańcucha, zawsze mają pełna miskę. Bo są kurwa szanowane – to stróż domu i dba się o niego. Jak pies w nocy szczeka, znaczy obcy we wsi. W gospodarskich obejściach widać kury, kaczki, gęsi. Gospodarz z głodu nie umrze. Ma działkę i uprawia warzywa. Ma sad. Ma maszyny, bo często ma pole. Ma obory, gdzie jedna lub dwie krowy daje mleko. Ma ziemię, która uprawia z większa lub mniejszą opłacalnością. Dzieci pomagają w obejściu, mają swoje zadania. Nie musza kraść, chlać taniego wina i rozpierdalać się starymi samochodami - trupami po drodze. Nie znęcają się nad zwierzętami, bo zwierze w gospodarstwie spełnia określoną rolę. Albo dostarcza pożywienia, albo chroni. On wie, ze jak kopnie psa, to ojcu łapa na jego plecy poleci, żeby to samo poczuł. Proste jak budowa cepa. Wiecie jak wygląda cep, bez sprawdzania w Google?

       Duma regionu i całej okolicy to były pegeer. Zniszczony przez kapitalizm w imię opłacalności i dochodowości. Ludzi tych najnormalniej wyjebano w kosmos, zwalniając ich, z tych jak nie patrzeć, zakładów pracy i dając im trzyletnie kuroniówki (nazwa pochodzi od Jacka Kuronia, zmarłego ministra pracy, ojca Macieja Kuronia, tez zmarłego, kucharza). Siedział wtedy taki bamber i ochlejus w domu i przepijał te kilkaset (obecnie) złotych na miesiąc. Za odprawy wyrosły na domach anteny satelitarne, powodując zajebiście komiczny widok, świadczący o tym, że dzieci w dzień ślepiły przed bajkami typu Inspektor Gadget, a starzy wpatrywali się w erotyki na RTL lub Sat 1. Rosła populacja dzieci wtedy, oj rosła, bo rozrywką, jaka jest pierdolenie się bez zabezpieczeń, zajmował się każdy z nudów. Wszak płacić za to nie trzeba, a zona zawsze dupy dać powinna, i to ona niech uważa, jak w ciąże z kolejnym zajdzie.
Teraz mnoży się kolejne pokolenie, nie zważając na brak środków finansowych a także i mieszkaniowych, bo jak pomieścić siódme czy ósme z kolei na dwóch małych pokojach. Ale kogo to kurwa obchodzi, przecież nie ich.

       Stoję przed tym blokiem i rozglądam się wokoło, szukając tabliczki z numerem, czy aby dobrze trafiłem. Nie ma. Przez okno wygląda jakaś bezzębna kobiecina i mi się przygląda. Obserwuje. Nowy jestem. Mam jakieś papiery w łapie. Pytam ja o Iksińską, czy tu mieszka. Odpowiada że na drugim piętrze po prawej stronie.

       Wchodzę. Klatki opisywać nie będę. Strach  ścian się dotknąć i poręczy, ale dumnie krocze na drugie piętro. Najlepsze są stopnie, takie „wyjedzone” po środku, od ciągłego deptania, starły się i skruszyły. Tanie, beznadziejne materiały nie wytrzymują próby czasu. Staje przed drzwiami i pukam. Dzwonka jak zwykle brak.
       Iksińska złożyła wniosek o pozbawienie ojca władzy rodzicielskiej. Często spotykane, przeze mnie robione wywiady. Ojciec nie interesuje się, nie łoży, nie odwiedza dzieci. Po prostu ma wyjebane na to co spłodził i w ogóle tym się nie interesuje. Alimenty płaci Fundusz Alimentacyjny – do 500 złotych na jedno dziecko, a takiego pojeba ściga komornik, lub co jest częstsze, nie mogąc niewiele ściągnąć, ląduje w zakładzie karnym za niepłacenie alimentów.  Odebranie praw rodzicielskich ma sens - po co tatuś ma w przyszłości babrać w życiu dziecka, niech spierdala zachlewając swoją mordę. Gdyby pracował legalnie to chociaż dziecko po jego zgonie rentę rodzinną by miało, a tak to nic nie dostaje oprócz rzekomych alimentów.

       Drzwi otworzył mi starszy facet. Po 50-tce. Cos jadł, bo przeżuwał w swej gębie jakieś żarcie, a z wąsów które wyhodował pod swoim wielkim nosem, spływał jakiś sos. Najlepszy był barnej, jaki wystawał przez futrynę drzwi. Tak wielkie brzuszysko, ze ledwo kolana było widać, w myśl przysłowia chyba, że „dobry gospodarz konia pod dachem trzyma”. Lustrzyca od wielu lat pewnie go trapi. Na całość sylwetki, oprócz dresów ortalionowych naciągnięta była brudna, biała podkoszulka, ochlapana w kilku miejscach rzekomym sosem. Komiczne były jego nóżki, takie króciutkie i cienkie. Jak one utrzymywały go to nie wiem. Wytrzymałość ludzkiego organizmu jest zdumiewająca.

       Zapytuję o Iksińską, okazuje się że to jego córka. Zaprasza mnie do środka, podając rękę na powitanie, wytarłwszy ją uprzednio w spodnie. Przywitałem się. Zaprosił do mieszkania. Po wejściu na przedpokój, zobaczyłem całą ścianę usianą półkami i wieszakami. Ledwo do pokoju się przedostałem. Na półkach buty, stare, nowsze, kapcie, klapki, buty dużych i małych dzieci. Multum butów. Na wieszakach pełno kurtek, od ładnych, nie zniszczonych, po jakieś kufajki i rzeczy robocze. Śmierdziało brudnymi i przepoconymi skarpetami. Nieprzyjemnie.

       Wszedłem do pokoju. Na przeciwległych ścianach stoją dwa tapczany, na oko maja po 20-30 lat. Przykryte kocami. Po środku równie stara ława, z odpryskami, poprzepalane ślady w niektórych miejscach. Niejedno przeżyła. Mieszkanie ogólnie było zaniedbane, aczkolwiek w miarę czyste. Na starych meblach poukładane jakieś bibeloty, mające po dwadzieścia i więcej lat, takie sprawiały wrażenie. Na podłodze wytarty dywan.
Usiadłem na kanapie, rozłożyłem zeszyt. Za chwilę z łazienki wyszła kobieta. Na oko 30-letnia, ale zmęczenie odbijało piętno na jej twarzy. Widać było resztki młodości, bo musiała być piękna kobietą jakieś 10 lat temu. Ubrana w zniszczony sweter, spodnie dresowe. Smutny uśmiech i poobgryzane paznokcie – tak pokrótce mógłbym ją opisać.
Wytłumaczyłem jej cel swojego przybycia. Pokiwała głowa ze zrozumieniem a cała twarz zrobiła się smutna. Zestresowała się, była spięta, nawet trochę przestraszona. Zażartowałem coś, uśmiechnąłem się, żeby rozluźnić atmosferę. Poinformowałem, że jeżeli będzie miała jakieś pytania, to żeby w trakcie rozmowy zadawała.

       Z patolem, jak ustaliłem, ma dwójkę dzieci. Ślub wzięli jakieś 10 lat temu. On zaczął pić, nie interesował się dziećmi. Po jakimś czasie urodziło się pierwsze dziecko. Obecnie 7-mio letni Jaś. Z porażeniem mózgowym. Wymagający stałej i codziennej rehabilitacji. Wtedy zauważyłem, że w pokoju stoi wózek inwalidzki. Jaś ma problem z poruszaniem się. Trzeba go znosić ze schodów. Drugi synek, Tomaszek, urodził się dwa lata później. Wydawało się że zdrowy, jednakże okazało się że wadę serduszka. Wymaga ciągłych wizyt i konsultacji lekarskich, nie może się przemęczać, choć jest żywym dzieckiem i trudno go upilnować. Schorzenie jest poważne, był operowany. W tej ciężkiej opiece nad dziećmi pomagają jej rodzice – niepracujący ojciec – chorujący na cukrzycę, bez żadnych dochodów i matka, która dorabia dorywczo sprzątaniem, sama chorując na kręgosłup a jej życie polega na łykaniu środków przeciwbólowych. Matka dzieci ma rodzinne i świadczenia z funduszu alimentacyjnego – jakieś 1500 złotych razem z dodatkami pielęgnacyjnymi.
       Ojciec dzieci mieszka w wiosce obok, Od dobrych trzech lat nie kontaktował się z nią i dziećmi. Ma wyjebane na to. Pił wódę i lał ją, wyładowując swoja frustracje. Postanowiła się w końcu wyprowadzić od niego i zamieszkała ze schorowanymi rodzicami. Od kilku lat żadnej pomocy od niego.
       Trzydzieści lat i dwoje ciężko chorych dzieci. Najlepszy okres życia, gdzie powinna cieszyć się i korzystać z jego pełni, spędzony jest na walce z chorobami i rehabilitacją dzieci. Kobieta zdaje sobie sprawę że ma nikłe szanse, by na nowo sobie swój los układać. Nikt jej nie zechce z takim bagażem. Jej smutne oczy wyrażały głęboki żal a także strach o przyszłość swoja i swoich najbliższych. Gasła w niej nadzieja na lepsze jutro. 

       Wiele osób dramaty z chorymi dziećmi ogląda w telewizji. To dzieje się gdzieś daleko, poza mną i moim otoczeniem. Suchy przekaz w telewizji powoduje co najwyżej krótkotrwałe wzruszenie. Wejście do takiego domu i na żywo spotkanie się z tak wielkim ogromem tragedii ludzkich powoduje, że wracasz myślami to tamtych miejsc. Zastanawia cię los tych dzieci, jak sobie radzą, jak funkcjonuje rodzina, czy mają środki finansowe na leczenie i rehabilitacje. Krew cie zalewa, jak widzisz jednego i drugiego lumpa, który z pomocy społecznej dostaje różnego rodzaju zasiłki, które przepija tanim winem alkoholopodobnym. Wkurwia cię baba, która obwieszona złotem przychodzi po okresówkę do Opieki, a została skreślona z listy osób bezrobotnych bo odmówiła podjęcia pracy, bo kurwa ona nie będzie zwykłym robolem, choć ledwo średnie ogólne wykształcenie ma. Wkurwia cię były wojskowy, który będąc na emeryturze napierdala po pijaku swoją chorą psychicznie zonę, biorąc co miesiąc koło 4000 złotych i który swojemu 17 – letniemu synowi kazał wypierdalać z domu.

       Wkurwiasz się i co z tego. Złe emocje się kumulują i coraz trudniej znaleźć im ujście. Końca świata nie było. Trzeba żyć dalej.

19 komentarzy:

  1. dwa tygodnie czekałem i się doczekałem

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten blog ma dwojakie zadanie. spuścić parę frustracji z kuratora, a jego czytelnikom otworzyć oczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Za każdym razem jestem pod ogromym wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Autor tego bloga niestety nie jest normalnym człowiekiem a pisać powinien zaprzestać bo sam nie wie co robi. Człowiek ten żywi pogardę do wszelkich zacofań wsi, nie o nie chce im pomóc, on chce ich wyśmiać, obsmarować i pokazać jak nisko w przeciwieństwie do niego bytują. Widać że z wsią mało ma wspólnego bo sili się na tłumaczenie pewnych mechanizmów społecznych ale kompletnie mu to nie wychodzi. Myślę że całość bloga ma zadanie podnieść samoocenę temu PANU CYWILIZOWANEMU kuratorowi. Podejrzewam że to całe plucie na PEGEERY ma również jakiś podtekst ideologiczny, autor wyraźnie próbuje oczernić tamten system i tamte czasy. Wygląda to naprawdę przekomicznie ponieważ nie ma pojęcia o przemianach ustrojowych i o tym jak wtedy rozwiązano problem PGRów.

    Niestety mój komentarz zapewne zignoruje - ma duży posłuch więc moja opinia pewnie zginie w oceanie pochlebstw! Niech autor się zastanowi (skoro tak uwielbia tworzyć różne teorie socjologiczne) do czego może doprowadzić prowadzenie takiego bloga. Niewykluczonym jest przecież że jest w pewnym sensie autorytetem a ta strona ma charakter opiniotwórczy. Osoby które go czytają nie są zapewne obeznani w tematach które porusza autor, więc biorą to co pisze za pewnik, do czego przyczyniają się również niewątpliwie jego literackie zdolności.

    Do autora: Przestań tworzyć to co tworzysz, albo zmień tego formę
    Do czytelników: Analizujcie to co czytacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz racji, nie zignoruje Twojego komentarza a wrecz przeciwnie, odpisze na niego. Obserwatorem przemian ustrojowych byłem i wiem jak skonczyło większosc pracowników PGR i ich rodzin. mam prawo mieć swoja opinię na ten temat i będę ja miał i także mam prawo ja wygłaszać.
      Twoja ocena że gardze wsia jest także skrajnie nieobiektywna, ale pewnie przeczytałeś jeden mój wpis i na jego podsatwie wyrobiłes opinię - szkoda, ale masz prawo do swoich opinii i wniosków, co także szanuję.
      Proponuje przeczytać książkę Grzesiuka "5 lat kacetu". Wiesz kogo autor nazywa 'muzułmanami"? Umierających z głodu ludzi. Pisze także że nie warto dzielić się z nimi jedzeniem, bo i tak umrą, więc nie sa warci nawet skórki chleba. Brzmi strasznie, prawda? Przecież tak nie wolno pisac i mówić, a jednak autor to napisał. Cała jego ksiązka napisana jest w tonie czarnego humoru. Inni autorzy skupiają się na empatii i współczuciu, Grzesiuk opisywał zycie obozowe ze swojej pesrpektywy. A nikt przeciez nie mówił że jest złym człowiekiem. Zmarł zresztą na gruźlicę, której nabawił się w tym obozie i opisał to w ksiązce "na marginesie zycia". Aha, był komunista z krwi i kości.
      Obok nowoczesnej wsi, ładnej, zadbanej istnieje wieś zacofana, do której ja częściej trafiam. Trafiam na blokowiska w szczerym polu, które powstały bo PGR tam był. Teraz jezdzą tam tylko dwa autobusy, w tym jeden szkolny. Do miasta jest 10 km. Podejrzewam niestety, że Ty masz słabe pojęcie o ludzkich społecznościach, które żyja w takim odizolowaniu. Jako przykład podam dzieci - w grupie 10 dzieci, pozostawionych bez opieki, wystarczy że dwoje czy troje bedzie palić papiertosy. Jak myslisz, po jakim czasie tych papierosów bedzie paliło wiecej dzieciaków? Bo jeżeli myślisz że ta dwójka pod wpływem reszty rzuci palenie, to jestes w wielkim błedzie. Oczywiście, wchodzą tu mechanizmy autorytetu, przywództwa, itp.
      Bardzo chetnie zamieszczę na blogu Twoja wersję przeobrażeń i zamknięcia PGR. Jeżeli uwazasz, że jest inaczej, daj szansę nam to poznać.

      Usuń
    2. Nigdzie nie wspominasz Autorze bloga że te osoby są ofiarami! Oni nie palą papierosów ze względu na ich biologiczne wdrukowane bycie podczłowiekiem (odnoszę takie wrażenie że tak właśnie myślisz), była jakaś przyczyna takich zachowań i to w tej przyczynie należy szukać winnych. To tak jakby opisywać więźniów obozów koncentracyjnych, że te osoby to worki g*wna, nic nie warte śmiecie, zjadają się nawzajem jak najgorsze ścierwa itd. Chyba nie sądzisz że jest to prawidłowa postawa?

      Co do tego że oceniam cie na podstawie jednego wpisu - tak nie jest. We wszystkich twoich tekstach widać jedno - bezgraniczną pogardę. Ale nie dla sprawców tej biedy która rodzi patologie, ale dla ofiar iście kapitalistycznie przeprowadzonej przemiany ustrojowej (nie liczą się ludzie liczy się zysk)

      Usuń
    3. Bezgraniczną pogardę serio nie potrafisz czytać ze zrozumieniem albo jesteś zwykłym hejterem - polaczkiem

      Usuń
    4. Nasz Anonimowy,
      w dupie byłeś, gówno widziałeś.
      Pobędziesz z patolami, żulami, ćpunami to zobaczysz co to człowieczeństwo.

      Usuń
    5. Panie Anonimie, proponuję poćwiczyć czytanie ze zrozumieniem. Zarzucać Autorowi pogardę dla zacofań wsi, wyśmiewanie i obsmarowywanie ludzi??
      Zofia

      Usuń
  5. Do anonimowy: Twoja ostra krytyka, jak sądzę, wynika z tego, że błędnie odczytujesz intencje autora bloga.Wczytaj się w jego teksty ze zrozumieniem,opisuje rzeczywistość, taką jaka ona jest, i nie wciska czytelnikom ideologicznego kitu..

    OdpowiedzUsuń
  6. Poczułam się odbrobinę znieważona insynuacjami, iż nie wiem jak wygląda cep oraz co to jest i skąd pochodzi wyraz "kuroniówka". Myślę, że czytelnicy tego bloga są na takim poziomie intelektualnym, że wiedzą takie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z Anonimem w kwestii pogardy jaką odczuwa się w tekstach, wobec kobiet w uzależnieniu. Uzależnieniu od alkoholu albo od bijących mężów.
    Proszę autora tego bloga, by napisał, czy przygotowując się do zawodu kurator przechodzi szkolenia w zakresie przemocy domowej, objawów i mechanizmów uzależnienia u ofiar, czy ten problem sprowadza się jedynie do odsyłania ofiar na niebieską linię etc.

    Dlaczego o to pytam? Bardzo mnie zadziwia stosunek autora do podopiecznych, na zasadzie zobaczcie jacy oni są żałośni, nieporadni w sposób oceniający. I nawet obrazowe opisy środowiska i ludzi napiętnowane są jakimś brakiem empatii do tychże. Ciekawe czy pod tą maską kurator sądowy ma też wiedzę i zrozumienie dla wielu mechanizmów(wyżej wspomnianych) ludzkich czynów.

    Bo mógłby być pierwszym, który udziela wsparcia w wychodzeniu z przemocy domowej.

    Goska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka pogarda?? Ja widzę żal, bezradność, wściekłość - że tym ludziom nie można pomóc. Bo oni sami tego nie chcą.I choćby żabami z nieba prało, nie zrobisz nic.

      Usuń
  8. Chciałabym przyczepić się do rzeczy drobnej,może niezauważonej ale mi tkwi w głowie od paru dni.Psy u gospodarzy.Jestem na gospodarstwia,zawsze mam psy,koty.Bo je zwyczajnie kocham.Nie dla szczekania czy łapania myszy.Nie jest tak,że każde stworzenie musi uzasadnić swoje istnienie,dawać korzyść,służyć czemuś.My też mamy serce i uczucia..Pozdrawiam.Basia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wrażliwi i urażeni - macie chyba trochę, za przeproszeniem idąc językiem bloga, wyjebane w tych swoich głowach.
    Wiecie co to jest czarny humor, parodia literacka, a także edukacyjna funkcja tekstu???
    Jeśli nie wiecie, to się douczcie.
    Albo nie czytajcie tego bloga - trzeba mieć trochę więcej wyrobienia, aniżeli serwowanie po internecie.
    Autora pozdrawiam serdecznie.
    Też kurator.

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja myślę, że kurator musi mieć takie podejście do swojej pracy bezstronne, jakby patrzył na to z boku. Inaczej nie mógłby wykonywać swojego zawodu. Musi mieć dystans, nie może się angażować emocjonalnie. Ale myślę, że nie zawsze się tak da i dlatego powstał ten blog. Historie ludzi na dnie rozpaczy, beznadziejności, alkoholizmu czy człowieczeństwa, gdzie nie istnieje już coś takiego jak miłość, szacunek i zwykła normalność, opisane przez autora świadczą o jego zaangażowaniu w to co robi, a także o świadomości jak mało może dla nich zrobić, bo oni tego nie chcą. Nic na świecie podobno nie jest tylko białe i tylko czarne, a ja mam wrażenie, że to najczarniejsza strona naszego świata, bez najmniejszej iskierki... Chcę wyrazić mój podziw i szacunek dla ludzi, którzy wykonują tę tak niewdzięczną i ciężką pracę.

    OdpowiedzUsuń
  11. polecila go dzis Anna Mucha...ciesze sie ze wstalam wczesniej,ze obejrzalam program z Anna,ze trafilam na tego bloga...:)fascynuje sie socjologia,psychologia a poza tym dotyczy on rowniez po czesci mojego zycia..

    OdpowiedzUsuń
  12. CzytamTwojego bloga już od jakiegoś czasu na wyrywki,
    od trzech dni post po poście chronologicznie
    i już kilka razy zastanawiałam się, skąd się bierze taka patologia.
    Zastanawiałam się już "czystego mieszkania na Żoliborzu", ale jednak jako osoba, która wychowała się na wsi, w trzech pokojach z czwórką rodzeństwa.
    Jest to pierwsza notka, która nieco rozjaśniła mi, dlaczego w swojej okolicy nie widziałam nigdy sytuacji podobnych do opisywanych tutaj.
    Świetny blog, gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  13. Sorry za odkopanie trupa,ale autor bloga pisze o odprawach przeznaczonych na anteny itp. Chuja dostali,nie odprawy.Ci ludzie potrafili jedynie tyrać w polu i chlać,więc gdy upadły PGR-y zostało im tylko chlanie.Właśnie z powodu braku odpraw większość z nich "przegapiło" możliwość przebranżowienia się,założenia małego sklepu,warsztatu itp.Dostali 3 miliony kuroniówki i róbta co chceta.Mieszkam w popegeerowskiej wiosce i na sto rodzin jako patologiczne mogę zakwalifikować dwie,ale nie do tego stopnia że "gówno na stole i drzwi z dykty"jakoś nie pasuje mi to do opisów autora,lecz nie mówię że wszędzie jest tak sielsko jak w mojej miejscowości.Wkurwia mnie marginalizowanie na siłę tych osiedli,gdyż komuś niezaznajomionemu z tematem wyłania się obraz wsi jako mordoru.nie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń