Na fali "dobrych zmian" i ja dorzuciłem swoje propozycje, jakie proponuję zmienić by skuteczniej walczyć z patolami. A jakie to są propozycje, zapraszam do lektury :)
DOBRA ZMIANA
PS. Na wakacje uzbierałem :) Wisze 2 teksty wspierającemu mnie czytelnikowi, i postaram się je w najbliższych dniach wrzucić :) pozdrawiam
„Pomocną rękę należy podać tym, którzy mądrze walczą, a nie mogą dać sobie rady.” - Stanisław Grzesiuk (z książki Pięć lat kacetu) Przedstawione historie są fikcją literacką, a zbiezność ze zdarzeniami i postaciami występującymi w rzeczywistości, jest jedynie przypadkowa. Zamiarem autora nie jest w sposób negatywny przedstawianie osób objętych postepowaniem sądowym a w pracy zawodowej kieruje się ogólnie pojetym dobrem każdej jednostki.
poniedziałek, 27 czerwca 2016
niedziela, 12 czerwca 2016
Kiepownica
Stoję pod budynkiem sądu i dopalam papierosa. Obok na
drzwiach przyklejona kartka z przekreślonym na czerwono petem a pod spodem
napis „zakaz palenia”. Przy drzwiach stoi stara pordzewiała popielnica, a w
niej wykurwiasty „jeżyk”, który jest idealnym przekrojem polskiego
społeczeństwa. Jarając swojego szluga przyglądam się petom, które powtykane na
wszelkie sposoby wręcz wysypują się z popielnicy. Są tam kiepy cienkie i grube,
długie i krótki. Jedne są samoróbkami, inne z kolei strasznie ujebane szminką.
Są pety dopalone do połowy, ale znajdują się w tej jeżykowej popielnicy i takie
które zjarane są do samego filtra. Wśród tego jeżyka znaleźć można fajeczki
zgniecione i wymiętolone oraz takie które jakby dopiero co zostały wyciągnięte
z pudełka i ledwo nadpalone – pewnie na salę już wołają i nie było kiedyś
dopełnić chwili relaksu. Każdy pali na swój sposób. Koło popielnicy można
spotkać całą tablicę mendelejewa społeczeństwa – od policjantów którzy konwojują
skazanych na wokandy i razem ze skazanymi stoją wokół popielnicy wspólnie
jarając szlugi. Nie raz widziałem jak policjant częstował wytatuowanego od stóp
do głów złodzieja, śmiejąc się i prowadząc dyskusje. W końcu i złodziej i
Policjant tez człowiek. Koło popielnicy spotykam fizycznych, z wielkim
osmolonym przez tytoń wąsem, którzy miętolą fajki i wypuszczają śmierdzący dym
z taniego, podłego gatunku tytoniu. Są też tacy, ubrani i odjebani jak stróż w
boże ciało, bezzębni, palą papierosa w szklanej fifce, by na koniec dmuchnąć w
nią, by kiep wyleciał na ziemię, a fifka ląduje w kieszeniach spodni. Przy kierownicy
spotkać można kobiety - matrony, odmalowane i wypindrzone z obowiązkową trwałą
na głowie – palące papierosa dostojnie, trzymając cieniutkiego patyczka w
polakierowanych paznokciach. Takie to obowiązkowo utytłają filtr w szmince. Są
też małolaci, co ledwie osiemnaście skończyło toto, ale dumnie pali papierosa
pod budynkiem sądu ukazując czasami swoje bezzębne oblicze i przez telefon
zgrywającego twardziela, rzucającego kurwami na lewo i prawo. Z reguły rozmowa
polega na mówienie kilku krótkich zdań do jakiegoś rozmówcy, obowiązkowo
kończąc umówieniem się na browara, by zajebać się porządnie.
Najbardziej wkurwia jak palisz i podchodzi do ciebie jeden z
nadzorowanych, który akurat się napatoczył, a niekoniecznie ma sprawę do
ciebie. Stoi i gada o swoich problemach a ty wcale nie masz ochoty w tym
relaksującym dla ciebie momencie rozmawiać. Nie zważa na innych tłoczących się
wokół popielnicy, tylko zaciągając się szlugiem opowiada co ostatnio zdarzyło
się w jego życiu. Jak to Stefan się najebał i zrobił awanturę, a ona oberwała
od niego kopniaka w sam środek zadu i teraz to już kurwa mu nie odpuści bo
chuj, nie pozwoli sobą więcej pomiatać. Nieważne że tą opowieść znasz już od
dawna, nieważne że próbowałeś namówić kobietę do składania zeznań na Policji a
ona odmawiała – teraz przynajmniej wszyscy degustatorzy tytoniu dowiedzą się o
problemach Kowalskiej. Gdy proponujesz by podeszła do biura i tam porozmawiała –
nagle nie ma czasu i ucieka w czeluście sądowego korytarza.
Popielnica to najlepszy punkt obserwacyjny klienteli sądu. W
budynku się kontrolują, mówią cicho, nie przeklinają. Na zewnątrz już takich
oporów nie ma. Stoję i przysłuchuję się jak matka siedzi na krawężniku i płacze
bo sąd jej dzieci każe do bidula odstawić. Odpierdala istną szopkę gdy ktoś z
rodziny próbuje ją podnieść i uspokoić. Drze tą mordę że ona dzieci kocha i nie
pozwoli by były skrzywdzone. Słowa typu pierdolony sąd i kurator należą do tych
delikatniejszych. A ja sobie tak stoję i się przyglądam, bez większych emocji
wiedząc, że dzieci wcale nie kocha, a jak już to tylko wtedy, gdy zasiłki na
nich wyciągała. Obok takich scen można spotkać grupki osób skupione wokół
adwokatów i całej rzeszy mecenasów. Słuchają jego wywodów wpatrzeni jak w
obrazek – to jest moment gdy mecenas ludzkim i zrozumiałym dla nich głosem
tłumaczy to, co przed chwila zadziało się na sali sądowej. Mogę przyznać że
wielu adwokatom odebrałem troszkę chleba tudzież paliwa z wypasionych bryk.
Przychodzi czasami biedna matka lub kobiecina i chce pozbawić ojca władzy
rodzicielskiej, bo od kilku lat ma wyjebane na dziecko. Była u adwokata i musi
nazbierać tysiaka za napisanie wniosku, a do mnie trafiła czy może znam kogoś
kto to taniej zrobi. Oczywiście że znam – odpowiadam wtedy i drukuje jej wzór z
komputera tłumacząc co ma wypełnić i gdzie. Zdziwiona jest gdy dowiaduje się że
to za darmo. Niestety, ciągle pokutuje przekonanie wśród niektórych, że do sądu
to tylko z adwokatem. W prostych sprawach nie jest on w ogóle potrzebny, ale
jeden czy drugi adwokacina widząc że można łatwą kasę zgarnąć, nie ma skrupułów
wystawiać wysoki cennik i łapką zgarnąć tysiaka za 20 minut pracy jego
asystenta. Lecz w tym miejscu zwracam niektórym mecenasom honor, bo znam i
takich co za darmo sprawę poprowadzą, jak ich sumienie ruszy.
Wokół popielnicy spotkać można jeszcze innych pracowników
sądu. Z reguły znamy się głównie z widzenia a rozmowy z nimi toczą się o
pogodzie i jak to ciśnienie spada bo człowiek senny się robi. Miałkie,
nieciekawie, bo każdy ten moment na papierosa celebruje i traktuje jako krótkie
wytchnienie od papierkowej roboty.
Czasami do kiepownicy przylezie jakiś najebany menel,
cuchnący i w brudnych obszczanych gaciach. Bo rozprawę ma. Raz pamiętam jak
taki jeden z browarem w kieszeni przylazł i popijał paląc obleśnie śmierdzącego
szluga. Gada coś taki wtedy do ciebie szukając powiernika swojej niedoli, lecz
z reguły wtedy odchodzę, tracąc całkowicie nim zainteresowanie. Nie potrzebuje
wysłuchiwać mamrotów luja – w swojej pracy takich jak on mam wystarczająco.
Ale najlepszy cyrk jaki się spotyka to skłócone rodzinki.
Przeważnie sprawy cywilne o podział majątku, o spadki, o udziały. Potrafią stać
takie dwie grupki skupione wokół swoich mecenasów i zerkać na siebie
podejrzliwie. Gdy papugi odchodzą, którejś z osób puszczają nerwy i zaczyna się
litania wyzwisk, co kto komu zrobił i kogo czyje jest. Oczywiście żadna ze
stron nie jest dłużna i wiązanki epitetów lecą już na całego. Co najlepsze –
najbardziej wybuchowe i agresywne są kobiety. Janusze przeważnie odciągają
swoje ukochane które z pianą na gębie toczą słowną bitwę.
Czas chyba rzucić palenie.
PS. Sponsorem niniejszego artykułu jest osoba, która zażyczyła sobie pełną anonimowość, co ja bardzo szanuję. Dziękuję :)
piątek, 27 maja 2016
Zabawa w chowanego
Przychodzi
taki okres w ciągu roku, ze nie chce Ci się pracować. Jest gorąco, w
samochodzie ukrop bo klimatyzacja od dawien dawna nie nabita wiec jedynym
sposobem chłodzenia się to zimny łokieć na szybie. Pot leje się z ciebie
strumieniami i spływa po dupie a tu trzeba jeszcze kilka wiosek odwiedzić i
patoli po drodze skontrolować. Wkurwiony jeździsz samochodem mijając jeziorka
gdzie ludzie po pracy wypoczywają. Patole tez wypoczywają, bo oczywiście połowy
z nich nie zastajesz w domu. Wtedy to masz ochotę pierdolnąć wszystko,
zatrzymać samochód, rozłożyć grilla, włączyć muzykę i odpoczywać.
Podczas
jednej z takich podróży, zamierzam niezapowiedziany skontrolować jedną taką
moja nadzorowaną. Co prawda byłem u niej kilka dni temu, ale pewien obowiązek o
którym później opisze każe, aby jeszcze raz tam podjechać. No i będzie to
pięknie wyglądało w teczuszce, że kurator taki sumienny, obowiązkowy i w ogóle
ochy i achy, jeździ do rodziny i naprawia ją swoim autorytetem przez Państwo
nadane. Prawda jest taka ze oprócz pewnego zlecenia odnośnie ich syna to dostałem
ponadto informację ze lubi sobie popijać i chciałem aby kobiecina wraz ze swoim
lekko już zdegenerowanym konkubentem wiedzieli, ze nie znają dnia ani godziny
kiedy mogę ich odwiedzić w imię sprawiedliwości Sądowej.
W
ogóle to patole wypracowali cały schemat postępowania jak chlać by „kurwa ten
jebany kurator nie złapał”. Kiedyś taka jedna uchlewała mi się pomiędzy godziną
8 a 12 rano. Gdy tylko jej dwoje dzieciaczków poszło do szkoły, przyłaziła do
niej „na kawkę” koleżanka – stara alkoholiczka co swojego faceta do grobu
wpędziła, bo nie był w stanie dorównać jej tempa w piciu, i dawaj razem chlać.
Gdy wybijała 12 w południe, stara prukwa spierdalała z mieszkania, lekko
nawalona już, a patolka moja szła spać i spała do 15.00. Gdy autobus przywiózł
dzieciaki ze szkoły, ona już była na nogach i obiadek pichciła. Jej facet z
roboty wracał o 18, więc ona już praktycznie trzeźwa była. I tak prawie kurwa
codziennie.
Z
kolei pewna rodzinka znalazła sobie inny patent. Jako że bali się nalotu pań z
opieki (będę kurwa pisał OPIEKA bo tak większość moich chlebodawców mówi a ja
nie jestem po to by uświadamiać ich odnośnie nazewnictwa) albo tez nalotu
kuratora (znowu się będą dopierdalać że się nie leczą odwykowo), to na cały
dzień leźli na swoją działkę poza miasto, a dzieckiem po szkole zajmowała się
jakaś ciotka. Na tej działce w altanie nakurwili się bełtami, porzygali i
obszczali naokoło, by potem przespać się z godzinkę i wrócić wieczorkiem do
mieszkania. Spotkać ich w ich mieszkaniu to był prawdziwy cud jak było ciepło.
Ale
to jest chuj. Najlepsi są tacy co udają że ich w mieszkaniu nie ma. Stoję ja
sobie kiedyś pod drzwiami i kulturalnie pukam, co by porozmawiać o zgubnym
wpływie alkoholizmu na człowieka i jego życie społeczne, gdy słyszę zza drzwi:
-
Kurwa, Stefan cicho, ktoś puka.
-
Nie otwieraj Zocha, nikogo nie ma w domu – pijacki bełkot
No
i chuj, nie otworzyli pomimo ze zacząłem walić i drzeć się na korytarzu że mają
otworzyć. Nie maja obowiązku i co im zrobię?
Ale
wróćmy do rodzinki którą zamierzałem po raz drugi w krótkim czasie odwiedzić.
Powodem moich odwiedzin była także inna, bardzo istotna sprawa. A mianowicie
ich synek nie stawił się do młodzieżowego ośrodka wychowawczego z przepustki, a
moją rolą było „poinformowanie go o konsekwencjach”. Łepek do ogólnie taki
młody zjeb już, co to kradzieże i picie piwa uważał za jedyne rozrywki dnia
codziennego. Ale co mu się dziwić – wzorce czerpał od najbliższych a na własną
matkę miał wyjebane jak gówno w przeręble. Tak o to znalazłem się pod chałupą
na wsi i dziarskim krokiem skierowałem się przez podwórko do drzwi domostwa,
zgrabnie omijając snujące się w upale potencjalne kostki rosołowe, które na
dzień dzisiejszy produkowały jeszcze jajka, nie wiedząc ze los ich przesądzony
jest i skończą niedługo swój żywot na pieńku – gdy ostrze tępej siekiery
odrąbie im ich małe główki. I gdy tak szedłem sobie spokojnie patrząc pod nogi
by w żadną kupę nie wdepnąć, z komórki wyłazi jeden z ich synów.
-
Rodzice są? – pytam go a on stoi i patrzy na mnie nie wiedząc co zrobić
-
Nie ma, do gospodarza na zarobek pojechali – odpowiada mi, a ja wiedząc że
matka ich narodziła ich sztuk dziesięcioro pytam dalej?
-
Ty jesteś Andrzej?
-
Nie, Andrzej pojechał do ośrodka dzisiaj – odpowiada mi i wycofuje się do
komórki.
No
i stoję jak ten pacan na środku podwórka i jedyne co mi przychodzi na myśl to
wrócić do samochodu, bo nic tu więcej nie wskóram.
Następnego
dnia dostałem telefon od nadzorowanej, że podobno jej szukam. I wtedy to
dowiedziałem się, że rozmawiałem z….. Andrzejkiem. Jebaniutki, zrobił mnie w
konia wykorzystując to, że ma kilkoro braci a ja nie pamiętam każdego z twarzy
przecież. W konsekwencji został wydany nakaz doprowadzenia przez Policję, i tak
nieletni któregoś dnia za darmo, policyjną taksówką został odwieziony do MOW kilkaset
kilometrów.
wtorek, 24 maja 2016
Tatusiowie dwaj...
No dobra, obiecuję, obiecuję że napisze tekst a tu cicho i głucho. Bije się w swoją wątłą pierś i przepraszam. Najpierw zarabianie, potem pisanie. I jednocześnie przepraszam mojego jedynego od dłuższego czasu donatora który wpłacił mi datek (a muszę przyznać że systematycznie co jakiś czas wpłaca - szacunek i podziękowania) ale nie doczekał się jeszcze tekstu na blogu. Zbieram moi drodzy czytelnicy na wakacje które spędzę w Polsce (narodowiec ze mnie i patriota) więc łapie każdą chałturkę, coby wypocząć porządnie i pokosztować po raz pierwszy od kilku lat trochę życia :) Dlatego dziś jeszcze zaproszę Was na stronę www.mydrea.ms gdzie popełniłem dość kontrowersyjny tekst, przez który zapewne się narażę co niektórym, ale....... nie zrobi to mnie większego wrażenia:
Jeśli chcecie pośpieszyć mnie i czytać teksty nowe, proponuje mały układ. Każda uzbierana stówa od dziś na moim koncie, to nowy artykuł. Jeśli możecie wspomóc 10 czy 20 złotymi, mi będzie łatwiej uzbierać na wakacje, a dzięki temu będę miał czas na pisanie i motywację :) Pewnie niektórzy mnie od złotówy wyzwą, ale....... co zrobić :D
dla przypomnienia (imie i nazwisko oraz adres są fikcyjne, nr konta już nie)
Jeśli chcecie pośpieszyć mnie i czytać teksty nowe, proponuje mały układ. Każda uzbierana stówa od dziś na moim koncie, to nowy artykuł. Jeśli możecie wspomóc 10 czy 20 złotymi, mi będzie łatwiej uzbierać na wakacje, a dzięki temu będę miał czas na pisanie i motywację :) Pewnie niektórzy mnie od złotówy wyzwą, ale....... co zrobić :D
dla przypomnienia (imie i nazwisko oraz adres są fikcyjne, nr konta już nie)
Piotr Matysiak
ul. Miauczyńska 12
00-999 Warszawa
nr konta: 56 1240 3839 1111 0010 6170 3284
Dzięki i pozdrawiam
niedziela, 8 maja 2016
500 nowych problemów
Tym artykułem kończę swoje uwagi do problemu rozdawnictwa pieniędzy wśród moich podopiecznych. Mam nadzieję że ktoś to weźmie w przyszłości to pod uwagę i szerzej spojrzy na problem rozdawnictwa niekontrolowanego pieniędzy.
500 nowych problemów
Pozdrawiam, i niedługo oczekiwany przez wszystkich nowy tekst z walki w terenie :)
500 nowych problemów
Pozdrawiam, i niedługo oczekiwany przez wszystkich nowy tekst z walki w terenie :)
czwartek, 5 maja 2016
Artykuł sponsorowany
Narażając się na waszą krytykę, wszedłem w szerszą współpracę z portalem www.mydrea.ms i co jakiś czas będę zamieszczał artykuły sponsorowane. Mimo że nie wszystkie związane są z tematyką bloga, to mam nadzieję że Was zainteresują :)
Na początek mam do zaoferowania linki do 2 artykułów:
http://mydrea.ms/m/articles/view/How-to-write-and-publish-your-own-book czyli rzecz jak napisać i wydać własną książkę. Do mnie wydawnictwo samo sie zgłosiło i nie miałem takich dylematów i problemów z wydaniem swojej, po prostu przekonwertowali tekst z bloga, ale zastanawiam się nad wydaniem "Patolnietej Sagi Rodzinnej" to wskazówki zawarte w tekście są pomocne.
Drugi artykuł dotyczy czytelnictwa i odważnego spojrzenia na problem.
http://mydrea.ms/m/articles/view/Przesta%C5%84cie-wreszcie-czyta%C4%87-ksi%C4%85%C5%BCki
Ostatnio z ciekawości przejrzałem komentarze co do mojej książki. Same zajebiste recenzje więc staram się zmobilizować do napisania czegoś dłuższego znów. Trochę urlopu się nazbierało, to może wyjadę na łono natury, zaszyje się w jakieś chatce na kilka dni i stworze patolnięte dzieło :)
A tak na marginesie :) okazuje się że wyszukiwarka google podpowiada że na chomikuj jest ebook mojej książki :) I w sumie dobrze, może czytelnictwo się zwiększy, choć osobiście lubię zapach książki, bo laptopa czy tableta chujowo wąchać. Jeśli mimo to ktoś woli taką formę, niech wpłaci datek na przysłowiowe piwo, albo chociaż na dziecko chore lub zwierzęta w schronisku, jeśli mi żałuje :) Ja tam na swoje wakacje powolutku ciułam :)
Na początek mam do zaoferowania linki do 2 artykułów:
http://mydrea.ms/m/articles/view/How-to-write-and-publish-your-own-book czyli rzecz jak napisać i wydać własną książkę. Do mnie wydawnictwo samo sie zgłosiło i nie miałem takich dylematów i problemów z wydaniem swojej, po prostu przekonwertowali tekst z bloga, ale zastanawiam się nad wydaniem "Patolnietej Sagi Rodzinnej" to wskazówki zawarte w tekście są pomocne.
Drugi artykuł dotyczy czytelnictwa i odważnego spojrzenia na problem.
http://mydrea.ms/m/articles/view/Przesta%C5%84cie-wreszcie-czyta%C4%87-ksi%C4%85%C5%BCki
Ostatnio z ciekawości przejrzałem komentarze co do mojej książki. Same zajebiste recenzje więc staram się zmobilizować do napisania czegoś dłuższego znów. Trochę urlopu się nazbierało, to może wyjadę na łono natury, zaszyje się w jakieś chatce na kilka dni i stworze patolnięte dzieło :)
A tak na marginesie :) okazuje się że wyszukiwarka google podpowiada że na chomikuj jest ebook mojej książki :) I w sumie dobrze, może czytelnictwo się zwiększy, choć osobiście lubię zapach książki, bo laptopa czy tableta chujowo wąchać. Jeśli mimo to ktoś woli taką formę, niech wpłaci datek na przysłowiowe piwo, albo chociaż na dziecko chore lub zwierzęta w schronisku, jeśli mi żałuje :) Ja tam na swoje wakacje powolutku ciułam :)
Piotr Matysiak
ul. Miauczyńska 12
00-999 Warszawa
nr konta: 56 1240 3839 1111 0010 6170 3284
z dopiskiem: darowizna
To by było na tyle :) Zbieram się do napisania nowego tekstu co by nie pozwolić umrzeć jednak blogowi :) Pozdrawiam :)
wtorek, 26 kwietnia 2016
W chuja cięcie też zajęcie
Wchodzę. Wchodzę do bloku
popegeerowskiego, gdzie na klatce schodowej leząca psia kupa nie robi na nikim
wrażenia, a kłębiące się wokół niej muchy wydają jednostajne bzyczenie
spowodowane ekstazą smrodliwej uczty. Omijam tą/tę kupę, co by nie wdepnąć i
nie wypaskudzić swoich butów tudzież nogawek spodni zakupionych w sklepie na
promocji. Powoli poruszam się schodami do góry, uważając by nie dotknąć poręczy,
ponieważ mam nieodparte wrażenie że nie tylko to gówno jest jedynym
zmartwieniem osób dbających tu o czystość.
Nigdy nie jest dla mnie
wielkim zdziwieniem gdy staję pod drzwiami do mieszkania w takich blokach.
Zjebane, zszarzałe od brudu ujebane drzwi są jak wrota do królestwa patologii,
które rządzi się swoimi prawami w czterech ścianach. Nie pozostaje mi nic
innego jak pukać, pukać i jeszcze raz pukać w nadziei że dykta uchyli swe
czeluści a ja dostąpię łaski dostania się do przepadłych wnętrz komnat
ludzkiego upadku.
Po co tam idę?
Mieszkanie zajmuje menelka wraz z menelem. Kiedyś tam urodziło się im dwoje
dzieci które obecnie wypełniają jeden z biduli gdzieś w Polsce czekając zapewne
i wierząc że mamusia z tatusiem przyjdą i je zabiorą. Menelce z menelem tak się
wspaniale zdarzyło, że powili nowe dzieciątko i zapominając o tamtych dwóch
poprzednich zajęli się wychowywaniem swojego nowego bejbiątka. A jako że
wychowywali je dość nieporadnie na co także pracownik socjalny przymykał oko,
dzieciątko w wieku 3 lat miało wygląd półtorarocznego dzieciaka co ledwo
potrafił siedzieć na swoim wątłym tyłku nie mówiąc o samodzielnym jedzeniu czy
wołaniu potrzeb w postaci kupki czy siku.
Inny temat to jak
trafiłem do tej rodziny. Kiedyś byłem u jednej z nadzorowanych, gdzie
prowadziłem tzw. Nadzór osobisty. Wchodząc do mieszkania natknąłem się na
relatywnie młodą kobietę, najebaną jak szpadel która na mój widok zerwała się z
krzesła i spierdoliła z mieszkania. Szybko dowiedziałem się kto to był i że ma
na wychowaniu dzieciaka, więc sam sobie narobiłem roboty, następnego dnia
składając wniosek do wydziału rodzinnego w moim sadzie, by skontrolować tą
rodzinkę. Tak o to jestem u nich.
W końcu po moim intensywnym
pukaniu drzwi się otwierają. Ujrzałem znaną mi już menelkę, która trzeźwa i
odwalona w dżinsy oraz bluzkę z koronką, przywitała mnie bezzębnym uśmiechem
zapraszając do środka. W korytarzu przywitał mnie Pan Menel, podając rękę i przedstawiając
się szarmancko. Co by się dalej nie rozpisywać, Państwo menelostwo zapewniało
mnie że oni alkoholu nic a nic nie piją, żyją sobie skromnie wychowując małego
Kajtka a to że im dzieci kiedyś tam zabrano to było pomówienie i
nieporozumienie, bo raz im się zdarzyła imprezka w domu, a tu pechowo Policja
przyjechała i zabrała im dwójkę wcześniejszych dzieci. Oczywiście zapewniają
mnie że jak tylko skończą remont mieszkania to złożą wniosek do sądu by dzieci
wróciły do nich, ale teraz pieniędzy mało, farby drogie, meble trzeba wymienić
i zadłużenie za mieszkanie spłacić. Ale już, na wiosnę będą się brali za to i
znów będą szczęśliwą rodzinką.
Gadał tak menel i gadał
wkurwiając mnie swoją gadką. Szczyt wkurwienia przyszedł gdy postanowiłem
sprawdzić gdzie jest dziecko i obejrzeć go chociaż z zewnątrz. Zaprowadzony zostałem
do pokoju, gdzie w wózku dla niemowlaków, tak KURWA w wózku!!! Z podkulonymi
nogami spał trzylatek!!! Trzylatek bardzo chudy, z zawiniętym pampersem na
wątłej dupci. Nie powiem, wkurwiło mnie to niemiłosiernie i najnormalniej w świecie
zacząłem jebać patoli że przecież takie dziecko powinno mieć łóżko i tym
podobne sprawy. Finał tego był taki, że zaczeli się tłumaczyć że oni tylko
usypiają w wózku a dziecko spi na tapczanie. W domu był tylko jeden tapczan,
więc kolejna wątpliwość jak oni się w trójkę na nim mieszczą. Wtedy to Pan
Menel rzekł do mnie:
- bo ja to śpię na
fotelu, a żona z dzieckiem.
Wymyślił sobie na
poczekaniu. Pytam się dlaczego nosi pampersa. Bo dziecko mówi niewyraźnie i nie
nauczył się wołać – kolejne gówniane tłumaczenie. Pytam się czy dziecko chodzi –
próbuje, ale on taki słabiutki – matka mi tłumaczy. Pytam się i każe pokazać
czym go karmi. To prowadzą mnie do kuchni i otwierają lodówkę. Margaryna,
kawałek sera i nic więcej. Mimo że godzina popołudniowa to nie widać nawet czy
jakiś obiad jest przygotowywany.
- Co dziecko jadło na
obiad? – pytam już podniesionym głosem
- Zupę – odpowiada matka
- To gdzie ta zupa?
Gdzie nagotowana?
- Zupkę chińską –
uściśla, a mi witki opadają.
Pytam o książeczkę
zdrowia dziecka. Patolka zaczyna szukać wśród jakiś szpargałów lecz nie
znajduje. Pytam kto jest lekarzem rodzinnym. Mówi mi o lekarzu który przyjmuje
w najbliższej przychodni zdrowia. Ostatni raz była tam z dzieckiem jakiś rok
temu.
Jadę do przychodni.
Chcę ustalić dlaczego to dziecko jest takie chude i dlaczego jego rozwój jest
ewidentnie opóźniony. Za ladą wita mnie pielęgniarka której wyłuszczam w
skrócie powód mojej wizyty. I tutaj musze powiedzieć że lekarka stanęła na
wysokości zadania, zapoznała mnie z kartą zdrowia dziecka i sama przyznała, że
rzeczywiście dziecka nie widziała od roku, a już podczas ostatniej wizyty dała
wiele zaleceń rodzicom odnośnie zdrowia dziecka. Od tamtego czasu się nie
pokazali, a ona nie jest w stanie pamiętać o wszystkich pacjentach.
Napisałem w
sprawozdaniu dla sędziego, że istnieje zagrożenie życia dziecka. Zbyt dziwnie
wyglądał on w tym łóżeczku, jego skóra była szara, przeraźliwie chudy, nie
chodził, prawie nie mówił i na dodatek nie wiem jak był żywiony. Osobiście
poszedłem do sędziny i wyłuszczyłem problem. Decyzja była tylko jedna.
Jak dziecko trafiło do
pogotowia rodzinnego rozmawiałem z prowadzącą pogotowie. Powiedziała mi ze w
swojej długoletniej karierze nie miała tak zaniedbanego dziecka. Podejrzewano u
niego głuchotę, upośledzenie, miał problemy trawienne ponieważ nie był
odpowiednio odżywiany, miał jakieś przykurcze…. Nie pamiętam już szczegółów a
nawet gdyby to nie podałbym by nie zdradzić charakterystycznych szczegółów. Na
pocieszenie podam że po kilku miesiącach większość jego chorób zniknęła, nabrał
masy ciała i zaczął przypominać normalnego chłopczyka.
A patole? Żyją i mają się
dobrze. Za takie zaniedbania w Polsce nie grozi ci kara. Co najwyżej zabiorą ci
dziecko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)