Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kane. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2014

Nadesłane: Rodzina


Patologia ( dewiacja społeczna)

Patologia (z języka greckiego πάθος "pathos - cierpienie" i -λογία "-logia" - przyrostek tworzący rzeczowniki oznaczające gałęzie nauki) – nauka o chorobach albo stan chorobowy, w ogólniejszym znaczeniu nieprawidłowość (również w odniesieniu do nauk społecznych).

Dewiacja społeczna – odchylenie od reguł działania społecznego, postępowanie niezgodne z normami, a także z wartościami przyjętymi w społeczeństwie lub                     w grupie społecznej. Zachowania dewiacyjne nie są jednoznacznie interpretowane               i ich określenie jest zależne od przyjętych systemów normatywnych w danym społeczeństwie. W niektórych ujęciach teoretycznych definiowane jest relatywistycznie jako zachowanie, które zostało przez społeczność zdefiniowane jako dewiacyjne. Pojęcie to upowszechniło się najpierw w socjologii amerykańskiej, dla odróżnienia od określenia patologii.

Źródło wikipedia

 

No i co drogi czytelniku wszystko zrozumiałeś?  Postanowiłem zamiast kolejnej opowieści NARYSOWĆ Wam patologię. Może wyda się to dla Was żartem ale żartem nie jest – to co ,,narysuję’’ ma odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Wszelkie imiona osób są czysto fikcyjne a wiek zbliżony,  niemniej opisywana sytuacja  jest jak najbardziej prawdziwa.  Zapraszam do komentarzy po zapoznaniu się z moim ,,arcydziełem’’ plastycznym.

 





Dom

Na rysunku dom w rzeczywistości mieszkanie w piętowym peerelowskim kwardaciaku na pierwszym piętrze, bez prądu i c.o.  ok. 50 m/kw
POSTACIE


A) Andrzej- ojciec, lat 53, wykształcenie podstawowe z zawodem, posiada sześcioro dzieci w wieku od 3 lat do 27 lat. On wielokrotnie karany za przestępstwa przeciwko mieniu , alkoholik, wielokrotne próby samobójcze, nie pracuje, warunkowo zwolniony, ograniczona władza rodzicielska
B) Baśka – była ( od ok. 7 lat ) żona Andrzeja, lat 48, wykształcenie podstawowe, siedmioro dzieci , najmłodsze nie jest Andrzeja, czasem popija, nie pracuje, nie karana, ograniczona władza rodzicielska
C) Celina – córka Andrzeja i Baśki , lat 24, wykształcenie gimnazjalne, nie pracuje, ma męża z którym nie ma dzieci, pije coraz więcej, zależnie od sytuacji mieszka z mężem lub ojcem dziecka, ograniczona władza rodzicielska
D) Daniel- syn Andrzeja i Baśki lat 27 , wykształcenie podstawowe, wielokrotnie karany za przestępstwa przeciwko mieniu , życiu i zdrowiu, w domu przebywa jak nie odbywa jakiejś kary pozbawienia wolności, alkoholik
E) Edek- syn Andrzeja i Baśki lat 25, wykształcenie podstawowe , szkoła specjalna, wielokrotnie karany za przestępstwa przeciwko mieniu, ma dziecko, nie łozy na utrzymanie, nie utrzymuje kontaktu, jak nie przebywa w ZK to jest w domu, czasem popija
F) Franek, lat 3 syn Andrzeja i Baśki
G) Grzesiu, lat 2 syn Baśki i Jerzego
H) Hania , lat 2 córka Celiny i Krzysztofa
I) Irek lat 50 – sąsiad z dołu, alkoholik , bez zawodu i pracy , recydywa.  Czasami ,,bzyka’’  Baśkę.
J) Jerzy lat 45, wykształcenie zawodowe, nie pracuje, były kochanek Baśki, ma z nią synka Grzesia. Wcześniej rozwiedziony i posiada dorosłe dzieci. Jerzy jest męska prostytutką , na rysunku związany z X – czyli bliżej nieokreśleni różni partnerzy. Jerzy jest obecnie poszukiwany do osadzenia w ZK za przestępstwa przeciwko mieniu oraz przeciwko wolności seksualnej. Alkoholik.

K) Krzysztof lat 26, wykształcenie zawodowe, pracuje , ma dziecko z Celiną, Halinkę. Popija. Skłonności do przemocy, drobne przestępstwa i wykroczenia. Oczywiście ,,bzyka’’ Celinę czy to u niej w domu czy u siebie.
L) Leon lat 30. Oficjalny mąż Celiny. Gdzieś pracuje i czasem spotyka się na ,,bzykanie’’ Celiny.
M) Mariusz lat ok 60. Ojciec Leona – przyjeżdża do Celiny nakłaniać do powrotu do męża faktycznie ,,bzyka’’ Celinę za pieniądze.
Koniec


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Nadesłane: Na roboczo.

Koniec roku, początek nowego. Wszędzie w biurze zamęt, liczenie, mnożenie, pierwiastkowanie, uzupełnianie danych, uzupełnianie wpisów, szukanie akt.  Do tego sądy łaskawie wypuściły z zakładów karnych na święta większą niż zazwyczaj liczbę osadzonych, którzy przychodzą do kuratora bo muszą- zgodnie z przepisami oraz chcą pomocy postpenitencjarnej. Sędziowie zlecają mnóstwo wywiadów bo chcą po- zakańczać własne sprawy. W oczach koleżanek i kolegów obłęd i szaleństwo. Brak czasu aby pogadać o tym jak i co ze świętami a gdzie na Sylwestra.
Do tego wszystkiego oczywiście kuratorzy społeczni poskładali comiesięczne sprawozdania, których palcem nie tknąłem. Ja pierdolę kiedy ja znajdę czas aby to wszystko ogarnąć ?
Dobra jest piątek mój dyżur (a i tak większość kuratorów siedzi i grzebie w papierach), dobra coś przeczytam. Wpadają mi w ręce sprawozdania jednej z moich kuratorek społecznych. Czytam, czytam - uff 10 dałem radę jeszcze dwa ostatnie, na szczęście to jedna osoba – po prostu ma dwie sprawy z orzeczonym dozorem – będzie szybciej. Czytam – rubryka uwagi, spostrzeżenia – skazanego nadal nie ma w schronisku, nie skontaktował się z kuratorem, podtrzymuje wniosek o zarządzenie wykonania kary z uwagi na uchylanie się od dozoru. Włosy staja mi dęba, jak to nadal, jak to podtrzymuję wniosek? A gdzie był/jest ten pierwszy? Szukam akt, kurwa gdzie są akta? No to ja teraz sobie poszukam. Siadam za biurko, trzeba skupić myśli w tym chaosie. Jeszcze raz podchodzę do półki, wertuję moją półkę, w aktach z dozorem własnym nie ma, w aktach z dozorami kuratora społecznego – nie ma, na ,,korytku’’ z bieżącą pocztą nie ma, zostaje największa- tzw. ,,dziwna’’ półka na której jest wszystko co oczekuje ,,na lepsze czasy’’ lub jest nie do załatwienia natychmiast. Metodycznie przeczesuje tę część, akta po aktach. Sukces jest! No faktycznie akta jak stodoła grube. Otwieram ostatnią stronę i czytam jeszcze raz co tam się dzieje. No faktycznie nie ma go. Wyjechał.  Kurator społeczny prosi  o pomoc i o ewentualne złożenie wniosku o  zarządzenie wykonania kary z uwagi na uchylanie się od dozoru.  Jest moja adnotacja, że taki wniosek złożę. No i pewnie w natłoku spraw odłożyłem akta ,,na dziwna półkę’’ następnie akta zostały przykryte podobnymi sprawami i innymi papierami. Dobra – nic wielkiego się nie stało- skazany miał dodatkowy miesiąc na skontaktowanie się kuratorem i tego nie zrobił, czyli tylko pogorszył swoją sytuację. Dobra, trzeba spokojnie przeanalizować wszystko, całe akta - jak wspominałem są grube. Oglądam, pełno zaświadczeń z pobytów  w szpitalach. Jakieś rozpoznania. Pacjent przyjęty do szpitala z rozpoznaniem uzależnienia krzyżowego – usunięty ze szpitala z uwagi na skandaliczne zachowaniei stwarzanie zagrożenia dla innych pacjentów i personelu. Następnie pacjent przyjęty (do innego szpitala) z rozpoznaniem uzależnienia krzyżowego alkoholowo narkotykowego – zachowuje się dobrze. Następnie pacjent ponownie przyjęty … itd.   Wbijam chłopa w komputer – brak stałego zamieszkania, stałego adresu , rodzice nie żyją , przebywał w domu dziecka do osiągnięcia pełnoletniości, 3 x dowód osobisty, notowany za drobne przestępstwa oraz wykroczenia . Posiadanie narkotyków…całkiem bogato. Jakieś następne pisma, że OPS w … prosi o przyjęcie ( dajmy mu Zdzichu ) Zdzicha do schroniska dla bezdomnych w (…). Następnie zgoda schroniska.  Skazany jednak jest usunięty ze schroniska bo nadużywa alkoholu i nie stosuje się do regulaminu schroniska. Potem kurator z innego sądu  go szuka, nie znajduje ale sam Zdzichu  się odzywa i zostaje ustalone, że będzie się kontaktował  z kuratorem co tydzień. O dziwo Zdzichu wywiązuje się ale po miesiącu  OPS kieruje Zdzicha do innego schroniska – no tym razem to ,,moje’’ schronisko . Akta po ok półtora miesiąca trafiają do mnie. No dobra kurwa ale przecież to jest ewidentnie ciężki przypadek czemu ja go dałem kuratorowi społecznemu? Acha, mam tu zapisek, że przy ustalaniu czy skazany faktycznie przebywa w schronisku rozmawiałem z panią taką a taką, pracownikiem schroniska który jest jednocześnie moim kuratorem społecznym . Poinformowała mnie, że ma z nim dobry kontakt, że ma na niego chyba pozytywny wpływ bo nie pije i chce się leczyć. Dodatkowo na tamten czas zadecydowało to, że miałaby go niemal 24/24h  ,,na oku’’ i miała większe możliwości kontroli i motywacji niż ja. Uff No dobra to przynajmniej wiem, że nie dałem dupy w tym temacie i nikt się do mnie nie przypierdoli bo zrobiłem odpowiednie zapisek w aktach dlaczego taki przypadek został powierzony kuratorowi społecznemu. Super tylko czemu ja nadal tak słabo kojarzę człowieka? Analizuje akta dalej – czytam karty czynności, ok, ok ,ok i dupa nie ok po trzecim miesiącu  szlag go trafił, zadyma ze współmieszkańcami, alkohol, niepowrót na noc brak kontaktu z kuratorem społecznym. Kurator społeczny decyduje się poszukać go bo dochodzą go słuchy, że widziano go tu i tu. Sukces – znajduje go przypadkiem  w drodze do pracy. Skazany zobowiązuje się do określonych zachowań i podaje adres. Kurator będzie tam w przyszłym tygodniu. Czytam dalej. W przyszłym tygodniu kurator pojechał pod wskazany adres. Zastał tam jakąś kobiecinę która owszem potwierdziła, że był jakiś taki młody przespał parę nocy w szopie i w zamian za narąbanie drewna na opał oraz parę innych czynności przydomowych mógł się przespać i dostał michę zupy ale już od dwu tygodni go nie ma. Oczywiście kłamał podając ten adres. Kurator społeczny poprzez OPS w Koziej Wólce skąd pochodzi Zdzichu, dowiaduje się że był w tej miejscowościi widział się tam ze znajomymi, którym podał swój nr telefonu a pracownicy dostali ten nr i teraz przekazali go kuratorowi społecznemu. Kurator zadzwonił pod ten nr jednak kiedy Zdzichu zajarzył z kim rozmawia rozłączył się  i więcej  nie  odebrał.  Dalej mój kurator pisze, że prawdopodobnie może przebywać w innej wiosce pod  adresem takim a takim – ponadto społeczny dowiedział się że tam chyba mieszka z małoletnią! Rozumiem – trochę za daleko dla kuratora społecznego od jego domu i możliwa trudna sytuacja ,,na gorąco’’. Trzeba czasem być elastycznym i warto zrobić coś za niego, bo on czasem zrobi coś za Ciebie. Poza tym nie mamy( kuratorzy) żadnego obowiązku poszukiwania skazanego- to w jego interesie leży utrzymanie kontaktu z kuratorem oraz obowiązek informowania sądu o każdorazowej zmianie miejsca zamieszkanie ( art. 169 kkw) ale w tym przypadku, ech pojadę. Okazało się również po ,,wrzuceniu’’ nazwiska   w komputer, że rodzina do której miałem pojechać jest trzyosobowa. Ojciec kilkakrotnie skazany za wybryki pod wpływem alkoholu , oboje ponadto mają ograniczona władzę rodzicielską nad  (dajmy jej) Karoliną (17 lat). Brat poszukiwany przez policje od wielu lat za jakieś przestępstwa przeciwko mieniu. Cudownie i na to wszystko mój Zdzichu.
Zanim pojechałem następnego dnia, zasięgnąłem wcześniej opinii u kuratora rodzinnego i poinformowałem go, że tam może być ,,mój’’ skazany. Koleżanka spojrzała w karty czynności,  jest koniec miesiąca, w poprzednim miesiącu kurator społeczny (który bezpośrednio sprawuje pieczę nad rodziną) nic niepokojącego nie napisał. Dobra informuję , że jakby co to dam kopie sprawozdania do ,,wykorzystania służbowego’’.
Jadę, patrzę na adres, jakiś dziwny. Znam wioskę choć mam ją od niedawna ale taki adres jakoś mi do niej nie pasuje. Za wysoki numer. Wpadam do sołtysa i pytam gdzie to jest. Sołtyska jest ok. cenne źródło informacji wszelakich. Przy czym naprawdę dość obiektywna w osądach. Pytam o (dajmy im Maliniaki) Maliniaków. Sołtyska w śmiech. No co się pytam?  Panie toż tam dziada z babą brakuje a dom w którym mieszkają to do wsi należy od roku bo go nikt nie chce ani my ani sąsiednie Pcimie Wielkie . No ale po ostatnich zmianach administracyjnych należą do nas, tam nikt nie zagląda zwłaszcza wieczorem bo strach. A już kojarzę. Jadę.
Dom do którego mam się udać znajduje się dokładnie miedzy dwoma wioskami i był to kiedyś dworek. Gdyby jechać niemal na wprost wjechałoby się do wejścia głównego. Droga dość ostro odwraca się od tego przybytku w kierunku następnej wsi a ja musze starym traktem dojechać do tego budynku. Teraz sobie przypominam- 8 lat temu tu byłem, jeszcze jako aplikant, już nie pamiętam nawet do kogo ale chyba właśnie do Maliniaków- tak,oświeciło mnie, brata starego Maliniaka szukałem. Jadę, droga to już dawno przestała być w jakikolwiek sposób naprawiana czy też modernizowana. Była chyba kiedyś z ,,kocich łbów’’  ale teraz jest zasypana ziemią z wielkimi zagłębieniami, także prędkość pojazdu wynosi 5 km/h. Nie jest też zbyt długa , może z 200m. Wije się między drzewami.  Kręcę tak kółkiem w prawo, w lewo i nagle widzę miedzy drzewami psa. No akurat to suka, bez obroży, z naciągniętymi sutkami- widać, że właśnie karmi młode. Suka jest może nie największa taka średnia, szara, niepodobna  do żadnej rasy ale ma coś takiego w oczach- jakiś mord. Cudownie zanim, gdzieś wejdę to jeszcze walkę będę toczył z suką. Pięknie. Suka biegnie obok mojego auta. No dojechałem. Stoję dokładnie przed wejściem. Schody dość strome i wysokie, jakieś 2 metry, z kamienia a płyty już dawno się obluzowałyi są mocno nierówne. Dalej wejście z daszkiem łukowym i kolumnami. Sypiący się tynk. Okna drewniane w starym stylu z pozostałościami jakichś ornamentów. Drzwi dwuskrzydłowe. Otwarte, jedne skrzydło oberwane. Przez okno samochodu widzę jeszcze cos na kształt placu zabaw dla dzieci, jakaś kupa piasku. Wśród niego stare połamane zabawki, foremki i …pojedyncza huśtawka która lekko kołysze się na wietrze. Skojarzenie mam ewidentne- był taki film, horror chyba Hitchcocka. No i ta suka za drzwiami auta, która nie szczeka tylko bacznie obserwuje co zrobię. No i co mam zrobić, trąbić aby ktoś wyszedł i zamknął psa? Obciach. Z drugiej strony mam się z nią bić? Ot dylemat. Dobra biorę teczkę którą wożę zawsze z tyłu. Przeważnie wyciągam ją dopiero jak wyjdę z auta otwierając tylne drzwi, teraz jednak może posłużyć jako tarcza. Otwieram drzwi i patrzę suce prosto w oczy. Wzrok mój mówi - rusz w moim kierunku a dostaniesz z buta. Chyba zrozumiała , cofa się o parę kroków a ja idę w kierunku schodów cały czas trzymając teczkę w lewej ręce między mną a suką. Wchodzę przez te ,,wrota’’. Ciemne pomieszczenie, odruchowo sięgam do kieszeni po latarkę ale w sumie niepotrzebnie bo po trzech czy czterech krokach wchodzę do – nie wiem jak to opisać , centralnego pomieszczenia dworku. Nie jest to sala balowa ale dość spore pomieszczenie na końcu którego znajdują się schody na górę dość finezyjnie zawijające się w moim kierunku. Balustrada z muru. Na końcu tego pomieszczenia okno przez które o dziwo wpada dość sporo światła pomimo tego że jest niesamowicie brudne i odrapane. Teraz czuję, że od drzwi przez które wszedłem zamiast świeżego powietrza wlatuje odór moczu. Zastanawiam się czemu? Chyba w tym małym pomieszczeniu mieszkańcy zrobili sobie toaletę i szczają pod mury. Dobra rozglądam się za jakimiś drzwiami do mieszkań. Są z lewej i prawej. Szukam jedynki. Żadnej numeracji ani nazwisk na drzwiach. Wszystkie  zlewają się ze ścianami które są szaro czarne, odrapane, z plamami kolorów wszelakich. Malarz tu ostatnio zaglądał chyba za Gierka. Dobra biorę lewe. Pukam. Kto tam kurwa? Przecież nie będę się darł pukam jeszcze raz. Kurwa ja pierdole (dalej przekleństwa)- ocho będzie zadyma. Albo trafiłem bezbłędnie albo wręcz przeciwnie i będzie awanturka. Otwiera koleś, który ledwo stoi na nogach, w różowo granatowym dresie, kapciach i z petem w zębach. Otworzył z miną wojownika ale chyba nie spodziewał się, że będzie stał przed nim facet dwa razy większy. Czego?  (co zabrzmiało o dziwo nawet miło). Szukam Maliniaków. Facet wykonuje gest ręką jak w faszystowskim pozdrowieniu. Dziękuje. Robię dwa kroki do tyłu tak asekuracyjnie i odwracam się. Idę do drugich drzwi mój rozmówca nadal mnie obserwuje. Dobra pukam. Pukam i pukam. Słyszę jednak, ze facet w dresie idzie w moim kierunku. O co mu chodzi? Panie to trzeba wejść i dalej pukać. No na to bym faktycznie nie wpadł. Facet poczuł respekt, otwiera mi drzwi za którymi znajduje się kolejne malutkie pomieszczenie z dwoma wejściami. Sam puka do następnych znajdujących się po lewej stronie. Dzięki, dzięki. Słychać, że ktoś się zbliża. Facet w dresie odchodzi. 
Otwierają się drzwi, stoi w nich może 45-50 letnia kobieta. Szmatą wyciera ręce. Uderza we mnie zapach gnijącego prania teoretycznie suszącego się na jakiś sznurkach przede mną, gotującej się jakiejś zupy i dymu z pieca. Słucham. Kurator szukam Zdzicha podobno tu jest. A nie, nie ma niech Pan wejdzie. Wchodzę. Znowu pomieszczenie niewielkie które służy za suszarnię i łazienkę. Stoi jeszcze takie krzesło z dziurą a w nim miednica- co starsi czytelnicy będą wiedzieli o czym piszę. Kibelka ni cholery. Przechodzę do centralnego pomieszczenia i .. zapadam się z 15-20 cm. Niech Pan uważa! Krzyknęła kobiecina ale było za późno . Wpadłem miedzy deski podłogi. Panie już dawno nam obiecali z gminy tą podłogę zrobić ale ciągle piszą, że nie maja pieniędzy. Rozglądam się baczniej. Przy prawej ścianie mam zaraz kuchenkę gazową zasilaną z butli. Trochę przerwy z 1,5 m i piec typu koza. Do którego właśnie udała się kobiecina aby położyć. Dalej jakaś meblościanka która trzyma się kupy tylko na słowo honoru na niej Tv- stare pudło. Na wprost następne meble w podobnym stanie. Po lewej mam jednoosobowe łóżko, jakiś stolik do którego zmierzam wielkości może 0,7 na 0,7m  dwa okna a miedzy nimi wyrko, 2 osobowe na którym leży gospodarz domu – Maliniak.  Okna przepuszczają światło ale chyba tylko dlatego, że jest słoneczny dzień i słońce świeci prosto w nie. Na parapetach pousychane kwiatki. Ściany niemal dosłownie czarne. Widać tylko wzorek od wałka jakim kiedyś je pomalowano – bo koloru nie odważę się określić. Całe Pomieszczenie może 3,5 m na 5m. Maliniak nawet nie wstaje z barłogu pyta kto ja i o co chodzi bo on właśnie zajęty jest i nie ma czasu rozmawiać. W ogóle wygląda na ,,wczorajszego’’, gruby, zapuchnięty, nieco czerwony, zarośnięty. Przedstawiam się jeszcze raz i mówię, że Zdzicha szukam.A Panie był taki – Karolina go przyprowadziła. Mówiła, że taki fajny, miły, że chyba się z nim ożeni – to został.  No i co jest jeszcze. Nie – panie przespał kilka nocy( zastanawiam się gdzie i z kim) i pojechał – kutas jeden. Czemu kutas, zły był , pił czy co? Nie to że pił to ok, nawet postawił na ,,wejście’’ 0,7  ale potem mnie okradł i pojechał. No to faktycznie kutas – mówię. Chyba wypowiedzenie wulgaryzmu wraz z przytaknięciem  podziałowo na rozwiązanie języka. Maliniak opowiada, że pili bo Zdzichu miał kasę. Że wszystko było fajnie i wydałby za niego córkę ale go okradł (ciekawe z czego sobie myślę). A Panie a co on Wam ukradł? 100 zł które miałem odłożone. Acha. A na policję zgłosiliście- nie, nie warto co oni kasę oddadzą a i jechać do nich trzeba. Dobra dziękuję. Maliniak jeszcze raz patrzy na mnie i pyta a Pan to komornik tak – nie kurator od Zdzicha. A dziwne bo nie znam tu przychodzi taka miła pani – tak, tak wiem – koleżanka z wydziału rodzinnego- ja jestem z karnego. Acha. Maliniak chyba się rozczulił bo wstał i gada ze mną jak z najlepszym kolegą a żona nawet na herbatę chce wodę stawiać. No kolegę sobie znaleźli, może jeszcze po flaszkę skoczyć – tak sobie myślę. Dobra wychodzę. Maliniak ze mną. Zbliżamy się do łukowatego wyjścia z obluzowanymi drzwiami.  Pytam jeszcze Maliniaka co to za suka która się tu pęta. A panie to przybłęda, niczyja ona, mieszka tu pod schodami, czasem dajemy jej cos do jedzenia. Będąc już na schodach pojawia się suka. Maliniak mówi aby iść śmiało ale zdecydowanie bo fałszywa jest. Coś mnie tknęło – Panie Maliniak a tak w ogóle to pracy chyba nie macie. No nie. OPS pomaga- no parę groszy dadzą. Do roboty bym poszedł ale nigdzie nie ma i wszędzie daleko przystanek autobusowy jest jakieś 2 km stąd. PKS tylko rano jest o 6 i 7 i po południu o 15 i 16.30. Nawet nie mam jak i co załatwić. Taaak. No ale tu to gmina mogłaby chociaż pomalować. Eeee Panie jak mój ojciec to zostawił dla gminy tak więcej tu nikt palcem nie kiwnął. Jak Pana ojciec? No ojciec był tu właścicielem. O kurwa – czyżby on z tych Maliniaków? Nazwisko jakby szlacheckie- myślę. No to wy tu właściwie jak hrabia jakiś. Maliniak patrzy na mnie. W jego oczach widzę przebłysk dumy, ale tylko na moment blask jakiejś dawnej nieokreślonej światłości. Niemal w tej samej sekundzie pojawia się facet w różowo granatowym dresie i woła Maliniaka. Sąsiad sprawę mam i pokazuje w ręce tanie wino. Maliniakowi wraca uśmiech na twarz i żegna się ze mną. Ja wsiadam do auta i odjeżdżam.
Zdzichowi napisałem wniosek o zarządzenie wykonania kary z uwagi na uchylanie się od dozoru oraz niewykonanie obowiązków, które sąd nałożył przy wyroku – miał tam obowiązki wyrównania szkód na rzecz pokrzywdzonych. Wniosek i tak napisałem po tygodniu bo nie miałem czasu z uwagi na inne obowiązki. Sąd zarządził wykonanie kary w ciągu trzech tygodni. Zdzichu  dość szybko się znalazł  bo po ok 2 tygodniach od zarządzenia wykonania kary. Wpadł na gorącym uczynku przy włamie do sklepu monopolowego. Dostał nowy wyrok i odsiaduje dwa poprzednie łącznie nazbierało mu się prawie 6 lat. Samego Zdzicha tylko na zdjęciu z ZK widziałem, nigdy nie spotkałem go osobiście.
Kopię wywiadu przekazałem wydziałowi rodzinnemu. Na szczęście Zdzichu nie spłodził potomka podczas swojego pobytu u Maliniaków. Karolina szczęśliwie ukończyła 18 r. życia i można było nadzór wychowawczy oraz karny umożyć. Słyszałem później, że wyniosła się z domu – czy do kogoś, czy do pracy czy za granicę nie wiem. Przerwała jednak naukę i wątpię aby miała na tyle znajomości aby załatwić sobie jakaś przyzwoitą pracę –przypuszczam, że może skończyć jak jej rodzice. Gdzieś w jakiejś zapomnianej przez Boga dziurze.

Pisząc to opowiadanie mam przed oczami Maliniaka (hrabiego) i faceta w różowo granatowym dresie (taki traktorzysta), objęci jak najlepsi przyjaciele znikają w czeluściach strasznego dworku gdzie diabeł mówi dobranoc. 

sobota, 19 października 2013

Nadesłane: Wierzyłem w ludzi



Dostaję nowe akta. No nie takie nowe, sprawa ma już 2lata i 8 miesięcy. Wyrok o niepłacenie alimentów tzw. niealimentacja. Sprawa była prowadzona przez sąsiedni sąd jako tzw. ,,O’’ czyli ktoś dostał wyrok z obowiązkiem w postaci bieżącego regulowania alimentów oraz zapłaty zaległości na rzecz wierzycielki w terminie trzech lat od uprawomocnienia się wyroku. Człowiek nie płacił no i jakiś kolega czy koleżanka nie widziała innego sposobu jak umotywować skazanego do regularnego płacenia  poprzez złożenie wniosku do swojego sądu o nałożenie dozoru. Ponieważ delikwent mieszka na moim terenie to sprawa trafiła do mnie.

      Dla jasności – sprawę prowadził kurator z miejsca, w którym została założona sprawa karna czyli mieszkał wcześniej zarówno i sprawca, i pokrzywdzony. Sprawca się wyprowadził – wrócił do … mamy po 15 latach. Dozór musi być sprawowany w miejscu pobytu skazanego.
Nie lubię takich spraw- mam 4 miesiące na zmobilizowanie chłopa do tego aby wreszcie zaczął płacić i wyrównał zaległość rzędu 20 tys. zł. Ha haha.  Na pewno…

      Idę na pierwsze spotkanie. Standardowo wypytuję sąsiadów i dzielnicowego o człowieka – nikt nic nie wie, nie zna go –to też dobrze, znaczy nie męda, nie pijak.  Dobra teraz idę do gościa. Jest lato, na dworze 32-33 stopnie. Zdycham w koszuli i jeansach. Patrzę dokładnie na adres 12a/505 – kuźwa czwarte piętro. Czemu to zawsze musi być czwarte piętro to jakieś fatum , Bóg tak sobie wymyślił , że wszelka patologia, skazani będą mieszkali zawsze na najwyższych piętrach? Blok cztero piętrowy i trzeba dymać na sama górę. Jest tak gorąco, że wszystkie drzwi w klatkach schodowych pootwierane a powietrze i tak stoi. Idę noga za nogą i przeklinam sam siebie , czemu nie zacząłem dnia od tego właśnie ,,objęcia’’.  Na trzecim piętrze dynie mam mokrą, żeby choć koszula nie przesiąkła bo obciach będzie. Dobra  , chusteczka , dezodorant z torby  i dalej. Dotarłem. Uff. Trzeba zrzucić parę kilo. 

       Przed drzwiami wystawa butów, kalosze półbuty , sportowe , damskie, męskie do wyboru i koloru, i wielka palma. Jeszcze parę wdechów i pukam bo dzwonek standardowo nie działa.  Nie czekam długo otwiera skazany , trochę niższy ode mnie, zdecydowanie szczuplejszy z gitarą w ręku i ma coś takiego fajnego w twarzy , takie ,,ciepło’’. No nic przedstawiam się, legitymacja przed nos , czy mogę wejść – tak proszę. Wchodzę. Niemal spod nóg uciekają mi dwa koty. Wchodzimy do niego do pokoju, skromnie  ale czysto, nic podejrzanego nie ,,rzuca mi się w oczy’’.  

       Zbieram dane, wiek, wykształcenie, czy choruje przewlekle, czy leczony odwykowo lub psychiatrycznie, z kim mieszka, kto na utrzymaniu. Standard. Na wszystko mi odpowiada. Tłumaczę, że ma tylko 4 miesiące na podjęcie starań spłaty zadłużenia i bieżących alimentów.  Pytam go czy utrzymuje kontakt z synem – (syn niemal dorosły lat 17).  Utrzymuje, przyjeżdża do niego na każde święta, wakacje i co parę tygodni. Czy skazany pracuje-  nie, nie ma pracy aczy zarejestrowany – nie- czemu – bo nie warto . Proszę się zarejestrować jak najszybciej- brak rejestracji sąd uzna za złośliwe uchylanie się od obowiązku płacenia alimentów. Ale nie mam za co dojechać. Tłumacze, że 12 zł w obie strony da radępożyczyć choćby od matki z którą mieszka. Ale ona na leki wydaje i czasem nie mamy za co chleba kupić itp. Tłumaczenia.Ostatecznie tłumaczę mu , że może zgłosić się do OPS po pomoc. Nie, nie warto bo oni coś tam wymagają. Już mnie irytuje- panie to jak Pan będzie siedział  i nic nie robił to może Pan trafić do ZK- a to mi lepiej będzie bo nie będę musiał  i płacić  i nikt nie będzie mnie utrzymywać itp. Panie ale komornik nadal będzie Pana ścigał, matka sama zostanie ( wcześniej twierdził, ze chora jest i on sporo w domu obowiązków ma). Normalnie rozmawiam jak z dzieckiem , nic nie rozumie, na niczym mu nie zależy. Facet nie wzbudza we mnie negatywnych uczuć, najwyżej irytację, złość czuję na siebie , że nie mogę do niego dotrzeć , na niczym mu nie zależy. Dobra, informuje go, że ma się zarejestrować bo nie będę miał żadnych argumentów do jego obrony jak przyjdzie do posiedzenia o wykonanie kary. Dobra, dobra. Wychodzę.

       Nie mam potrzeby iść do niego jakoś specjalnie, jest dorosły, konsekwencje zna. Ja mam inne pilniejsze i trudniejsze sprawy na karku. Dobra sobą bym nie był. Mija równo miesiąc, jest około 17.00 Kursem powrotnym zamiast prosto do domu zahaczam jeszcze o tą mieścinę. Nadal gorąco ale już nie tak, drzwi klatki schodowej jednak nadal otwarte. Wchodzę. Otwiera starsza kobiecina- jego matka. Przedstawiam się, legitymacja, formułka. Wchodzę.  Rozmawiamy na temat jej choroby- nic szczególnego co uniemożliwiałoby jej samodzielną egzystencję, owszem, były jakieś zabiegi operacyjne i cukier i ciśnienie nie takie ale w tym wieku to raczej dość powszechne. Kobita sympatyczna lat 73. Opowiada mi, że pracę jakąś złapał przy remoncie. Na czarno czy legalna ? Może się zarejestrował w PUP ?  Panie nie wiem on mi niewiele mówi.  Proszę Pani trzeba go jakoś zmobilizować, nikt nie chce go zamykać ale jak nic nie da od siebie to sąd nie będzie miał wyjścia.
       Przychodziłem do nich jeszcze kilka razy, trafiałem na nią lub na niego. Okazało się, że pracował na czarno a pracodawca nie wypłacił mu złotówki. Był rozgoryczony. Do PUP zaparł się i nie pojechał. Podjął po jakimś czasie następną pracę- też na czarno,  ale to u jakiegoś znajomego – niemal za pół darmo. Przychodziłem i rozmawiałem, matka jak go nie było przyznawała, że to dobry chłopak ale takie ..lelum polelum’’. Spotkałem nawet jego syna – podobny do ojca ale jeszcze bardziej zblazowany. Złożyłem wniosek o zarządzenie kary albowiem nie wywiązał się w żaden sposób. Sąd zarządził przeprowadzenie wywiadu środowiskowego.
Sąsiedzi jak zwykle twierdzą , że wszystko ok.  Okazuje się również całkiem przypadkowo, że jedna z moich koleżanek pedagogów z pobliskiej szkoły  to koleżanka opiniowanego. Podobno był najlepszy w klasie. Słuch po nim zaginął po skończeniu szkoły i teraz się pojawił. Też ma o nim dobre zdanie.  Dobra jestem w ich mieszkaniu – są oboje. Mówię, że czas nadszedł obowiązek nie wykonany- będzie posiedzenie ( on nadal nie jest zarejestrowany w PUP , pieniądze zarobione przeznaczył na dom, opłaty, art. codziennego użytku i żywność po prostu. Siedliśmy razem z jego mamą ,,nad nim’’ i się w końcu ,,otworzył’’. Opowiedział, że po ślubie to głównie on pracował-dobrze zarabiał, na niego szły wszystkie kredyty, mieszkanie, umowy. Babie trochę się w głowie ,,poprzewracało’’ – bo kiedy nie było chłopa w domu bo ciężko pracował to kochanka sobie znalazła. W trakcie trwania małżeństwa teściowie przekazali na nich jakieś mieszkanie ale on za namową swojej żony notarialnie zrzekł się do niego praw, bo wierzył jej i jej znajomym, że tak będzie lepiej. Kiedy stracił pracę i nie było za co spłacać kredytów na różny sprzęt ona złożyła szybko wniosek o rozwód. Robiła awantury nie do wytrzymania i w końcu zmusiła go działając mu na psychikę do wyprowadzki. Przez prawie trzy tygodnie mieszkał w garażu zanim wrócił do mamy i opowiedział, że się po prostu rozstali. Już po powrocie do matki przez trzy miesiące spłacał czynsz za mieszkanie w którym wcześniej mieszkali bo żona obiecała mu wcześniej , że jak się wyprowadzi od niej dobrowolnie to ona za ten czynsz zapłaci – a naprawdę mieszkanie ,,w papierach’’ stało na niego i właściciel do niego wydzwaniał. Następnie zgodził się dość wysokie alimenty w jego przypadku. Choć tak naprawdę to mógł być z nich zwolniony (choćby czasowo) bo w trakcie rozwodu on pozostawał bez pracy, środków do życia i miejsca do spania a ona miała i pracę, i dom po rodzicach.  Nikt mu też nie wspomniał o podziale majątku za co ma pretensje do sądu. Bo żona miała adwokata a on nie. Wierzył również pracodawcy który mu nie zapłacił. Jedyne co go trzymało to miłość do syna i matki.  Syn zresztą naprawdę regularnie do nich przyjeżdżał. Teraz przychodzą jakieś listy z OPS z jakiejś tam miejscowości, okazuje się , że skoro nie płaci alimentów to za niego płaci Państwo poprzesz OPS. OPS domaga się zwrotu środków lub wystąpi na drogę sądowa- będzie kolejny wyrok.

       Chłop na końcu się rozpłakał – ja tak wierzyłem ludziom… i poszedł do swojego pokoju. Zrobiło mi się głupio , że trochę ,,jechałem’’ wcześniej mu po ambicji. Po tym, że przecież ma swoje lata, że życie nie jest łatwe.  Zostałem z jego matką. Omówiłem wszystkie możliwe drogi w przypadku jeśli sąd zarządzi wykonanie kary, powiedziałem o możliwym odroczeniu wykonania kary a po roku takiego odroczenia  o ponowne zawieszenie wykonania kary. Oczywiście wiązałoby się to z nowym okresem próby i zapewne z dozorem kuratora. Niemniej uniknie ZK i figurowania przez 10 lat w kartotece jako karany. Omówiłem także możliwości odbywania kary w systemie SDE. Matka wysłuchał mnie uważnie, dodatkowo napisałem nr telefonu i skrótowe ,,możliwości’’ prawne. Wywiad napisałem oczywiście pozytywny jeśli chodzi o zachowanie skazanego, niemniej jeśli chodzi o obowiązek – nie został on w żaden sposób wykonany a nawet nie było dobrej woli ze strony skazanego- to akurat mi jakoś do niego nie pasuje- syna kocha a że babę miał taką- no takie życie- nie można wszystkim tak łatwo wierzyć.
       Sąd karę zarządził. Skazany nie wystąpił o odroczenie wykonania kary choć nawet sędzia powiedział, że jak napisze to raczej mu udzieli odroczenia. Nie wystąpił również o SDE. Sam stawił się do ZK.. Kiedyś przypadkiem spotkałem jego matkę. Nie miałem jakoś odwagi sam zapytać dlaczego nie skorzystał z porad – na szczęście  sama mnie zagadała i powiedziała, że poszedł do ZK aby sobie wszystko przemyśleć, miał dość.
       Wyrok niewielki, przynajmniej ten pierwszy 6 miesięcy. Przeważnie w takich wypadkach już po trzech miesiącach czyli po  połowie ,,wyrzucają z ZK na ,,warunek’’ . On bronił się rękami i nogami. Niemniej dyrektor sam wystąpił mu z takim wnioskiem i był wolny już po 4 miesiącach. Znowu oczywiście okres próby.
       Późna wiosna, już bardzo ciepło na dworze. Rano witam się ze współdyżurną. Cześć, -cześć. Słuchaj był wczoraj do Ciebie warunkowo zwolniony. Jakiś dziwny. Nie chciał ze mną rozmawiać, tylko z Tobą. Mówiłam mu o pomocy postpenitencjarnej ale on stwierdził, że owszem ale też tylko z Tobą będzie rozmawiał. Powiedział, że będzie o 9.00. Dzięki.
       No ciekaw czy zdążę choć kawę zrobić. Myślę sobie jak dziwny to pewnie jakiś ,,świr’’ lub ,,roszczeniowiec’’ co to chce 19 tys. pomocy postpenitencjarnej. Zdążyłem.  Puk puk – proszę. Wchodzi mój ,,alimenciarz’’. Jest faktycznie jakiś odmieniony. Rozmawiamy, wydaje się być – twardszy. Spisuje co trzeba, wyjaśniam. Pyta się mnie czy to już wszystko. Tak, dla mnie na dziś tak, pomoc postpenitencjarną udzielę w poniedziałek bo nie ma akurat dziś żadnych środków w kasie sądu na ten cel ( dostał później 100zł w bonach towarowych). Dobrze.
Czy pomoże mi Pan sporządzić odpowiedni wniosek do sądu o ten podział majątku ? 
Coś w nim drgnęło- mam nadzieję, że pozytywnie.

KONIEC
kane