środa, 9 maja 2012

Dzień Dobry. Zastałem Jolkę?


Ja pierdole, kurwa mać! To pierwsze co mi przyszło na myśl, jak zobaczyłem to pismo. Ja pierdole! Mam w dupie ta robotę, ani kurwa chwili spokoju, myślałem spoglądając na postanowienie sądu o przymusowym odebraniu dziecka. Najbardziej zjebana robota w całej tej pracy.
Patolka chleje, w domu pięcioro dzieci od 10 do 17 lat. Muszę teraz zapierdalać z Policją z pracownikami Domu Dziecka i Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, by odebrać małoletnich spod opieki kochającej mamusi. Patolka, znając życie zacznie się drzeć, szarpać, wyć, do kolan padać, wzywać Wszystkich Świętych i samego Lucyfera, by pomógł jej zatrzymać dzieci. Dzieciaki zaczną zaraz uciekać oknami, wyć, płakać, trzymać się mamusi, zamykać w pokoju i rzucać się z łapami do ciebie. Kurwa, jaki ten kurator jest zły, bo dzieci przyjeżdżać zabiera. Tak jakby to kurwa mój pomysł był i ja wódę patolowi zjebanemu wlewałem do gardła. Ale ci potem taki zjebany Ryszard Marchewka z TVN nakręci w Uwadze, że kurator to masochista i z uwielbieniem zabiera dzieci spod opieki wspaniałej i kochającej mamusi. Z biedy kurwa, z biedy.
Czy te wszystkie debile z telewizji nie nauczą się, że w Polsce nikt z biedy dzieci nie zabiera? Od tego są Opieki Społeczne, żeby każdej rodzinie minimum socjalne zapewnić. Nikt kurwa nie jest taki głupi, nawet ja, żeby z powodu niskich dochodów zabrać małolatów do placówki. Nikt. Zawsze są przy tym jakieś inne zaniedbania, które zagrażają życiu i zdrowiu dzieciakom. Chlanie, głodzenie, nienależyte sprawowanie opieki, zaniedbania zdrowotne. Z samej biedy nikt dzieciaka nie zabierze i zapamiętajcie to sobie.
Pokląłem na czym świat stoi, powkurwiałem się, wyżaliłem wszystkim na około, obrobiłem dupę sędzi i wszystkim instytucjom w to zamieszanym i wziąłem się do roboty.
Najpierw PCPR. Dzwonię, umawiam się na następny dzień na 8 rano. Oni po chwili oddzwaniają że nie mają samochodu. A chuj mnie to obchodzi? To niech starosta da swój służbowy, w czym problem. Mają być i koniec, choćby prywatnymi. Nie obchodzi mnie że kasy nie ma i nie stać ich na swój samochód. W końcu cos tam wykombinowali. Poinformować maja jeszcze Dom Dziecka – to od nich pedagog przejmie dzieciaki, jak ja je odbiorę. I nagle dostają olśnienia, ze przecież bidul ma busa i ich zabierze. Dobrze że na to wpadli, Nobla im.
Potem OPS. Młoda dziewczyna, pracownik socjalny pyta się mnie czy musi. Nie musi w sumie. Rozmawiam jakiś czas później z jej kierowniczką, że jutro przymusowe. Dziewczyna z opieki oddzwania do mnie po chwili, czy ją zabiorę ze sobą. Szybko zdanie zmieniła, niech widzi, że opieka nie tylko od dawania zasiłków jest.
No i Policja. Osobiście podjechałem do szefa prewencji, jestem z nim na ‘ty”, więc nie ma problemu. Chłopaki będą obstawiać. Pyta się mnie czy TVN będzie, to większe siły do obstawy rzuci. Jak rozmach, kurwa, to rozmach. Proponuje jeszcze terenówkę wyciągnąć – nowy nabytek i za bardzo nie ma jak się nim pochwalić. A co mi tam, niech będzie terenówka. W sumie to może jakieś szybkie siły reagowania albo antyterrorystów by dorzucił – jak ma być pierdolnięcie, to niech w całej Polsce huczą.
Umawiam się ze wszystkimi przed znakiem wjazdu do wioski. Godzina 8 rano. Potem szybko podjeżdżamy, zawijamy małolatów i spierdalamy. Szybko, zwięźle i na temat.
Następnego dnia, za około 10 ósma, czekam pod znakiem. Nikogo, kurwa, nikogo. Mija ósma. Pusto. 10 po ósmej. Pusto. 15 po ósmej. Pusto. Mój poziom irytacji sięga zenitu. Łapię za telefon, i daje jeszcze pięć minut i zacznę dzwonić i rzucać kurwami do wszystkich tych, co mieli się stawić. Dziewczę młode z OPS-u nic nie mówi, zaraz mi kurwa zemdleje ze stresu. Pyta się czy będzie musiała coś robić. Mówię jej, że w razie czego będzie matkę przytrzymywać, albo dzieciaka od niej odrywać. Prawie zemdlała.
Za chwile słyszę sygnał syren. Co to kurwa jest! Pożar? Nie, to dwa radiowozy, w tym pięknie umytą terenóweczką zapierdalają w moją stronę na sygnale. Ja jebię, niech jeszcze przez megafon zaczną ogłaszać po co tu jadą! Wylatuje z samochodu i podbiegam do zatrzymujących się pojazdów:
- Kurwa, chłopaki, odpierdoliło wam? – próbuje przekrzyczeć dźwięk syreny – wyłączcie to do cholery jasnej. Przecież ona kurwa nic nie wie, spierdoli nam.
- Sorki, sorki, nie wiedzieliśmy – odpowiada mi gliniarz i wyłącza syrenę.
- A światełka mogą być? – pyta uprzejmie. Niech będą, co mi tam, skoro lubią takie zabawy.
Mówię im że czekamy jeszcze na Dom Dziecka i PCPR, którzy przyjadą jednym samochodem. Potem ruszamy przed chałupę, wpadamy szybko, ja odczytuje postanowienie sądu, łapie dzieciaki po kolei i przekazuję pracownikowi PCPR lub Domu Dziecka. Patolka jakby się stawiała, mają ją lekko przystopować.
- Panowie, tylko żadne kajdanki ani chwyty obezwładniające. Kulturalnie – przypominam im. Kto wie co im odjebie. Młodzi, narwani, szukają jakiejś adrenaliny jak widać.
Za chwile podjeżdża bus z Domu Dziecka. Przepraszają za spóźnienie, ale z warsztatu dziś rano go odbierali, bo stary trup ciągle się psuje. No dobra, ważne że są. Przypominam im kto tu dowodzi i jaka jest rola poszczególnych instytucji. Niby wiedzą, ale jak ktoś coś zjebie, to będzie na mnie, bo to ja niby dowodzę.
Umawiamy się że ja jadę pierwszy. Potem Bus z Domu dziecka, a Policjanci staną kawałek przed domem, co by nie wystraszyć patolki. Przypominam im o syrenie, żeby już jej nie włączali, bo zjebią całą akcję. Młoda ze mną w samochodzie, zaczyna gryźć paznokcie.
Powoli ruszamy w stronę domu.
Cdn…

poniedziałek, 7 maja 2012

Życie pełne niespodzianek (część 3 ostatnia)


Minęło kilka tygodni. Krycha nie raczyła mnie jak do tej pory swoją obecnością, z czego nie powiem, niezmiernie się cieszyłem. Nie potrzebna mi tu na razie nawróconej matki Polki, która na zawołanie potrafiłaby mdleć przed kamerami TVN24. Według mnie, obowiązuje zasada 3 miesięcy  - jak patol któremu zabierzesz dzieciaki, w ciągu tego okresu nie zrobi wszystkiego by dzieciaki wróciły – to chuj bombki strzelił, jest mu wygodnie i ma wyjebane na cały system.
Po kolejnym tygodniu, będąc w okolicy miejsca zamieszkania Krychy, postanowiłem do niej wejść. Niech wie, że nie zapomniałem. Pukam do drzwi. Otwiera mi jakiś facet, na oko 60 lat, upierdolony cały w wapnie i farbie. O kurwa – co tu się dzieje, bo przez uchylone drzwi widziałem remont korytarza i kuchni.
- Szukam Krystyny Iksińskiej – zdziwiony zapytałem gościa, który z równym zdziwieniem patrzał na mnie.
- Nie mieszka tu – odpowiedział.
Jak to do kurwy nędzy nie mieszka? W chuja sobie gość leci czy co? Co tu się kurwa dzieje?
- Jak to nie mieszka? Gdzie ona jest – poirytowany gadam do faceta, Aż mi gul skacze. Kogo jak kogo, ale w chuja to mnie robić stare menele nie będą.  – Pan wie kim ja jestem – wkurwiony na Maksa sięgam po legitymację.
- Panie, eksmitowali ją. Ja to mieszkanie z gminy dostałem – wycedził w moją stronę.
Z patolami to tak już jest. Wystarczy na chwile z oka spuścić, a w ich życiu rewolucja. Zmiana mieszkania, konkubenta, zaraz w ciąży albo urodzi i w szpitalu zostawi. Normalnie karuzela ich pojebanego życia. A ty zapierdalasz na kredyt hipoteczny 30 lat i nie ruszysz się ze swojego mieszkania, a w tym czasie patole pół Polski objadą i w każdym większym mieście dupę nastawią.
- Gdzie ją eksmitowali – dopytuję gościa, lecz ten nie wie.
No i chuj. Na dobrą sprawę powinienem mieć na to wyjebane, w końcu do moich obowiązków nie należy szukanie patolki. Ale ciekawość zwyciężyła. W ewidencji ludności czy w wydziale mieszkaniowym w gminie jakaś młoda stażystka nie chciała mi na twarz podać jej adresu zamieszkania. Bo ona pismo potrzebuje. Na chuj ci pismo dziewczyno? Legitymacja powinna ci wystarczyć, gdzie jasno jest napisane, jakie mam uprawnienia. Czy w tym kraju każdy musi robić jakiś problem i do wszystkiego potrzebuje papierka. W końcu adres dostałem, a na zakończenie laska chciała żebym na kawę wpadł. One w większości myślą, że kurator to jak prokurator. A niech sobie myślą, dzięki temu mam lżej i w prawie każdej instytucji darmową kawę i ciasteczka.
W ogóle bycie facetem w tym zawodzie to zajebista sprawa. Wszędzie babiniec, od lewa do prawa. Co chwilę zapraszają cie na jakieś spotkania „integracyjne” suto podlewane alkoholem. Ani przez chwile nie usiedzisz przy stole, bo każda chce cie obtańcować, nie mówiąc o często się pojawiających „innych” propozycjach. Matki i żony po podlaniu alkoholem nie mają żadnych krępacji.
Krycha dostała lokal w bloku socjalnym. Jakiś 20 rodzinny budynek, gdzie Policja mogłaby otworzyć posterunek. Syf, kiła i mogiła, poprzeplatana  chordami małolatów, zbierających pety po ulicy i nielatek z cyckami i brzuchami na wierzchu. Kiedyś był to pałacyk, który po upadku pegeeru został zamieniony na zbiorowisko ludzkiego dna. Zajebiście po prostu, teraz to już zakurwi się Krycha na śmierć, przysparzając uciech cielesnych okolicznym mętom póki nie załapie kiły i rzęrzączki, nie mówiąc o opryszczce na mordzie.
Odnajduje mieszkanie i tu pierwsze zdziwienie. Drzwi wymienione, całkiem ładne. Pukam.
- Dzień dobry – otwiera mi facet, całkiem normalnie wyglądający, choć już nie pierwszej młodości.
- Dobry, dobry. Szukam Krystyny Iksińskiej, mieszka tu? – kurwa, ale kurwa co jest? Kłębi mi się w głowie. Cos mi tu wybitnie nie pasuje.
- Mieszka, wyszła na zakupy. Proszę wejść – jaki kurwa miły, kim on jest do kurwy nędzy?
Wchodzę. Mieszkanie czyste, zadbane. Meble choć nie najnowsze to jednak nie zniszczone. W kuchni halogenki, mebelki kuchenne choć najtańsze z jakiegoś marketu, to jednak przyzwoite. Nie no, kurwa nie wierze.
Rozmawiam z facetem. To jej konkubent. Znali się już kiedyś, on siedział w Zakładzie Karnym, ale wyszedł. Krycha to jego była miłość i jak dowiedział się że została eksmitowana, to zaproponował wspólne życie. Warunkiem wspólnego zamieszkania było niemeldowanie dwóch synków ćpunów, którzy i tak zamieszkali w jakiejś altanie na działce. Jako że jest budowlańcem, odremontował mieszkanie. Ma swój samochód, pracę na czarno, ale stałą i twierdzi że kocha Krysię i będzie dbał, by nie stoczyła się na dno.
Zobaczymy, zobaczymy. Sceptycyzm mnie nie opuszczał. Za, kurwa, wspaniale to wygląda.
Za niedługi czas, został wyznaczony termin rozprawy, w celu wydania postanowienia końcowego, co dalej z dzieciakami. Oczywiście, zostałem zobligowany do wydania opinii, czy dzieci po kilkumiesięcznym pobycie w placówce, mogą do niej wrócić.
Zaryzykowałem, biorąc oczywiście nadzór do osobistego prowadzenia, w razie gdyby znowu było źle, podejmować interwencję.
Od dwóch lat jest w miarę spokojnie. Krycha ma dalej tego faceta, z którym jest szczęśliwa i zapatrzona jak w obrazek. On trzyma ją i dzieciaki krótko, wymagając dbania o dom, sprzątania, chodzenia do szkoły przez dzieciaki i podejmowania pracy, chociażby dorywczej.
Normalnie sielsko i anielsko.
Happy end? Nie do końca.
Adaś od jakiegoś czasu wariuje w szkole, jest wulgarny, agresywny, wyzywa matkę od szmat i kurew. Bije siostrę. Znęca się nad zwierzętami.

Tym razem Adasiu, sprawa sądowa będzie ciebie dotyczyć. Tak mi kurewsko przykro.

niedziela, 6 maja 2012

Życie pełne niespodzianek (część 2)

Kurwa to za mało powiedziane. Przejebane mam teraz jak chuj. Żegnaj spokojny powrocie do domu.
- Jak to pojechała za granicę - zaciskam zęby w złości i patrzę na tych dwóch pojebów, zastanawiając się na ile są przyćpani a na ile zachlani.
- Tydzień temu - odpowiedział w moją stronę jeden z nich, jednocześnie dostając tiku nerwowego, bo tak śmiesznie mu powieka latała. Wypłukany ze wszystkich życiodajnych witamin w organiźmie jak nie przez jabole, to wynalazki mózgojebiące, na poziomie intelektualnym planktonu.
Pierw trzeba zrobić porządek z tymi wszystkimi "gośćmi", raczącymi się wspaniałą atmosferą rodzinną tego kochającego się domu. Zofia - rubensowska labadziara z wywalonymi cycami na wierzchu, bo juz większych dekoltów nie robią, a jeśli już to chyba do kolan, wyszła jako pierwsza. Podziękowała grzecznie za gościnę tym dwóm debilom i poszła szukać nastepnej chołoty o swojego łoża kurewskiego. Tak wogóle to u Zofii byłem kiedyś w domu, ponieważ starała się o kontakty z wnukiem. Jej jedyny syn, w wieku 19 lat uciekł do rodziców dziewczyny, z którą ma dziecko i całkiem normalnie żyją. Wstydzi się biedak matki, która do wyra przyprowadzała jego kolegów. Zofia w domu ma wyjebane, kurewskie wyrko w dużym pokoju. Nie bez przesady powiem, ze jakieś 200x200 z rozwinietym naokoło baldachimem. Wokół tego kurwiołka stoją trzy duże lustra, w których Zofia pewnie przygląda sie swoim poczynaniom. No cóz, kazdy ma rózne hobby, lecz trzeba przyznać, że labadziara zawsze bierze pelnoletnich.
Druga sie zwinęła Agnieszka. Po prostu wstała i poszła, bezszczelnie uśmiechając się w moją stronę i Policjantów. Jest pełnoletnia i nikt jej nie zabroni pić. Tak ogólnie to jej nie znam, jej sprawy prowadził inny kurator, lecz z opowieści i ze spraw w których przewijali się innymi nieletni wiedziałem, że ćpa cały czas. Jeszcze jest całkiem ładna. Jeszcze.
18 latek - gnój żerujący na matce, która zapierdala w fabryce na dwie zmiany, a ojciec za granicę jeździ do pracy. Ma jeszcze pięcioro rodzeństwa, lecz starzy jego zapewniają mu wszystko co do życia potrzebne. Matki skurwiel nie szanuje, która do szkoły wzywana była co najmniej raz w tygodniu, bo ten idiota a to kogoś pobił, a to do szkoły nie poszedł, a to coś, kurwa, ukradł. Jak go zobaczyłem, wymsknęło mi się tylko jedno w jego stronę:
- Spierdalaj - i kiwnałem głową w strone drzwi. I tak mu kurwa już nic nie zrobię.
No i 17 latka, ogólnie nie głupia dziewucha, ale ma zaskoki. Potrafi kilka miesięcy niż nie odpierdolić, ale ciągnie ją do menelstwa jak muchy do gówna. Wychowywana przez matkę, która ojciec zostawił jakieś 10 lat temu. Kiedyś nawet z czerwonym paskiem zdawała, teraz lewo na miernych się ślizga. Jej także kazałem spierdalać, uprzedziwszy poprzednio, że spotkamy się jeszcze.
Wypierdoliwszy całe to towarzystwo, zająłem się dwoma dzieciakami i ich zjebanymi ćpunami braciszkami.Pierwsze co, to test na trzeźwość. Dmuchnęli, i każdy ponad 1,5 promila. Zajebiście. Próbuję ustalić, co matką. Okazało się, że pojechała do Anglii. Jakim kurwa cudem, taka stara baba, traktowana przez wszystkich jak śmieć, jedzie do Anglii do pracy? Wątpliwości rozwiał jeen ze starszych synków:
- pojechała się kurwić, dziwka jedna - cóż za wspaniały szacunek dla rodzicielki, przeogromna miłość panuje w tej rodzinie. 
Ale to prawda. Są alfonsi, którzy ściągają do różnych hoteli robotniczych takie patolki, umaluja je, ubiorą i rzucaja do takiego kołchozu, gdzie 50 nie lepszych jej facetów, ma uzywanie za 50 złotych. Nie tylko z młodych i pięknych panienek składaja się burdele, te nie pierwszej młodosci tez znajują swoich amatorów.
Kurwa, tylko z Adasiem i Justynką, którzy siedza na tapczanie i wpatrują sie przestraszonym wzrokiem to na mnie i Policjantów. Stary Gliniarz zaczyna sie po glowie drapać, to przerasta jego mozliwości intelektualne. Podchodzi do mnie i pyta:
- To co robimy? - młoda Policjantka stoi z boku i także patrzy na mnie. 
- Zabieramy dzieciaki o pogotowia opiekunczego - postanowiłem - oni nie zapewniają opieki należytej dzieciakom, oprócz tego są nachlani, za dzień, dwa i tak urządzą mi tu libacje.
Pogotowie opiekuńcze jest jakieś kilkaset metrów od ich domu. Dzwonie do nich, ze mam interwencje i przywiozę im dwoje dzieciaków. Pierdole zasady i zabieram dzieciaki do swojego samochodu, razem z Policjantką, zeby mi podczas jazdy nie wyskoczyły w razie czego. Gliniarz radiowozem jedzie za nami. Dwa starsze zjeby wogóle nie oponują, chyba cieszą się że problemu nie mają już na głowie. Kazałem im spakować tylko trochę rzeczy dzieciaków, podręczników szkolnych i "adios".
W Pogotowiu załatwiłem formalności, następnego dnia wniosek do sędziego o wydanie decyzji by w trybie pilnym umieściła dzieci w placówce i czekam co będzie dalej.
Po około dwóch tygodniach, w moich drzwiach biura staje Krycha. Co za kurwa jebana niespodzianka. Matka Polka we własnej osobie.
- Dzień dobry Pani Krystyno - aż mi uśmiech zagościł na twarzy - co Panią sprowadza do mnie? - cynicznie zapytałem.
- Dzieci - odpowiedziała w moja stronę.
- To Pani ma jeszcze jakieś dzieci? - dalej cynicznie z nią rozmawiam - chyba sa zabrane do placówki?
- Wiem - odpowiedziała.
- Powinna być Pani zadowolona, problemów mniej, cisza, spokój w domu, same plusy - dalej ciągnę tą gadkę ironizując. Niech sobie kurwa nie myśli, że na porządku dziennym do tego przejdę.
- Chcę je odzyskać - prawie mi tu płacze.
- Była Pani u nich? - dopytuję?
- Nie, bo wczoraj przyjechałam, nie zdązyłam - odpowiada.
- To pierw pani jedzie do nich, odwiedzi, a potem porozmawiamy. Dziekuje, do widzenia.
Poszła. 
cdn.

czwartek, 3 maja 2012

Życie pełne niespodzianek

Zanim wrzucę posta, dotyczącego Krystyny - menelindy która wychodzi na prostą, pierw kilka odpowiedzi na pytania. Nie boje się jeździć po wioskach i nie myślę o pijakach za kółkiem, którzy mogą mi na czołówkę wyskoczyć. Pijaka można spotkać w ruchliwym mieście jak i na pustej wiosce, więc jeżdżę ostrożnie i bardzo wolno, bo częściej to mi się jakiś pijak pieszy zatoczył na samochód. Czy tych ludzi można naprawić? To zależy z kim pracujemy. Wieloletni alkoholik mieszkający na melinie i chlejący w gardło denaturat - go nie naprawisz, a jak już to w ułamkach procentów. Lecz są przypadki, ze ktoś chleje, mieszka na melinie, lecz nie ma dziur w mózgu, ma rodzinę, która o niego walczy, oparcie - wtedy jest szansa i jak taki chlor ludzki to zrozumie, to wyjdzie z tego. Gorzej jest z kobietami - szybciej popadają w uzależnienie i trudniej z niego wychodzą. temat sterylizacji jeszcze się pojawiał, czy były w przeszłości lub są jakieś propozycje. Osobiście uważam, że jakieś uregulowania prawne powinny być w tej materii. Jeżeli są w Polsce ruchy chcące zalegalizować aborcję, dlaczego nie zalegalizować sterylizację, pod pewnymi warunkami oczywiście. Jednakże u nas od razu kojarzy się to z Auschwitz lub rozwiązaniami szwedzkimi w latach 50 i 60 tych, ale sam uważam, że zapobieganie jest lepsze niż łagodzenie skutków. Żadnych pozycji książkowych na temat słuszności sterylizacji nie znam i pewnie są to wydania drugiego obiegu.


* Życie pełne niespodzianek - czyli Krycha i prostujące się byty ludzkie*

 Kryche poznałem już na początku swojej pracy, czyli kilka lat temu jak jeszcze robiłem aplikację kuratorską. Krycha zajmowała mieszkanie w kamienicy wraz ze swoimi synami, pełnoletnimi ćpunami na rentach i dwójką małych dzieci Justynka i Adasiem, wtedy lat koło 4 i 5. Krycha była typowym kurwiszonem, która w ogóle nie spożywała alkoholu, tylko była prosta jak cep i naiwna, przez co różni menele, którzy jeszcze mogli, rżnęli ją bo nikomu nie odmówiła w swej dobroci. Ogólnie była dobrą kobietą, tylko odzywała się wścieklizna pochwy, która potrafiła zapędzić ją nawet na skraje powiatu czy województwa. Bardziej zjebani byli dwaj starsi synowie, ćpuny zdegenerowane, które nie myślały już normalnie. W chacie urządzali popijawy, przekładane ćpaniem czy wąchaniem jakiegokolwiek gówna w woreczkach. Nie raz przyłaziły tak gówniary, spragnione alkoholu i rżnięcia się z menelami, bo zawsze jedno idzie w parze z drugim. Okoliczne labadziary, 16, 17, 18 letnie przyłaziły tam w poszukiwaniu swojego mężczyzny i kutasa między nogami. Czego to ja z Krycha nie robiłem, żeby choć trochę przemówić jej do resztek rozsądku, które gnieździły się w zakamarkach mózgowej istoty szarej. A to z dzielnicowym, a to w gminie, a to w opiece społecznej - wszyscy truliśmy jej żeby wymeldowała synków i wyjebała na zbity łeb, bo jak nie, to młodsze dzieciaki straci. Krycha zawsze mówiła że to zrobi, że już była, że nie pozwoli stracić dzieciaków i takie tam zawsze pierdolenie. Nawet psycholog w poradni rodzinnej nie mógł nic poradzić, bo Krycha bądź co bądź była niezłą pozorantką. Takie bujania sie były 2-3 lata. Co prawda Krystyna miała ograniczoną władzę rodzicielską poprzez nadzór kuratora, to dzieciaki miały to co potrzebne do życia, oprócz spokoju. Ojciec tych dzieciaków szwendał się gdzieś po Polsce, jako luj i lump i nie dawał znaku zycia. Sielsko, kurwa, i anielsko.
Wpadam ja kiedyś do Krychy, bo dawno jej nie odwiedziłem i coraz bardziej zdesperowany żeby zrobić z nią porządek, bo jeszcze trochę i mniejsze zaczną brać przykład z braciszków. W godzinach wieczornych pukam do drzwi, zza których napierdala muza i słychać śmiechy i odgłosy zaćpanych mord.
Otwiera mi menel, jej syn starszy i na mój widok jeb drzwiami przed nosem, mamrocząc ze matki nie ma. Przez chwilę w drzwiach mignął mi tylko 8-latek już, Adaś, który smutno spojrzał w moją stronę.
"Ty chuju zjebany" - pomyślałem sobie. Walę w drzwi. Śmiechy przyciszyły się, ale nikt już kurwa nie raczył mi tych drzwi otworzyć.
Wyszedłem z kamienicy. Łapię za telefon. Policja. Po około 10 minutach przyjeżdżają. Na szczęście jak usłyszą na dyżurce że kurator sądowy, to nie ociągają się. Jako zwykły obywatel to czekałbyś z dwie godziny.
Przyjeżdża patrol mieszany. Młoda Policjantka, całkiem niezła dupa, lat 22 może 23 i stary gliniarz. Młoda patrzy na mnie i nie wie za bardzo co się dzieje. Rozmawiam z gliniarzem, krótko mówię mu o co chodzi, młoda słucha i patrzy zdziwiona. Oczy zrobiła jak powiedziałem, że jak nie otworzą to wypierdolę te drzwi z kopa - mam w dupie nakazy i tym podobne, jak jest sytuacja zagrażająca życiu i zdrowiu dzieciaka, pierdolę protokoły i przepisy, niech mnie wyjebią z roboty, przynajmniej poszukam sobie innej biurkowej pracy.
Tym razem Gliniarz wali do drzwi. Krzyczy Policja i takie tam. W końcu drzwi się otwierają i znowu zachlana i zaćpana gęba wygląda przez nie. 
- Ale o co chodzi, co się dzieje - menel wycedził te słowa jakby naprawdę był jebanym aniołkiem ze świecącą aureolką wokół swojej zjebanej głowy.
- Przyszliśmy sprawdzić pod czyja opieką są małe dzieci - gliniarz też już wkurwiony patrzy na niego. jak nic, chętnie już by mu swoją czarną pałą, u pasa przywiązaną przypierdolił.
- Ale ja nikogo nie wpuszczam - wycedził znowu menel, i chciał zamknąć drzwi, lecz nagle but gliniarza wylądował miedzy drzwiami i framugą. Menel zrobił oczy, a mi spodobała się stara, komunistyczna szkoła.
Teraz moja kolej. Podszedłem do drzwi, lekko je złapałem i odsunąłem. Menel spojrzał na mnie i zwątpił. Zna mnie od kilku lat i nigdy nie zdarzyło się, żebym nie został wpuszczony jak jego matka była. W resztach wypalonego mózgu zaświtała już chyba myśl, ze dalej to już może pogorszyć sytuację.
Wchodzimy do mieszkania, w którym znajduje się jakieś 8 osób i dwoje dzieciaków: Adaś i Justynka. Kurwa, jaki zajebisty przekrój społeczeństwa i na dodatek większość mi znana. Dwaj synowie Krychy, oprócz tego Agnieszka - 20 latka która miała nadzór kuratora za ćpanie, 18 - latek nie uczący się, nie pracujący od wielu lat babrający się w drobnych kradzieżach, stara Zofia - gruba, rubensowska labadziara koło 50 - tki, która przyjmuje młodych chłopców u siebie w domu lub szwenda się po melinach w poszukiwaniu "okazów" i jedna nielatka, co prawda 17-letnia lecz wiem że ma nadzór kuratora. Na stole piwo, wóda i bibułki po blantach. Najlepsza była 17-latka, chciała spierdolić z tekstem że mama o 20 kazała jej wrócić - "ech młoda szmato, jaka ty pojebana jesteś to szkoda słów"- pomyślałem.
- Siadaj tu i czekaj - rozkazałem jej a ona naprawdę przestraszona usiadła na fotelu.
- Gdzie Krystyna - zapytałem
Cisza.
- Gdzie wasza mama? - zwróciłem się do wystraszonych dzieciaków.
Patrzą na siebie i nie wiedzą co odpowiedzieć.
- No gdzie jest? - pytam. 
- Pojechała - nieśmiało odpowiada Adaś.
- Gdzie pojechała, kiedy? - pytam.
- za granicę - słyszę odpowiedź.
O kurwa.
cdn...


niedziela, 29 kwietnia 2012

MIłość nie wybiera... i inne przypadki

Coby nie było tylko cięzkich tematów, przedstawię sylwetkę pewnej dziewczyny, która patolką nie jest, lecz jest często klientką moją, ponieważ jak mniemam zakochała się chyba we mnie, dlatego też mniej wulgarnie będzie :)
Marysia, tak ją nazwijmy, została przeze mnie poznana podczas wywiadu środowiskowego. Dziewucha lat 26, z dzieciakiem lat 6, którego wychowuje wspólnie z matką. Zarówno Marysia jak i jej mamusia upośledzone intelektualnie w stopniu lekkim. Naiwne obydwie i głupiutkie, aż się nie chce wierzyć że dają radę wychowywać dzieciaka w sposób prawidłowy. Co rusz dostaję zlecenie wywiadu, a bo to tatuś dziecka chce kontakty z nim ustalić, a to mamusia chce te kontakty zmienić, bo sąsiadka jej podpowiedziała, a to chce ograniczyć władzę rodzicielska, a to pozbawić ojca władzy rodzicielskiej, a to dowód osobisty wrobić dla dziecka, itp. Roboty kurwa co niemiara, ale pozytywne nastawienie do świata tej dziewuchy mnie rozbraja. Ogólnie dziewczę ładne, choć szczęka trochę krzywa a i zgryz zaniedbany. Marysia, jak złoży wniosek w sadzie, to zawsze dzwoni żeby dopytać się kiedy będę na wywiadzie - bo wie pan, na zakupy idę. Mówię jej wtedy kiedy przyjdę, bo dziewczyna musi się przygotować.
Wejście do mieszkania wygląda zawsze tak samo. Pukam i w duchu obstawiam jak Marysia mnie przywita i jak będzie odstawiona. Ostatnią wizytą to Marysia przyjęła mnie w rozpuszczonych włosach, umalowana na krwisto-czerwono, w kusej spódniczce z obniżonym pasem, tak że włosy łonowe dało się zauważyć. Paznokcie na czerwono umalowane, choć poobgryzane i ten uśmiech, jakby kochanka potajemnie przyjmowała. Zajebiście, myślę i czekam na dalszy rozwój wypadków, bo za każdym razem Marysia wymyśla coś nowego. 
Prowadzi mnie do pokoju. Na stole 3 świece zapachowe, zapalone, a obok nich kadzidełka. Zasłony zasłonięte, w radiu muzyka trzeszczy. O rzesz kurwa, za każdym razem coraz ciekawiej. Marysia na nogach kapcie z uszami Myszki Miki, na sobie bluzeczka obcisła też z Myszką - normalnie jak króliczek Playboya.
Nie mogę jej na więcej pozwolić. Biedna, upośledzona dziewczyna z prawdopodobnie dużymi potrzebami seksualnymi, pragnąca spędzać prawdziwie romantyczne chwile, nakarmiona serialami telewizyjnymi.
- Odsłoni Pani te zasłony, przecież widno jest - mówię to z uśmiechem, psując jej romantyczny nastrój.
- Świeczki mogą zostać, nie przeszkadzają mi - i siadam przy stole, zabierając się do uzupełniania notatek o dane, które potrzebne są do wywiadu.
Od kiedy zobaczyłem ją bez majtek, jak za drugim czy trzecim razem siadła naprzeciwko mnie, staram siadać z boku i oszczędzić sobie tego widoku.
Marysia często przychodzi do mnie do Sądu. zawsze z jakimś ważnym pytaniem, które spisuje sobie na karteczce, żeby nie zapomnieć. Do sadu przychodzi ubrana stosowniej, na szczęście. Pytania, na jakie udzielałem jej odpowiedzi to:
- czy na sprawie sądowej możemy wyprosić prasę jak będzie? - sic!
- czy można mnie przebadać wykrywaczem kłamstw (po co? czy pani ma zamiar kłamać, to sprawa o zgodę na wyrobienie dowodu dziecku),
- Czy sprawę można przenieść tam, gdzie jest Pani Sędzia Wesołowska, będę dojeżdżać.
- czy będzie pan moim adwokatem?
I tak za każdym razem jak przyjdzie do mnie. Czasami już cholery można dostać.

Inna patolke darzę mniejszym pozytywnym uczuciem. Taka typowa płaczka, depresyjna, wiecznie pokarana przez los. Ona już nie przychodzi, ona przyłazi do mnie z pretensjami, że jej się nic w życiu nie udaje. Kurwa, wiecznie niezadowolona. Łazi i płacze, biadoli jak jej źle i jak to nic od nikogo nie dostaje. Siedzi w tym moim gabinecie i systematycznie raz w miesiącu musi się wybeczeć. Kurwa, załatwiłem jej prawie wszystko, łącznie z badaniami u psychiatry, bo pewnie depresje ma. W opiece posiłki, dożywianie dla dzieci, dodatek mieszkaniowy, i inne chuje muje. Współczułem jej do czasu jak na festynie miejskim tańczyła pod sceną z dwoma innymi lumpami, łażąc z butelką piwa w łapie. W końcu wolny kraj, ale czemu odstawia te swoje jebane szopki? Bo na litość można więcej zyskać. Lecz już kurwa nie u mnie.!

I na zakończenie moherowy berecik. babinka, która za wnuczkę po sadach wszystko załatwia, bo wnuczka wyjebane ma na system i czeka aż ktoś za nią wszystko zrobi. Przychodzi babinka do mnie pożalić się, że wnuczka znowu jej dziecko zostawiła na noc i jakiegoś faceta do łózka nad ranem przyprowadziła. A to że pieluchy kupiła, bo wnusia alimenta przehulała na imprezie. A to że lekarstwa trzeba wykupić małemu, bo mamusia już nie ma a ona biedna tez na leki musi wydawać emeryturkę. babinka niesie ten swój krzyż życia i nie umrze nawet w spokojności o swojego prawnuka, który tak naprawdę jest fajnym i wesołym chłopczykiem.

Nie tylko meliny i syf fizyczny widzę dookoła. Każde, z pozoru normalne życie ma drugie dno. Czasami ludzie, sąsiedzi ukrywają przed wszystkimi tajemnice, które nie są nikomu, nawet rodzinie znane. Pan Witek ma syna, który oficjalnie za granica siedzi, a tak naprawdę na odwyku od narkotyków. Pani Stasia, ta nowa sąsiadka co kupiła mieszkanie, wcześniej miała piękny dom - sprzedała go, bo na adwokatów potrzebowała, bo syn zabił kogoś. Lucynka, pani z warzywniaka, jest ofiarą przemocy domowej, a mąż bije tak, żeby śladów nie było widać. Małgosia, ta dziewczyna co przyszła do nowej szkoły - swoją mamę zraniła nożem, który akurat miała w ręce, gdy ta próbowała jej znowu nastrzelać z płaskiego po twarzy. Pawełek jest chłopcem wstydliwym, bo pewnie przyszedł do rodziny zastępczej, ale niewielu wie że był wykorzystywany seksualnie.

sobota, 28 kwietnia 2012

Wódko pozwól żyć

Alk - to sygnatura sprawy oznaczająca nadzór kuratora nad pijakiem, żeby w imię Boże się zmienił i pozostał trzeźwy do końca swojego wspaniałego życia. Amen.
Dostałem pod nadzór kobietę, menelówa jak chuj. Nie trzeźwieje od ponad 15 lat, mieszka razem z matką także menelówą, która wątrobę ma już dawno na wykończeniu i tak naprawdę to nikt nie wie dlaczego ona jeszcze żyje. Troje dzieci, które urodziła w pijackich zwidach, wychowuje jej była teściowa, która co chwilę lata po różnych psychologach i psychiatrach, bo dzieci z uszkodzeniami poalkoholowymi mózgu i raczej samodzielne w życiu nigdy nie będą. Ogólnie menelówa jest szmatą, bo po pijaku nachodzi swoje dzieciaki, i w pijackich majakach drze pizdę pod oknem, jak to bardzo je kocha i jak to bardzo ich babcia je skrzywdziła, bo zabrała je od niej, kochającej mamusi.
Zima. Śmiegu po kolana, a chałupa menelówy i jej matki znajduje się w lesie, jakieś 3 kilometry od wiochy. Wkurwiony, podpierdalam swoją padaką na czterech kołach leśnymi odstępami, modląc się żeby w zaspie nie wylądować w oczekiwaniu do pierwszych roztopów. Z reguły to pierdole taką pogodę, pisze w akta notatkę że droga nieprzejezdna, a do menelówy wysyłam wezwanie, ale kurwa tego dnia miałem ochotę powalczyć z pierdolonym, śnieżnym żywiołem. Trochę adrenaliny mi brakowało a i była okazja opony zimowe protestować, robiąc Hołowczyca na śniegu.
Podjeżdżam pod dom w stanie agonalnym, gdzie na szczęście syf go otaczający przykryty został białą połacią śniegu, ukrywając truchła beznadziejności losu ludzkiego. Z początku żywej duszy, choć ślady  stópek na śniegu świadczą, że ktoś spędza swoją egzystencję w tej norze.
Puk, Puk. Pukam i czekam. Czekam i pukam.
- Kto tam - głos nieokreślonej płci odezwał się zza drzwi. - Kto tam!
- Kurator! - drę się standardowo i z obrzydzeniem przyglądam się obejściu. Butelki, puszki, wszystko to wala się po podwórku. Ciekawe ile tego pod śniegiem leży?
Otwierają się drzwi, wychyla łeb baba, na oko 70 lat, cuchnąca i śmierdząca starym potem, brudem i alkoholem. 
- Do mnie? - pyta wycharczawszy słowa skierowane do mnie, a mnie na obrzydzenie wzięło na sam jej widok. Kurwa, zawsze się zastanawiam, jak można do takiego stanu sie doprowadzić?
- Szukam Magdaleny Iksińskiej, mieszka tu? - pytam spoglądając na tą kloaczna pokrakę, która tylko w niewielkim procencie przypomina człowieka, a obecnie jest istotą wegetująca na poziomie płazińca - zachlać mordę, nażreć się, spać..... i tak w kółko.
- Nie ma. Poszła gdzieś - charczy w moja stronę plując odorem zgniłych zębów.
- KTO TO KURWA! - z oddali głos dało się słyszeć. Menelinda Iksińska sama się sprzedała.
Wymijam starą, która przygarbiona w drzwiach patrzy na mnie spode łba. Kurwa, jak w Jasiu i Małgosi i chatce na kurzej nóżce ze starą babą Jagą. Zajebiste skojarzenie.
Wchodzę do pokoju, gdzie za drzwi robi robi powieszona szmata. Boję się jej dotknąć, bo śmierdzi i oblepiona syfem. Starucha zapierdala za mną, skrzypiąc bosymi nogami po podłodze. Przez przypadek spojrzałem na jej stopy - brudne, nieobcinane paznokcie, pozakrzywiane i drapiące podłogę. Miałem ochotę się wyrzygać. Oprócz tego jakieś strupy i włochy, wystające spod brudnych spodni.
Małgosia vel Magdalena leży w łóżku. Zajebana. Ubrana w szmatę robiącą za halkę nocną, odsłoniła swoje 30-letnie ciało, od 15 lat toczone przez alkohol. Zamulone oczy, przytłumione alkoholem spojrzały na mnie.
Ja pierdolę, niech to chuj strzeli. Odstrzelić ją powinni na tej komisji alkoholowej. Odstrzał kontrolowany - nie rokuje na poprawę. I teraz babraj się, pal paliwo, gadaj, jeździj, motywuj do zaprzestania picia alkoholu. 
- Kuratorem jestem, ma pani postanowienie sądu że musi podjąć leczenie odwykowe w trybie niestacjonarnym. Trzeźwa jest Pani w ogóle. - gadam, plotę, napierdalam swoje standardowe formułki. Nic do nie nie czuje, żadnego współczucia, kurwa nic. 
Menelka odpala fajkę. Wcześniej pyta czy może, bo się zdenerwowała. Bo ją zaskoczyłem tak wcześnie, bez uprzedzenia. Bo imieniny miała i goście przyszli wczoraj, i ma bałagan, i nieuczesana i w ogóle nieprzygotowana na spotkanie ze mną. Uśmiecha się nawet, pokazując rząd trzech zębów na przedzie, do połowy zjedzonych przez próchnicę.
Całe jej zycie to pasmo nieszczęść. Ojciec alkoholik, matka alkoholiczka, bracia alkoholicy i ona - jedyna córka, też alkoholiczka. Po pijaku troje dzieci - zabrane do rodziny zastępczej. Ona jest dobrą matką, dbała o dzieci, tylko ta kurwa, teściowa była jej zabrała. Byli i faceci - z każdym rokiem coraz większy menel, aż ostatni jej konkubent to recydywista po 15-letnim wyroku, który zrobił przechowalnię jemu podobnych w tym domu. Z rozmowy z nią dowiedziałem się, że starzy kryminaliści przyjeżdzali tu żeby pochlać i poruchać nie tylką ją, ale i starą, która po pijaku miała niezłe wzięcie. Schodziły tu się inne menelówy, liczące na darmową wódę za danie dupy jednemu czy drugiemu. Przyłaziły tu matki, które pozostawiały swoje dzieci same w domu, za możliwość rznięcia się za darmowe chlańsko. Przynosiły żarcie, niejednokrotnie zabierane swoim dzieciom, by koledzy mieli coś na zagrychę. Ludzki syf znalazł swoje miejsce na ziemi.

Co teraz robi menelówa? Wzięła zastrzyk, nie pije trzy miesiące, szuka pracy. W przeciągu ostatnich kilku lat tych zastrzyków już trochę wzięła. Wszystkie przepijała. Matka jej nie żyje. Zachlała się, to córeczkę trochę trzyma w trzeźwości, bo też ją wątroba pobolewa. Boi się że umrze. Lecz wiem, że ten strach jest krótkotrwały, zacznie pić, żeby się nie bać i żeby nie bolało....

Dzieci jej chodzą do szkoły specjalnej. wszystkie upośledzone, na o wiele niższym poziomie intelektualnym niż rówieśnicy. Z nimi także mam kontakt. Zawsze porozmawiają, pokażą swoje rysunki, spojrzą swoimi małymi oczkami i krzywymi buźkami, zdeformowanymi przez alkohol, który tak szmata piła w czasie ciąży. Uśmiechają się krzywymi ząbkami, gdy pytam co robiły w szkole i w co się bawiły. I kurwa cały czas tęsknią za mamą i opowiadają, że czasami je odwiedza i jak są szczęśliwe gdy mogą jej wejść na kolana. Bo te dzieci zawsze będą ja kochać, choćby nie wiadomo jak zła, kurwa, była.

środa, 25 kwietnia 2012

Proza życia codziennego...

W pracy kuratora przychodzi taki okres w ciągu miesiąca, że trzeba zapoznać się z kartami kuratorów społecznych. Oprócz tego że sam zapierdalam po różnych melinach, to mam jeszcze 9 kuratorów, każdy średnio po 7 spraw, którzy jeżdżą po różnych zakamarach i sprawdzają czy u patoli jest lepiej, czy gorzej, składając mi co miesiąc pisemne sprawozdania.
Siedzę więc przy biurku, i przeglądam zapiski.
„Nadzorowana była wczorajsza, w domu brud, syf, śmierdzi, nie posprzątane”. No tak kurwa, a na chuj jej sprzątać, jak brud sam odpada? Tak w ogóle to ta patolka, jak ją pierwszy raz zobaczyłem, to zrobiła całkiem pozytywne wrażenie. Odjebana, tipsy na łapach 10 centymetrowej długości, umalowana jak kurwa z taniego burdelu, miniówka i trwała na pustej czaszce. Normalnie „Topl Madel”. Patolka ma troje dzieci – każde z innym facetem i każde zrobione po pijaku. Najmłodsze z dzieciaków ma 15 lat, najstarsze już 20, wszystkie dziewczyny są puste jak mamusia. Piętnastolatka, jak pojechałem skontrolować czemu do szkoły nie chodzi, powiedziała mi: „bo nie miałam w co się ubrać i kosmetyków nie miałam”. Oj rośnie przyszła pocieszycielka wiejskich meneli. Z kolei najstarsza, 20 latka nie ma tych problemów – brakuje jej 3 zębów na przedzie a dwójka dzieci w rodzinie zastępczej. I tak sobie żyją w swoim szczęśliwym świecie, a ja czekam kiedy następne dziecko tam się urodzi.
Karta druga. „Iksińska podjęła prace dorywczą, dzieci są zadbane, nie ma problemów wychowawczych(…)” OOO, i tu jest sukces! Niektórzy z pozoru normalni faceci to fetyszyści, bo jak nazwać kogoś, kto mając dobrą pracę, będąc czystym i zadbanym, znajduje sobie taka meliniarę, po szkole specjalnej i zakłada z nią rodzinę? Ok, może to miłość, tylko dlaczego została pozbawiona władzy rodzicielskiej nad swoim pierworodnym dzieckiem? Przeszkadzało nowemu, wypachnionemu mężczyźnie? Wielu z was pewnie nie wie, ale większość upośledzonych kobiet, ma bardzo duże potrzeby seksualne. Dla nich jest to normą, pierdolić się po kątach i po pijaku, po prostu taki zew natury. A to że rodzą się potem dzieciaki, upośledzone podobnie jak mamusia – to już jest efekt uboczny tego całego syfu.
Następna karta sprawozdawcza. „Iksińska ma pretensję do kuratora, ze nie załatwił jej mieszkania z gminy w nowym bloku socjalnym”. Nosz to kurwa wspaniale! W ogóle to kurator powinien przyłazić i jeszcze w chacie posprzątać. I podzielić się ryczałtem, bo w końcu dzięki niej zarabia. Ale ta patolka akurat taka zła nie jest. Dzieciaki ogarnia, w domu w miarę czysto, rachunki popłacone – tylko łazi i żebrze gdzie popadnie, zamiast do roboty uczciwej się zabrać.
Cyganka. To jest cos wspaniałego. Chętnie bym przytoczył imiona które mają te dzieci, ale byłoby to zbyt rozpoznawcze. W każdym bądź razie weźcie Biblie do ręki i znajdzie najdziwniejsze imiona – tak maja na imię ich dzieciaki. Problem u cyganki jest taki, że dzieciaki nie łażą do szkoły, bo ich kultura tego nie wymaga. Możesz kurwa pęknąć, zesrać się, straszyć karą z gminy i sądami. Pietnastolatka do szkoły łazić nie musi i już. Tak w ogóle to ma już narzeczonego i jak będzie miała 16 lat to chce urodzić dziecko.
Następna karta to nielatka. Nie taka już mała, bo za 2 miesiące 18 latek będzie miała. Dziewczyna wie czego chce i wie jak to osiągnąć. Wcześniej kradła trochę i za to dostała nadzór kuratora, lecz teraz już wie, że dupą można więcej zarobić i znana jest w okolicy jako podobno dobra lodziara. A jako że jest drobna z postury i wygląda jak gimnazjalistka  - ma powodzenie u dziadów w beemkach.
I na zakończenie perełka, żeby nie było że tylko po melinach chodzę. Państwo Prezesostwo i ich synalek – debil rozpuszczony kasą mamusi i tatusia. Debil ten dla zabawy z innymi debilami pobili człowieka, dla jaj. Starzy posmarowali adwokatowi i poszkodowanemu, który przyznał się że sam zaczepił grupę pięciu nastolatków, ćpających marychę w parku.
Ot, proza życia codziennego.