Uwielbiam program
dokumentalny „Chłopaki do wzięcia”. Myślę że dopiero w tym programie wiele osób
zobaczyło czym tak naprawdę jest patologia. Czym jest bieda intelektualna oraz
pełne frywolności podejście do życia codziennego. Weźmy na przykład takiego „Szczenę”.
Facet po trzydziestce, macha jednego dzieciaka jakiejś kobiecinie, a gdy ta
jest w ciąży zostawia ją dla jej koleżanki, której także macha dzieciaka.
Pierdolony byk rozpłodowy spod wiejskiej remizy. I jeszcze w którymś z
ostatnich odcinków mówi że on gumy nie używa, bo tylko dziwki używają
prezerwatywy, a on kobiety szanuje. Tak, moi drodzy i spragnieni następnych
opowieści czytelnicy. Taki jest obraz miernoty intelektualnej.
Jednakże muszę podziękować
tym wszystkim patolom, menelom i wszelkiej maści lujom. Dzięki nim mam pracę bo
to są moi chlebodawcy, więc z szacunkiem do wszystkich meliniarzy, bo nie
każdemu dany jest los bycia kimś lepszym.
I tak sobie wędruje po
swoich bezdrożach, jeżdżąc z wioski do wioski niczym proboszcz po kolędzie doglądający
swoich owieczek, aż trafiam na bardzo ładny domek, postawiony zaledwie kilka
lat temu. Trawka świeżo przystrzyżona, elewacja pomalowana, płotek ładnie
nieśmiertelnymi tujami obsadzony, dróżka do drzwi kamyczkami ładnie wyłożona.
Staję przed furteczką i z niedowierzaniem zerkam na zlecenie wywiadu które
przyszło z Sosnowca. A w zleceniu jak byk napisane, a raczej zapytane czy
Jadwiga Podolska może urlopować dzieciaki z bidula na wakacje. Nie powiem,
raczej do tak ładnych domków na urlopowania z bidula nie chodzę, ale różne są koleje
losu…..
Jak przystało na
praworządnego kuratora, obywatela przenajświętszej Rzeczypospolitej, który na
Komorowskiego nie głosował a Dudzie proponował bycie doradcą do spraw kurateli
(w sumie to mnie olał i nie dałem sobie rady załatwić roboty w Warszawce i
zostać popularnym słoikiem), zadzwoniłem dzwonkiem u furtki w oczekiwaniu na
zdarzenia, które niewątpliwie miały się zaraz zdarzyć, a które to powodowały że
przechodził mnie dreszcz przynajmniej nie rozkoszy ani podniecenia. I gdy tak
sobie stałem i spoglądałem na mały domek, na który obecnie próbuję zapracować
na trzech etatach i czterech potajemnych, nagle otworzyły się drzwi, a w nich….
No właśnie, muszę coś
Wam drodzy czytelnicy wytłumaczyć, bo nie wszyscy wiedzą. Jak wiecie zapierdalam
w sądzie i mam odpowiedzialną pracę. Moja praca jest tak ważna i potrzebna w
społeczeństwu, że nasz ukochany rząd w imię dbania o moje uposażenie i potrzebę
wymiany żyrandola, zamroził mi pensje kilka lat temu, zakładając że na chuj mi
więcej zarabiać, ośmiorniczki na talerzu dla notabli są ważniejsze. Ale żeby
było śmieszniej i cudowniej stwierdzono, że jak chce dorobić sobie to muszę
mieć zgodę prezesa Sądu Okręgowego, Kuratora Okręgowego i oczywiście
Kierownika. Praca w której będę dorabiał nie może być moralnie dwuznaczna i być
godna kuratora, więc bycie cieciem w burdelu czy dostawcą pizzy odpada na
wstępie. Co prawda mógłbym zmienić pracę i wziąć kredyt, ale nie chce mi się,
bo jeszcze mam trochę siły by walczyć z patolami. Jak będę przymierał głodem
zawsze mam szczaw i mirabelki, których się nawpierdalam będąc często na
wioskach. W sumie to kilka razy będąc w różnych domach proponowano mi żarcie
czy talerz ciepłej zupy, lecz z żalem odmawiałem choć nie raz kichy mi na lewą stronę
z głodu wywracało. Ale to tak na marginesie.
Stoję więc ja przed tą
furtka, zakupioną w jednym z budowlanych marketów i podziwiam komin budynku
wraz ze sztucznym bocianem na jego szczycie, gdy drzwi otwiera kobieta. Aż zmrużyłem
oczy, bo co prawda wysoka była i szczupła, to jednak piętno ciężkiego żywota
odbijało się na jej twarzy. I nie było to piętno ciężkiej pracy, a raczej jej
braku i zapijania bezrobocia napojami wysokoprocentowymi. Przedstawiłem się i
wszedłem do środka domku, jednocześnie dowiadując się, że jest to główna
bohaterka mojego reportażu. Powiem Wam szczerze, zamurowało mnie troszkę, bo
domek w środku ładny, gustownie urządzony, nowe mebelki, sprzęcik RTV i w ogóle
cud malina. Nie powiem, chciałbym tak sobie mieszkać, ale nie jestem zazdrosny
że innym bardziej się w życiu poszczęściło jak mi.
Siadam w jadalni przy
stole, otwieram swój zeszyt w twardej okładce i wyciągam państwowy długopis, w
którym już trzy razy wkład wymieniałem, ponieważ na rok przysługuje nam jeden
długopis i 4 wkłady do niego. Najlepsze jest to że zeszytów mamy do woli
praktycznie, a na długopisach oszczędność. Nigdy nie zrozumiem polityki
finansowej sądu. Ale w końcu cyferkami zajmują się mądrzejsi niż ja.
Okazało się że wysoka i
szczupła kobieta, z żółtymi i pełnymi próchnicy zębami ma 27 lat i dwoje dzieci
w pogotowiu rodzinnym. Oficjalna wersja to taka, że konkubent był alkoholikiem,
bił ją i dlatego dzieci straciła. Patrząc na jej facjatę mógłbym przysiąść że
ona także miała niemały wpływ na to, ale w końcu nie znam jej, przyjechała z
Sosnowca i mogę się mylić ferując niesprawdzone wyroki. A to że miała skończoną
tylko szkołę podstawową, także nie miało znaczenia. I to że dwa miesiące temu
poznali się przypadkiem i ona po tygodniu znajomości zamieszkała u swojego
nowego partnera także nie miało znaczenia. Ogólnie śmierdziało od niej ropną
wydzieliną z ust, miała poobrywane paznokcie aż do krwi a wielka kurzajka na
jej brodzie dodawała jej wątpliwego uroku.
Wiem, kurwa, wiem! Nie
ocenia się ludzie po wyglądzie. Może mają wartościową duszę i w głębi duszy są dobrymi
ludźmi, a uroda to rzecz gustu. Tylko jej waliło z ust tak mocno, że na metr
czułem i słyszałem jak próchnica zżera jej zęby. I te paznokcie….. dobrze że
nie spojrzałem na jej paznokcie u stóp, bo miała klapki na bose nogi… brrr
OK., przyznaje z męskiego
i szowinistycznego punktu widzenia. Była brzydka. Była brzydka bo nie dba o
siebie i wygląda jak patol. Albo nim jest. Zresztą nieważne. Niech się
Sosnowiec martwi. Gadka-szmatka o życiu, planach na przyszłość i chęci
odzyskania dzieci. Pytam o jej partnera, do którego w końcu ta chałupa należy.
- O właśnie przyjechał –
powiedziała w moją stronę i w tym samym momencie usłyszałem warkot silnika
samochodu podjeżdżającego pod budynek. Po chwili wchodzi ON.
I weź tu kurwa bądź
mądry. Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi. Poległem. Cały mój system wartości chuj
strzelił i bombki porozbijał. Witki mi opadły na widok faceta który po chwili
wszedł do jadalni i usiadł przy stole z nami. Opisze go jednym zdaniem.
Przystojny, elegancki, wysoki, świetnie ubrany trzydziestoparolatek.
Zarabiający dwie średnie krajowe. Bezdzietny. W kilkuletnim sportowym wozie. Kopara
mi opadła gdy matka dzieci w pogotowiu opiekuńczym przedstawia mi swojego
partnera życiowego.
No cóż, są różne gusta
i guściki, ale to już według mi zakrawa na jakiś fetysz. Ale w sumie…. Skoro mu
to pasuje i są szczęśliwi… A już myślałem że w tej pracy nic mnie nie zadziwi.
Na koniec kilka słów na dobranoc. Chciałem podziękować Radkowi z Luszowic, on wie za co. dzięki stary i specjalnie dla Ciebie poświęciłem ten wieczór na napisanie artykułu, wkładając zapałki pod powieki i pijąc dobrego drinka (oczywiście w ramach walki z alkoholizmem - wypijam żeby dla innych było mniej). Druga sprawa to udzielanie porad na maila czy za pomocą FB. Wybaczcie, ale nie jestem stanie poświęcać się indywidualnym przypadkom, bo czasami jest to kilka maili tygodniowo związanych z udzieleniem porady. Zawsze odpisuje żeby kontaktowac się z kuratorem sądowym który przynalezy terenowo do miejsca zamieszkania. On zna sprawę i wierzcie mi że lepiej podpowie.
Kolejna sprawa to propozycję spotkań, zdradzenia w tajemnicy kim jestem. Od razu mówię, że dotychczas spotkałem się tylko z dziennikarzami (Polityka, Duży Format). Nie spotykam się z dziewczynami, nie umawiam na spotkania i nie zdradzam swojego nazwiska.
No i na koniec, jak zwykle prośby o zmianę wyglądu bloga, bo źle się czyta. Dla nowych czytelników wyjaśnienie: były już takie wnioski i nawet próby w przeszłości, ale większość woli męczyć wzrok bo czytanie wymaga skupienia a kolor czarny jest odzwierciedleniem historii tu umieszczanych. Więc męczymy się razem wszyscy ze sobą.
A teraz czas na drugiego drina i jadę na balety. W końcu jutro wolne!!!!