Nie strzelajcie. Proszę.....
Po prostu zarabiam na życie po 12 godzin dziennie i póki najbliżsi wytrzymują - nie zmienię pracy :)
Poniżej link do mojego ostatniego artykułu, mam nadzieję że się podoba :) Komentarze mile widziane.
"Pani da paczkę"
lub: http://mydrea.ms/m/articles/view/Pani-da-paczk%C4%99
Obiecuję przed świętami ucztę dla oczu i duszy :)
„Pomocną rękę należy podać tym, którzy mądrze walczą, a nie mogą dać sobie rady.” - Stanisław Grzesiuk (z książki Pięć lat kacetu) Przedstawione historie są fikcją literacką, a zbiezność ze zdarzeniami i postaciami występującymi w rzeczywistości, jest jedynie przypadkowa. Zamiarem autora nie jest w sposób negatywny przedstawianie osób objętych postepowaniem sądowym a w pracy zawodowej kieruje się ogólnie pojetym dobrem każdej jednostki.
środa, 16 listopada 2016
wtorek, 2 sierpnia 2016
Miłość w światłowodzie
Jak człowiek wraca po urlopie to już
normalnie nic a nic mu się nie chce. Gdy jeszcze zobaczy tą stertę papierów to
go kurwica zalewa, bo pomimo że urlop to i tak nazbiera się w chuj roboty,
którą trzeba teraz nadrabiać. Ale cóż, chciałeś to masz i teraz zapierdalaj w
teren w poszukiwaniu szczęścia tudzież dzieci rozwijających się nieśmiało w
brzuszkach niektórych patolek, zmamionych perspektywą pięćset plus.
Pięćset plus ma swoje zalety. Będąc
na wczasach wzrosła liczba dzieci na koloniach tudzież niektóre rodzinki
potrafiły wybrać się po raz pierwszy na wakacje, w swoich 20 letnich
samochodach. I w sumie dobrze, bo dzieciak czasami po raz pierwszy morze zobaczy
tudzież jakiś pagórek, a że przy okazji śmieci, drze japę i razem z mamuśką
rzuca kurwami gdzie popadnie, to już inna bajka.
Ale zostawmy dzieciaki na wakacjach,
niech spędzają je jak umieją skoro mamusia z tatusiem takie a nie inne wzorce przekazali.
Przeglądam ja te swoje dokumenciki wyłuskując z nich to co najpiękniejsze i to
co już za długo leży i zaczyna niemile pachnieć i wnet moim oczom ukazuje się
teczuszka nadzoru nad pewną patolką, co to z Polski przyjechała razem z
dzieciątkiem maleńkim za miłością swego życia poznaną za pomocą jakże
wspaniałego narzędzia jakim jest Internet i portal dla seksoholików i wszelkiej
maści dewiantów podnoszących swoich samoocenę, a zaczynający się na literkę B. Tak
oto miłość poleciała po kablu światłowodowym i ściągnęła kobiecinę niespełna 26
letnią w mój skromny, sądowy rejon. Kobiecina jak na podróżniczkę przystało
zapakowała cały swój majątek w postaci dwojga dzieci lat 3 i 4 i przyjechała do
swojej wielkiej miłości, jaką jest 35 letni dozorowany z zadłużeniem
alimentacyjnym i mieszkający u mamusi alkoholiczki i zniedołężniałego ojca.
Układ idealny po ojciec rentę ma, panie i to całe tysiąc złotych, a i nasz
kochaś coś dorobić potrafi, bo kiedyś nawet technikum udało mu się zacząć. Co
prawda nie skończył bo wóda i machanie dzieciaków w późniejszym czasie
pochłonęło go bez reszty, ale teraz na starość a raczej wchodząc w dojrzałe i
dorosłe życie postanowił się ustatkować i ściągnąć sobie z Internetu jakaś
kobiecinę, z którą to na poważnie już będzie w przyszłość patrzył. Takie „Pokemon
GO” powiedziałby ktoś, tylko ten Pokemon oddycha, jeść chce i obciążony bagażem
w postaci dwóch kolejnych małych potworków. Ale jak to mówią, od przybytku
głowa nie boli tym bardziej że dzieci są obecnie produktem dostarczającym środki
finansowe, więc rodzina na pewno z głodu nie zginie. I z pragnienia też.
Zanim poszedłem zrobić tak zwane „sprawozdanie
z objęcia nadzoru”, gdzie postawię trafną i celną jak zwykle diagnozę rodziny,
pogadałem sobie sympatycznie z kuratorem dla dorosłych, czy mój wielbiciel
Pokemonów jest mu znany. Gdy zadałem pytanie o tego wspaniałego bożyszcza
kobiecych internetowych serc, pomyślał Kurator Specjalista dla Dorosłych Sądu
Rejonowego, mlasnął i cmoknął i stwierdził że jak ten nierób, cwaniak po 4 wyrokach
i olewający alimenty na troje dzieci nygus złapał w necie Pokemona i jeszcze
ściągnął go do siebie w Realu, to upadek społeczeństwa jest już bardzo blisko,
skoro tak obleśne typy przygarniają kobietą pod swój dach kobietę i to jeszcze
z małymi dziatkami. To będziesz miał wesoło – skwitował na koniec i uśmiechnął się
szyderczo w moją stronę wracając do lektury w postaci jakiegoś wyroku, gdzie to
jakiś facet spał po pijaku na ławce z gołą dupą, przez co skazany został na prace
społeczne za nieobyczajne zachowanie.
Chciał czy nie chciał, robota jest i
nie sposób jej nie zrobić, tym bardziej że terminy poganiają i znów jakiś wytyk
dostanę że cos tam dzień czy dwa dni później zrobiłem, choć kompletnie nie ma
to wpływu na prowadzone przez sąd postępowanie.
Zrelaksowany i wypoczęty po urlopie
wsiadłem w swój wehikuł i z impetem 80 koni mechanicznych (bo wiecie, w gazie
mały silnik mało pali choć szwagier mówił że do gazu to jest tylko kuchenka i
najlepsze są Passeratti w TDI), ale dla mnie ekonomia to podstawa więc ruszyłem
ku wielkiej przygodzie, zapoznać się z obecnie moją już patolką, która to taką
wielką miłość poczuła do Janusza – wiejskiego buhaja rozpłodowego. Po
przejechaniu 29 kilometrów (tak, zeruję licznik po każdym ładowaniu butli)
stanąłem przed czymś co wyglądało jak barak z trzema drzwiami. Miejsce ogólnie
mi znane dobrze, bo po sąsiedzku mieszka moja inna nadzorowana. Jak już więc
stanąłem, przyczesałem włosy, poprawiłem koszulę która jest przykrótka i mi
ciągle ze spodni wyłazi, wciągnąłem brzuch i zapukałem w jakże by inaczej w drzwi
z dykty oczekując na zaproszenie. I rzeczywiście, po chwili drzwi się otworzyły
i stanęła w nich zgarbiona i wysuszona staruszka, która jak się okazało ma 53
lata. Spojrzała na mnie spode łba i zaciągnęła się papierosem, pytając:
- Do kogo?
- A dzień dobry Pani – rozpocząłem z
uśmiechem – ja zapewne do pani synowej, co to tu syn ściągnął sobie z Internetu
– kontynuuje i jak zwykle przedstawiam się kim i po co jestem.
- A idźcie wy wszyscy w cholerę –
odwróciła się i zniknęła w czeluściach pakamery, więc nie pozostało mi nic
innego jak pójść za nią, w końcu drzwi otwarte zostawiła.
Pierwsze co to zderzyłem się z rojem
latających i brzęczących much. Jedna wleciała mi nawet do nosa, ale udało mi się
nie wciągnąć jej do gardła, więc szybkich ruchem wyplułem biedaczkę. Potem
zastałem przez sobą wiszącą szmatę która odgradzała ciemny korytarz od
pomieszczeń mieszkalnych. Szmata brudna i śmierdząca lecz długopis ustrzegł
mnie przed jej dotykaniem. Po przekroczeniu szmaty dostałem się do pierwszego
pokoju. Był to tak zwany pokój przechodni w którym wydeptana ścieżka pomiędzy
dwoma starymi i zatęchłymi łóżkami prowadziła do następnego pomieszczenia
mieszkalnego. W międzyczasie gdy podążałem za staruchą zauważyłem że na jednym
z łóżek skulony leży jakiś mężczyzna i trzęsącymi się rękoma dopala papierosa
wpatrzony w ekran kineskopowego telewizora w którym leciał z jeden z życiowych
programów. Nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Starucha w tym czasie otworzyła
drzwi znajdujące się w przeciwległym końcu pokoju i machnęła ręką abym wszedł
tam. Mijając ją zdążyłem zauważyć jak popiół z papierosa spada jej na podłogę,
lecz nie zrobiło to niej żadnego wrażenia. Na mnie zresztą też.
Wszedłem do pokoju a starucha zamknęła
za mną głośno drzwi. Na łóżku z laptopem siedziała moja nadzorowana, a dwoje
jej dzieci wpieprzało na podłodze jakieś słodycze. Czy były to słodycze to nie
jestem do końca pewien, bo łażący wokół nich królik skutecznie mógł wyprodukować
swoje okrągłe bobki, które zostały strawą dla naszych milusińskich. Patolka
spojrzała na mnie, odłożyła laptopa i usiadła na łóżku uśmiechając się by
pokazać brak górnych zębów oprócz oszczerbionej jedynki robiącej zapewne za
otwieracz do piwa.
- Usiądzie pan – skierowała słowa do
mnie a ja rozglądnąłem się po pomieszczeniu w nadziei że znajdę cos innego do
siedzenia i kawałek stołu, gdzie będę mógł zapisywać złote myśli Emanueli, bo
tak miała bohaterka tej życiowej opowieści. Nie uśmiechało mi się siedzieć zbyt
blisko niej, bo na odległość czuć było smród popsutych i zżartych przez
próchnicę zębów. Nie cierpię, jak ludziom z mordy wali i na dodatek nachylają się
bezwstydnie zionąc swoim oddechem prosto w moją twarz.
- Postoję – w desperacji tylko to mi
zostało, lecz za chwile znalazłem w kącie stojący stołek i usiadłem na nim,
rozkładając zeszyt na kolanach. Dzieciaki podleciały do matki i wgramoliły się
jej na kolana.
I tak oto zaczęła się historia jej życia……
CDN…
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Dobra zmiana
Na fali "dobrych zmian" i ja dorzuciłem swoje propozycje, jakie proponuję zmienić by skuteczniej walczyć z patolami. A jakie to są propozycje, zapraszam do lektury :)
DOBRA ZMIANA
PS. Na wakacje uzbierałem :) Wisze 2 teksty wspierającemu mnie czytelnikowi, i postaram się je w najbliższych dniach wrzucić :) pozdrawiam
DOBRA ZMIANA
PS. Na wakacje uzbierałem :) Wisze 2 teksty wspierającemu mnie czytelnikowi, i postaram się je w najbliższych dniach wrzucić :) pozdrawiam
niedziela, 12 czerwca 2016
Kiepownica
Stoję pod budynkiem sądu i dopalam papierosa. Obok na
drzwiach przyklejona kartka z przekreślonym na czerwono petem a pod spodem
napis „zakaz palenia”. Przy drzwiach stoi stara pordzewiała popielnica, a w
niej wykurwiasty „jeżyk”, który jest idealnym przekrojem polskiego
społeczeństwa. Jarając swojego szluga przyglądam się petom, które powtykane na
wszelkie sposoby wręcz wysypują się z popielnicy. Są tam kiepy cienkie i grube,
długie i krótki. Jedne są samoróbkami, inne z kolei strasznie ujebane szminką.
Są pety dopalone do połowy, ale znajdują się w tej jeżykowej popielnicy i takie
które zjarane są do samego filtra. Wśród tego jeżyka znaleźć można fajeczki
zgniecione i wymiętolone oraz takie które jakby dopiero co zostały wyciągnięte
z pudełka i ledwo nadpalone – pewnie na salę już wołają i nie było kiedyś
dopełnić chwili relaksu. Każdy pali na swój sposób. Koło popielnicy można
spotkać całą tablicę mendelejewa społeczeństwa – od policjantów którzy konwojują
skazanych na wokandy i razem ze skazanymi stoją wokół popielnicy wspólnie
jarając szlugi. Nie raz widziałem jak policjant częstował wytatuowanego od stóp
do głów złodzieja, śmiejąc się i prowadząc dyskusje. W końcu i złodziej i
Policjant tez człowiek. Koło popielnicy spotykam fizycznych, z wielkim
osmolonym przez tytoń wąsem, którzy miętolą fajki i wypuszczają śmierdzący dym
z taniego, podłego gatunku tytoniu. Są też tacy, ubrani i odjebani jak stróż w
boże ciało, bezzębni, palą papierosa w szklanej fifce, by na koniec dmuchnąć w
nią, by kiep wyleciał na ziemię, a fifka ląduje w kieszeniach spodni. Przy kierownicy
spotkać można kobiety - matrony, odmalowane i wypindrzone z obowiązkową trwałą
na głowie – palące papierosa dostojnie, trzymając cieniutkiego patyczka w
polakierowanych paznokciach. Takie to obowiązkowo utytłają filtr w szmince. Są
też małolaci, co ledwie osiemnaście skończyło toto, ale dumnie pali papierosa
pod budynkiem sądu ukazując czasami swoje bezzębne oblicze i przez telefon
zgrywającego twardziela, rzucającego kurwami na lewo i prawo. Z reguły rozmowa
polega na mówienie kilku krótkich zdań do jakiegoś rozmówcy, obowiązkowo
kończąc umówieniem się na browara, by zajebać się porządnie.
Najbardziej wkurwia jak palisz i podchodzi do ciebie jeden z
nadzorowanych, który akurat się napatoczył, a niekoniecznie ma sprawę do
ciebie. Stoi i gada o swoich problemach a ty wcale nie masz ochoty w tym
relaksującym dla ciebie momencie rozmawiać. Nie zważa na innych tłoczących się
wokół popielnicy, tylko zaciągając się szlugiem opowiada co ostatnio zdarzyło
się w jego życiu. Jak to Stefan się najebał i zrobił awanturę, a ona oberwała
od niego kopniaka w sam środek zadu i teraz to już kurwa mu nie odpuści bo
chuj, nie pozwoli sobą więcej pomiatać. Nieważne że tą opowieść znasz już od
dawna, nieważne że próbowałeś namówić kobietę do składania zeznań na Policji a
ona odmawiała – teraz przynajmniej wszyscy degustatorzy tytoniu dowiedzą się o
problemach Kowalskiej. Gdy proponujesz by podeszła do biura i tam porozmawiała –
nagle nie ma czasu i ucieka w czeluście sądowego korytarza.
Popielnica to najlepszy punkt obserwacyjny klienteli sądu. W
budynku się kontrolują, mówią cicho, nie przeklinają. Na zewnątrz już takich
oporów nie ma. Stoję i przysłuchuję się jak matka siedzi na krawężniku i płacze
bo sąd jej dzieci każe do bidula odstawić. Odpierdala istną szopkę gdy ktoś z
rodziny próbuje ją podnieść i uspokoić. Drze tą mordę że ona dzieci kocha i nie
pozwoli by były skrzywdzone. Słowa typu pierdolony sąd i kurator należą do tych
delikatniejszych. A ja sobie tak stoję i się przyglądam, bez większych emocji
wiedząc, że dzieci wcale nie kocha, a jak już to tylko wtedy, gdy zasiłki na
nich wyciągała. Obok takich scen można spotkać grupki osób skupione wokół
adwokatów i całej rzeszy mecenasów. Słuchają jego wywodów wpatrzeni jak w
obrazek – to jest moment gdy mecenas ludzkim i zrozumiałym dla nich głosem
tłumaczy to, co przed chwila zadziało się na sali sądowej. Mogę przyznać że
wielu adwokatom odebrałem troszkę chleba tudzież paliwa z wypasionych bryk.
Przychodzi czasami biedna matka lub kobiecina i chce pozbawić ojca władzy
rodzicielskiej, bo od kilku lat ma wyjebane na dziecko. Była u adwokata i musi
nazbierać tysiaka za napisanie wniosku, a do mnie trafiła czy może znam kogoś
kto to taniej zrobi. Oczywiście że znam – odpowiadam wtedy i drukuje jej wzór z
komputera tłumacząc co ma wypełnić i gdzie. Zdziwiona jest gdy dowiaduje się że
to za darmo. Niestety, ciągle pokutuje przekonanie wśród niektórych, że do sądu
to tylko z adwokatem. W prostych sprawach nie jest on w ogóle potrzebny, ale
jeden czy drugi adwokacina widząc że można łatwą kasę zgarnąć, nie ma skrupułów
wystawiać wysoki cennik i łapką zgarnąć tysiaka za 20 minut pracy jego
asystenta. Lecz w tym miejscu zwracam niektórym mecenasom honor, bo znam i
takich co za darmo sprawę poprowadzą, jak ich sumienie ruszy.
Wokół popielnicy spotkać można jeszcze innych pracowników
sądu. Z reguły znamy się głównie z widzenia a rozmowy z nimi toczą się o
pogodzie i jak to ciśnienie spada bo człowiek senny się robi. Miałkie,
nieciekawie, bo każdy ten moment na papierosa celebruje i traktuje jako krótkie
wytchnienie od papierkowej roboty.
Czasami do kiepownicy przylezie jakiś najebany menel,
cuchnący i w brudnych obszczanych gaciach. Bo rozprawę ma. Raz pamiętam jak
taki jeden z browarem w kieszeni przylazł i popijał paląc obleśnie śmierdzącego
szluga. Gada coś taki wtedy do ciebie szukając powiernika swojej niedoli, lecz
z reguły wtedy odchodzę, tracąc całkowicie nim zainteresowanie. Nie potrzebuje
wysłuchiwać mamrotów luja – w swojej pracy takich jak on mam wystarczająco.
Ale najlepszy cyrk jaki się spotyka to skłócone rodzinki.
Przeważnie sprawy cywilne o podział majątku, o spadki, o udziały. Potrafią stać
takie dwie grupki skupione wokół swoich mecenasów i zerkać na siebie
podejrzliwie. Gdy papugi odchodzą, którejś z osób puszczają nerwy i zaczyna się
litania wyzwisk, co kto komu zrobił i kogo czyje jest. Oczywiście żadna ze
stron nie jest dłużna i wiązanki epitetów lecą już na całego. Co najlepsze –
najbardziej wybuchowe i agresywne są kobiety. Janusze przeważnie odciągają
swoje ukochane które z pianą na gębie toczą słowną bitwę.
Czas chyba rzucić palenie.
PS. Sponsorem niniejszego artykułu jest osoba, która zażyczyła sobie pełną anonimowość, co ja bardzo szanuję. Dziękuję :)
piątek, 27 maja 2016
Zabawa w chowanego
Przychodzi
taki okres w ciągu roku, ze nie chce Ci się pracować. Jest gorąco, w
samochodzie ukrop bo klimatyzacja od dawien dawna nie nabita wiec jedynym
sposobem chłodzenia się to zimny łokieć na szybie. Pot leje się z ciebie
strumieniami i spływa po dupie a tu trzeba jeszcze kilka wiosek odwiedzić i
patoli po drodze skontrolować. Wkurwiony jeździsz samochodem mijając jeziorka
gdzie ludzie po pracy wypoczywają. Patole tez wypoczywają, bo oczywiście połowy
z nich nie zastajesz w domu. Wtedy to masz ochotę pierdolnąć wszystko,
zatrzymać samochód, rozłożyć grilla, włączyć muzykę i odpoczywać.
Podczas
jednej z takich podróży, zamierzam niezapowiedziany skontrolować jedną taką
moja nadzorowaną. Co prawda byłem u niej kilka dni temu, ale pewien obowiązek o
którym później opisze każe, aby jeszcze raz tam podjechać. No i będzie to
pięknie wyglądało w teczuszce, że kurator taki sumienny, obowiązkowy i w ogóle
ochy i achy, jeździ do rodziny i naprawia ją swoim autorytetem przez Państwo
nadane. Prawda jest taka ze oprócz pewnego zlecenia odnośnie ich syna to dostałem
ponadto informację ze lubi sobie popijać i chciałem aby kobiecina wraz ze swoim
lekko już zdegenerowanym konkubentem wiedzieli, ze nie znają dnia ani godziny
kiedy mogę ich odwiedzić w imię sprawiedliwości Sądowej.
W
ogóle to patole wypracowali cały schemat postępowania jak chlać by „kurwa ten
jebany kurator nie złapał”. Kiedyś taka jedna uchlewała mi się pomiędzy godziną
8 a 12 rano. Gdy tylko jej dwoje dzieciaczków poszło do szkoły, przyłaziła do
niej „na kawkę” koleżanka – stara alkoholiczka co swojego faceta do grobu
wpędziła, bo nie był w stanie dorównać jej tempa w piciu, i dawaj razem chlać.
Gdy wybijała 12 w południe, stara prukwa spierdalała z mieszkania, lekko
nawalona już, a patolka moja szła spać i spała do 15.00. Gdy autobus przywiózł
dzieciaki ze szkoły, ona już była na nogach i obiadek pichciła. Jej facet z
roboty wracał o 18, więc ona już praktycznie trzeźwa była. I tak prawie kurwa
codziennie.
Z
kolei pewna rodzinka znalazła sobie inny patent. Jako że bali się nalotu pań z
opieki (będę kurwa pisał OPIEKA bo tak większość moich chlebodawców mówi a ja
nie jestem po to by uświadamiać ich odnośnie nazewnictwa) albo tez nalotu
kuratora (znowu się będą dopierdalać że się nie leczą odwykowo), to na cały
dzień leźli na swoją działkę poza miasto, a dzieckiem po szkole zajmowała się
jakaś ciotka. Na tej działce w altanie nakurwili się bełtami, porzygali i
obszczali naokoło, by potem przespać się z godzinkę i wrócić wieczorkiem do
mieszkania. Spotkać ich w ich mieszkaniu to był prawdziwy cud jak było ciepło.
Ale
to jest chuj. Najlepsi są tacy co udają że ich w mieszkaniu nie ma. Stoję ja
sobie kiedyś pod drzwiami i kulturalnie pukam, co by porozmawiać o zgubnym
wpływie alkoholizmu na człowieka i jego życie społeczne, gdy słyszę zza drzwi:
-
Kurwa, Stefan cicho, ktoś puka.
-
Nie otwieraj Zocha, nikogo nie ma w domu – pijacki bełkot
No
i chuj, nie otworzyli pomimo ze zacząłem walić i drzeć się na korytarzu że mają
otworzyć. Nie maja obowiązku i co im zrobię?
Ale
wróćmy do rodzinki którą zamierzałem po raz drugi w krótkim czasie odwiedzić.
Powodem moich odwiedzin była także inna, bardzo istotna sprawa. A mianowicie
ich synek nie stawił się do młodzieżowego ośrodka wychowawczego z przepustki, a
moją rolą było „poinformowanie go o konsekwencjach”. Łepek do ogólnie taki
młody zjeb już, co to kradzieże i picie piwa uważał za jedyne rozrywki dnia
codziennego. Ale co mu się dziwić – wzorce czerpał od najbliższych a na własną
matkę miał wyjebane jak gówno w przeręble. Tak o to znalazłem się pod chałupą
na wsi i dziarskim krokiem skierowałem się przez podwórko do drzwi domostwa,
zgrabnie omijając snujące się w upale potencjalne kostki rosołowe, które na
dzień dzisiejszy produkowały jeszcze jajka, nie wiedząc ze los ich przesądzony
jest i skończą niedługo swój żywot na pieńku – gdy ostrze tępej siekiery
odrąbie im ich małe główki. I gdy tak szedłem sobie spokojnie patrząc pod nogi
by w żadną kupę nie wdepnąć, z komórki wyłazi jeden z ich synów.
-
Rodzice są? – pytam go a on stoi i patrzy na mnie nie wiedząc co zrobić
-
Nie ma, do gospodarza na zarobek pojechali – odpowiada mi, a ja wiedząc że
matka ich narodziła ich sztuk dziesięcioro pytam dalej?
-
Ty jesteś Andrzej?
-
Nie, Andrzej pojechał do ośrodka dzisiaj – odpowiada mi i wycofuje się do
komórki.
No
i stoję jak ten pacan na środku podwórka i jedyne co mi przychodzi na myśl to
wrócić do samochodu, bo nic tu więcej nie wskóram.
Następnego
dnia dostałem telefon od nadzorowanej, że podobno jej szukam. I wtedy to
dowiedziałem się, że rozmawiałem z….. Andrzejkiem. Jebaniutki, zrobił mnie w
konia wykorzystując to, że ma kilkoro braci a ja nie pamiętam każdego z twarzy
przecież. W konsekwencji został wydany nakaz doprowadzenia przez Policję, i tak
nieletni któregoś dnia za darmo, policyjną taksówką został odwieziony do MOW kilkaset
kilometrów.
wtorek, 24 maja 2016
Tatusiowie dwaj...
No dobra, obiecuję, obiecuję że napisze tekst a tu cicho i głucho. Bije się w swoją wątłą pierś i przepraszam. Najpierw zarabianie, potem pisanie. I jednocześnie przepraszam mojego jedynego od dłuższego czasu donatora który wpłacił mi datek (a muszę przyznać że systematycznie co jakiś czas wpłaca - szacunek i podziękowania) ale nie doczekał się jeszcze tekstu na blogu. Zbieram moi drodzy czytelnicy na wakacje które spędzę w Polsce (narodowiec ze mnie i patriota) więc łapie każdą chałturkę, coby wypocząć porządnie i pokosztować po raz pierwszy od kilku lat trochę życia :) Dlatego dziś jeszcze zaproszę Was na stronę www.mydrea.ms gdzie popełniłem dość kontrowersyjny tekst, przez który zapewne się narażę co niektórym, ale....... nie zrobi to mnie większego wrażenia:
Jeśli chcecie pośpieszyć mnie i czytać teksty nowe, proponuje mały układ. Każda uzbierana stówa od dziś na moim koncie, to nowy artykuł. Jeśli możecie wspomóc 10 czy 20 złotymi, mi będzie łatwiej uzbierać na wakacje, a dzięki temu będę miał czas na pisanie i motywację :) Pewnie niektórzy mnie od złotówy wyzwą, ale....... co zrobić :D
dla przypomnienia (imie i nazwisko oraz adres są fikcyjne, nr konta już nie)
Jeśli chcecie pośpieszyć mnie i czytać teksty nowe, proponuje mały układ. Każda uzbierana stówa od dziś na moim koncie, to nowy artykuł. Jeśli możecie wspomóc 10 czy 20 złotymi, mi będzie łatwiej uzbierać na wakacje, a dzięki temu będę miał czas na pisanie i motywację :) Pewnie niektórzy mnie od złotówy wyzwą, ale....... co zrobić :D
dla przypomnienia (imie i nazwisko oraz adres są fikcyjne, nr konta już nie)
Piotr Matysiak
ul. Miauczyńska 12
00-999 Warszawa
nr konta: 56 1240 3839 1111 0010 6170 3284
Dzięki i pozdrawiam
niedziela, 8 maja 2016
500 nowych problemów
Tym artykułem kończę swoje uwagi do problemu rozdawnictwa pieniędzy wśród moich podopiecznych. Mam nadzieję że ktoś to weźmie w przyszłości to pod uwagę i szerzej spojrzy na problem rozdawnictwa niekontrolowanego pieniędzy.
500 nowych problemów
Pozdrawiam, i niedługo oczekiwany przez wszystkich nowy tekst z walki w terenie :)
500 nowych problemów
Pozdrawiam, i niedługo oczekiwany przez wszystkich nowy tekst z walki w terenie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)