niedziela, 21 lutego 2016

Natural Blues

Natural Blues Moby'ego towarzyszy mi ostatnio. Przemijanie, umieranie, starość. To co robię nie traktuję jak misji, to praca. To zawód który potrafi niszczyć od środka. Który wypala każdą twoją komórkę nerwową bo każe ci myśleć o patolach także w twoim czasie wolnym. Jak się od tego uwolnić? - znajdź pasję, zainteresowanie i kochaj. Kochaj z całego serca, bo kiedy wrócisz od patoli, usiądziesz w fotelu i zaczniesz poddawać się chill outowi, to ukochana osoba powinna ukoić twoje nerwy.
 Hobby pozwoli ci zapomnieć. Pozwoli ci zapomnieć o tych pełnych zła domach, które odwiedzasz każdego tygodnia, miesiąca, roku. To tylko praca, a w pracy staraj się używać jak najmniej uczuć. Zabieraj dzieci bez uczuć. Wsadzaj do MOW bez uczuć. Wyzbądź się ich, bo im więcej negatywnych emocji będzie w tobie, tym bardziej siebie będziesz niszczył. Naucz się być maszyną, postępuj według schematów, bądź surowy, miej poważną minę i bądź skurwysynem. 

A prywatnie ciesz się z życia, zwiedzaj, jedź pod namiot, popływaj łódką, pochodź po górach,  zwiedzaj. Ale wtedy całkowicie miej w dupie patoli, co się z nimi dzieje, co robią. To nie twoje zmartwienie, nie zbawisz świata. Miej czas dla siebie i ukochanych, olewaj tych co chleją wódę, co zaniedbują dzieci, co napierdalają sie po pijaku. '
Bądź trochę egoistą dla siebie. To nie jest tak że żyjesz dla innych. Są momenty że trzeba żyć dla siebie. Tylko i wyłącznie dla siebie bo to twoje życie i to tobie ma być w nim dobrze. Zapamietaj.

Życie jest zbyt krótkie, Bambo...

sobota, 20 lutego 2016

Pan życia i śmierci

Witam serdecznie po długiej nieobecności. Co będę się rozwodził, tłumaczył i takie tam. Czytajcie i uczcie się, szczególnie aplikanci kuratorscy :)

***********



     Postanowiłem zmienić samochód. Nie że nagle zaczęło mi się tak zajebiście powodzić i z tego powodu pozbywam się swojego menelowoza, po prostu stary rzęch zaczął odmawiać już coraz bardziej posłuszeństwa. No i osiągnął już pełnoletni wiek, co dla samochodu, o ile ma nie postanawia być zabytkiem, oznacza techniczną śmierć. Starczy tej męczarni i wstydu przed mechnikiem, stwierdzam że czas na zmianę i zerkam na konto ile mogę przeznaczyć pieniędzy na zakup nowego wozidła. Zajebiście dużo odłożyłem, raptem pięć tysięcy złotych. Ale od czego jest Wykurwiście Szybka Pożyczka Bankowa i po kilku chwilach formalności na koncie internetowym, dostaje telefon z banku że drugie pięć tysięcy dostanę. Spłacę w ratach przez 3 lata. Pan życia i śmierci, kurwa jego mać.
     Udaje się do znajomego mechanika by popytać co kupię za 10 tysi. Żeby się nie pierdoliło zbyt często, było ekonomiczne, wygodne i miało jako taki wygląd. „Miesięczny se kup” – odpowiada mi mechanik. Żartowniś jebany. W końcu coś tam polecił 12-letniego, że w tej cenie powinienem się zmieścić, o ile nie kupie z komisu a będę szukał po jakimś facecie w średnim wieku co głównie swoje auto do wożenia dzieci wykorzystywał i żony na wczasy.
     Nie będę opisywał ile czasu trwało szukanie, ale gdy znalazłem nowy menelowóz i szczęśliwie go zakupiłem, utopiłem jeszcze 2 tysie u mechanika, bo wymagał wymiany i naprawy kilku elementów. A taki dobry miał być, od dziadka zza zachodniej granicy kupiony co tylko do kościoła nim jeździł. Chuj w dupę złodziejom i oszustom. Niemiec płakał jak sprzedawał i dzwoni co tydzień posłuchać jak silnik chodzi – zapewne tak był reklamowany w komisie samochodowym.
     Jeżdżę więc sobie dumny moim nowym nabytkiem, szczęśliwie spoglądając na kolorową deskę rozdzielczą i delektując się radiem z CD a nie kaseciakiem.  Muza łupie że się szyby trzęsą bo i nową płytkę z audiotrackami sobie nagrałem ściągając muzykę z jutuby. Niech się trzęsą wszelkie patole w okolicy a patolki niech spoglądają zazdrosnym okiem na kuratora, co zajebista furą podjeżdża pod ich chałupy na końcu świata. Kurwa, jakie to słabe…
     Jadę ja sobie ostatnio moim nowym, błyszczącym samochodem z alufelgami w kolorze srebrnym w godzinach wieczornych na wioskę, by dokonać kontroli pewnych meneli, co to ostatnio podobno chleją na potęgę. Droga dziesiątej klasy odśnieżania, las, ciemno, zimno a na poboczu widać tylko ślepia zwierzaków, które odbijają się w lampach mojego wykurwiatego wozidełka. Nagle….. mijam na drodze i widzę że cos leży. Jakiś człowie, w kamizelce odblaskowej, głowa w rowie, nogi wystają na jezdnię. Kurwa jego mać, pomyślałem inteligentnie i z piskami opon zatrzymałem samochód, bo przecież może jakiś trup albo cos potrącone przez innego użytkownika drogi. Nie powiem, serce zaczęło mi szybciej bić bo jak to jakiś nieboszczyk co wyzionął ducha? Zaraz przyjedzie Policja i powiedzą że to ja potraciłem, ale chuj z tym. W końcu chyba człowiek leży i może dogorywa w męczarniach….
     Wygramoliłem się z samochodu, włączyłem awaryjne, wziąłem latarkę w łapę i zbliżam się do leżącej kamizelki w gumofilcach. Ciemno już, zimno, nieprzyjemnie. Świecę na leżące zwłoki, które jednak się poruszają i próbują wstać. Standardowo się drę w jego stronę czy żyje i takie tam, ale zanim podszedłem bardzo blisko, masa ludzka postawiła się do pionu i spojrzała na mnie swoimi ślepiami.
- Panie, zgaś pan, O matko!!! – zakrzyknął w moją stronę, jednocześnie brudnymi paluchami masując się po kieszeniach z których wystawały dwie butelki wina.
- Nic panu nie jest? Potracił pana samochód? – mówię do niego patrząc jednocześnie na zakrwawioną twarz, bo miał trochę podrapaną od spotkania z asfaltem.
- Nie, w porządku!! – mówił poklepując się po butelkach z winem – do wsi idę, podwiezie mnie pan?
Tak. Podwiozę i może umyje jeszcze. Najebany menel o wyglądzie bezdomnego wywalił się na drodze i z podwózki chce skorzystać. Nie, nie chciał pogotowia, twierdzi że tylko się wywrócił, stał prosto, nie bełkotał, a do wioski miał kilometr. Za pół godziny zamierzam wracać tędy i jak znów będzie leżał to zadzwonię na pogotowie.
     Pojechałem dalej pracować, bo nie było co rozwodzić się nad pijakiem. Obiecałem sobie tylko ze w drodze powrotnej będę rozglądał się po poboczu, żeby być pewnym że znów degustator nie postanowił pospać przy drodze.
     Chlejący menel na potęgę, do którego się udawałem, wraz z żoną i dwojgiem dzieci mieszka w budynku gospodarczym. Zaadoptowali 3 pomieszczenia, zrobili z tego mieszkanie i tak wegetują. Gmina od dawna nie może dać im lokalu socjalnego, bo nie ma żadnego na stanie. Wiec trwają tak w swojej degrengoladzie, topiąc smutki w tanim alkoholu. A to że dzieci widzą całe to ich pijaństwo, to przecież nic takiego, bo nie awanturują się, nie biją, dziateczkom żarcie dają i nawet ubranka zakupują w lumpeksie, jak zasiłki z Opieki dostaną. Ot, normalna rodzinka na końcu świata, żyjąca dniem codziennym. Najstarsze z dzieci w szóstej klasie pali już nawet papierosy. Przy rodzicach.
Siadam ja sobie w prowizorycznej kuchni przy stole. Koło mnie Państwo Patolnięci. Pan Patolniety rozmawiając ze mną skręca maszynką papierosy z taniego tytoniu. Uśmiechnięty od ucha do ucha, bo trzeźwy jest to i bezpiecznie się czuje. Pani Patolnieta uśmiecha się do mnie i patrzy na męża, który udziela mi odpowiedzi na pytania. Ona sama niewiele się odzywa – szkoła specjalna i upośledzenie umiarkowane skutecznie ograniczają jej logiczne wysławianie się.
- Hełbhaty panu zhobić? – pyta.
- Nie, dziękuję nie chce herbaty.
- Może kawy? – Patolniety tym razem zapytuje.
- Nie, za późno na kawę dla mnie – odpowiadam uprzejmie patrząc jak kolejny papieros wychodzi z maszynki nabity tytoniem. Pół stołu zajmuje rozsypany posiekany tytoń, a na rogu stołu leżą puste pudełka po papierosach, które będą zapełniane tymi narobionymi. Marlboro de luxe.
I gdy tak sobie miło gawędzimy o trudach dnia codziennego, młodsze dziecka podbiega do stołu i pac, łapka w tytoń ze połowa się rozsypała po podłodze.
- KURWA MAĆ! – krzyknął Patolnięty – no weź kurwa tego dzieciaka przytrzymaj!!! Widzi pan co narobił, i jak tu kurwa wytrzymać?
     Jebaniutki, chciał bym jeszcze mu współczuł. W sumie to szkoda trochę mi się go zrobiło, tyle tytoniu poszło w pizdu. Pewnie z pół zasiłku z opieki, bo Patolniety nie pracuje bo jak to mówią – nie ma pracy dla ludzi z takim wykształceniem a za „tysionc nie bede robił”.
I wtedy zrobiłem najstraszniejszą rzecz jaką może zrobić kurator w swojej pracy. Rzecz, którą mam dzięki uprawnieniom mi nadanym podczas mianowania na kuratora zawodowego. Rzecz, której boją się wszystkie patole w okolicy bliższej i dalszej. Rzecz, przez którą drżą w strachu i chowają się w szafach przede mną, obawiając się konsekwencji moich urzędniczych czynów. Przeprowadziłem z Patolniętym….. rozmowę dyscyplinującą!
     Tak, drodzy czytelnicy bloga, którzy słusznie mnie opuszczacie nie widząc nowego wpisu. Patolniętych poinstruowałem słownie, ze srogim spojrzeniem, że należy dzieci wychowywać i dbać o ich rozwój emocjonalny, fizyczny i zaspokajać potrzeby biologiczne. Wspomniałem jak ważne jest wykształcenie i edukacja, Jak ważne jest okazywanie zainteresowanie dzieckiem i jego sprawami. Jak istotne z pedagogicznego punktu widzenia jest stymulowanie rozwoju dziecka i okazywanie mu szacunku i zrozumienia. Mówiłem spokojnie, rzeczowo, gestykulując i akcentując najważniejsze rzeczy. Swój wywód kierowałem zarówno do Pana Patolnietego jak i do jego żony, która z rozdziawioną gębą chłonęła wiedzę przekazywaną im przeze mnie. Po 15 minutowym wywodzie byłem z siebie dumny. Teraz to rodzina została naprawiona już przeze mnie i tylko patrzeć, jak nadzór sądu zakończy się niedługo. Uszczęśliwiony wstałem od stołu, gdy nagle drzwi wejściowe otwarły się z impetem.
- Dziadek przyszedł! – krzyknął najstarszy z dzieci.
Kamizelka odblaskowa wgramoliła się do mieszkania.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Judasz



      Cichutko zakradłem się pod drzwi, bo wcześniej usłyszałem szmer na korytarzu. Stanąłem przed pomalowaną olejnicą płachtą płyty OSB do której ktoś zamontował klamkę i wizjer. Wyjebitnie duży wizjer, na który wystarczyło spojrzeć swoim kuratorsko-świdrującym wzrokiem by domyślić się że ktoś na mnie łypie okiem z drugiej strony. Tak. Patol spogląda podejrzliwie zza niego na mnie i zerka swoim kaprawym wzrokiem na postać stojącą pod jego świątynia upadłości.

„Czego on tu kurwa przylazł?” – pomyślał zapewne, niepewnie strzepując popiół ze skręconego peta na podłogę. Zaszurał przetartym kapciem by rozprowadzić wypalonego ścierwa równomiernie po zatęchłych dechach.

      Ale ja twardo stoję, patrzę na otwór i przybliżam głowę do niego. Teraz ja z drugiej strony łypie swoim wzrokiem by zobaczyć czy ktoś jest w środku mieszkania. W pewnym momencie nasze oczy spotykają się w szkiełku wizjera, powodując zarówno u mnie jak i u patola mruganie.
„Jest!” - myślę w swojej głowie i obmyślam plan jak sprowokować go do otwarcia drzwi. Czuję smród peta którym się zaciągnął głęboko w płuca. Zaczynam psychologiczną grę. Grę opartą na wyczekaniu odpowiedniego momentu, by zmobilizować postać po drugiej stronie do otwarcia swych czeluści. Jakiego podstępu użyć, jak dokonać tego cudu?

      Ponownie pukam nie odklejając swojego oka od judasza, wpatrując jak zahipnotyzowany w oko patola, który także nie wie chyba co zrobić. Nastał pat.  Żaden z nas nie jest w stanie podjąć żadnej racjonalnej decyzji, ale żaden z nas nie potrafi odkleić swoich gałek ocznych ot tego magicznego otworu. Czuję jak sekundy stoją w miejscu, czas spowolnił, a ja stoję i zastanawiam się jaki ruch wykonać.

      Patol mrugnął. Po jego mrugnięciu mrugnąłem i ja. Dla pewności mrugnąłem jeszcze raz, tym razem patol powtórzył mrugnięcie za mną. Postanowiłem zamrugać dwa razy, ale patol szerzej otworzył swoją powiekę, jakby nie dowierzając i nie rozumiejąc moich intencji. Dla pewności zamrugałem jeszcze raz dwa razy.
Cholerny pat.

Pytaliście o brak postów na blogu?

Oto odpowiedź

Bambo - niewolnik pracy

lub bezpośrednio z linka:

http://mydrea.ms/m/articles/view/Bambo-niewolnik-pracy


poniedziałek, 14 września 2015

O Matko Przenajświętsza....

O Matko Przenajświętsza, któraś Niepokalana wydała dzieciątko na świat.... W sumie początek historii mi nie wyszedł ale cholera z tym. Rzecz ma się o cudownie brzemiennych nielatkach, które w swej jakże młodej naiwności pozachodziły w ciąże nie do końca chyba wiedząc skąd tak naprawdę biorą się dzieci. Co prawda  słyszały że chłopiec wkłada coś miedzy nogi, ale że w konsekwencji tego narodzą się dzieciaczki, to kto by się spodziewał.

Poruszając się po czeluściach zapadłych nor, gdzie jeszcze 30 lat temu PGR był wyznacznikiem zamożności wsi, a w całym kombinacie pracowały pokolenia rodzin, na mojej drodze stanęła pewna młoda dziewczyna, która po urodzeniu dziecka nie mogła zostać jego opiekunem prawnym, ze względu na wiek małoletni. W tej sytuacji należy dla dziecka które przyszło na świat wyznaczyć opiekuna prawnego, którym przeważnie zostaje mamusia takiej dziewoi i pełni swoja funkcję aż jej ukochana córeczka dopełni 18 roku życia.

Tyle wstępem, co by rozjaśnić niezorientowanym.

Lat siedemnaście i pół miało dziewczę, gdy otrzymałem zlecenie na wywiad środowiskowy w tej sprawie. Wciąż się zastanawiam po cholerę tam jechać, przecież wystarczyło wezwać małolatę i jej matkę do Urzędu Stanu Cywilnego i tam administracyjnie podpisać papiery. Ale nie, w tym kraju sąd musi decydować o wszystkim, marnując tony makulatury, czasu i prądu w elektrowni. Sam zauważyłem dziwną zależność - im większa informatyzacja, tym więcej papieru się produkuje. Po chuj to, to nie wiem. Wprowadzili nam oprogramowanie żeby nagłówki ładne się drukowały, bo tylko taki sens tego widzę. No i oczywiście żeby nas więcej kontrolować, bo system od razu wypluje jeśli zrobiłeś coś choć jeden dzień później.

Ale wróćmy do naszej nielaty, co to urodziła i musiałem do niej pojechać by odpowiednie wywiady porobić. Jak już na wstępie napisałem, była to wioska po byłym PGR-rze. W sumie kilka bloków, 3 domy na krzyż. Za daleko od miasta i nikt nowy się nie buduje. Określić można to miejsce gdzie "psy dupami szczekają". Podobno w tej wsi kiedyś mgła konia udusiła, ale to chyba plotki.

Zapomniałem Wam napisać, że niedawno zmieniłem samochód. Mój poprzedni trup postanowił wyzionąć ducha praktycznie na amen. Coś w nim stuknęło, puknęło i się rozkraczył. Nie żebym strasznie płakał, ale żal było go sprzedawać za przysłowiowa flachę domorosłemu mechanikowi samochodowemu, w końcu nie jednego patola na swe reflektory widział. Ale mus to mus. Zjebało się i nie ma co żałować. Podobno Niemiec płakał jak go sprzedawał pierwszemu właścicielowi w Polsce i przez pierwsze trzy miesiące dzwonił do Polaka co tydzień posłuchać jak silnik pracuje, ale ja byłem czwartym właścicielem więc telefonów od Niemca już nie dostawałem. No cóż, trzeba było szybko szukać kolejnego, ale tym razem zebrałem wszelkie oszczędności, pożyczka z banku i kupiłem sobie auto. Od Polaka, bo nie chcę Niemca wydzwaniającego co tydzień. Od tak zajebiście uczciwego Polaka, że już 3 tysiące włożyłem w tego jebanego, zasranego, rdzewiejącego grata. Ale mechanik powiedział ze jeszcze z dwa tysie i powinienem pojeździć spokojnie do następnej wiosny. Chuj Ci w dupę jebany oszuście. Uff, juz mi lepiej.

Ale wróćmy do naszej małolatki i jej dzidziusia. Podjechałem swoim wozem pod blok. A wóz mam ładny, rdzę na felgach stalowych nowymi kołpakami zakryłem, więc lśni się niczym psu jaja. Całe 100 kucyków ma pod maską, to mogę pijaków na wioskach błotem ochlapać, jak spod chałupy ruszę z kopyta. Miazga. Pukam do mieszkania, choć muszę przyznać że drzwi były ładne, całkiem nowe, pewnie z pińcet kosztowały razem ze wstawieniem. Szkoda że tego samego o klatce schodowej nie można powiedzieć, ale w końcu za dużo nie ma co wymagać. Najważniejsze  że drzwi nowe, a reszta się okaże. Pukam delikatnie do mieszkania, a po chwili drzwi stają otworem i pokazuje mi się.....

Ja Was wszystkich kurwa przepraszam. Ale to zajebiście mocno przepraszam. Ja wiem że uroda to rzecz gustu. Że nie każdy jest piękny. Nie każdy jest słodziutką blondynką albo ponętna brunetką. Ale kurwa, ta młoda maszkara co mi w drzwiach stanęła wywróciła mi wszystkie bebechy do góry nogami, a w głowie kołatała mi myśl, jak mocno upośledzony był ten co ja bzyknął. Bo pijany by tego nie zrobił. Kurwa, żeby to zrobic z taka maszkarą żeby być pijanym w trupa, a trup nie rucha przecież!

No dobra, jak wyglądała? Hmmm, 160 wzrostu. Przeraźliwie chuda. Bez zębów na przedzie, a raczej z takimi kikutami zjedzonymi przez próchnice. Poobgryzane paznokcie, brudne nogi, brud na szyi. Śmierdziało od niej niemiłosiernie. Włosy długie i tłuste. Jednym słowem - tragedia. A najlepsze było to, że matka czysta, zadbana, w domu bieżąca woda i nawet mydło. A ona wcale szkoły specjalnej nie skończyła. Do kurwy nędzy!!! Jak można własną córkę doprowadzić do takiego stanu? Jak mozna w wieku prawie lat 18 nie widzieć siebie w lustrze?

Minęły z 3 lata. dziewczyna przyszła do mnie na dyżur. Od razu poznałem. Zbrzydła jeszcze bardziej. I była w ciąży. Przyszła podpytać co zrobić by ustalić ojcostwo. Ciekawi mnie kim jest ten ojciec nienarodzonego dziecka, cholernie ciekawi.

Uffff. Dobranoc :D

niedziela, 13 września 2015

Linczujcie mnie.....

Tak, zasługuje na lincz. I to porządny. Ale było lato i odpoczywałem, nabierając coraz większego dystansu do tego co dzieje się wokół :) Zawierałem nowe znajomości, by móc w przyszłości robić prawdziwe reportaże i za nic nie żałuje. Ale o blogu pamietam, dlatego zapraszam do przeczytania tekstu jaki ukazał sie na www.mydrea.ms

Mądre Głowy a Pomoc Społeczna

lub skopiować:

http://mydrea.ms/m/articles/view/M%C4%85dre-G%C5%82owy-a-pomoc-spo%C5%82eczna

Pozdrawiam serdecznie

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Lato, lato wszedzie....

"Lato, lato wszędzie
a Ty zapierdalaj szybko
po tej grzędzie"

Urlop mi się kończy właśnie teraz jak pogoda się robi. Wiem, nic nie wrzucałem, nic nie pisałem ale postanowiłem zrobić małą przerwę wakacyjną. Ale, żeby nie było smutno to powiem Wam że cos napisałem, co prawda ukazało się to na stronie portalu literackiego, lecz myslę że jest wystarczająco mocne. Oto fragment:

" (...) Pamiętam takie zdarzenie, że w jednym z Ośrodków Pomocy Społecznej zebrało się szanowne grono „urzędniczych pomocowców” w liczbie około 6 i ja. Na to zebranie wezwano kobietę i jej konkubenta, który znany był z tego że za kołnierz nie wylewał. Przyszli obydwoje, siedli na wyznaczonym miejscu, a przewodnicząca szanownego grona nawiązała taki to dialog bezpośrednio po szybkim przedstawieniu się:
- Pan pije, prawda? (...)


A jeśli nie działa, to znajdziecie na www.mydrea.ms

Pozdrawiam i zasiadam to nowego tekstu.  W końcu w wakacje należy coś "spłodzić" :) A temat mam bardzo ciekawy :)