Jak wygląda praca kuratora? Jak wyglądają bidule od środka? Przeczytaj, napisz co myślisz i otwórz oczy!!!
Bidulandia
lub tu:
http://mydrea.ms/bidulandia/
Pozdrawiam z zapracowanej Polski :)
„Pomocną rękę należy podać tym, którzy mądrze walczą, a nie mogą dać sobie rady.” - Stanisław Grzesiuk (z książki Pięć lat kacetu) Przedstawione historie są fikcją literacką, a zbiezność ze zdarzeniami i postaciami występującymi w rzeczywistości, jest jedynie przypadkowa. Zamiarem autora nie jest w sposób negatywny przedstawianie osób objętych postepowaniem sądowym a w pracy zawodowej kieruje się ogólnie pojetym dobrem każdej jednostki.
niedziela, 25 listopada 2018
czwartek, 6 września 2018
Zjem kupę... ( a nie odpuszczę)
Artykuł o tym, że nie liczy się efekt w pomaganiu najsłabszym, ale liczy sie samo pomaganie które..... kosztuje potężne pieniądze. Bo instytucjom nie zależy by społeczeństwo było zdrowe, bo wiele takich instytucji jak i szerokiej maści "pomagaczy" nie miałoby pracy. Trzeba robić tak, by ciągle pomagać i ciągle udowadniać że pomoc jest potrzebna.... bo analogicznie do sytuacji na rynku pracy skoro bezprobocie spadło o połowę to o połowę powinno zlikwidować się Urzedów Pracy. Zresztą..... sami przeczytajcie
Zjem kupę a nie odpuszczę...
Zjem kupę a nie odpuszczę...
wtorek, 17 lipca 2018
Dam pracę...
Witajcie. Zapraszam do mojego tekstu na stronie
www.mydrea.ms/dam-prace/
Obiecałem systematyczne wrzucanie tekstów, ale cóz..... dorabiam jak wielu innych i na twórczość pisana nie mam zbytnio czasu i motywacji. Problemów ogrom, spraw coraz trudniejszych wiele..... przeczytajcie i sami zobaczcie. Chciałbym wrócić do pisania, ale ekonomia i utrzymanie się na powierzchni jest ważniejsze :(
Zapraszam do lektury
www.mydrea.ms/dam-prace/
Obiecałem systematyczne wrzucanie tekstów, ale cóz..... dorabiam jak wielu innych i na twórczość pisana nie mam zbytnio czasu i motywacji. Problemów ogrom, spraw coraz trudniejszych wiele..... przeczytajcie i sami zobaczcie. Chciałbym wrócić do pisania, ale ekonomia i utrzymanie się na powierzchni jest ważniejsze :(
Zapraszam do lektury
niedziela, 18 lutego 2018
Fejsiunio moje cudowne
Uwielbiam facebooka.
Uwielbiam jak ludzie uzewnętrzniają się i pokazują swoją patologię myśląc
jednocześnie że są zajebiści i wspaniali i w ogóle to nie są patolą tylko przecież
całkiem normalnymi ludźmi, a to że średnio ogarnięty i wiedzący czego chce od
życia człowiek ocenia takie osoby negatywnie – to problem tego człowieka, nie „prawiepatola”.
Bo „prawie-patol” żyje
w wyimaginowanym świecie który sam sobie stworzył. Świecie, który składa się z
im podobnych, a więc stanowiących ich „prawie-patolską normę”. Weźmy na
przykład pewna Panią urzędniczkę – urzędniczkę niższego szczebla, żeby nie rzec
najniższego. Kilka wywiadów już u niej wykonywałem, głównie związanych z
ograniczaniem władzy rodzicielskiej, ustalaniem kontaktów ojca z dzieckiem.
Pani urzędniczka ma kilkuletnie dziecko które aktualnie wychowuje samotnie. I
tak oto pani urzędniczka otoczyła się koleżankami jej podobnymi – samotnymi matkami,
matkami z dziećmi i mężami pijakami, niedowartościowanymi koleżankami co to
facetów miały nastu, a już grubo są po trzydziestce i żadnego stałego związku,
nie mówiąc o mieszkaniu wciąż z rodzicami. Pani urzędniczka – kobieta rozchwiana
emocjonalnie uwielbia balety, na których błyszczy i bryluje odpychając pijanych
adoratorów. W tym czasie dzieciak jej jest albo u ojca albo u jej rodziców,
więc na weekendy nie widzi skacowanej mamusi, ale żeby nie było – w tygodniu
nie pije, chyba… Jej facebook to jedna wielka historia obrazków z podpisami „życie
bez faceta ma swój urok….. bądź silna bo na końcu tęczy będzie czekać złoto….. prawdziwa
kobieta nie potrzebuje faceta…. To facet powinien…… twoje dziecko to największy
skarb, mężczyzna to śmieć…..” Obrazki poprzeplatane są zdjęciami dzieciaka
który się wybrudził, przewrócił, oddał kał, zmoczył się, dostał zabawkę i pocałowała
go ciocia Gienia – równie samotna jak mamusia. Oczywiście pod zdjęciem kilkanaście
lajków, serduszek i podpisów jaki on słodziutki, jak szybko rośnie, jaka jestem
dumna i dobrze że was widzieć. Słabe, nędzne i zrobione po to, by dowartościować
się bo niczym innym oprócz wódą i baletami nie jestem w stanie zainteresować
ogarniętego faceta. A to że facet patrzy, i taki lachon potrzebny mu tylko do
spuszczenia z kręgosłupa – to niech się nie dziwi że „sami niedojrzali faceci”
mają na nią ochotę.
Ale i tak we wszystkim
wygrywa taka ewidentna, bezmózgowa patola, z przeżartym od wódy mózgiem. Taki podręcznikowy
patol bez instynktu samozachowawczego, co to bezkrytycznie podchodzi do swojego
bytu. Oglądam sobie profil takiej patolki, co to dzieci po rodzinach
zastępczych się chowają, a ona niedawno urodziła kolejne i nikt jeszcze nie
znalazł podstaw by jej to najmłodsze zabrać. I widzę jak kuca przy ognisku czy
grilu dając jednocześnie podpis „zaraz opierdolę kiełbasę”. Na drugim zdjęciu
stoi z wózkiem i z „wujkiem” prężnie trzymającym w swej dłoni butelkę z piwem
podpisując fotkę „Ja z kuzynem na działce. Melanrz”. Kolejne zdjęcia to brudny
dzieciak i podpisy koleżanek-patolek; „o kurwa, ale on duży, jak on zajebiście
rośnie, itp.”.
Inny rodzaj
facebookowych kobiet ale także i mężczyzn to „artystki i artyści”. Zarówno Ci
którym udało się zabłysnąć poza powiat jak i ci którzy większą aktywność
artystyczną przejawiają bardziej w pisaniu i publikowaniu postów na FB. Artysta
taki za wszelką cenę chce udowodnić wszystkim wokoło że został stworzony do „większych
celów” a sława i pieniądze są na wyciągnięcie ręki. Po jakimś czasie dowiaduje
się, ze show biznes to kasa, i bez grubej pęgi na koncie nic nie osiągnie –
lecz wciąż liczy na sukces – często unieszczęśliwiając najbliższych i tak
naprawdę samemu będąc nieszczęśliwym. I jeszcze jedno. Taki artysta nie znosi
krytyki. Jeśli powiesz mu ze coś jest słabe – uniesie się honorem i zerwie z
tobą kontakt, boś nieczuły, niegodzien i nie znasz się na sztuce wyższej.
Ale mnie najbardziej
śmieszy jeszcze jeden typ. Typ „lubię-ludzi”. Taki typ najczęściej lubi i kocha
samego siebie, ale na fejsbuku próbuje stworzyć otoczkę że jest empatycznym pomagaczem,
co to paczki robi, dzieciom i starszym pomaga, bierze udział w WOŚP a w każdym
działaniu musi mieć pochlebców. To typ ludzi którzy z jednej strony twierdzą ze
nie chcą rozgłosu, a z drugiej strony wrzucają na fejsie co chwile komentarze
że zrobili to, zebrali tyle, zorganizowali to i czekają na pochwały w postaci
lajków i komentarzy. Sami w życiu osobistym są często antypatyczni, niewiele
osiągnęli, obrażają się z powodu krytyki i często są nieszczęśliwi. Ale wtedy, choć
przez chwile czują się potrzebni i lepsi od tych, którym tam niby chętnie
pomagają. Poznać ich bardzo prosto – udostępniali obrazek „nie dajesz na Jurka
Owsiaka – nie powinieneś byś leczony jego (?) sprzętem” czy jakoś tak w ten
deseń. Poziom empatii u tych ludzi sięgnął dna, sami pod płaszczykiem pomagania
dzieciom pokazują swoją indolencję, patologizację komórek nerwowych i beznadziejność
swojego umysłu. Ale nie przeszkadza im to, by za miesiąc brać udział w akcji
charytatywnej dla chorego dziecka w międzyczasie wrzucając posty o wypitych piwach,
flaszkach i zaliczonych baletach nie mówiąc o facetach, którzy doskonale wiedzą
jak takie „bojowniczki” zaciągnąć do łóżka.
Inna sprawa to zdjęcia i
profile małolatów – w parach fajek, z blantami w dłoni, wśród innych cwaniaków
podczas imprez, chwaląc się zerżnięciem przez starszego faceta i pokazując
podrapane plecy.
Fejsbuk to kopalnia
ludzkich problemów, jak łatwo rozpoznać kto jest w dołku emocjonalnym, kto ma
nowego faceta, kto jest nieszczęśliwy. Bo tylko nieszczęśliwi piszą o swoich
problemach licząc na wsparcie im podobnych, chwaląc się dziećmi, baletami i
beznadziejnością swojego życia. W końcu, czy ludzie szczęśliwy i dowartościowani
potrzebują mówić o swoich problemach publicznie, narażając się na śmieszność?
Bo śmieszne i żałosne są wypociny samotnych matek, bez facetów, bez oparcia
emocjonalnego, które mimo ze uważają się za mądre i inteligentne – gdzieś zgubiły
instynkt samozachowawczy i w oczach wielu są po prostu….. beznadziejne.
Albo zostają
feministkami.
PS. Dostałem taką wiadomość. Może któraś z Pań reflektuje? (pisownia oryginalna)
"Jestem krzysiek 38 lat wroclaw, dobrowolnie szukam pani kurator ktora bedzie mnie dobrowolnie nadzorowac i bedzie musial sie pani kurator meldowac.czekam na odpowiedz"
poniedziałek, 8 stycznia 2018
Przepraszam, czy tu p(b)iją?
Stoi. Na rogu.
Obserwując otoczenie mętnym ale perfekcyjnie wyostrzonym wzrokiem. Czy ktoś
idzie, może akurat ktoś znajomy, ktoś kto pomoże i ulży w niedoli. Ręce w
kieszeni schowane by ukryć nie tyle wielotygodniowy brud, ale by choć lekko je ogrzać
i przy okazji podrapać wszy łonowe, które zalęgły się wokół wynędzniałego
kutasa gryząc go niemiłosiernie nawet tam pod napletkiem. Do tego wszystkiego owsiki
wżerające się w dupę i z zawziętością świdrujące kiszkę stolcową powodując tak
niemiłosierne swędzenie, że chętnie włożyłoby się palca w dupę razem ze szczotą
drucianą i zabełtało we wszelkie możliwe strony by sprawić sobie choć chwilę
ulgi.
Przechył do przodu w
wykonaniu myśliwego nie jest spowodowany zaburzeniem błędnika czy chwilowym
zakręceniem się w głowie. Nie jest spowodowany także ilością wypitego napoju
procentowego. To taktyczny manewr operacyjny który polega na szybkim zerknięciu
zza winkla czy nie zbliża się ofiara, to manewr prawie że wojskowy, który
został opanowany do perfekcji na placu boju. Trzeba być szybszym od ofiary, ona
nie może zbyt wcześnie go zauważyć bo zawróci z obranej drogi i nie wpadnie w
sidła zasadzki. Ofiara ma się niczego nie spodziewać, ma być zaskoczona by
zareagować w określony sposób, by to myśliwy osiągnął zamierzony cel. Myśliwy
zawsze stoi przodem do wiatru, ofiara nie może go wyczuć węchem, wzrokiem ani
nie powinna przypuszczać nawet, że tam się myśliwy znajduje. Z tym zapachem to
już jednak gorzej – myśliwy nie czuje swojego zapachu bo się do niego
przyzwyczaił i zapach ten stanowi stały element jego bytności. Rozkładający się
pot na jego ciele zmieszany z moczem, ropiejącymi i gnijącymi ranami oraz kałem
doskonale maskuje go w przestrzeni mu podobnych, ale tu, w tej sytuacji gdy
wyszedł na polowanie zapach przeszkadza. Zły zapach ma wpływ na całe życie.
Myśliwy ma czapkę,
która rusza się na jego głowie a spod której pełzają na ciemnych włosach białe
robaki. Przy bliższej obserwacji można zauważyć jak wiją się i poruszają po
kosmkach czarno-siwych, zachęcając wręcz by je złapać i nałożyć na haczyk który
razem ze spławikiem, zarzucimy za chwilę na łowisku. Twarda, gnijąca skorupa na
głowie jest jednym z elementów utrzymania właściwej ciepłoty ciała, chroniąca w
chłodne dni przed wychłodzeniem organizmu a latem przed przegrzaniem. Myśliwy
ucharakteryzowany jest w barwy maskujące – jest szary na twarzy, w niektórych
miejscach siwy, a także czerwony od zaschniętej krwi, ponieważ zdarza się ze
toczy śmiertelne pojedynki nie tylko z innymi myśliwymi, ale często z własnym
losem. Jego los czasami upadla go i nie pozwala wstać z kolan, rzucając nim
niemiłosiernie i powodując olbrzymie drgawki przeszywające całe ciało niczym
porażony prądem. Myśliwy wie że los go nienawidzi i gardzi nim, ale wie także
że nie ugnie się losowi i nie podda mu się bezwolnie, tylko będzie walczył
wlewając w siebie coraz więcej napoju dzięki czemu staje się odważniejszy by
stawić mu czoła. Jego walki z losem nikt nie rozumie. Nie rozumie tym bardziej
trzeźwy chcący zmusić go do walki o siebie bez wspomagającego trunku. Jak tu
stawić czoła tym wszystkim przeciwnościom, jak stawić czoła wielotysięcznym
alimentom nie zapłaconym, setkami mandatów, sprawom karnym, brakiem mieszkania,
dawno nie widzianymi dziećmi i pretensjami byłej już żony. Jak stawić czoła tym
wszystkim urzędnikom którzy tylko chcieliby by cos podpisywać, zobowiązać się
do płacenia i by robić to co oni każą? Jak stawić czoła tym wszystkim chorobom
które trawią od środka trzewia naszego myśliwego wyżerając go i powodując taki
ból wnętrzności, że tylko znieczulająca woda jest w stanie go ugasić? Nie da
się stawić czoła losowi po trzeźwemu. Po prostu się nie da. Ale los z niego też
kpi. Myśliwy czasami chciałby poddać się, machnąć ręką na tą walkę i mieć
wszystkich i wszystko głęboko w kanale defekacyjnym i pójść w stronę światełka
gdzie jest ciepło i przyjemnie, jednakże trzeźwi mu nie pomagają. Zabiorą do
szpitala, podleczą, nafaszerują lekami i ubiorą w czyste ciuchy, jednocześnie
przeklinając że go nienawidzą bo śmierdzi i osobną salę dla niego trzeba
szykować bo inni nie wytrzymują.
Ale w końcu jest.
Ofiara zbliża się niczego nie przeczuwając i nie wiedząc że za chwilę wpadnie w
sidła zasadzki z których tak szybko się nie wywinie. Dreszcz podniecenia
przeszył spleśniałe ciało myśliwego, wyostrzając jego zmysły do granic
możliwości. Powietrze ze świstem wdziera się w zarośnięte nozdrza i wypełnia
trawione nowotworem pęcherzyki płucne rozdymając je do granic możliwości. Ręce
trzymane w kieszeniach składają się w pięść, gotowe do szybkiej reakcji gdy
ofiara znajdzie się w ich zasięgu. Przez chwilę zapomina się o cierpieniu,
bólu, o swędzącej skórze i ropniu na dużym palcu lewej nogi, który pękł przed
chwilą i majestatycznie rozlewa się w starym bucie sprawiając przyjemne
chwilowe ciepło. Ofiara nie spodziewa się ataku. Ale sam atak nie jest
jednoznaczny z tym że będzie skuteczny, musi akurat trafić na uległą ofiarę,
która podda się myśliwemu i zrobi wszystko to, co jej się karze. Tu chodzi
także o zagrywkę psychologiczną, nie wyuczoną na uniwersytetach, ale w szkole
życia podpartej nieustanną walką z podstępnym i przebiegłym losem.
Znów taktyczny przechył
kontrolny w wykonaniu myśliwego aby upewnić się że ofiara w dalszym ciągu
zbliża się i jest nieświadoma zasadzki na nią czekającej. Tym razem przechył
jest mniejszy, obliczony według paraboli i sprawdzony sensorycznie podczas
wielu prób i podejść. Trzeba wciąż uważać na wiatr by nie zdradził położenia
myśliwego co mogłoby spowodować tak niekorzystne zachowanie ofiary jak przejście
na drugą stronę ulicy i tym samym pozbawić myśliwego możliwości skutecznego
ataku.
Ofiara jednak wciąż idzie,
kierując się prosto w miejsce, gdzie myśliwy schowany w czeluściach cienia
oczekuje na atak. Wagi zaciśnięte, język wysuszony w ustach spocił się na samą
myśl że może się uda, może już za chwilę osiągnięty zostanie upragniony cel.
Jeszcze moment, jeszcze kilka sekund… jak ten czas szybko leci, jak już niewiele
zostało by dopaść ofiarę w swoje brudne szpony i nie odpuścić jej aż nie
osiągnie się zamierzonego celu…. Jeszcze kilka kroków…. Jeszcze kilka płyt
chodnikowych….
- Szefunio! Da szef
złotówkę! – atak przeprowadzony z iście perfekcyjną precyzją. Ofiara ma przed
sobą myśliwego, strzegącego dostępu do klatki schodowej, który wyciągnąwszy
dłoń niczym broń, rozszerzył poranione i brudne palce dłoni.
- Panie Kowalski, pan
dobrze wiesz że nic ode mnie nie dostaniesz – zmarnowanym głosem odpowiedziałem
Kowalskiemu.
- Nie poznałem, sorry –
odpowiedział myśliwy i zrobił wąskie przejście, jednak bez ocierania się i tak
nie było możliwości przejścia – ale dałby Pan złotówkę. Pić się chce.
Nie daję. Kowalski to
mój stary nadzór alkoholowy. Duma systemu który tak namiętnie i skutecznie
leczy alkoholizm za pomocą sądów i kuratorów.
***
Dzisiejszy tekst sponsorowany był przez Warsztat Kreatywności. Zapraszam do skorzystania z ich ofert, co prawda w województwie zachodniopomorskim głównie, ale może ktoś, coś... Dają zniżkę za powołanie się na bloga.
poniedziałek, 1 stycznia 2018
Noworoczne Przemyślenia
Człowiek
uczy się przez całe życie i umiera głupi – to fakt niezaprzeczalny. Nie na
darmo funkcjonują w naszej ciekawej rzeczywistości powiedzenia: Czemuś biedny?
Bo głupi. Czemuś głupi? Bo biedny. I tak toczy się kółko ludzkiej głupoty ale i
także nikłej świadomości, bo w wielu przypadkach nieświadomość prawna
doprowadza do wielu tragedii.
Tak
to już niestety jest, że biedny i głupi ma gorzej. Wszędzie. W wymiarze
sprawiedliwości to już szczególnie ma przerąbane. Człek głupi i nieobeznany
gubi się w gąszczu przepisów i traci zaufanie do sądów. A jako że sądy w
ogólnym przekazie są „be” to łatka przypięta jest po całości. Co prawda w
głównej mierze to wina zagmatwanych przepisów prawnych, ale winni nie są Ci co
je tworzą lecz ci, co je stosują przecież. Ale nie jest to tak, że stoję murem
za każdym pracownikiem wymiaru sprawiedliwości – wszędzie są źli i dobrzy,
wszędzie są i złodzieje jak i uczciwi. Wszędzie są tacy którzy pochylą się nad
sprawą jak i tacy, którzy wolą ją odfajkować po najmniejszej linii oporu. W politykę
się nie bawię – zostawiam to innym. Powiecie że adwokaci czy różnej maści radcy
prawni są lepsi? W życiu!!! Jeśli jesteś głupi i biedny to „mecenas” wiedząc że
nie zarobi na twej sprawie będzie traktował ją po macoszemu. Przegapi termin,
nie złoży odwołania, nie stawi się na sprawę bo „pomylił godziny”. Człek
prosty, nieobeznany w niuansach nie wie że może złożyć zażalenie, przywrócić
termin czy poprosić o przełożenie terminu bo pełnomocnik się nie stawił. Człek
niewykształcony i bez pieniędzy myśli że tak musi być. Zresztą, narobiło się tych
„mecenasów” na każdym rogu, od kiedy wystarczy zaocznie prawo skończyć w
pierwszej lepszej szkole „lansu i bansu”, odbyć aplikacje radcowską
gdziekolwiek i zostać „papugą”. Czasami zastanawiam się, że niejedna papuga
chętnie by już pod biurem podawczym sądu stała i wręczała swoją wizytówkę
każdemu, kto do sądu przyszedł. Hmm:
-
Dzień dobry, uszanowanie moje, pokaże Pani mi pisemko…
-
Ale…
-
O, o alimenty sprawa, moje uszanowanie, pomogę, niedrogo…
-
Bo…
-
Nie szkodzi, można w ratach, niedrogo, tylko 99,99 za pismo proceso….
-
Ale Panie, ja…..
-
Na raty rozłożę, upust dam i zniżkę dla członka rodziny.
Wolny
rynek co prawda wymusza niższe ceny, ale też jakość spada niestety wielu
domorosłych „prawników” po kursach korespondencyjnych. Oczywiście upraszczam
bardzo momentami, ale w swojej karierze zawodowej już z tak kuriozalnymi pismami
od „mecenasów” się spotykałem, świadczących o tak elementarnej nieznajomości
prawa, że wstyd mi było to czytać, a co dopiero odpowiadać takiemu „papudze”.
Ale w końcu 99,99 zł się skasowało obywatela, to trzeba coś wysmarować. Za
głupie pisma kary nie ma, a papier wszystko przyjmie, więc hulaj dusza piekła
nie ma.
Osobiście
należę do ludzi, gdzie bywam w różnych miejscach. Kluby, lokale, wernisaże…
taki człowiek orkiestra ze mnie, co to i śliwowicy się napije na rogu, i do kolacji
siądzie w towarzystwie „ąę”. Iluż to „mecenasów” z sędziami widziałem razem „łychę”
walących, a potem pod salą w budynku sądu jeden drugiemu „dzień dobry” mówi. Im
mniejsze miasto – tym bardziej widoczne. W końcu tę samą szkołę prawniczą
robili, ten sam rocznik czasami, ta sama grupa to i zapewne tematów do rozmów
wiele.
Biuro
podawcze mnie nie lubi. Bo swoim nadzorowanym pisze wnioski o różne sprawy,
drukuje na sądowej drukarce i korzystam ze swojego służbowego ksera jak trzeba.
A jak przyjdzie ktoś biedny, przestraszony bo dostał pismo z sądu bo nie
rozumie – to dzwonie do wydziału i pytam o co chodzi, bo sam nie wszystko
ogarniam. Wtedy instruuje co trzeba zrobić, gdzie się udać lub co donieść. Ot,
ludzki odruch. Jak trzeba to polecam też mecenasa – pod warunkiem że znam i
jest dobry, ale tylko wtedy gdy zainteresowani są zdecydowani by ktoś ich
reprezentował i po prostu nie chcę by trafili na zwykłego gryzipiórka a na
kogoś, kto dokładnie przyjrzy się zawiłością ich sprawy.
Ostatnio
przyszła do mnie młoda dziewczyna, porzucona przez faceta, spłacająca jego
długi i wychowująca jego dziecko. I gdy tak przez dwa lata sobie radziła
spłacając długi, wychowując córkę i jednocześnie pracując - ojciec dziecka zabrał córeczkę na weekend i…..
już jej nie oddał. A dlaczego to zrobił? Bo śmiała wejść w nowy związek z kimś,
kto nie był chorobliwie zazdrosny. Przez dwa tygodnie codziennie jeździła pod
dom gdzie jej córka przebywała i prosiła by dziecko jej oddać albo żeby mogła
się z nią zobaczyć. Jak miała szczęście to widziała płaczące za nią maleństwo w
oknie, gdy wyciągało ku niej rączki. Wezwana Policja kazała jej udać się do sądu
bo to nie ich działka – w końcu tatuś ma pełnię władzy rodzicielskiej jak i
ona. Pan Prawnik do którego się udała powiedział że to będzie kosztować, a
bezpłatna pomoc prawna w gminie była na….. urlopie czy zwolnieniu. Gdy trafiła
do mnie – napisałem wniosek o ustalenie miejsca pobytu dziecka przy matce i
wydanie zabezpieczenia. Za darmo. Na sprzęcie służbowym, w czasie pracy. Mam
nadzieję że nikt nie zwolni mnie za to. Aha, dziecko po 2 tygodniach wróciło do
niej.
Tak
w ogóle to czasami zdarzają się podziękowania. Raz o mało co nie dostałem
kaczki w worku. Żywej. Gdy odmówiłem zaproponowano zabitą, a gdy znów odmówiłem
– to zabitą i oskubaną. Oczywiście nie wziąłem. Ale hitem to była propozycja
kupienia działki budowlanej. Pomogłem starszym ludziom w zawiłościach związanych
z rodziną zastępczą i dostałem propozycję odkupienia kawałka pola od nich z
dużym upustem, bym sobie dom postawił. Choć było to kuszące i ciekawa
inwestycja gotówki – to jednak nie chcę być posądzony o wykorzystywanie swojego
stanowiska i żadnej gratyfikacji za swoja pracę nie przyjąłem. No, oprócz
jabłka i kawą którym zostałem poczęstowany ale to akurat przez moich znajomych
u których wykonywałem jakieś tam czynności sądowe.
Ale
pokusy nie zawsze są materialne. Czasami zastanawiam się czy są kuratorzy
sądowi którzy jednak przekraczają pewne granice i lądują z nadzorowanymi czy
innymi osobami u których wykonują pracę w łóżku. W końcu z jednej strony – młode
dziewczyny, rozwódki, czasami bardzo ładne i zadbane, kobiety po przejściach
ale i zwykłe „labadziary” na widok z drugiej strony przystojnego faceta –
kuratora, który pyta je o problemy, współczuje im. Albo młody Pan Kurator i
młoda dziewczyna w potrzebie, która zrobi wszystko by jej pomóc, lub młoda Pani
Kurator zakochująca się w dozorowanym, który nie musi być przecież alkoholikiem
i brudasem… W końcu wieczorami odwiedza się różne domy, czasami dużo czasu się
spędza z podsądnymi… Osobiście się nie spotkałem, lecz chętnie poczytałbym
takie historie, jak się skończyły albo jakie konsekwencje spowodowały.
I
tak oto w Noworocznym poście poruszyłem kwestię miernych „mecenasów” jak i
seksu z dozorowanymi. Niedługo kolejny, soczysty i pełen emocji tekst o
zakamarkach ludzkiej marnej egzystencji. Tej z dna społecznego, z mułu beznadziejności.
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Wpierdol..... ciąg dalszy
... I tego wszystkiego doczytałem się z teczki nadzoru
która zawędrowała na moje biurko z jakiejś odległej krainy na rubieżach Polski
i którą to rozłożyłem pomiędzy kawą a innymi notatkami. Kurator który sporządzał
te notatki należał do tych, którzy widać dopiero co rozpoczęli pracę w tym
cudownym zawodzie i szczegółowo opisywał kolejne miesiące upływającego życia
kobieciny. Na końcu teczuszki zawarł informacje że bidulka wraz ze swoimi dziatkami
wróciła w rodzinne strony i zamieszkała ponownie u swoich rodziców na wsi, którą
to na potrzeby niniejszej historii nazwiemy Sielski Przytułek.
Sielski Przytułek był tak sielski, że rzygać się
chciało na samą myśl, że musze odwiedzić tamte rejony. Był sobie kiedyś pewien
PGR, który przed końcem swego żywota postanowił barak biurowy przerobić na
mieszkania dla pracowników „gorszego sortu”. No, może to nie PGR postanowił
tego dokonać ale ówczesne władze gminy, w każdym razie spędzono najciekawsze
osobniki w to miejsce, gdzie utworzono mieszkań razy pięć i przydzielono je
najweselszym w okolicy postaciom minionej niedawno postaci. I o ile każda z
tych rodzin to osobna historia, o tyle zatrzymajmy się przy naszej głównej
bohaterce.
Bronisława, bo tak jej na imię było, a imię to
zapewne wybrał ojciec idąc tym samym tokiem rozumienia co dzisiejsze Brajany,
Jessiki i Kewiny, tak więc Bronisława wraz ze swoimi dzieciaczkami wróciła w
rodzinne strony a mi przyszła radosna chwila sprawowania nad nią nadzoru i
doglądania, czy jej potomstwo ma zapewnione wszystko co potrzeba do życia. Jak
już wspomniałem na początku opowieści, ojciec i matka Bronisłąwy napierdalali
ją systematycznie za młodu, przez co ta uciekła z pierwszym lepszym menelem by
zamieszkać u niego i powić mu ukochane dzieciaczki. Niestety, ale do dziś jest
normą, że małolata jak doznaje krzywdy ze strony zapijaczonych rodziców, to
najprostszą metodą rozwiązania problemu jest rozłożenie nóg jakiemuś frajerowi,
który po zapłodnieniu zmuszony będzie wychowywać potomstwo i utrzymywać matkę,
której jedynym zajęcie będzie kolejne rodzenie, by całkowicie uzależnić od
siebie frajera. I siedzi taka potem 20-latka z dwoma bachorkami, trzecie w
drodze i beszta faceta zapierdalającego na budowach, by przyniósł kasę na
żarcie do domu i kolejne ciuchy. Po jakimś czasie frajer chleje pod sklepem z
kolesiami a marudzącą konkubinę napierdala za to, że zmarnowała mu życie bo
jego kolesie w starych beemkach rwą małolaty na wsi i pukają je z głową, a on w
wieku dwudziestu paru lat ma już problem na głowie w postaci Brajanka i Wanessy
oraz kobiety, która po dwóch ciążach i braku kosmetyków tudzież zębów na
przedzie nie przypomina umalowanej małolaty z jędrnym cyckiem.
I do takiej właśnie Bronisławy pojechałem, mając w pamięci
ze jej stary profilaktycznie ją napierdalał, a matka chlała na potęgę nie
przejmując się czy cokolwiek da dzieciom do jedzenia. Nie będę opisywał drzwi i
szmaty wiszącej na futrynie, którą to zazwyczaj długopisem odchylam, bo ciężar
smrodu ledwo utrzymuje ją na gwoździach. Nie będę opisywał zapachu
wypełniającego mieszkanie – bo stężenie pierdów wymieszanych z tanimi fajami
przekracza dopuszczalne normy i nie będę opisywał popierdalającego na czworaka
jak mały robocik dzieciaka – upośledzona przyczyna uniesień seksualnych Bronisławy
z jej ówczesnym partnerem.
Przyznam szczerze że od kilku lat nie byłem w tej
rodzinie – ostatni raz wtedy gdy Bronisława w wieku 17 lat rodziła i trzeba
było opiekuna prawnego szukać dla jej dzieciaka. Na szczęście było to tuż przed
jej osiemnastką, wiec sprawę trochę się poprzeciągało aż do czasu osiągnięcia pełnoletniości
przez nią. Potem Bronka wyjechała do ukochanego kilkadziesiąt kilometrów i
problem sam się rozwiązał. Teraz wróciła, na moje nieszczęście.
Wszedłem do pomieszczenia które robiło za salon. A w
sumie było przechodnim pokojem, z wielkim rozłożonym tapczanem na którym leżał
ojciec Bronisławy. Leżał, wegetował, ledwo żył. Po udarze którego dostał z
przepicia był wegetującą rośliną, która wymagała stałej opieki i której to nogi
odmówiły posłuszeństwa. Zaszczana pościel, smród moczu i brudna pościel.
Niestety nie odjęło mu możliwości wypowiadania się, bo darł swoją gębę używając
przy tym niewybrednych epitetów:
- Kurwa! Kurwa! Znowu ktoś wpierdala się a zapomogi
nie da! Tylko kurwa przyłazicie i nic z tego nie ma! – i tak w kółko
skrzeczącym głosem, trzymając w ręku skręconego peta, a obok na stole butelka ja
bola do połowy opróżnionej.
- Kurwa, kurwa mać!
- zaskrzeczał gdy pet wypadł z jego zgrabiałej łapy i wpadł pod pościel,
zapewne dokonując oparzeń, lecz sztywne szkity nie pozwalały się mu przesunąć. –
KURWA!!! Zocha!!
Mała niska kobiecina podbiegła do niego, odsunęła brudną
pościel tak, że miałem okazję spojrzeć na żółte od szczynów gacie, a nozdrzy
moich dopadł zapach potu, moczu i brudu. Wysuszone z braku mięśni nogo
przypominały patyczki, a wielkie paznokcie z grzybicą dopełniały smaczku tego
widoku. Zocha włożyła rękę pod plecy menela i wyciągnęła jeszcze tlącego się
papierosa. Pobieżnie rzuciła wzrokiem na niewielkie oparzenie i wypalona małą
dziurkę w pościeli, a potem wrzuciła niedopałek do szklanki z jabolem, która stała
nieopodal butelki na stoliku.
- Ty Kurwo! – skomentował menel i sięgnął po
kolejnego papierosa, który skręcony leżał nieopodal. – Obyś zdechła.
Na starej Zośce nie zrobiło to żadnego wrażenia.
Dopiero teraz tak naprawdę odezwała się w moim kierunku stwierdzając, że u
niego to normalne bo mu na łeb już padło. Zośka musi się nim zajmować bo
otrzymuje świadczenie z OPS polegające na tym, że z powodu rezygnacji z pracy
musi opiekować się mężem czy jakoś tak. W każdym razie układ symbiotyczny.
Leżący pijak kosztuje tyle co nic. Nakręcone fajki, butelka wina najtańszego i
trochę żarcia. Na wszystko inne da pomoc społeczna. Pytam się o Bronisławę,
jednocześnie zerkając na małolata który wcześniej popierdalał jak robocik a
teraz zainteresował się piecem kaflowym i drzwiczkami do wrzucania drewna. Na szczęście
to było lato więc nikt nie palił.
- A kurwa, zabierz ją se kurwa pan! – taka była
odpowiedź tatusia gdy spytałem o córkę – Ją i jej cholerne bachory!!! –
dokończył wykrzyczane zdanie i sztachnął się śmierdzącą fajką.
- Zamknij mordę
- Zocha włączył się inteligentnie do dyskusji, to żadna opieka tylko
kurator.
- A chuj wam wszystkim w dupę – odpowiedział niepełnosprawny
biorąc łyk orzeźwiającego napoju ze szklanki. W tym samym czasie Zocha złapała
gówniaka za rękę i zaciągnęła szurając po ziemi do drugiego pokoju, gdzie przed
wielkim 45 calowym telewizorem siedziało jeszcze dwoje gówniaków wpatrzonych w
popierdoloną bajkę o jakiś potworkach.
- Bronki nie ma, bo wypłacają dziś zasiłki w opiece.
Ale to jej pokój który zajmuje z dzieciakami – mówiła to tak śmiesznie
mlaskając, bo zębów to już od dawna nie ma. - Pojechała od razu też zakupy
zrobić, bo zabrała się z sąsiadem samochodem. Płaci mu 20 złotych i on ją
wiezie czasami – wytłumaczyła mi jak rozwiązany jest problem braku komunikacji
na wsi.
- Niech Bronka weźmie książeczki zdrowia dzieci i
jutro przyjedzie do mnie jeśli będzie mogła – zrezygnowany wyszedłem z
mieszkania, a przechodząc pod oknem baraku usłyszałem…
- Kurwa!!!! Czego on Kurwa chciał!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
