Ja pierdole, kurwa mać! To pierwsze co mi przyszło
na myśl, jak zobaczyłem to pismo. Ja pierdole! Mam w dupie ta robotę, ani kurwa
chwili spokoju, myślałem spoglądając na postanowienie sądu o przymusowym
odebraniu dziecka. Najbardziej zjebana robota w całej tej pracy.
Patolka chleje, w domu pięcioro dzieci od 10 do 17
lat. Muszę teraz zapierdalać z Policją z pracownikami Domu Dziecka i
Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, by odebrać małoletnich spod opieki
kochającej mamusi. Patolka, znając życie zacznie się drzeć, szarpać, wyć, do
kolan padać, wzywać Wszystkich Świętych i samego Lucyfera, by pomógł jej
zatrzymać dzieci. Dzieciaki zaczną zaraz uciekać oknami, wyć, płakać, trzymać się
mamusi, zamykać w pokoju i rzucać się z łapami do ciebie. Kurwa, jaki ten
kurator jest zły, bo dzieci przyjeżdżać zabiera. Tak jakby to kurwa mój pomysł
był i ja wódę patolowi zjebanemu wlewałem do gardła. Ale ci potem taki zjebany
Ryszard Marchewka z TVN nakręci w Uwadze, że kurator to masochista i z
uwielbieniem zabiera dzieci spod opieki wspaniałej i kochającej mamusi. Z biedy
kurwa, z biedy.
Czy te wszystkie debile z telewizji nie nauczą się,
że w Polsce nikt z biedy dzieci nie zabiera? Od tego są Opieki Społeczne, żeby
każdej rodzinie minimum socjalne zapewnić. Nikt kurwa nie jest taki głupi,
nawet ja, żeby z powodu niskich dochodów zabrać małolatów do placówki. Nikt. Zawsze
są przy tym jakieś inne zaniedbania, które zagrażają życiu i zdrowiu
dzieciakom. Chlanie, głodzenie, nienależyte sprawowanie opieki, zaniedbania
zdrowotne. Z samej biedy nikt dzieciaka nie zabierze i zapamiętajcie to sobie.
Pokląłem na czym świat stoi, powkurwiałem się, wyżaliłem
wszystkim na około, obrobiłem dupę sędzi i wszystkim instytucjom w to
zamieszanym i wziąłem się do roboty.
Najpierw PCPR. Dzwonię, umawiam się na następny
dzień na 8 rano. Oni po chwili oddzwaniają że nie mają samochodu. A chuj mnie
to obchodzi? To niech starosta da swój służbowy, w czym problem. Mają być i
koniec, choćby prywatnymi. Nie obchodzi mnie że kasy nie ma i nie stać ich na
swój samochód. W końcu cos tam wykombinowali. Poinformować maja jeszcze Dom Dziecka
– to od nich pedagog przejmie dzieciaki, jak ja je odbiorę. I nagle dostają olśnienia,
ze przecież bidul ma busa i ich zabierze. Dobrze że na to wpadli, Nobla im.
Potem OPS. Młoda dziewczyna, pracownik socjalny
pyta się mnie czy musi. Nie musi w sumie. Rozmawiam jakiś czas później z jej
kierowniczką, że jutro przymusowe. Dziewczyna z opieki oddzwania do mnie po
chwili, czy ją zabiorę ze sobą. Szybko zdanie zmieniła, niech widzi, że opieka
nie tylko od dawania zasiłków jest.
No i Policja. Osobiście podjechałem do szefa
prewencji, jestem z nim na ‘ty”, więc nie ma problemu. Chłopaki będą obstawiać.
Pyta się mnie czy TVN będzie, to większe siły do obstawy rzuci. Jak rozmach,
kurwa, to rozmach. Proponuje jeszcze terenówkę wyciągnąć – nowy nabytek i za
bardzo nie ma jak się nim pochwalić. A co mi tam, niech będzie terenówka. W
sumie to może jakieś szybkie siły reagowania albo antyterrorystów by dorzucił –
jak ma być pierdolnięcie, to niech w całej Polsce huczą.
Umawiam się ze wszystkimi przed znakiem wjazdu do
wioski. Godzina 8 rano. Potem szybko podjeżdżamy, zawijamy małolatów i
spierdalamy. Szybko, zwięźle i na temat.
Następnego dnia, za około 10 ósma, czekam pod
znakiem. Nikogo, kurwa, nikogo. Mija ósma. Pusto. 10 po ósmej. Pusto. 15 po
ósmej. Pusto. Mój poziom irytacji sięga zenitu. Łapię za telefon, i daje
jeszcze pięć minut i zacznę dzwonić i rzucać kurwami do wszystkich tych, co
mieli się stawić. Dziewczę młode z OPS-u nic nie mówi, zaraz mi kurwa zemdleje
ze stresu. Pyta się czy będzie musiała coś robić. Mówię jej, że w razie czego będzie
matkę przytrzymywać, albo dzieciaka od niej odrywać. Prawie zemdlała.
Za chwile słyszę sygnał syren. Co to kurwa jest! Pożar?
Nie, to dwa radiowozy, w tym pięknie umytą terenóweczką zapierdalają w moją stronę
na sygnale. Ja jebię, niech jeszcze przez megafon zaczną ogłaszać po co tu
jadą! Wylatuje z samochodu i podbiegam do zatrzymujących się pojazdów:
- Kurwa, chłopaki, odpierdoliło wam? – próbuje przekrzyczeć
dźwięk syreny – wyłączcie to do cholery jasnej. Przecież ona kurwa nic nie wie,
spierdoli nam.
- Sorki, sorki, nie wiedzieliśmy – odpowiada mi
gliniarz i wyłącza syrenę.
- A światełka mogą być? – pyta uprzejmie. Niech
będą, co mi tam, skoro lubią takie zabawy.
Mówię im że czekamy jeszcze na Dom Dziecka i PCPR,
którzy przyjadą jednym samochodem. Potem ruszamy przed chałupę, wpadamy szybko,
ja odczytuje postanowienie sądu, łapie dzieciaki po kolei i przekazuję
pracownikowi PCPR lub Domu Dziecka. Patolka jakby się stawiała, mają ją lekko
przystopować.
- Panowie, tylko żadne kajdanki ani chwyty
obezwładniające. Kulturalnie – przypominam im. Kto wie co im odjebie. Młodzi,
narwani, szukają jakiejś adrenaliny jak widać.
Za chwile podjeżdża bus z Domu Dziecka. Przepraszają
za spóźnienie, ale z warsztatu dziś rano go odbierali, bo stary trup ciągle się
psuje. No dobra, ważne że są. Przypominam im kto tu dowodzi i jaka jest rola
poszczególnych instytucji. Niby wiedzą, ale jak ktoś coś zjebie, to będzie na
mnie, bo to ja niby dowodzę.
Umawiamy się że ja jadę pierwszy. Potem Bus z Domu
dziecka, a Policjanci staną kawałek przed domem, co by nie wystraszyć patolki. Przypominam
im o syrenie, żeby już jej nie włączali, bo zjebią całą akcję. Młoda ze mną w
samochodzie, zaczyna gryźć paznokcie.
Powoli ruszamy w stronę domu.
Cdn…