Wezwani. Przychodzą, pouczam, straszę, przestrzegam. Oni tłumaczą się kłamią,
oszukują lub nie przyłażą w ogóle, bo mają wyjebane na system. Ja ich, oni
mnie. Haj lajf.
Puk, puk, słyszę pukanie w drzwi swojego gabinetu.
- Proszę! - Krzyczę, nie podnosząc nawet głowy znad notatki, która
pisałem po poprzednim debilu, który chleje na umór i wyżera własnym dzieciom żarcie
z lodówki. Żona jego popierdala po pomocy społecznej i Caritasach, by mieć co
żreć, a on w majakach alkoholowych żre wszystko to co na oczy mu się nawinie i
jeszcze kolesiom od beczułek wynosi.
- dzień dobry – wchodzi do pokoju kobieta lat trzydzieści parę z
córeczką Paulinką lat 16. Lecz co to było za wejście. Kobieta minióweczka,
obcasiki, delikatny makijaż, uczesana bardzo elegancko, w ogóle ładniutka,
elegancka, zadbana. Jest się za czym oglądać na ulicy.
Obok niej stoi córeczka. Lachonik. Wylaszczona jak cholera.
Minióweczka, obcasik, długie włosy, zalotne, uwodzicielskie spojrzenie. Matka i
córka. Obydwie szczupłe, wysokie, normalnie można się zakochać.
- Jestem kuratorem zawodowym i wezwałem Panią do siebie z córką, ponieważ
kurator społeczny napisał mi ostatnio w kartach, że narasta bardzo duży
konflikt pomiędzy panią i córką oraz że paulina się tnie po rekach? –
wyłuszczyłem szybko powód wezwania.
Matka w tym momencie spojrzała na córkę, a ta na nią. Paulinka minkę
zrobiła jakby miała zaraz komuś przypierdolić.
- Co ty, kurwa, znowu nagadałaś temu kuratorowi! – Paulinka grzecznie
zwróciła się do mamusi – pierdolisz mu i kłamiesz na mnie!
- A co, nie jest to prawdą! – tym razem mamusia drze mordę – pokaż rękę,
no pokaż, gówniaro jedna!
- Chwila, chwila – uspokoiłem lachony – po pierwsze Paulino, nie kurwuj
mi tu, bo chyba zapomniałaś gdzie jesteś, a po drugie proszę o cichą i spokojną
rozmowę. TU JEST SĄD!
Ale zajebisty jestem. Tu jest sąd, tak jakby ktoś się jeszcze tym
przejmował.
- Panie kuratorze – zwróciła się do mnie Mamuśka – no zróbcie coś z
nią, no zróbcie. Robi co chce, szwenda się z jakimiś lumpami, pali papierosy,
nie słucha mnie i do szkoły nie chce łazić.
- Co nie łażę, co nie łażę – Paulinka odezwała się – nie kłam, nawet na
wywiadówce nie byłaś. Kiedy byłaś w szkole? No kiedy?
- Przestań! – mamuśka znowu głos podnosi – wiesz że pracuje, dzwoniłam
do wychowawcy!
- taa, pracujesz, chyba dupą – Paulinka znów nie wytrzymuje – ilu masz
tych kochanków, no powiedz! Powiedz że w nocy sama zostaje bo łazisz i się
kurwisz!
- Zamilcz gówniaro! Jak śmiesz!
- Co jak śmie. A nie jest tak? Mnie się czepiasz że z kolegami chodzę a
sama w nocy po baletach latasz. A ile razy w nocy z jakimś facetem w łóżku się pierdoliłas,
myślisz że nie słyszałam?
- To moja sprawa gówniaro! Zobaczysz, ja do domu dziecka cię oddam! Nie
chce cię, rozumiesz, wstyd mi przynosisz!
- STOP! – nie wytrzymałem kłótni lacho nów – O co ja prosiłem, co to w
ogóle jest? Żarty jakieś?
Wyprosiłem córkę, ma zaczekać na korytarzu, a ja na spokojnie
porozmawiam z matką. Rozmowa spokojna, ale mamusia wylewa swoje żale na
córeczkę, jaka to ona jest niedobra, jak jej nie szanuje, jak jej nie słucha,
jak do szkoły nie chce chodzić, jak ja wyzywa. Biedna, poszkodowana mamusia,
która przecież tyle dobrego w Paulinkę ładuje, która dba o nią, wszystko jej
kupuje, a część alimentów który jej tatuś z zagranicy przysyła, daje jej na
kieszonkowe, a to przecież prawie 150 Euro. I taka niewdzięczność. No i te
sznyty na reku. Tnie się gówniara bez opamiętania, na ramionach.
Poprosiłem córeczkę, by z nią porozmawiać i tym razem jej wersje
zdarzeń ustalić.
- Mam jej dość! Czepia się wszystkiego, nigdzie nie mogę wyjść, nic nie
mogę zrobić, tylko mnie kontroluje, wyzywa mnie, popija wódę sama w domu, łazi
do jakiś facetów, pieprzy się na lewo i prawo, nawet koledzy mi o tym mówią. Jak
wypije to ją wszyscy obmacują. Mówią na nią osiedlowa dziwka. Ja mam już dość.
Niech mnie odda do domu dziecka, będę miała spokój.
I na zakończenie Paulinka płacze, ocierając oczy chusteczka
jednorazową. Porozmawiałem z Pauliną, pouczyłem ją, pokazała mi pociętą rękę. W
spokojnej rozmowie całkiem normalna i fajna dziewczyna.
Paulina poszła, a ja wezwałem z korytarza matkę. Nie powiedziałem jej
wszystkiego, co Paulina mi powiedziała. Zasugerowałem by pomyśleli o terapii
rodzinnej. Powiedziałem jej jednakże, że nie powinna swojego życia
towarzyskiego przenosić do domu, gdy Paulina spi w innym pokoju. Krótka rozmowa
wychowawcza, co powinna robić, jak się do córki odnosić, a także czego powinna
od córki wymagać.
Czy da to efekt?
Paulina naukę w szkole średniej (tak, w szkole średniej) rozpoczęła w
mieście wojewódzkim. Zamieszkała w internacie. Z powodu braku problemów
wychowawczych, nadzór kuratora został uchylony. Co teraz porabia, nie wiem.