piątek, 10 sierpnia 2012

Nadesłane: Angielska opowieść

Piękny to blog, piękny to portret polskiej patologii. Niejednokrotnie człowiek unosi brew zdumiony, że takie rzeczy, że za ścianą, że na mojej ulicy, że w XXI wieku. Własne podwórko to jedno. Czyjeś podwórko to inna sprawa.


     Pracuję jako tłumacz w dużym brytyjskim mieście. Kilka razy w tygodniu otrzymuję sygnały, że jestem potrzebny gdzieś w okolicy: w lokalnym szpitalu, żeby wesprzeć jakąś nieboraczkę, która nie potrafi sama wytłumaczyć lekarzowi, że ma pieprzyk pod piersią; żeby w urzędzie imigracyjnym przełożyć nieskładne wyjaśnienia gówniarza-kryminalisty i jego matki na normalny angielski, bo chcą go deportować; żeby użerać się z różnej maści jednostkami, które z różnych powodów nie potrafią się wysłowić w mowie kraju do którego przyjechali żeby żyć i niejednokrotnie doić z państwowych pieniędzy.

     Jak bardzo mam ochotę generalizować w temacie i zapakować wszystkich do jednego wora, mieszczącego barachło nie będące w stanie nauczyć się języka w stopniu ledwie komunikatywnym to prawda jest nieco inna. Są jednostki, które „dużo rozumieją, ale słabo mówią”, są takie, które „dopiero się uczą”, są osoby przypadkowe, które są tutaj na urlopie, bądź wizytują rodzinę. Jednak większość tego polskiego motłochu to osoby żyjące, pracujące, mieszkające i bawiące się tylko i wyłącznie w towarzystwie rodaków. Najlepsza droga do zbudowania polskiego getta zagranicą. Najlepsza, doprawdy. Raptem RAZ miło się zaskoczyłem, gdy tłumaczyłem faceta, który przyjechał do UK w wieku lekko przedemerytalnym i wykazywał żywe zainteresowanie krajem, językiem i obyczajami. Aktywnie uczył się języka, bratał z Brytyjczykami. Jednym słowem – asymilacja.

Zawodnik, o którym traktuje ta opowieść, oczywiście asymilować się zamiaru nie miał.

     Zadzwoniono swego czasu do mnie czy nie mógłbym pojawić się w miasteczku nieopodal, pomóc ludziom z pomocy społecznej dogadać się z Polakiem. Niecałe pół godziny później bieżyłem ulicami ów miasteczka w stronę wysokiego bloku, górującego nad niskimi, mało okazałymi budynkami. Bloki w UK bywają różne, ale najczęściej są ogrodzonymi, zmodernizowanymi wersjami potwornych kreacji rządów lewicowych z czasów powojennych. Sęk w tym, że to nie blok był moim celem. U podnóża bloku znajdował się szeregowy budynek przypominający urlopowy pawilon z czasów pracowniczych wczasów w Pobierowie czy innym Rewalu. Dramat, innymi słowy. Całość pomiędzy zgrupowaniem betonowych klatek, a motelem znanym z pierwszego lepszego, amerykańskiego filmu drogi. Wokół syf i brud, zaniedbane trawniko-rabatki, na piętrze, przed swoim apartamentem, stoi jakaś kaflara, pali papierosa, z mieszkania leci jakieś tanie gówno, a ona do tego gówna drze mordę, jakby myślała, że w jakimś kretyńskim programie dla idoli bierze udział. Staję pod bramą, czekam na moich pracodawców. Z piętra, opierając się o barierkę patrzy na mnie małe, brudne dziecko. Patrzy na mnie. Ja patrzę na nie. Patrzymy na siebie. Dziecko przemawia: „Zgubiłeś się?”. W zasadzie całkiem to trafna uwaga była – gdybym trafił tutaj sam, przypadkiem, to z pewnością uznałbym, że się zagubiłem, niczym Kazik Staszewski w swojej trylogii „Zagubiłem Się W Mieście”.
Nadchodzą moi dobrodzieje, zmierzają w moją stronę. Oboje pod trzydziestkę, ona będzie przepytywać nasz cel, jej kolega będzie spisywał co zostanie powiedziane. Ja będę jej pomagał wyciągnąć od naszego celu niezbędne informacje. Banał.

     Wchodzimy na piętro. Przy drzwiach apartamentów syf, brud, stare zabawki, jakieś butelki. Zmierzamy ku numerowi 987. Tamże dostrzegamy nasz cel. Stoi, Mariusz, napakowany, wytatuowany, wiek ze 32 lata, łysy i nie wyglądający zbyt przyjaźnie. Dwójka dzieci biega wokół niego w brudnych, znoszonych ciuchach, kolorowych gumiakach, przydługich włosach. Mariusz się bardzo cieszy, że nas widzi, uśmiecha się szeroko, zaprasza to środka, dłonie ściska, rzuca kilka karykaturalnie zniekształconych angielskich zwrotów. Wchodzimy. Mijamy po lewej stronie zasyfiony aneks kuchenny, przedpokój pełen wszystkiego i trafiamy do pokoju dziennego. W pokoju szaro, kiedyś było może i żółto, ale teraz tylko szaro i ciemno. Kanapy wyciągnięte pewnie ze śmietnika, na podłodze zabawki, ciuchy, w kącie sztanga z ławką. Przy ścianie oczywiście płaski telewizor, dumnie stoi niczym ołtarz, pośród tego brudu. Zasiadamy. Ona mu zadaje pytanie czy wie po co tu jesteśmy. Ten zaczyna się produkować tym swoim kaprawym angielskim. Interweniuję, mówię, żeby mówił do mnie, ja będę tłumaczył. Zaczynamy.

     Sytuacja jest prosta. On mieszkał z Magdą, Magda pukała się z innym typem, on typa postraszył, ona się wyprowadziła, chce Mariusza wyrzucić z mieszkania i wprowadzić się z nowym. Po tym straszeniu policja wpadła podobno o szóstej nad ranem, skuwając Mariusza na oczach dzieci i zabierając na komendę. Magda chce się pozbyć Mariusza. Tak twierdzi. On z kolei twierdzi, że już się pogodzili i ona zmieniła zdanie. Jak do niej zadzwonimy to na pewno potwierdzi. Rozmawiali o tym przecież.

     Koleś siedzi na zydlu, uśmiecha się nerwowo, bierze dziecko na ręce (drugie na czas rozmowy zniknęło z pola widzenia). Dziecko się uśmiecha, macha nam, on też się cieszy, wspaniała rodzina. Nie trzeba znać tego bloga, patologii i jej metod, żeby w mig zrozumieć, że koleś próbuję nas tym dzieckiem rozbroić, zbudować więź, przedstawić siebie w dobrym świetle. A to właśnie główny powód naszej wizyty – dzieci. Szkoła, zaniepokojona faktem iż te przychodzą zaniedbane od razu wysłała inspekcję w postaci mojej dwójki zleceniodawców.
     Dalej, standardowe pytania o picie, palenie, ćpanie. On ze dwa piwa po robocie wypije, ale nie więcej. Czasami coś przypali, ale przecież „tutaj wszyscy palą i piją”. Idziemy dalej – zatargi z sąsiadami. Tu ktoś komuś skopał samochód, tam ktoś parkuje na czyimś miejscu, a to znów Mariusz dostał 40 mandatów za parkowanie, bo sąsiedzi znają kobietę, która te mandaty hojnie rozdaje. A to dlatego, że on jest z Polski, dlatego go nie lubią. Dlatego ją na niego napuszczają.
     Gdzieś po 10 minutach czuję, że nadmiar informacji i stężenie patologii zaczyna mnie wyczerpywać psychicznie. Kompletnie mnie nie interesuje jego zasrany los, fakt że on Magdzie wybaczył, że pukała się z tamtych wariatem, że on chce żeby ona wróciła i żeby dzieci miały oboje rodziców. W pewnym momencie poczuł się pewniej i oznajmił, że powinien się tamtym typem konkretnie zająć wcześniej to by nie było problemu. Naprawdę, ciężko jest opisać jak bardzo brzydzę się ludźmi takiego pokroju. Popieram konserwatystów, którzy chcą taki imigrancki element wyplenić.

Nie zapominajmy oczywiście o najważniejszej kwestii – to się nie dzieje w Sosnowcu, to się nie dzieje w starym PGRze. To jest Wielka Brytania. Mieszkanie socjalne, dwójka dzieci gwarantująca stały i dosyć pokaźny dochód w postaci zasiłków. On pracuje (podobno), ona też. A wokół tylko smród i odór. Patologia nie zna granic. Zbudujmy sobie tutaj drugą Polskę. Tylko zamiast korbola pod sklepem wychlejmy litra najtańszej szkockiej i poprawmy blantem, którego przecież można bez żadnych problemów, niedrogo zdobyć na głównej ulicy w piątek wieczorem.

     Siedzi taki polski śmieć, pośród brytyjskich śmieci, doją państwo z pieniędzy, mnożą się na potęgę, zanieczyszczają swoją obecnością miasta, zarówno w skali mikro jak i makro. Te ich śmierdzące, kartonowo-betonowe dzielnice, te ich obrzydliwe mordy w LIDLu, ALDIm czy innych tanich marketach. W najlepszym wypadku robią po prostu tutaj drugą Polskę - getto. W najgorszym wpadają w brytyjską patologię, gdzie menel jest ubrany w Adidasa i nosi smartfona, ale widać i słychać, że jest przeżarty tanim jabcokiem i całym wachlarzem chemii, tak łatwo przecież dostępnej. To jest właśnie uderzające z początku, pozornie ich w ogóle nie widać. Jednak po pewnym czasie zaczyna człowiek odróżniać tych, którzy tylko stwarzają pozory normalności.

     Nasza wizyta u Mariusza nie przyniosła żadnego konkretnego rezultatu. On mówi jedno, ona mówi drugie. Wyszliśmy stamtąd bogatsi o wiedzę, która mi właściwie na nic się nie przydała (oprócz napisania tej notki) – że ludzie potrafią, w kraju uchodzącym za zachodni (czyt. cywilizowany), żyć w ten sposób. Żegnając się, dziewczyna z pomocy społecznej zapytała czy może zasięgnąć mojej rady. Profesjonalizm nakazuje zachować pełen obiektywizm, odciąć się od uprzedzeń, ale chętnie podzieliłem się z nią swoim rozeznaniem społeczno-kulturowym.
„Myślisz, że był teraz pod wpływem alkoholu?” - zapytała
„Nie. Myślę, że on po prostu ma na stałe zryty mózg.” - odparłem
PS. Mój angielski znajomy pracuje w pomocy społecznej i swoje widział. Mówi, do mnie, że ten kraj jest bardzo konserwatywny, że są za duże nierówności społeczne, że daleko nam do Europy. Nie wiedziałem za bardzo co mu odpowiedzieć. Głosuję na konserwatystów.


Autor: Krystian Damian

27 komentarzy:

  1. w sumie osoba ktora to pisze tez jest imigrantem wiec niech sie nie zdziwi ze wybrani przez niego konserwatysci moga kiedys wlozyc go do jednego worka z menelstwem i wydupczyc z kraju

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak się składa, że jestem tu od miesiąca i byłem przygotowany (przez polskie media) na właśnie taki obraz - zobaczyłem, coś przeciwnie innego.

    - zacznę może od tego, że na moją uwagę, że pewnie przydają im sie tlumacze w Urzedzie Pracy, babka odpowiedziala "taak, ale to raczej w przypadku Polakow niekoniecznie - naprawde niezle znacie jezyk"
    - firmy (magazyny Aurory, Siki) w której Polacy z Anglikami pracują ramie w ramię i są najlepszymi kumplami - spędzaja czas nie tylko w pracy, ale i po niej
    - Polaków (w/w miejscach pracy), którzy tak mówią po angielsku, ze gdyby mi nie powiedzieli, to bym nie wiedzial, ze to Polacy
    - malzenstwa angielsko/polskie

    Więc nie neguje tego co Ty przedstawiles, ale zadne media ani nikt inny nie wmowi mi, ze to jest jedyne oblicze emigracji.

    Polskie media do tego stopnia ośmieszyły emigrację, że wrecz sugerowaly, ze jesli cos soba prezentujesz - nie przyznawaj sie, ze jestes Polakiem. Zabawne - przez ani moment pobytu tutaj o tym nie pomyślałem, a wręcz przeciwnie - po tym co widzę w Welwyn Garden City z dumą (a juz na pewno bez wstydu) mowie o swoim pochodzeniu.

    Zachwytu Anglikami - nie podzielam. Mam 20 lat, jestem studentem - moi znajomi uczą sie jezykow, podrozują - Polacy świadomi tego, ze nie sa najpotezniejszym narodem na swiecie, sa otwarci na innych.

    Anglicy? Robią na mnie wrażenie, ludzi o bardzo wąskich horyzontach. Czechy, Finlandia, Szwecja, Polska - dla nich wszystkie kraje no moze poza Hiszpania (gdzie grzeja dupy) to prowincja - niegodna uwagi. Nie uczą się języków, nie maja za wiele ciekawego do powiedzenia o swiecie. A jak ktoś ma, to szybko sie okazuje - ze to imigrant.

    Jedyne z czym sie zgodze - to to, ze wielu Polakow tutaj niezbyt chce sie asymilować. I pewnie do konca swojego pobytu tutaj, beda jedli polskie zarcie (co mnie nie dziwi - po angielskim mnie mdli), mowili po polsku i ogladali polska telewizję, ale co zrobisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka lat temu siedziałem w w więzieniu UK, za posiadanie noża w miejscu publicznym! Nikomu nie groziłem. Nie przetłumaczy im, że w Polsce noże noszą przy sobie nawet harcerze.
      Ta polskojęzyczna menażeria, która robi za "tłumaczy" w Anglii, w ogromnej większości daleko im do profesjonalizmu.
      Polskojęzyczne kurwy, jeszcze nie wiedzą o co chodzi na policji czy w sądzie, zamiast uczciwie tłumaczyć, od razu biorą stronę Anglików. I niepotrzebne komentarze, arogancja. W takim przypadku nie miałem w większości zaufania do polskojęzycznych tłumaczy.

      Jest co prawda dużo polskojęzycznego motłochu w Brytanii, i przeciętnie o wiele częściej się patologię polskojęzyczną spotyka w Anglii niż w Polsce.
      Jeśli chodzi o social i zasiłki, to Polacy o statystycznie mniej korzystają z różnego rodzaju benefitów i większy procent pracuje, niż rodowitych Brytyjczyków. W więzieniach brytyjskich proporcjonalnie jest też dużo mniej osób z Polski niż innych nacji zamieszkujących Brytanię.

      Ta menażeria polskojęzyczna która pisze nawet na tym blogu, będąc za granicą cieszy się, że miejscowy niezbyt inteligentny motłoch, wezmą ich za kogoś innego niż za Polaka, Polkę (szczególnie polskojęzyczne kurewki są z tego zadowolone).
      To zrobiła też żydowskie media dla polactwa w rodzaju G.Wybiórczej, TVN-ów, polsratów, onetów, Tokfm i innych. Żeby polactwo było jeszcze bardziej zakompleksione.
      Najbardziej mnie śmieszy to, że taki jeden z drugim wyjedzie trochę za granicę i już udaje że nie rozumiejet po polskiemu, co się do niego mówi. Bo on już jest przeca anglikiem, niemcem, alaskańczykiem. A języka miejscowej menażerii jeszcze dobrze nie opanował.

      W brytanii jest dużo Cyganów z Polski, Słowacji, Czech którzy w 90-tych, latach wyjechali do Brytanii, bo twierdzili że są "prześladowani". Frajerstwo Brytyjskie ten kit jaki im Cyganie wciskali kupiło, dając im zasiłki i mieszkania socjalne. Jak coś zrobią paskudnego, przestępstwo, kogoś pobiją, okradną, na policji w sądach twierdzą że są "polakami". Do swojej nacji się nie przyznają za granicą. A jak mieszkają w Polsce, są dalej Cyganami. Bo to im daje większe zasiłki z MOPSów, dotacje na dzieci, niż mają Polacy i mieszkania w pierwszej kolejności.

      Usuń
    2. Brzydzę się tobą, podczłowieku. Jesteś tym, kogo na tym blogu określa się mianem patola, degeneratem. I, jak każdy patol, masz tysiąc usprawiedliwień i tysiąc innych ludzi na których zwalasz winę za swoje skretyniałe życie.

      Wytłumacz mi po co nosisz nóż publicznie, debilku?

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. Sorry Agaton, ale wyzwisk typu "polskojęzyczna kurwa" kierowanych bezpośrednio do komentującego, nie będę tolerował. Dyskutuj na argumenty i przedstaw swoje racje, ale nie w ten sposób.

      Usuń
    5. Widzę kuratorku, że stosujesz dwojaką "moralność" niczym muzułmanie lub żydzi. Ta persona jak wyzywa, to jest dobrze, ty nie reagujesz. A jak ja napiszę odpowiedź w podobnym tonie, to kasujesz. Jakby szmaciarz napisał do mnie bez wyzwisk, też w odpowiedzi otrzymałby w sposób bardziej kulturalny odpowiedź. Zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy muszą mnie lubić.
      Kłaniam się.

      Agaton

      Usuń
    6. Pod postami powyżej (oprócz ostatniego) nie widzę twojego podpisu, więc nie mogę sprawdzić, kto jest autorem. Wiem ze podczas pisania komentarzy czesto jest dużo emocji, ale nie obrażajmy innych. Także sie kłaniam.

      Usuń
    7. Agaton, rzeczywiście nie wszyscy cie lubią, wyróżniasz się tu, ale w taki sposób, że ja bym się wstydził. Współczuję takiej a nie innej filozofii życiowej.

      Usuń
    8. Za siebie się wstydź! Nie za kogoś.

      Usuń
  3. Mi się z kolei wydaje że nikomu (oprócz jakichś skrajnych populistów) nie zależy na tym żeby wyrzucać z kraju normalnych ludzi którzy uczciwie pracują i płacą podatki a właśnie takie męty które przejadają socjal i rozpleniają się razem ze swoim sposobem (nie)myślenia i egzystowania.

    OdpowiedzUsuń
  4. ^ Konserwatysci to opcja ktora chce imigrantow ale nie chce placic im zasikow socjalnych za nierobstwo

    K

    OdpowiedzUsuń
  5. Jednym słowem, że potem emigranci płaczą jak ich widzą. Autor może generalizuje, ale jest w tym dużo racji. Nic dziwnego, że naszych uważa się tam za hołotę, podobną do tej jaka przyjeżdża z krajów islamskich

    OdpowiedzUsuń
  6. Oni już zostali 'wydupczeni' z kraju - przecież jakieś okoliczności, zmusiły tych ludzi do wyjazdu. A wierzcie lub nie, trafiłem tutaj na wielu uczciwych, pracowitych ludzi - pamiętajcie tylko, że pracują na cudzy dorobek, a w naszym państwie nikt się nie głowi jak ich 'przeciągnąć' na swoją stronę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawda o Anglikach i innych Brytyjczykach jest taka, że to są niesamowici gnojarze. O wiele gorsi od polactwa. Wystarczy się popatrzeć na ulice Londynu, Manchesteru i innych miast.
    Języka swojego wiele białych anglików! poprawnie nie potrafi dobrze mówić. Wiele ludzi, nawet białych anglików po studiach, ma problem z napisaniem prostych zdań po angielsku. Spotyka się stosunkowo często nawet ANALFABETÓW! I to wśród białych anglików, nie emigrantów!
    Wśród niższych warstw brytyjskiego bydła, zwłaszcza kolorowego, jest niesamowite chamstwo i rasizm. Szczególnie jak zobaczą, że obcokrajowiec nie rozumie angielskiego.
    Brytyjskie dziadostwo białe i czarne, uważa że jak ktoś nie opanuje j. angielskiego przez 2 tygodnie, jest "opóźniony w rozwoju" Sami zaś żadnego innego niż angielski języka przeważnie nie znają.
    Na ich plus przemawia jedynie to, że dbają o higienę osobistą, przeciętnie lepiej niż Polacy. Myją się częściej, a;e jak wychodzą z kibla, rąk wielu brytyjczyków nie myje. To jest tylko niewielki wycinek. Do tego dochodzi duża obłuda i zakłamanie Brytyjczyków i amerykanów. Porównywalna jedynie z muzułmanami.

    Mają Brytyjczycy swoje wąskie elity polityczne, finansowe, kulturalne (Polacy takich elit prawie nie posiadają). Ale jeśli się weźmie "prostego ludzia" brytyjskiego (białego i czarnego), to pod względem kultury osobistej przeciętni Holendrzy, Austriacy, Szwajcarzy ich znacznie przewyższają.
    Z tych i innych względów, ja z dziadostwem brytyjskim, wolałem się zbytnio nie zadawać.

    Agaton

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty tez nie potrafisz sie poprawnie wyrazic po polsku, wiec nie wypowiadalabym sie o mowie Anglikow.

      Usuń
  8. To chyba pierwsza notka na Twoim blogu tak beznadziejnie nieobiektywna :( wyzwiska autora tym razem poza pogardą nie wyrażają wiele.
    Fakt menelstwa, tworzenia getta czy odmowy asymilacji nie jest wcale charakterystyczny dla Polaków, kraje zachodnie parają się z problemem od wielu dziesiątków lat a Polacy są gdzieś na końcu listy narodowości stwarzających problemy.
    Marinna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam,, ze mi też sienie bardzo podoba a czemu to juz autor bloga wie. kane

      Usuń
    2. Zgadzam siez Marinna I Kane. Poza pogarda zakompleksionego goscia, nic w tej notce nie widze.
      Tlumacz

      Usuń
  9. "Tłumacz" z koziej dupy waltornia. Od kiedy to się zaimki nie odmieniają, hę? "Ów miasteczko" pfff i żal czytać całość. Braki własne uzupełniać a nie do oceniania, co patologią jest. Żaaal.

    OdpowiedzUsuń
  10. Autora emocje(nienawiść) szargały pisząc ten tekst. Wrzucił wszystkich do jednego wora i naubliżał. Tekst dno, dawno nie czytałem gorszych wypocin. Ma się wrażenie, że pisał go właśnie ten łysol o którym mowa.

    ps. pewnie jesteś typem osoby, która czuje pogardę do ludzi nie znających języka angielskiego, czujesz się od nich lepszy prawda? Sam mówię głównie w j. angielskim i zdarza mi się spotkać Polaków, tak jak Ty, wytykających wręcz braki w angielskim innych rodaków. Budzi to jedynie mój żal, nic więcej...

    OdpowiedzUsuń
  11. Piszesz, że patologia, że polskie getto, a naprawdę więcej ci zajmuje pisanie wyrafinowanych określeń na nią, niż faktyczne udowadnianie że ci ludzie to patole. Że co, że zżółkłe ściany, zaniedbana okolica, brudne naczynia w zlewie? Przejdź do pierwszego lepszego mieszkania w Polsce, śliczne i czyściutkie 200 mkw to w Klanie można szybciej zobaczyć. Że mandaty dostaje? Że języka nie chce/nie lubi się uczyć? Że dzieci biednie ubrane (tak jakby u nas wszystkie w nowych ciuchach latały)?.

    Myślę, że tyle czasu mieszkasz w stanach że zatraciłeś kontakt z polską rzeczywistością.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zenujacy jestes autorze. Jako tlumacz powinienes zachowac dystans I tlumaczyc zamiast wyrazac opinie na temat kogokolwiek. I czegokolwiek. Zero profesjonalizmu.
    Ps:
    Jestem tlumaczem na tyle dobrym ze nie musze robic zakupow w Lidlu. Czego I tobie zycze:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Komentarz "nożownika" bardzo trafnie opisuje tutejszą rzeczywistość a już wzmianka o cyganach jest trafiona w 10-tkę.
    Prawda jest taka, że nawet jeśli na 1000 rodaków, 30% to ludzie z brakiem języka, wykształcenia, pracy, z problemami alkoholowymi lub uchylającymi się od wyroku, zaś reszta to "wyższy poziom" to niestety Ci pierwsi są znacznie bardziej widoczni.
    To dzięki nim i cyganom mamy nie raz popsutą opinie, my nie awanturujemy się w autobusach, czekamy grzecznie w kolejce aby kupić bilet a nie się wpychamy "na bezczela". Jeśli dojdzie do pomyłki przy rachunku, nie biegniemy i nie robimy dymu tylko spokojnie tłumaczymy o co nam chodzi.
    Nie siedzimy na ulicach z puszkami piwa lub butelkami innego alkoholu a jeśli już pijemy to zazwyczaj okazjonalnie i w zaciszu własnego domu.Nasze dzieci chodzą z reguły do katolickich szkół które kończą z wysokimi wynikami, wizyta w kościele nie jest nam obca. Wielu z nas robi zakupy żywnościowe on-line gdyż pracując nie zawsze mamy czas i ochotę aby użerać się dodatkowe 2-3 godziny w supermarkecie. Można nas spotkać w restauracjach a nie tanich pubach. Asymilujemy się przez co stajemy się niewidoczni a to sprawia, ze wszyscy postrzegają nas ciągle przez pryzmat tych "widocznych". Czasem nasze domy można rozpoznać po przez dysze TVN czy Polsatu ale przecież my także tęsknimy za ojczystym językiem i obserwujemy wiadomości z kraju, w końcu wciąż jesteśmy POLAKAMI.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się z powyższymi komentarzami dot.powyższej notki. Dodatkowo - sporą przykrość sprawiło mi stwierdzenie: "robią tutaj (w W.Brytanii) drugą Polskę". Po pierwsze: czuć w tym tak niewiarygodną pogardę i poczucie wyższości, że aż "śmieszno i straszno", iż pisał to Polak! Po drugie: co masz do Polski, ty mały człowieczku!?! Polska to nie tylko kraj meneli i prostackich niedouków, tak, jak ta twoja Doskonała Brytania nie jest krajem samych bogatych i wykształconych! Żal mi Ciebie, biedaku, że wstydzisz się własnego pochodzenia...

    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  15. Najlepsze jest to, że za granicą tak dużo negatywnych opinii o Polakach jest właśnie przez takich zakompleksionych gości.

    OdpowiedzUsuń
  16. Również mieszkam w Wielkiej Brytanii, odbywam praktyki w odpowiedniku naszego Urzędu Miejskiego (City Council), mam dostęp do różnych statystyk i danych. Potwierdza się to, co wiele osób napisało już w swoich komentarzach - to angielska biedota i patologia, nie imigrancka, jest najbardziej problematyczna. Co tam wykresy i wykresy, wystarczy spędzić tu parę dni na mieście - gwarantuję, że o Anglikach można wyrobić sobie jak najgorsze zdanie.

    Myślicie że tylko u nas są wielopokoleniowe enklawy patologii na terenach popegeerowskich? Co powiecie na to, że 3/4 rodziców dzieci w Nottingham korzysta w mniejszym lub większym stopniu z jakiegoś dofinansowania lub zasiłku (i nie chodzi bynajmniej o Child Benefit)? Że ok. 1/3 osób dostaje dopłaty do Council Tax? Że miasto zbudowało w przeszłości, i buduje nadal, ohydne dzielnice tanich domków szeregowych, które w sposób nieunikniony prędzej czy później stają się wylęgarnią biedoty i przestępczości? W tym 400-tysięcznym mieście są przynajmniej 3 duże dzielnice, przez które strach przejść nocą - ktoś bez krępacji wsadzi Ci kosę pod żebra za 20 funtów, które możesz mieć w kieszeni.

    Polacy naprawdę dobrze wypadają jako narodowość na emigracji. Polskie dzieci mają w szkołach dobre wyniki, polskie domy są bardziej zadbane, jesteśmy bardziej pracowici. Każdy kto pracował z Anglikami to potwierdzi. Nie wierzcie w to, co pokazują w telewizji i drukują w prasie.

    OdpowiedzUsuń